Przebudzenie

Hej, minęło trochę czasu od ostatniego wpisu, dużo obiecałam a nic nie zrealizowałam, ale wszystko się u mnie zmieniło i wróciła chęć na pisanie. Muszę odkopać co już zaczęłam i pociągniemy ten temat? Tylko muszę sprawdzić czy mam dla kogo pisać. Odzywajcie się!

Pytanko

Witam

Chciałabym się dowiedzieć, czy jeszcze ktoś tutaj zagląda. Przymierzam się do kontynuowania tej historii, dużo czasu minęło a ja mam mały pomysł. Czekam na komentarze.

Epilog zawsze może być prologiem.

Perspektywa Julki…
Jestem Julia Bogacka mam 18 lat blablabla… Tak właśnie było cztery lata temu. Dalej jestem Julka Bogacka, ale już niedługo, bo Misiek poprosił mnie o rękę, do tego mam 22 lata i mam rocznego synka o imieniu Oliwier. Niby nic, ale, jednak dużo. Kilka dni temu zaczęłam kontynuować studia po rocznej przerwie. Nie chciałam zostawić małego, ale mama Michała stwierdziła, że będzie pilnować Oliego.
Chciałam go wysłać do przedszkola, ale Misiek stwierdził, że jeszcze będzie miał czas, żeby się gorszyć. Tak dobrze czytacie mama Michała. Od razu, kiedy urodził się nasz synek, to Michał zrobił badania i dzięki bogu wynik był pozytywny. Michał Winiarski jest ojcem Oliwiera. Cieszyłam się razem z nim i resztą chłopaków. Mały ma 15 wujków, którzy bardzo często przychodzą do nas i rozpieszczają go. Tak samo jak chrzestny i chrzestna. Ojcem chrzestnym jest Zbyszek, który znakomicie wywiązuje się z obowiązków. Oliwier śmieję się do niego zawsze, a jest bardzo nieufny co do ludzi. A matką chrzestną jest Janka nasza słynna Natalia, która zostawiła nas wszystkich na trochę, ale wróciła po roku. Wszyscy się zdziwiliśmy, kiedy wróciła. Dobrze pamiętam ten dzień. Byłam z Olim już w domu. Siedzieliśmy w salonie i chłopaki robili mu zdjęcia. Kiedy ktoś zapukał do drzwi. Poszłam i tworzyć i jak ujrzałam Jankę w drzwiach, to aż mnie w ziemię wbiło.
-Co ty tutaj robisz? – zapytałam i spojrzałam wzorkiem „a nie mówiłam”.
-Wracam przygarniesz mnie? – zapytała i zrobiła słodkie oczka.
-Nie wiem, czy będzie miejsce, bo mój synek cię wygryzł.
-Właśnie też dla niego tutaj przyjechałam – przytuliła mnie mocno i wpuściłam ją do środka.
Weszłam za nią do pokoju, a ona stała naprzeciwko Zbyszka i patrzyli sobie w twarz, a Oli na rękach u Michała wesoło popiskiwał.
-Bartman ta dziewka poszukuje schronienia – odezwałam się i wtuliłam w ramię Michała.
Zibi jakby się cynicznie uśmiechnął i po chwili odezwał.
-U mnie w łóżku i w sercu jest jeszcze trochę miejsca – mówił patrząc w podłogę.
Janka podeszłam do niego i podnosiła mu brodę do góry.
-Przepraszam i dziękuję – pocałowała go delikatnie, a ja zabrałam swoich chłopaków do pokoju.
Mówię o wszystkich, a omijam cały czas Miśka. Otóż on jest fenomenem w tym wszystkim. Na samym początku nie chciał w ogóle chodzić na treningi i na meczę, bo mówił, że nie zostawi mnie samej z małym.
Musiałam wywalać go za drzwi i dzwonić po chłopaków, by go zabrali. Pomaga mi bardzo dużo, ale jak każdy miał już kilka wpadek. Jedna z nich najbardziej zapadła mi w pamięć.

Tego dnia nie zapomnę nigdy i chyba nigdy nie wypłacę się Michałowie za to, że tamtego dnia się spóźnił. Wracałam z Oliwierem ze spaceru i nie miałam kluczy, bo wyszłam z domy razem z Miśkiem bez klucza. Był pewny, że zdąży wrócić, ale mu się nie udało, bo samochód się zepsuł, a Zibi był na treningu. Stałam półgodziny pod drzwiami z małym aż do czasu, gdy przyszedł nasz sąsiad. Pamiętam dokładnie mimo ogromnego bólu jak chciałam powiedzieć Michałowi coś czego się domyślam. Tamtego dnia miałam szansę, by sprawdzić swoją myśl. Siedząc na schodach zauważyłam jak on wchodzi po schodach. Nie widziałam go bardzo długo, bo zniknął po kilu miesiącach. Mieszkanie zostawił i nikomu nie powiedział, gdzie się wybiera. Grzecznie się przywitał i spojrzał na mnie tym wzrokiem, który od dawna siedzi we mnie i nigdy go nie zapomnę. Zaproponował mi herbatę i żebym przebrała małego, dopóki nie wróci Michał. Jak tylko weszłam do niego do domu byłam pewna tego co myślałam. Poczułam zapach perfum i te charakterystyczne zdjęcie w przedpokoju. Posadziłam małego na kanapie w salonie i poszłam do niego do kuchni. Robił nam herbatę, odwrócił się do mnie i znowu na mnie tak spojrzał.
-Nie będę owijała w bawełnę tylko zadam pytanie, które nurtuje mnie już od dłuższego czasu.
-Proszę pytaj – odwrócił się do mnie i spojrzał w twarz.
-Jak nie było pana przez tak długo był pan w Afganistanie? Pan jest Oliwier Małecki? Jaki pan właściwie, to tato – nic nie mówił tylko patrzył na mnie jak zaczarowany – Czekałam na Ciebie przez tyle czasu, kieruje się do dzisiaj twoimi radami, z twoim listem śpię pod poduszką i nie wiem dlaczego nie wróciłeś. Nie mieszkam z matką nie mam już matki oprócz chłopaków i mojego synka nie mam nikogo tato czemu tak długo czekałeś i nie chciałeś się ujawnić? To ja twoja mała Juleczka – z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
-Nie chciałem rozwalać Ci życia, wiem już wszystko jak twoje życie się toczyło i wiele razy z tego wszystkiego łapałem się za głowę, bo jesteś naprawdę silna przeżywając, to. Pamiętałem cię zawsze w pięknych blond włosach i lokach, a teraz nie byłem pewien, czy to ty – po jego poliku spłynęła łza.
-Modliłam się, mówiłam do Ciebie, bo czułam, że byłeś koło mnie. Nigdy nie uwierzyłam w to, że nie żyjesz – położył dłoń na moim policzku.
-Moja księżniczka – mocno mnie do siebie przytulił.
-Tato nie zostawiaj mnie nigdy proszę – szeptałam i płakałam.
-Jak tylko będziesz chciała, to będę jak najbliżej Ciebie – mówił głaszcząc mnie po głowie – Właściwie, to was – skinął głową w stronę salonu, gdzie był Oli.
-Przepraszam, że się tak rozkleiłam – wytarłam nos chusteczką.
-Łzy, to nie wstyd. To oznaka, że Ci na kimś zależy – kocham te jego mądrości.
-Zawsze będziesz moim przykładem – poszliśmy do salonu i wziął Oliwiera na ręce.
-Nie bez przyczyny dałaś mu na imię Oliwier? – zapytał i przytulił małego.
-Oczywiście, że nie – puściłam mu buziaka.
Mały na początku nie wiedział co się dzieję, ale później już się śmiał do swojego dziadka.

I tak właśnie mam również ojca, na, którego tak długo czekałam. Wszystko dobrze się układa i oddzieliłam dawne życie od rzeczywistości. Marcin nam również sporządniał. Wszyscy są pełni jego przemiany, ale jest ona naprawdę duża. Otóż jest z Kamilą i dobrze sobie radzą wychowując małego Stasia. Na szczęście dla tego malucha okazało się, że jego ojcem nie jest Kuba tylko Marcin. Sama Kamila również była bardzo zdziwiona, bo była przekonana, że to Kuba, jednak wszystko dobrze się skończyło. Mieszkają razem i mają dobre relacje ze wszystkimi. Moje stosunki z Kamilą również się trochę ociepliły, ale nigdy nie będzie dobrze, bo uraza, gdzieś w nas będzie siedziała do samego końca.
Tak, to moje życie płynie i jest mi bardzo dobrze.
Teraz jest kilka minut po pierwszej w nocy, a ja siedzę i uczę się z notatek od Anety. Mój pokój się prawie w ogóle nie zmienił od roku. Może tylko, tyle , że pojawiło się łóżeczko i większe łóżko, bo na tamtym było nam ciasno z Miśkiem, a notatki jak leżały tak leżą. Uczę się na przedostatni egzamin w tym roku już od kilku godzin. Michał śpi o bok, a ja słyszę, że Oliwier zaczyna płakać. Wzdycham i chcę wstać, ale Winiar mnie wyprzedza. Całuje mnie w policzek i wstaję do niego. Bierze go na ręce i kładzie na swojej poduszce, a sam również kładzie się obok niego.
-Misiek nie ucz go spać z nami, bo jak będzie starszy, to będzie problem – skarciłam go.
-Ale ona ma mieć wszystko, co chcę – odparł i pocałował go w czółko.
-Ma naprawdę wszystko, ale wspomnisz jeszcze moje słowa – wzięłam Oliego na ręce i odłożyłam do łóżeczka.
Nawet nie zauważył, że zmienił swoje położenie. Wtulił główkę w pieluszkę i kontynuował sen. Winiar leżał i patrzył na mnie jak czytam. Nie mogłam się przez, to skupić.
-Śpij, bo masz dzisiaj trening – odezwałam się.
-Jesteśmy sami pierwszy raz od tylu miesięcy, a ja mam przy tobie spać – stwierdził.
Miał rację pierwszy raz prawie od roku jesteśmy sami w domu. Bartman poszedł do Janki, mama Michała pojechała do domu, bo tata już się stęsknił i jesteśmy sami.
-Mam ważny egzamin wiesz o tym – mówiłam, a on już zbierał notatki z łóżka.
-Ja też jestem ważny i zaraz Ci powiem, czy zdasz ten egzamin, czy nie – schował wszystko do szuflady i zaczął mnie całować.
Nie miałam ani siły ani ochoty protestować nawet. Poddałam się mu całkiem i napajałam jego czułością. Nie po raz pierwszy przeżyliśmy cudowną noc i poszliśmy bardzo późno spać. Dobrze, chociaż, że Oliwie był grzeczny i pierwszy raz nam nie przeszkodził nawet trochę. Można powiedzieć, że my mu bardziej mogliśmy przeszkadzać w spaniu.
Rano udałam się na uczelnie razem z Janką, a mały został z chłopakami. Egzamin miałam na 9 rano, a chłopaki trening na 11, więc damy radę. Pisałam i zastanawiałam sobie, czy radzą sobie jakoś. Patrzyłam cały czas na telefon, ale nie dzwonili. Napisałam szybko, jeszcze szybciej zdałam cześć ustną i wybiegłam jak oparzona z budynku. Natalia miała wykłady, więc musiałam wrócić autobusem.
Wbiegłam do budynku uprzednio witając się z Tymonem, który jest już zaręczony ze swoją narzeczoną Magdą. Na prawdę cudowną osobą, z którą już po części się zaprzyjaźniliśmy się. Pogadaliśmy chwilę i udaliśmy się na górę. Akurat od siebie wychodził tata.
-Cześć tatku – pocałowałam go w policzek.
-Co jest Juluś? – wiedziałam, że chodzi mu o egzamin.
-Zapewne dobrze, ale teraz martwię się co ujrzę jak wejdę do domu – włożyłam kluczę w zamek.
-Było cicho, więc chłopaki ogarniają Oliwiera.
-Albo on ich wykończył i sam się rządzi – zaśmiałam się i weszłam do domu, a tata poszedł na dół.
Ku mojemu zdziwieniu w progu wszystko wyglądało dobrze i było bardzo cicho. Obeszłam cały dom i nikogo nie było. Pomyślałam o najgorszych rzeczach. Weszłam do kuchni i ujrzałam kartkę na lodówce.

„Jesteśmy na treningu. Michał, Zbyszek, Oli”

Uśmiechnęłam się i spojrzałam na zegarek. Było grubo przed czasem, więc co oni tam robią? Przebrałam się w luźniejsze ciuchy, zmieniłam buty na trampki i zeszłam na dół. Razem ze mną wychodził Radek ze swoją córką. Mała była cudowna i nie była taka mała, bo miała już 6 lat i śliczny uśmiech. Bardzo dobrze kojarzy mnie od babci. Jak ją pilnowałam i razem się bawiliśmy.
-Gdzie idziesz? – zapytali mnie.
-Muszę dostać się na halę, bo porwali mi syna.
-Mi Ciebie podwieziemy – blondyneczka złapała mnie za rękę i zaciągnęła do auta.
W ekspresowym tempie znalazłam się na miejscu. Od progu wszys bardzo miło mnie przywitali zresztą, tak jak zawsze.
-Cześć Asia – przywitałam się z sekretarką.
-Hej – uśmiechnęła się do mnie – Coś Ci potrzeba? – zapytała.
-Szukam syna i reszty osiłków – zaśmiałam się.
-Strzelam albo szatnia albo sala już sama musisz znaleźć ich dokładnie.
-Dzięki – pożegnałam się i udałam do szatni.
Była otwarta, ale nikogo tam nie było. Oczywiście, chłopaki byli już przebrani, bo wszędzie były ich ciuchy, ale również Oliwiera też.
-Co oni robią z tym dzieckiem? – pomyślałam sobie.
Wzięłam picie Bartmana i kogoś czekoladę i poszłam na salę. Już z metra dało się słyszeć krzyki i śmiechy ich wszystkich. Siedzieli na środku boiska w kolę i zachwycali się czymś. Nie widziałam nic z daleka, bo nawet jak siedzieli, to mało co było widać. Podeszłam i ujrzałam jak Krzysiek prowadzi Oliego za rękę, a on przebiera nogami.
-Co wy robicie z moim dzieckiem? – zapytałam, a oni dopiero mnie zauważyli.
-A co ty robisz z moja czekoladą? – zapytał Wlazły wskazując słodycz w moim ręku.
-Zajmuje się nią chwilowo – powiedziałam i zjadłam kolejny kawałek.
-My tak samo zajmujemy się twoim synem – odparł Bartek.
-A, gdzie jest jego szanowny tatuś? – zapytałam, bo nigdzie go nie widziałam.
-Poszedł na chwilę do trenera – odpowiedział mi Bartman i chwycił swoje picie.
Kiedy Oliwier mnie zauważył od razu swoje krótkie nóżki skierował w moją stronę. Igła grzecznie oddał mi moją własność i poszedł wygłupiać się do reszty.
-Co jest Aniołku? – zaczęłam go gilgotać, a ten się śmiał na całą salę, po chwili siatkarze razem z nim.
Rozmawiałam z Bartmanem o egzaminie, a Misiek szedł z małą piłką od siatki w naszą stronę.
-Moja kochana pani życia przyszła – podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował.
-A Ciebie nie ma, a nasz syn chodzi – krzyknęłam.
-Sami go nauczyliśmy – wypiął dumnie pierś – Chciał piłkę, ale wszystkie były za duże i poszedłem do dziadka Jacka, by mu jakąś dał i mam – wyciągnął kolorową mikasę zza pleców i wręczył synowi.
Mały zaczął piszczeć i Kurek mi go zabrał, bo chciał nauczyć go atakować z trzeciego metra.
-Wierzę, że nauczysz mojego syna tego do trzydziestki – odparł Winiar ze śmiechem.
-Nagramy, to tak samo, jak naukę chodzenia – Ignaczak pobiegł z kamerą na nimi.
Zawsze jak jestem obok nich, to śmiałabym się cały czas bez przerwy. Usiadłem z Michałem na trybunach i rozmawialiśmy. Winiar wymyślił grilla u rodziców dla wszystkich, bo jego mama zapraszała.
-Kiedy niby miałby on być? – dopytywała.
-Teraz w sobotę – odpowiedział i krzyknął na całą salę, że wszyscy są zaproszeni.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i znowu się zaśmiałam.
Dzisiaj był czwartek, a z tego powodu, że trzeba było pomóc trochę mamie Michała, to pojechaliśmy tam już w piątek. Chcieliśmy zabrać mojego tatę, ale stwierdził, że sam dojedzie, bo ma coś do załatwienia. Razem z Olim i Miśkiem udaliśmy się w stronę Łodzi.
Tata Michała czekał już na nas w bramie. Przywitał się ze mną, wziął Oliwiera na ręce i pognał z nim do żony. Zaśmialiśmy się z Michałem i poszliśmy na ogród. Usiedliśmy na leżakach i wpatrywaliśmy się w piękny ogród.
-Pamiętam bardzo dobrze, kiedy przywiozłem mnie tutaj pierwszy raz.
-Ja też, to było trochę z zaskoczenie – pocałował mnie w czoło.
-Pierwsze starcie z Karoliną, przystań i tak dalej – wymieniałam.
Na przystani jesteśmy zawsze, gdy tutaj przyjeżdżamy. Nigdy tam nic się nie zmieniło i każdy tak twierdzi. Michał również wszystkie pamiątki zostawił na swoim miejscu od pamiętnej imprezy z Arkiem i nic tam nie dokładał. To miejsce ma swój klimat i nikt go nie zmieni. Pomyślałam, by tam zrobić imprezę, ale Winiar stwierdził, że jedna była i ma złe wspomnienia. Twierdzi, że nie chcę kusić losu, bo nie wyobraża sobie, że jak ktoś wyjdzie z tej imprezy i już nigdy go nie zauważy.

Przygotowałam wszystko z mamą i czekaliśmy na siatkarzy. W sobotę kilka minut przed 17 już prawie wszyscy byli na miejscu. Wszyscy stwierdzili, że nikt nie wraca do domu. Ogród jest bardzo dużo, każdy z nich zabrał swoje namioty i stwierdzili, że urządzą sobie biwak. Na szczęście pogoda była śliczna, to nie było problemu. Chłopaki sobie piwkowali, a ja z dziewczynami drinkowaliśmy. Nie dorównywaliśmy im, ale nie chciałyśmy być gorsze. Jedliśmy, rozmawialiśmy i cały czas się śmialiśmy. Siostra Michała Agnieszka również przyjechała z małym Stasiem. Jak ten czas szybko leci. Pamiętam jak urodził się, gdy byłam w szpitalu, a teraz ma już prawie trzy latka. On i Sebastian Ignaczaka wyszli z pomysłem byśmy pograli w siatkówkę. Zgodziłam się, Oliwiera oddałam Bartmanowi i Natalii i twardo odbierałam każdą piłkę.
Wbiłam już trzy asy Kłosowi, a wszyscy stali i obserwowali nasze poczynania. Jednak nie spojrzałam, że trawnik był mokry i wyłożyłam się, jak długa. Na chwilę straciłam przytomność, bo nic z tamtego momentu nie pamiętałam. Otworzyłam oczy i ujrzałam Michała i wszystkich nade mną.
-Kochanie w porządku? – Misiek głaskał mnie po policzku.
-Tak nic mi nie jest – pomogli mi wstać, ale lekko się zachwiałam.
-Usiądź – polecił mi ojciec, a Winiar zaniósł mnie na ławkę i wszyscy razem siedzieliśmy przy stole.
Był już późny wieczór. Dzieciaki poszły spać, a my staliśmy na małym wzgórzu i puszczaliśmy lampiony. Każdy miał spełniać inne życzenie.
-Ten poleci z myślą, by Julka trzymała pion i już się nie wywracała – odezwał się Krzysiek i puścił lampion wysoko w górę.
-Hahaha bardzo śmieszne – wystawiłam mu język.
-Bardzo nas wystraszyłaś, więc nie ma co się śmiać – odezwał się Bartman.
-Bo takie już są te nasze PERYFERIE SIATKARSIE, ale przeżywamy każdy dzień z nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy, a po każdym upadku będziemy mądrzejsi o jedno doświadczenia – mówił Michał patrząc mi w twarz.
-Po prostu twierdzimy, że coś się kończy po bardzo długim czasie i nie wraca, ale każdy koniec ma gdzieś swój nowy początek i tak jest też w PERYFERIACH SIATKARSKICH. One nigdy się nie skończą – odparł Zbyszek.
-Bo, to nasze wspólne PERYFERIE SIATKARSKI – dodał Igła, a wszyscy powtórzyli po, nim.
Zgodzę się z nimi bardzo dobrze, bo mam takie samo zdanie. Przeżyłam dużo i jeszcze więcej będę przeżywać, ale mimo tych wszystkich szkód jakie wyrządził mi los, gdybym nawet mogła, to nigdy w życiu nie cofnęła bym swojego życia. Jest mi bardzo dobrze pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi, których tak bardzo kocham. Mam Michała, kochanego Synka Oliwiera, mojego braciszka Zbyszka, Jankę i całą drużynę Skry. Można uznać, że jestem w swoim raju i nic więcej mi nie potrzeba, ale coś czuję, że spotkamy się jeszcze nie raz i to nie koniec moich PERYFERII SIATKARSKICH.

                                                                                               KONIEC

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Hej już po raz ostatni tutaj :)

Boże wiedziałam, że ten dzień kiedyś nastanie, ale odwlekałam tą myśl od siebie,  a ona tak szybko nastała. To już koniec tych wszystkich dni z wami i pisania każdego rozdziału no i oczywiście czytania tych ciepłych słów od was wszystkich. Były też te gorsze słowa, ale wszystkie przyjmowałam, bo krytyka jest bardzo ważna. Pewnie nie spodziewałyście się tak szybko EPILOGU, ale musiałam to już zrobić.

Nie wiem jak teraz będę funkcjonować bez tej historii. Uwierzcie, że od listopada to była część mojego życia. Z rozdziałów można było wywnioskować jaki miałam charakter, co lubię, co mi się podoba. To całe opowiadanie to byłam cała ja i moi bliscy. Jednak wszystko trzeba kończyć i tak jest też teraz.

Chciałam, by ta historia pokazywała jakie jest życie i by coś z niej wywnioskować. Najważniejszą sprawą jest to, że zawsze trzeba dać się wytłumaczyć drugiej osobie, a nie działać pochopnie i oceniać ją z góry. Jak to zrobił Michał gdy zobaczył zdjęcia Bogackiej z Marcinem. Po drugie samemu życia się nie przeżyje i trzeba mieć takiego Zbyszka jak Mała, by lepiej się żyło. Gdyby nie tacy ludzie to nie byłoby to dobre życie. Po trzecie nigdy się nie poddawaj i wierz w siebie i swoje możliwości, bo każdy z nas jest jak skała może tego nie widać, ale tak jest. Po czwarte trzeba wyprzedzić los i walczyć z nim gdy jest już bardzo źle to trzeba sobie powiedzieć, że zawsze mogło być gorzej. Julka wiele razy miała załamanie nerwowe po różnych sytuacjach, ale jak już Kuba ją porwał to wiedziała, że nie ma sensu się denerwować i załamywać, bo tego się nie zmieni. Po piąte sport jest czymś cudownym i spełniaj swoją pasję nie patrząc na innych. Ty jesteś panem, czy panią swego życia. Zapamiętaj do śmierci ty układasz plan swego życia.

Teraz podziękowanie dla tych wszystkich którzy tutaj byli. Było was naprawdę bardzo dużo, więc każdego z osobna nie wymienię, a nikogo nie chcę omijać. Jednak spróbuję wymieniać chociaż te osoby których komentarze zostały mi w pamięci. Tak, więc bardzo dziękuję ZAKRĘCONEJ która bardzo dzielnie mnie tutaj wspierała i wielbię ją tak jak jej opowiadania. Druga osoba to NATALCIAx33 lubię kiedy mnie broni i dodaje otuchy, a to bardzo ważne jak się piszę. Trzecia osoba to NIEZAPOMINAJKA. Czwarta osoba to NATALIA, której kocham porównywanie mnie do ojca Mateusza xd. I całej reszcie, która przychodzi mi na myśl czyli MAJCE, WIKTORII, WHOLS SMILING, PAULINIE. Kocham was i jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo dziękuję.

To się kończy, ale mam coś nowego. Jednak kiedyś będę kontynuowała tą historię, bo za bardzo ją kocham, ale nie teraz, bo za bardzo byłoby to nudzące. Zapraszam na moje nowe opowiadania. Mam nadzieję, że się spodoba :


http://siatkarski-zakochany-klaun.blogspot.com/

KOCHAM WAS I JESZCZE RAZ WIELKIE DZIĘKI ZA TE WSZYSTKIE 11 MIESIĘCY :)

Rozdział 75 – Dwa anioły.

Perspektywa Julki…
Kiedy chłopaki się na mnie rzucili schowałam się za Michała. Biegli w moja stronę z taką miną, że aż sama się bałam. Mało ta kryjówka pomogła, bo od razu mnie wytargali i zaczęli ściskać i całować. Jak już otrząsnęli się po mnie, to spojrzeli na Olgę. Trochę nie ogarniali co jest pięć, ale wytłumaczyłam, im, że to Olga. Przywitali się, podobnie, tak jak ze mną i mogliśmy wejść do środka. Na sali ujrzałam trenera od razu do mnie podszedł i mocno przytulił.
-Boże jak nam ciebie brakowało – odparł i jeszcze raz mnie przytulił.
-Obiecuję, że już nigdzie się nie ruszę – położyłam dłoń na sercu.
-Mam nadzieję i chciałbym cię jeszcze przeprosić za Marcina. Wiem już wszystko i bardzo mi przykro.
-Bez potrzeby naprawdę może zrobił coś kiedyś źle, ale jak tam tak razem siedzieliśmy, to dużo razy mi pomógł. Mimo tego, że ledwo co mógł mówić, to wstawiał się za mną.
-Może i czegoś go nauczyłem w życiu – widziałam, że kamień spadł mu z serca.
-A jak on w ogóle się czuję? – dopytywałam.
-Jest dobrze, ale wyglądało, to bardzo źle. Ma złamaną rękę, a noga jest tylko mocno zbita, więc nie jest źle. Obstawiali wstrząśnienie mózgu, ale na szczęście nic z tych rzeczy. Jest mocno poobijany, ale się wygrzebie.
-To się cieszę – uśmiechnęłam się.
Trener zebrał chłopaków i zajęli się treningiem. Podobno jak mnie nie było, to w ogóle nie chcieli grać. Cieszę się, że wróciłam, bo bardzo za nimi tęskniłam.
Siedziałam z Olgą na trybunach i przegadałyśmy cały trening. Po treningu nie chciała z nami wrócić do domu, bo stwierdziła, że chcę iść do siebie. Bartman został z Mariuszem, a ja z Michałem pojechałam do szpitala. Chciałam odwiedzić Marcina, żeby mu, chociaż, za to wszystko podziękować. Na szczęście zgodził się bez żadnych pytań.
Weszłam do budynku i Pan Jacek powiedział mi, że leży w sali 14 na piętrze znalazłam go od razu. Leżał i patrzył w sufit, ale miał uśmiech na ustach.
-Co ty tu robisz? – powiedział niepewnie.
-Przyszłam cię odwiedzić i podziękować za wszystko – położyłam mu na stoliku owoce i picie.
-Nie zasługuję na, to żebyś do mnie przychodziła.
-Nawet tak nie mów – skarciłam go – To przeze mnie leżysz tutaj, bo gdybyś nie chciał, to żył byś sobie spokojnie bez zawracania sobie głowy, że on mnie bije – na salę wszedł Michał.
Miał taką minę jakby chciał go uderzyć aż sama się wystraszyłam, ale zrobił, to specjalnie. Podszedł do niego i patrzył jak na najgorszego wroga. Byłam przekonana, że zaraz będę musiała go odsuwać od niego, żeby Misiek nie zrobił mu krzywdy. Jednak Winiar nachylił się nad, nim powiedział „dziękuję” i uścisnął mu rękę.
-Jak ty się w ogóle czujesz? – zapytał się mnie.
-Dobrze właściwie, to oprócz kilku siniaków i złych wspomnień, to jest w porządku.
-Cieszę się, bo już się bałem, że może będzie źle z tobą.
-Też tak myślałam, ale na szczęście jest dobrze.
Posiedzieliśmy u niego chwilę, kazaliśmy wracać do zdrowia i udaliśmy się do domu. Zbyszka nie było, Olga poszła spotkać się z dziewczynami.

 

Perspektywa Michała…
Julka na razie nie chciała się z nikim widzieć. Stwierdziła, że jak już wszystkie rany wygoją jej się na twarzy to, wtedy się z nimi spotka. Zjedliśmy szybki obiad i poszliśmy się położyć. Bogacka leżała i gładziła mnie po twarzy.
-W środku aż we mnie buzuję tak chcę się tobą nacieszyć – odparła.
-Ja również – pociągnąłem ją w dół i usiadłem na niej okrakiem.
Nachyliłem się nad nią i delikatnie wpiłem w jej usta.
-Jak sobie wyobrażam, że on cię tak traktował, to aż mnie telepie – zdjąłem jej bluzkę.
-Musisz mi chyba pokazać jak trzeba się dobrze zająć dziewczyną.
-Zdecydowanie – po chwili nie miała już na sobie spodni, a ja całowałem ją po ciele.
Zjeżdżałem coraz niżej, a Julka wiła się pode mną. Moje dłonie błądziły po jej ciele, dopóki nie natrafiły na jakąś przeszkodę. Dotknąłem jakby jakiegoś strupa, a Julka aż ode mnie odskoczyła.
-To bolało – powiedziała z wyrzutem.
-Przepraszam, ale nawet nie nie zrobiłem – nie wiedziałem, o co chodzi.
Przewróciłem ją na bok i ujrzałem wielką bliznę na lewym biodrze. Żyletką, czy czymś ostrym było blizna w kształcie serca, a w, nim litera „K”. Julka patrzyła co robię, a ja nie wiedziałem jak mam się zachować.
-Misiek coś się stało? – spojrzała mi na twarz.
-Nie będę Cię oszukiwał, po prostu spójrz w lustro – wstała gwałtownie i podbiegła do lustra.
Odwróciła się tyłem, spojrzała na mnie, a dopiero potem odwróciła się do lustra. Myślałem, że znowu będzie płakać, czy coś, a ona, po prostu podeszła do mnie i mocno mnie przytulił.
-Nie wiem, kiedy on, to zrobił, ale pamiątkę po sobie zostawił.
-Będzie dobrze nic się nie martw – ucałowałem ją w czoło.
Leżeliśmy razem i patrzeliśmy w sufit napajając się swoją bliskością. Julka co jakiś czas patrzyła na mnie i serdecznie się uśmiechała, a ja ją delikatnie całowałem.
-Mam do ciebie małe pytanie – odsunęła się i usiadł po turecku naprzeciwko mnie.
-Słucham Ciebie – zmieniłem wyraz twarzy i usiadłem, żeby pokazać, że jestem, chociaż trochę poważny, ale Julka zaczęła się od razu śmiać i nic z tego.
-Przestań świrować tylko mnie słuchaj – opierniczyła mnie – Otóż pamiętasz tego mężczyznę, którego mijaliśmy dzisiaj w windzie?
-Tego, na , którym zatrzymałaś tak długo wzrok? – zauważyłem, to bardzo dokładnie.
-Może trochę, ale, kto to jest? – dążyła dalej.
-To nasz sąsiad pan Oliwier, a czemu Cię, to tak interesuje? – nie rozumiałem jej zainteresowania.
-Jesteś pewien? – Julce jakby się oczy powiększyły.
-Jestem, a to coś bardzo ważnego? – zbliżyłem swoją twarz do jej.
-Niby nie – widziałem, że mnie oszukuje.

Wstała i udała się do kuchni, otworzyła lodówkę i zaczęła robić sobie kanapki. Już dawno nie mogłem się jej tak dobrze przyjrzeć, ale robiąc, to teraz. Mogę stwierdzić, że bardzo przytyła i nie powiem jej tego. Nie jest to widzialne w złej perspektywie, bo w jej stanie po tym szpitalu było, to wskazane i wcale nie przeszkadza mi jak wygląda, bo tak, czy tak będzie moim aniołem.
Zrobiła sobie te kanapki i z talerzem w ręku usiadła mi na kolanach.
-Widzę, że apetyt dopisuje? – nie mogłem sobie darować tego pytania.
-Bardzo, chcesz? – podsunęła mi talerz pod nos, ale odmówiłem – Misiek co będzie dalej? – zapytała po chwili.
-Tylko lepiej – odpowiedziałem jej pewnie.
-Już nic i nikt nam nie przeszkodzi, a kolejne dni będę tylko lepsze i lepsze? – bardziej stwierdziła niż zapytała.
-Lepiej bym tego nie ujął – wpiłem się w jej usta.
-Kocham Cię Misiek i to bardzo mocno – przytuliła się do mnie, ale nie przerwała jedzenia, a ja zacząłem się z niej śmiać.

Mijał dzień za dniem i życie płynęło w miarę normalnie. Kuba został skazany na 25 lat więzienia. Moim zdaniem za mało, ale nic nie dało się na, to poradzić. Julka wróciła na uczelnie i grzecznie wszystko nadrobiła. Dalej miała praktyki w klubie i grała w drużynie u Świderskiego. Zatraciła się w tym bardzo, a przez, to rzadziej się widzimy, ale nie chcę jej od tego odciągać, bo ma, chociaż czym zająć swoje myśli. Ja ze Zbyszkiem gramy w Skrze i ją wspieramy. Minęło 8 miesięcy od tego felernego wydarzenia na szczęście Julka już o tym zapomniała i nie odzywa się na ten temat nawet słowem. Zmieniła trochę swoje życie w kwestii podchodzenia do pewnych spraw, dba o siebie bardziej, a przede wszystkim chodzi nie raz do psychologa i mówi nam o wszystkim nie ma przed nami żadnych tajemnic, dlatego ufamy jej ze Zbyszkiem. W wyglądzie jak to Julka z dnia na dzień staje się bardziej piękna, ale już kiedyś zauważyłem, że figura jej się poprawiła, a teraz widzę, to znowu, ale jakby dostała większe biodra i brzuch, ale nie wiem może, to tylko moje takie głupie spekulacje. Przecież nie powiem jej o tym, bo kobiecie nie wypada, a ona tak, czy tak jest dla mnie piękna.
Zaczęła trzeci rok studiów i jest w znakomitym humorze. Chodzi i cały czas się śmieje, nawet z, byle powodu. Mamy pierwszy tydzień grudnia i za dwa tygodnie są święta. Julka cieszy się z tego powodu jak nie wiem, co. Nareszcie widzę po niej, że jest szczęśliwa. Kuba nie jest już na wolności, ale ona dalej nie chcę sama wychodzić. Co najwyżej do sklepu na rogu, ale nie dalej. Woli się trzymać nas co mi się bardzo podoba, bo mam na niej cały czas oko. Przez te wszystkie sytuację boję się o nią bardzo. Już chyba zawsze będzie tą moją małą Julkę mimo tego, że ma 21 lat tak samo dla Zbyszka. Od kąt Julka jest już bezpieczna znowu są dla siebie bliscy, tak jak byli. Zadowolony jestem z tego, bo ufam mu i wiem, że nigdy jej nie skrzywdzi. Bartman nikogo sobie nie szuka. Kilka razy spotykał się z jakimiś laskami, ale kończyło się na jednym drinku i twierdził, że to nie jego liga. Nie dopytywałem, bo dobrze z Julką widzieliśmy, że on dalej wierzy w to , że Janka wróci. Nie przeczyliśmy temu, ale bardzo rzadko się odzywała. Kilka razy tylko napisała, że wie, co się u nas dzieję od znajomych i ma tam dobrze. Zibi niby się z tego powodu cieszył, ale tak naprawdę bardzo chciał, by wróciła.
Dzisiaj gramy przed ostatni mecz przed wolnym i to nie z, byle kim, a Zaksą. Chłopaki są naprawdę dobrzy, a my musimy pokazać, że jesteśmy jeszcze lepsi. Z Marcinem również jest już wszystko w porządku. Chodzi tak samo, jak Julka do psychologa, bo miał małe problemy z nerwami, ale jest już dobrze. Wszyscy zmienili do niego zachowanie, a on wziął się za siebie i słucha się Nawrockiego jak nigdy. Dalej jest jednym skrzatem z nas.
Weszliśmy na salę i spojrzałem się na miejsce, gdzie siedzi Julka o dziwo jej tam nie było i Marcina też, a mecze oglądali zawsze razem nam kibicując. Zacząłem się rozglądać po hali, żeby ją dostrzec, ale nic nie widziałem. Powiedziałem Zbyszkowi, ale on też jej nie widział. Mieliśmy już zacząć grać, a ja chodziłem roztargniony nie mogąc na niczym skupić. Gdy tylko nie widzę jej gdzieś na horyzoncie od razu mam złe przeczucie. Nawrocki złapał mnie za ramię i spojrzał na mnie badawczo.
-Mów mi jak na spowiedzi co się dzieję – odezwał się lekko groźnie.
-Właściwie, to nic, ale nie ma nigdzie Julki, a miała siedzieć z Marcinem na trybunach.
-Faktycznie – przytaknął – I siedziała, ale źle się poczuła i Marcin zabrał ją do domu, by odpoczęła. Mówiła, że to przez te treningi, bo ma za dużo obowiązków, a brak czasu na odpoczynek.
-Jest trener pewny? – bałem się o nią.
-Jestem, bo dawałem, im kluczyki do mojego auta. Marcin chciał Ci nawet powiedzieć co i jak, ale nie było cię w szatni.
-Rozmawiałem chwilę z Aśką w sekretariacie.
-No właśnie, więc przestań się już denerwować. Ona jest w dobrych rękach, bo Marcin jej krzywdy nie zrobi i nie da skrzywdzić, więc spadaj grać. Im szybciej, to skończycie tym szybciej ją zobaczysz.
-Znowu przyznam Tobie rację – przytaknąłem i wszedłem na boisko.
Zaczął się mecz, a ja na chwilę przestawiłem myśli z Julki na siatkówkę.

 

Perspektywa Julki…
Siedziałam z Marcinem na trybunach i czekaliśmy aż zacznie się mecz. Śmialiśmy się i zakładaliśmy, kto wygra, robimy tak już od pewnego czasu. Jednak w pewnym momencie poczułam okropne ból brzucha. Zakuło mnie jakby chciało mnie coś rozerwać od środka. Wstałam i chciałam iść do toalety, ale mną zachwiało i bym upadła. Marcin mnie złapał i stwierdził, że pójdzie po Michała, ale ja przed meczem nie chciałam go denerwować i poprosiłam, żeby zawiózł mnie do domu. Poszliśmy do Nawrockiego po kluczyki do auta i pojechaliśmy.
W drodze do domu ból nie ustępował. Próbowałam trochę udawać, ale po chwili ból był za duży i nie dałam rady. Nie patrzyłam już na nic tylko płakała aż z tego powodu.
-Jedziemy do szpitala – tylko tyle zapamiętałam z tego co mówił do mnie Marcin.
Potem pamiętam tylko jak Marcin na rękach niósł mnie na izbę przyjęć. Pielęgniarka wzięła mnie na wózek i nic więcej sobie nie przypominam.
Wyszeptałam jeszcze tylko do Marcina, żeby nie mówił nic Michałowi do końca meczu. Nie chciałam, by zajmował sobie głowę w trakcie meczu.

 

Perspektywa Michała…
Im bardziej się coś chcę, to, tym bardziej, to nie wychodzi. Bardzo chciałem skończyć mecz, a on się ciągnął bez końca. Nie mogliśmy z chłopakami nic na, to poradzić. Raz wygrana była po ich stronie po chwili już u nas, a potem był remis. Nie wiedziałem co się dzieję z Julką, Marcin nie wrócił, a Nawrocki kazał mi być tylko spokojnie i żebym się tylko nie denerwował, bo nie mam do tego podstaw. Chłopaki specjalnie wystawiali do mnie każdą piłkę bym miał co robić, a ja każdą wbijałem prosto w pole lub po bloku. Trzy razy próbowałem zapytać się trenera, czy mogę zejść z boisko, a on nawet raz nie pozwolił mi skończyć zdania i trzy razy zmroził mnie wzrokiem i kazał wracać na boisko. Potem już nawet nie zaczynałem tematu. Po czterech godzinach gry było 2:2 i tie-break. Po małej walce ostatecznie cudem wygraliśmy, ale jakoś chłopaki na zagrywce pokazali klasę, a przeciwnicy polegli w odbiorze i nie było problemu. Zeszliśmy zadowoleni z boiska i Jacek już nam nic nie mówił tylko kazał od razu iść się przebrać. Wyprzedziłem wszystkich i pobiegłem do szatni. Jednak drzwi były zamknięte, a klucz miał Mariusz, więc tak, czy tak musiałem czekać. Wbiegłem pod prysznic, szybko się wykąpałem i zacząłem się ubierać. W pewnym momencie zaczął dzwonić mój telefon. Szukałem go w torbie jak porypany, a go nie widziałem. Dopiero Bartman do mnie podszedł i podał mi go z politowaniem na twarzy. Na wyświetlaczu widniał napis „Julka dzwoni”.
-Kochanie co się dzieję? – ubierałem się i mówiłem.
-Tutaj Marcin Julka… – usłyszałem jego smutny głos i aż mi się zimno zrobiło.
-Co z Julkę mów co się dzieję – zacząłem krzyczeć do słuchawki.
-Spokojnie jesteśmy w szpitalu.
-Gdzie jesteście? Jak ja mam się uspokoić z tego powodu co się stało? – zatrzymałem się, ale po chwili i tak zacząłem się szamotać i ubierać.
-Przywiozłem tutaj Julkę, bo bardzo bolał ją brzuch i lekarze powiedzieli, że za maks 3 dni urodzi – myślałem, że śnię nic do mnie nie docierało.
-Co się dzieję? Co ty mi mówisz? Marcin co jest? – upuściłem telefon.
Usłyszałem tylko jak ekran pęka uderzając o posadzkę, a moje nogi miękną i klękam na kolana pochylając się jakby do Boga.
-Winiar co się dzieję? – Bartman schylił się nade mną – Co jest z Julką?
-Julka – nie mogłem nic powiedzieć, miałem jakby blokadę w gardle.
Uniosłem głowę, a Zibi podał mi rękę żebym wstał. Podniosłem się, a z moich oczu zaczęły lecieć pojedyncze łzy. Puściłem Zbyszka i ponownie usiadłem pod ścianą.
-Michał co się takiego stało Julce mów? – wiedziałem, że myśli już o najgorszym.
Wszyscy stali na około mnie i patrzyli na moją twarz, która była aż cierpka nie mogłem wykonać żadnego ruchu.
-Nie było jej na meczu, gdzie jest? – zapytał Wlazły.
-Pojechała z Marcinem – dopowiedział Nowakowski.
-Jechali, mieli jakiś wypadek i Julka nie… – zaczął Pliński, ale nie skończył tylko zaczął wypluwać te słowa.
-A może – zaczął Kłos, ale nie dałem mu skończyć tylko się odezwałem.
-Nie! – krzyknąłem i wstałem szybko.
Chłopaki patrzyli na mnie jak na wariata, ale cieszyłem się i płakałem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieję i co ja dalej mam zrobić.
-Julka jest w ciąży – mówiłem, a chłopaki przybliżyli się do mnie.
-Co? – Bartman podszedł do mnie i złapał mnie za koszulkę.
-Zostaw go – Kubiak od razu go odsunął.
Nic nie robiło na mnie wrażenia, bo patrzyłem tempo w ścianę i kontynuowałem dalej swoją wypowiedź.
-A najlepsze jest to, że urodzi za kilka dni – dokończyłem.
Te słowa wbiły ich prawie w ścianę. Krzysiek zaczął się śmiać jak nienormalny, a Kurek stwierdził, że prawie mi uwierzył tak dobrze, to odegrałem. Siedziałem i patrzyłem w ścianę nie mogłem zapanować nad swoimi uczuciami. W pewnym momencie telefon Zbyszka zaczął dzwonić. Podbiegł do niego i spojrzał na wyświetlacz, po czym odebrał.

-Marcin mów co się dzieję, bo on nam wciska jakieś kity – włączył na głośnik.
-Jeżeli powiedział Ci, że Julka jest w ciąży i zaraz może urodzić, to mówi prawdę – spojrzałem na nich bez wyrazu.
-Ale jak to możliwe przecież, to trwa długo, a nie dwa , trzy dni – Bartman mówił bardziej do siebie niż do reszty.
-Ty się mnie nie pytaj, ale powiem Ci szczerze, że Julka ma jeszcze jedno zmartwienie – zaczął, ale nie skończył.
-Co? Dziecko jest chore? Co się dzieję?
-Nie, z nim wszystko w porządku, ale ona leży i cały czas płaczę, nie mogę jej uspokoić.
-Dlaczego? Co jej się takiego stało? – Zibi nic nie rozumiał, a ja wstałem i zacząłem zbierać swoje rzeczy.
-Przyjedźcie tutaj i niech Michał się ogarnie, bo Julka nie może widzieć go w złym stanie.
-Pewnie będziemy za 15 minut dzięki Ci i pilnuj jej proszę.
-Nie musisz mi tego mówić ani dziękować – rozłączył się.
Wszystkie rzeczy rzuciłem, byle jak w torbę i czekałem aż Zbyszek się ogarnie. Chłopaki nic z tego nie rozumieli tylko chodzili i patrzyli na mnie.
-Przestańcie mnie tak obserwować, bo czuję jakbym zrobił coś bardzo złego – odezwałem się.
-Może i zrobiłeś – odparł Bartman i z torbą w ręku wyszedł.
-Daj spokój jesteście z Julką dorośli i dzwoń jakby się coś działo – Wlazły złapał mnie za ramię, a cała reszta, to potwierdziła.
-Dzięki chłopaki lecę do niej – machnąłem ręką i pobiegłem za Zbyszkiem.
Bartman siedział już w aucie z bardzo dziwną miną. Wsiadłem i od razu odpalił silnik. Nie wiedziałem jak mam do niego zagadać, ale przecież nic złego nie zrobiłem, więc czego mam się bać?
-Jesteś zły? – zapytałem.
-Nie mam chyba, o co zresztą zaraz zobaczymy – spojrzał na mnie, ale tylko na chwilę.
Podjechaliśmy pod szpital i wbiegliśmy do środka. Miła pielęgniarka poinformowała nas, gdzie Julka się znajduję. Marcin akurat szedł z kawą w ręku. Pogadaliśmy z nim chwilę co tak w ogóle się działo i weszliśmy do niej. Bogacka leżała na boku i trzymała się za brzuch. Tylko na chwilę zerknęła na nas i uśmiechnęła się w moim kierunku. Po chwili, jednak i tak spojrzała w okno i była jakby w swoim świecie.

-Kochanie – uklęknąłem, z drugiej strony łóżka tak, by mieć jej twarz na swojej wysokości.
-Misiek ja nie wiem, co się dzieję – zaczęła mi się tłumaczyć.
-Ciii – położyłem palec na jej ustach – Nic mi nie tłumacz i daj spokój trzeba żyć dalej.
-Ale ja nie będę potrafiła boję się i to bardzo – spojrzałem na chłopaków i zrozumieli, że mają wyjść – Nie zostawię cię z tym samą przecież jesteś moim całym życiem – przesunąłem jej rękę i dotknąłem jej brzucha.
-Misiek ja, to dobrze wiem, ale to dziecko może być też Kuby przecież on mnie tyle razy…a my też, wtedy boże ja nie dam rady – rozpłakała się i przytuliła do mnie.
-Dlatego płaczesz? – zapytałem, a ona kiwnęła głową – Spokojnie nie zważając na to, co się będzie, to tak, czy tak dziecko będzie nasze i nic ani nikt tego nie zmieni obiecuję Ci to .
-Jak to będzie wyglądać? Przecież mam studia, treningi i tak dalej?
-Proszę nie myśl o tym tylko ciesz się tym dzieckiem, bo ja się cieszę – uśmiechnąłem się.
-Naprawdę? – zapytała jakby w, to nie dowierzała.
-Tak aniołku – usiadłem obok niej i dalej trzymałem ją za brzuch – Teraz ty i ta istotka w tobie liczą się najbardziej na świecie. Moje dwa anioły.
-A jak nie damy rady? – dalej wątpiła.
-Damy zobaczysz jeszcze za miesiąc będziesz się z tego śmiała – wpiłem się w jej usta.
-Chodziłam osiem miesięcy nieświadoma tego, że jestem w ciąży nie mogę w, to uwierzyć.
-Ja trochę też nie, ale jak dobrze wiem, to dziewięć miesięcy trwa ciąża.
-Tak, ale muszę szybciej urodzić, bo są jakieś komplikacje.
-Ale coś nie tak z tobą albo dzieckiem?
-Nie wiem, bo nie słuchałam lekarza byłam w takim szoku. Po prostu, gdyby nie te bóle, to do dziewięciu miesięcy chodziłabym nieświadoma.
-Robiliśmy, to tyle razy do tego twoja miesiączka i ogólnie te wymioty, to były objawy ciąży.
-Też teraz mi się wszystko ułożyło, ale długo nam, to zajęło.
-Wystarczyło iść do lekarza – wskazałem na nią palcem.
-Daj spokój teraz, to już i tak po sprawie – pocałowała mnie w policzek – Chcę do domu.
-Leżysz i odpoczywasz, a ja idę do lekarza – skradłem jej buziaka i wyszedłem.

Porozmawiałem z tym samym lekarzem co ostatnio zajmował się Julką. Kiedy wyszedłem z gabinetu nie wiedziałem co się ze mną dzieję. Jak usłyszałem od doktora, ile rzeczy się dzięki bogu nie wydarzyło, a mogło się wydarzyć przez to , że Julka nie prowadziła ciąży z lekarzem, to myślałem, że się położę i nie wstanę. Całe szczęście, że to potoczyło się tak, a nie, inaczej i Julka urodzin szybciej, ale nic jej nie będzie groziło.

Dni mijały dla mnie nic się właściwie nie liczyło tylko Julka i dziecko. Nie chodziłem na treningi, bo Nawrocki dał mi wolne na kilka dni. Chłopaki próbowali, to jakoś wszystko zrozumieć, ale słabo, im szło. Każdy z nich ją odwiedzał, a ja z Bartmanem jeździłem i załatwiałem wszystkie sprawy. Łóżeczko, wózek, ubranka, pampersy i tak dalej. Trochę tego było, ale daliśmy radę. Julka nie wiedziała, że już wszystko jest gotowe, a ja również nie chciałem jej nic mówić. Któregoś dnia wybrałem się do niej, bo dzwoniła, że tęskni za mną. W nocy napisała mi, że czuje jakby miała urodzić. Wszedłem na salę, a ona ślicznie się do mnie uśmiechnęła.
-Wiedziałam, że przyjdziesz – przywitałem ją buziakiem.
-Myślałem, że już urodziłaś – zacząłem się z niej śmiać.
-Nawet mi nie mów tak się boję, jak niczego innego.
-Trzeba było dzieci nie robić, a podczas tego przyjemność była wielka – wymruczałem jej do ucha.
-Była ogromna – delikatnie mnie pocałowała – Bałam się, że jak normalnie trenowałam i o siebie nie dbałam, to coś będzie się komplikowało.
-Rozmawiałem z lekarzem i stwierdził, że treningi mogły zaszkodzić, ale ty jesteś wysportowana, nie pijesz, nie palisz i dobrze się odżywiasz, więc wszystko w porządku – wytłumaczyłem jej.
-Misiek muszę Ci coś powiedzieć – mówiła do mnie, ale nie patrzyła mi w twarz.
-Coś się stało? – nie powiem lekko się wystraszyłem.
-Pamiętasz tego sąsiada pana Oliwiera? – teraz już w ogóle nic z tego nie rozumiałem.
-A co on takiego ma w sobie, że pytasz? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
-Nie jestem pewna, ale to chyba on – wyszeptała i ujrzałem grymas na jej twarzy.
-Kim on jest? – chciałem wiedzieć, ale nie odpowiedziała mi, bo odezwała się, że wody jej odeszły.
Siedziałem i patrzyłem w nią, nie wiedziałem co zrobić, ale jak zaczęła krzyczeć, to od razu wybiegłem z sali. Lekarz szybko przyszedł i zabrał ją na porodówkę. Słyszałem tylko okropny krzyki Julki i słowa lekarza „Coś jest nie tak”…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Witam serdecznie :)

Jest kolejny rozdział tutaj. Wstawiam, ale robię to bardzo z zasady. Mało komentarzy, nie wiem, czy jeszcze komuś to się podoba. Jednak trudno i tak musi być.

Dużo się tutaj pozmieniało tak jak sami możecie zauważyć. Nasz Julka w ciąży i urodzin, ale czy stan osób na ziemi dalej będzie się zgadzał? Zobaczycie z czasem, ale już mówię, że zakończenie może być trochę inne. Kuba jest już daleko i zostały po nim tylko i wyłącznie blizny. Jak sądzicie jak dalej się to potoczy? Czekam na odpowiedź w komentarzach. Jak ktoś czyta, a nigdy jeszcze się nie ujawnił to proszę się odezwać :) :) :)

 

 

Rozdział 74 – To już za nami.

 

Perspektywa Julki…
Zbliżali się w moim kierunku, a ja coraz bardziej zaczęłam się bać. Jęczałam, by nic mi nie robili, ale nikt nie odpowiadał tylko szli do nas. Zamknęłam oczy, wtuliłam się w Marcina, a on objął mnie rękę na tyle i mógł, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Bałam się , jak nigdy nie chciałam być zgwałcona kolejny raz jeszcze przez tylu mężczyzn. Miałam zamknięte oczy i nic nie widziałam, ale słyszałam. Ja jęczałam, a oni szli do nas po głosie, bo było w około tak czarno, że nie można było nic dostrzec. Wyłączyłam się całkowicie. Czułam, jakby to już był mój koniec, a Nawrocki się ode mnie odsunął. Otworzyłam oczy i ujrzałam Michała. Pomyślałam, że już jestem na drugim świecie, dlatego go widzę, ale, kiedy go dotknęłam, to z jego oczu na moją dłoń spadła łza i, wtedy jakby słuch się włączył. Dalej jęczałam, by mnie nie ruszali.
-Julka kochanie – Michał trzymał moją twarz w dłoniach i mówił do mnie.
-Zostaw – szarpałam się, nie mogłam uwierzyć, że to on.
Myślałam, że mam jakieś omamy, a on zaraz zniknie.
-Skarbie, to ja twój Misiek spokojnie – przytulił się do mnie.
Wtuliłam się w niego i poczułam dobrze znane mi perfumy. Nie , nie wiedziałam co się dzieję i czy na pewno dobrze czuję, że to on. Czułam się , jak na jawie, ale zawsze mogę się z niej obudzić i już go nie będzie.
-Mała – usłyszałam inny głos – Co tutaj się dzieje? – poznałam Zbyszka.
Stał nad nami i wskazywał na Marcina, który tak samo , jak ja nie wiedział co się dzieję.
-Mamy dwie pieczenie na jednym ogniu – odezwał się Michał – Jest Kuba i Marcin obydwoje będą siedzieć – Winiar wziął mnie na ręce.
-Zostaw go – odparłam – Na Marcina nie będę składała zeznań on mnie cały czas bronił i w ogóle – mówiłam szybko, ale ktoś do nas podszedł.
-Chodźcie na górę mamy go – usłyszałam policjanta.
Czułam jak Bartman okrywa mnie swoją bluzą i chce pomóc wstać Marcinowi.
-Nie ruszaj go tylko dzwońcie na pogotowie, bo on jest pobity – tłumaczyłam, im.
Mało co widziałam, ale Zibi od niego odszedł i udał się za nami, a koło Nawrockiego uklęknął jakiś policjant.
Winiar wniósł mnie na górę tam również było jeszcze ciemno, ale komisarze próbowali pootwierać okna i po chwili, im się udało. Niewielkie promienie słońca wpadły do środka oślepiając mnie. Przytwierdziłam głowę do kurtki Michała, bo oczy mnie strasznie bolały. Czułam jak położył mnie na czymś miękkim. Obstawiłam, że to sofa i się nie pomyliłam. Rozejrzałam się dookoła, a wszyscy patrzyli na mnie z przestraszaniem. Spojrzałam przed siebie i zauważyłam Kubę, który leżał z rozbitą głową pod ścianą i czekali na karetkę.
-On żyje? – wskazałam na niego palcem.
-Niestety tak, ale najważniejsze, że ty tak – Misiek usiadł koło mnie i bardzo mocno mnie przytulił.
Bartman tylko podszedł z tyłu i ucałował mnie w głowę, żeby Winiar mógł się mną nacieszyć.
-Mamy cię – naprzeciwko na pufie usiadł komisarz.
-Dłużej się nie dało? – zajęczałam i położyłam głowę na torsie Michała.
Coś chciał mi odpowiedzieć, ale przyjechało pogotowie i udali się na dół do Marcina, a Kubę na noszach w towarzystwie policjantów zabrali do szpitala.
-Pojedziemy na komisariat i złożymy zeznania – odparł policjant.
-Oczywiście – powiedziałam pewnie, ale dalej się bałam.
Moje ciało drżało, patrzyłam na policjantów, którzy chodzą, zbierają odciski i jak wynoszą Marcina, to aż mną zatelepało. Na dole nie było tego widać, ale on od siniaków i ran jest granatowy. Miał odwróconą głowę w moją stronę i udało mi się z jego usta wyczytać, że szepcze „PRZEPRASZAM”. Cała się trzęsłam i nie mogłam przestać.
-Zimno Ci? – zapytał Michał nakrywając mnie kocem, którym przyniósł medyk.
-Nie, ale to było okropne oni mnie – nie mogłam dokończyć, bo od razu zaczęłam płakać.
-Nie mów teraz, bo i tak będziesz musiała, to opowiedzieć, ale obiecuję, że to już koniec tego wszystkiego.
-Jedźmy do Bełchatowa – odezwał się policjant, chciałam iść, bo Michał zszedł jeszcze po coś do piwnicy, ale Bartman wziął mnie na ręce.
-Moja mała Julka – powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Braciszku tak za tobą tęskniłam i się bałam, że nie wiem jak mam, to opisać – on mnie niósł, a ja mówiłam.
-Nie musisz tego opowiadać, bo ja Ci wierzę, ale teraz będziesz już bezpieczna i nic Ci nie będzie grozić.
Nie mogłam patrzeć na normalne światło, bo słońce drażniło mi oczy. Kazali mnie jeszcze zabrać do szpitala, ale się nie zgodziła. Zrobili mi tylko opatrunek na głowie, bo miałam ranę, ale tak, poza tym, to dobrze się czułam. Bartman wsadził mnie do auta, a sam usiadł na kółkiem. Wywnioskowałam tak ze słuchu, bo nie miałam jak spojrzeć.
-Weź, to – podał mi coś do ręki.
Wymacałam, że są to okulary przeciwsłoneczne. Założyłam je i w końcu mogłam otworzyć oczy. Chwyciłam za klamkę i wysiadłam z auta, chciałam spojrzeć, gdzie tak naprawdę się znajduję.
Rozejrzałam się dookoła i widziałam tylko las. Bartman nie wiedział dlaczego tak od razu wysiadłam i stał już koło mnie.
-Julka wszystko dobrze? – zapytał, a ja stałam i patrzyłam na wszystko.
Spojrzałam na budynek był sporych rozmiarów. Przypominał leśniczówkę tylko wielką, a nie małą jak zawsze. Była porośnięta zielonym mchem, który nadawał jej uroku.
-Julka co się dzieję? – Zbyszek dalej do mnie mówił, a Michał szedł w naszą stronę.
-Nic się nie stało tylko patrzę, gdzie tak naprawdę byłam.
-Lepiej już nie patrz tylko stąd jedziemy – Misiek mnie przytulił i wsadził do auta.
Chciał usiąść z przodu, ale nie chciałam zostać sama tylko czuć kogoś bliskość.
-Zostań – powiedziałam błagalnie.
Usiadł obok mnie i mocno mnie od siebie przytulił. Bartman odpalił silnik i udaliśmy się za autami policjantów. Część z nich została i dalej robiła oględziny całego domu. Wyjeżdżaliśmy z posesji, a ja jeszcze się odwróciłam, by spojrzeć na, to wszystko ostatni raz i nigdy więcej już tego nie wiedzieć.
-To już za nami przyrzekam – odparł Michał i pocałował mnie namiętnie.
Od tylu tygodni nie poczułam ani razu smaku jego usta i bardzo mi tego brakowało. Po tej cudownej nocy go straciłam, a teraz na szczęście jest już koło mnie i gdyby nie Zbyszek podejrzewam, że zrobiłby coś więcej niż tylko całował. Widzę, to w jego oczach, spojrzałam na lusterko i zauważyłam jak Bartman się nikle uśmiechnął.
Jadąc nie patrzyłam w ogóle na drogę, ale też się nie odzywałam tylko cały czas byłam wtulona w Miśka i bawiłam się jego zamkiem od kurtki.
-Twoje łóżko i sterta notatek już na ciebie czekają – odezwał się Zbyszek patrząc w lusterko.
-Ja tam czekałam na was i bardzo kocham was nad życie – złapałam się za jego fotel i pocałowałam w policzek.
Puścił mi buziaka do lusterka, a ja się odsunęłam.
-Kochanie wiem, że na pewno nie chcesz o tym rozmawiać, ale powiedz tylko, czy on Ci – Michał nie dokończył, a ja wiedziałam, o co chodzi.
-Tak – odpowiedziałam i przytaknęłam głową.
-Powiesz wszystko policji i już nie będziemy musieli wracać.
-Wiem i nie musicie mnie nawet do tego namawiać, bo to zrobię po tym wszystkim jak mnie traktował i bił Marcina zrobię, to.
-Daj spokój Marcinowi jest taki sam jak Kuba i też powinien siedzieć – odparł Bartman.
-Może i wtedy zrobił źle, ale tak spojrzeć na, to z innej strony to , jak Kuba mnie atakował, to Marcina nigdzie w tym nie było. Wiedział, że to on robi mi krzywdę i chciał iść na policję, żeby wszystko powiedzieć, ale on, wtedy go zamknął i bił jak mu się chciało. Kuba co noc brał mnie na górę i gw… – nie przeszło mi, to przez gardło – Marcin już był w bardzo złym stanie i jak Kuba po mnie przychodził, to i tak mówił, że ma mnie zostawić, a brać jego i tak właśnie było. Mimo tego, że ledwo co żył patrzył na mnie, a nie na siebie i już nie mam do niego żalu.
-Jak tam sobie chcesz – widziałam, że Bartman też, to zrozumiał.
-Tak chcę i uwierzcie, że on już wystarczająco zapłacił za zło, które wyrządził i proszę was nie odzywajcie się nawet ani słowem o to co kiedyś robił.
-Nic nie będziemy mówili i najlepiej jeszcze trzeba będzie mu podziękować, że bronił mojego Aniołka – Misiek zaczął jeździć nosem po mojej szyi.
-Nie musisz mu dziękować, ale razem z chłopakami macie dać mu spokój.
-Nie martw się już tym – zatrzymaliśmy się przed komisariatem – Składasz zeznania i jedziemy do domu na obiad.
Weszliśmy do budynku i ponowie zaprowadzili mnie do tego pokoju co kiedyś, ale nic się już nie odzywałam. Nie chciałam mówić tego wszystkiego przy siatkarzach, dlatego weszłam sama.
-Opowiedz wszystko po kolei i powoli – poprosił komisarz.
-Za dużo z tych noc nie pamiętam, bo podawał mi jakieś tabletki, ale tą pierwszą noc pamiętam doskonale.
-Pierwszą, czyli jaką? – dopytywał.
-Kiedy mnie zgwałcił. Trzymał mnie na początku na górze, ale się za bardzo rzucałam i dał mnie do piwnicy. Kiedy się dowiedział, że nie jestem dziewicą chciał wszystko rozwalić nawet mnie. Jednak stwierdził, że jak on nie mógł zaznać ze mną tej przyjemności, to teraz co noc będę jego.
-W każdą noc codziennie on tobie, to robił?
-Tak – potwierdziłam – A, kiedy się opierałam, to mnie bił, ale potem już nie miałam na, to siły. Raz brał mnie, a potem Marcina, ale jego bił i to tak że , jak go przynosił, to leżał kilka godzin i nie budził się. Wczoraj jak po mnie przyszedł, to Marcin jeszcze ostatnimi siłami wybłagał, żeby wziął jego zamiast mnie.
-Nie wiesz może dlaczego on go tam zamknął? Przecież byli przyjaciółmi, to trochę dziwne.
-Wiem, to trudna sprawa trochę – nie wiedziałam jak mam, to powiedzieć- Marcin znał mnie z klubu, bo to siostrzeniec trenera chłopaków i dowiedział się, że on cały czas napada na mnie i chciał przyjść na policję i złożyć zeznania przeciwko niemu, ale jak Kuba się o tym dowiedział, to pobił go i zamknął. Nie miał już siły się nawet bronić.
-Czyli potwierdzasz, że to Kuba Rogacki was tam przetrzymywał.
-Tak bardzo dobrze go pamiętam i to też on uderzył, wtedy Adama w domu – opowiedziałam komisarzowi jeszcze trochę jak to wszystko się działo, ale na więcej nie miałam już siły – Nic więcej nie mogę powiedzieć, bo nie pamiętam.
-Tyle wystarczy i mam nadzieję, że teraz spotkamy się na kawie, a tutaj już nigdy.
-Mam również taką nadzieję – uśmiechnęłam się nikle.
-Na reszcie mogę Ci powiedzieć, że sama możesz wychodzić z domu.
-Chyba, dopóki nie będę pewna, że on jest zamknięty, to wychodzić nie będę.
-Jak chcesz, ale teraz już nie masz czego się bać. Jest w szpitalu, bo twoi koledzy go trochę załatwili, ale wygrzebie się z tego.
-Proszę mi powiedzieć on jest tego świadomy? – nie dawało mi, to spokoju.
-Twierdzimy, że nie i znaleźliśmy u niego narkotyki z niewiadomego źródła, które działają bardziej niż te normalne.
-W porządku niech on robi teraz sobie co chcę i do widzenia – wstałam i podałam mu dłoń.
-Do wiedzenia i możesz być jeszcze wezwana, by coś dopowiedzieć, więc nie martw się , jak nieraz zadzwonię.
-Dobrze – przytaknęłam i wyszłam z pokoju.
Michał siedział na krześle pod drzwiami, a Zbyszek szedł od drzwi z ciuchami w dłoni.
-Przebierz się, bo tak nie pojedziesz – podał mi moją ulubioną bluzkę i spodnie.
Poszłam do toalety się przebrać, kiedy wyszłam spojrzałam w lustro i aż się przestraszyła wyglądałam okropnie. Potargane włosy, skaleczona twarz i wory pod oczami.
-Czas się ogarnąć – obmyłam twarz i powiedziałam do swoje odbicia.
-Ja już Ci życie ogarnę – usłyszałem głos Michała.
Wtulił się w moje plecy i zaczął całować po szyi. Odchyliłam głowę i poddałam się jego pieszczotą.
-Chłopaki wiedzą już, że się znalazłaś – powiedział pomiędzy pocałunkami.
-Powiedz, że jutro się z nimi spotkam dzisiaj chcę do łóżka, bo ma dosyć.
-Nie ma sprawy – pocałował mnie jeszcze raz i skierowaliśmy się do auta.
Stanęłam przy samochodzie i rozejrzałam się dookoła. Nabrałam powietrza w płuca i pierwszy raz od dwóch lat czułam się wolna. Czuję się przybita, ale wiem, że teraz już nic mi nie grozi. Michał otworzył mi drzwi i udaliśmy się się w stronę domu. Patrzyłam na każdą ulicę, a jak byłam, im bliżej domu, to, tym bardziej miałam większy uśmiech.

 

Perspektywa Michała…
Cieszyłem się, że z Julką jest wszystko w porządku, a do tego w ogóle nie była smutna tylko na jej twarzy jest uśmiech. I był aż do czasu, kiedy weszliśmy do domu. W pewnym momencie zaczęła płakać i mówić o tym co jej Kuba zrobił. Jak tego słuchałem, to byłem zły, że jak go dorwaliśmy z Bartmanem, to go nie zabiliśmy. Należałoby się mu w tym momencie tylko spalenie na stosie, ale komisarz powiedział, że na pewno dostanie dożywocie.
Bogacka chodziła z salonu do swojego pokoju i płakała. Zibi stał w progu i patrzył na nią z podziwem. W końcu wyszedłem do niej i zatrzymałem ją na korytarzu. Złapałem za ramiona i spojrzałem głęboko w oczy.
-Kochanie, to już było i nie wróci przestań – mówiłem do niej.
Uniosła głowę dotknęła mojego polika i się rozpłakała. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Przykryłem ją kołdrą, a sam położyłem się obok niej. Po chwili spała na moim torsie z dziwnym wyrazem twarzy. Pierwszy raz od trzech tygodni pierwszy raz leży w normalnym łóżku i może spać spokojnie. Ucałowałem ją delikatnie i wyszedłem do salonu. Bartman siedział i oglądał powtórkę ostatniego meczu.
-Będzie dobrze? – zapytał mnie.
-Coś czuję, że dopiero teraz ona ma załamkę – usiadłem w fotelu.
-Nic dziwnego, sama słyszałeś co on jej robił przecież, to jakiś psychopata.
-No właśnie rozumiesz co ona przeżywała co noc? Trzeba będzie chyba znowu iść z nią do psychologa.
-Jutro zobaczymy jak będzie funkcjonować – postanowił.
-Trzeba iść się położyć, bo mam dosyć – poczochrałem się po włosach.
Już chciałem iść do łazienki, kiedy dostałem SMS-a. Spojrzałem na wyświetlacz, ale nie miałem tego numeru w spisie.

„Jestem na lotnisku, a jutro o 7 rano będę w Łodzi przyjedziesz po mnie? Tylko proszę ani słowa Julce. Wiem już wszystko , co i jak. Olga”

Uśmiechnąłem się do telefonu i rzuciłem go Bartmanowi. Przeczytał wiadomość i zaczął się śmiać.
-Jutro rano po nią pojedziesz, ale się nie wyśpisz – poklepał mnie po plecach i śmiejąc się poszedł do swojego pokoju.
-Jeszcze zobaczymy, kto się wyśpi, a, kto nie – zaśmiałem się i udałem się pod prysznic.
Gotowy do snu udałem się do pokoju Julki i położyłem się obok niej.
Rano wstałem kilka minut po 6 bardzo po cichu, żeby nie obudzić Julki. Ucałowałem ją delikatnie i chwile stałem patrząc w jej twarz. Nie chciałem jej budzić, ale miałem wielką ochotę ją przytulić i powiedzieć jak bardo ją kocham. Przykryłem ją mocniej i poszedłem się ubrać. Bartman spał, bo zajrzałem do jego pokoju. Zabrałem kluczyki, ubrałem kurtę i zszedłem na dół. Na recepcji był pan Staszek przywitałem się z, nim i zszedłem do garażu. Oczywiście, w windzie spotkałem się z naszym sąsiadem. Panem taksówkarzem, który jak zawsze był miły.

-Już pan się wyspał? – zwrócił się do mnie.
-Po pierwsze proszę mi mówić Michał – podałem mu dłoń, a on się uśmiechnął – A na nogach już jestem, bo koleżanka przyjeżdża i wypadło na mnie, by ją odebrać.
-A w ten sposób, a jak twoja dziewczyna? Ma się dobrze? – dopytywał.
-Wczoraj było średnio, a dzisiaj jeszcze spała, więc nie wiem jakie ma nastawienie do życia po tym wszystkim – zaczęliśmy się śmiać.
Zjeżdżaliśmy na dół i zrobiła się chwila cichy. Pan Oliwier z tego co mi się przedstawił patrzył rzekomo w podłogę, a po chwili zerknął na mnie jakby sobie coś uświadomił.
-Widać, że jesteś szczęśliwy jak ona jest blisko ciebie – jakby mnie rozgryzł.
-Zgodę się z panem – przytaknąłem – Kiedy jej nie było, to nie widziałem sensu w życiu, ale teraz już mam nadzieję, że będzie dobrze – winda się otworzyła.
-Życzę wam tego i już nie zatrzymuje – podał mi dłoń.
-Dziękuję i do zobaczenia – udałem się do auta.

Do Łodzi nie było dalej całe szczęście. Po 40 minutach byłem na miejscu nie jechałem szybko, bo po drodze mijałem pełno policji. Wszedłem na lotnisko i usiadłem przy odpowiedniej bramce czekając na Olgę. Była już 7 godzina, a jej jeszcze nie było. Nie byłem śpiący, ale jakiś taki zmęczony. Przywykłem już do siedzenia na lotnisku z powodu mojej pracy i od razu chcę mi się spać, ale jakoś się trzymałem. Usłyszałem swoje imię i odwróciłem głowę. Olga szła z walizką w ręku i szczerze się uśmiechała. Podbiegła do mnie i mocno ją przytuliłem.
-Cześć tatuśku – od razu zaczęła się nabijać.
-Nie doszły – wskazał palcem.
-Wiem już wszystko bardzo dobrze, bo Wlazły informacje zdaje mi na bieżąco i powiem wam szczerze, że wy to potraficie się bawić.
-To te całe życie siatkarskie raz jest dobrze, a raz nie.
-A, gdzie moja kochana Julka? – wziąłem jej walizkę i udaliśmy się na parking.
-Oczywiście śpi, ale nie wiem, czy będzie dobrze. Jak ją wczoraj znaleźliśmy, to dobrze się trzymała, a w domu dostała z powrotem załamkę płakała i w ogóle.
-Będziemy dużo rozmawiać, to jej przejdzie – zapewniła mnie.
Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się w stronę Bełchatowa. Olga jeszcze nie widziała, gdzie mieszkamy, ale stwierdziła, że nam się powodzi. Zabrałem jej rzeczy i wjechaliśmy windą na górze. Kiedy wchodziliśmy do domu, to Bartman wychodził ze swojego pokoju lekko zaspany, ale Olga rzuciła mu się na od razu na szyję, to się rozbudził.
-Też się cieszę, że cię widzę – powiedział jak go prawie dusiła przytulając.
-Ja jeszcze bardziej – zapiszczała, ale kazałem jej być cicho, bo Julka śpi.
-Ale idę się napić i dalej spać – poszedł do kuchni.
Będziesz miała na razie mój pokój, a ja i tak śpię u Julki.
-Nie będę miała, bo idę do siebie – od razu mnie zgasiła.
-Ta już, to widzę jak zaczniecie z Julką gadać, to i trzy noce będą małe.
-Zobaczymy – Bartman uśmiechnął się i wrócił do swojego pokoju.
W kuchni zrobiliśmy kawę i śniadanie. Trening mieliśmy na 10, a jest już prawie wpół do. Opowiedziałem jeszcze raz wszystko po kolei Oldze i była w niemałym szoku. Musieliśmy sobie przerwać na chwile, bo usłyszeliśmy otwierające się drzwi, a po chwili śmiech. Julka o dziwo nie przyszła do kuchni tylko poszła do Bartmana się droczyć, a teraz śmieje się na pół domu, bo jest silniejszy i ją łaskocze.
-Za półgodziny trening – krzyknąłem do nich.
Zrobiło się ciszej, a po chwili Bartman wszedł gotowy do wyjścia i chwycił kubek z kawą.
-Jak Julka? – zapytałem.
-Chyba tak samo , jak wczoraj. Przyszła się przytulić, ale zacząłem ją łaskotać.
Kiwnąłem głową i zamyśliłem się na chwilę. Julka mnie zawołała już chciałem iść do niej, ale wyprzedziła mnie. Wpadła do kuchni ucałowała mnie, chwyciła kanapkę i poszła się ubrać krzycząc, że jedzie z nami na trening. Olga siedziała i patrzyła na nią jak na idiotkę. Nie odzywała się nic, a Julka jej nie zauważyła. Jednak po chwili się wróciła i patrzyła mi głęboko w oczy.
-Czy ta osoba, która siedzi obok ciebie, to Olga? – zwróciła się do mnie.
-Jak spojrzysz, to będziesz wiedziała – poleciłem jej.
Skierowała wzrok na nią i zaczęła piszczeć jak oszalała.
-Co ty tutaj robisz? – przytuliła się do niej i zapytała.
-Dowiedziałam się, że masz już dobre życie, to przyjechałam na kilka dni.
-Niby mam, ale na zakupy jeszcze nie pójdziemy – odezwała się od razu, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Nie będę wam przeszkadzał, ale zaraz mamy trening – odezwałem się.
Julka spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Wpiła się w moje usta tak mocno, że nawet tego się nie spodziewałem. Bartmana poczochrała po włosach i poszła się ubrać.
-Byłem przekonany, że będzie miała traumę, a ona się wyspała i nie ma problemu.
-To najważniejsze, bo mam nadzieję, że wróci ta moja kochana, szczęśliwa Julka – odparł zadowolony Bartman.
Poszliśmy zabrać swoje torby na trening, a Olga poszła do Julki. Myślałem, że trzeba będzie długo czekać, ale o dziwo dziewczyny bardzo szybko się wyszykowały. Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i weszliśmy do windy. Wychodził z niej właśnie Pan Oliwier. Julka się śmiała rozmawiając z Olgą, ale, kiedy spojrzała na niego od razu się uspokoiła. On się zatrzymał i przeszył ją wzrokiem, po czym odszedł. Julka odwróciła głowę i patrzyła za, nim. Nie wiedziałem, o co chodzi. Wsiedliśmy do windy i zjechaliśmy do garażu. Bogacka chwilę była nieobecna, ale na szczęście przeszło jej. Podjechaliśmy pod klub, a chłopaki stali i rozmawiali przed wejście. Kiedy tylko ją zauważyli rzucili się na nią. Schowała się za mnie i…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Witam :)

Jest rozdział po bardzo długiej przerwie. Przepraszam was bardzo, ale nie wiem co się ze mną dzieję. Nie mogłam po prostu usiąść i pisać tylko cały czas mnie coś blokowało, ale dzisiaj pisałam od rana aż do teraz. Miałam już zaczętych kilka rozdział i muszę z przykrością muszę stwierdzić, że wiesz już jaki będzie koniec. Niestety coś się kończy i zaczyna, ale na żale przyjdzie jeszcze czas, więc teraz nie zawracajmy sobie tym głowy.  Lepiej powiedzmy sobie co z Julką i Michałem. Tutaj również coś się skończyło. Może będzie miała już spokój? Zobaczycie w następnym. Jak na razie mam ona spokój i tego się trzymajmy.

Dziękuję wszystkim, którzy tutaj wchodzą i czekają. Mamy już 2059 komentarzy i ponad 70 tys, wejść, Jestem bardzo wdzięczna i dumna ze swojej pracy, bo wiem, że warto pisać. Nie chcę kończyć, ale muszę :(

Wczoraj nasze kochane orzełki wygrały z Holandią 3-1 i jestem pod wrażeniem. Teraz siedzę i oglądam mecz z Niemcami. Pierwszy set był bossski. Paweł Zatorski spisuje nam się bardzo dobrze, a bałam się, że bez Igły nie będzie to samo, jednak zwracam mu honor. Nie mam również Bartmana uwierzcie, że jak się o tym dowiedziałam, to myślałam, że ktoś sobie ze mnie żartuje. Denerwuje mnie to gadania, że teraz jest lepiej gdy go nie ma, ale to nie prawda. Jest 15:13 dla nas i czekam na wygraną dzisiaj u jutro :)

Czekam na wasze komentarze i będzie następny :) :) :)

Informacja

Powiem tak nie widać mnie tutaj, bo nie wchodze. Wena jest i jej nie ma. Nie wiem już co robić. Zaczęła się szkoła, a z nią nowe problemy. W weekend zacznę pisać i wstawie nowy. Jutro albo w sobotę. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale nie wiedziałam co napisać ;)

Rozdział 73 – Wskazówka od taty.

 

Perspektywa Michała…
Dojechałem do Łodzi i wjechałem na posesje swoje dawnego domu. Nie wysiadałem z auta, bo nie wiedziałem co mam zrobić. Nie wiem, ile tak siedziałem, ale w końcu w szybę zapukała mama. Obróciłem głowę w bok i spojrzałem na nią. Widziałem w jej oczach troskę i ból. Otworzyła drzwi i złapała moją dłoń.

-Synku co się z tobą dzieję? – zapytała.
-Nie ma jej nie ma mnie – wyszeptałem.
-Właśnie dla niej musisz być silny. Julka nie chciałaby na pewno żebyś się zadręczał przez nią.
-Mamo przecież on jej zrobi krzywdę ona jest… – pokręciłem głową.
-W twoim oczach ona jest delikatna, malutka i kochana, ale Julka ma swój charakter i da sobie radę, a jego policja w końcu zamknie i wtedy wspomnisz moje słowa.
-Nie lubię czekać na coś, co może długo nie nastąpić. Ona jest moja odzyskałem ją i po chwili jej już nie było.
-Chodź do domu proszę – spojrzałem w końcu na matkę.
Nic się nie odezwałem tylko wysiadłem z auta i wszedłem do środka. Nie wiedziałem, gdzie iść. Stanąłem w progu i zacząłem się rozglądać. Dobrze, że mama mnie popchnęła, bo chyba bym się w ogóle nie ruszył. Weszliśmy do salonu, a ojciec siedział w fotelu i bacznie mi się przyglądał. Nie wiedziałem jak mam zacząć już chciałem iść do kuchni, kiedy wstał i złapał mnie za ramię.
-Musimy porozmawiać – odparł poważnie.
-Nie przyjechałem po, to żebyś mi prawił kazania, bo obydwoje mamy już za dużo na, to lat – znowu chciałem iść, ale zagrodził mi drogę.
-Nie chcę Ci prawić kazań tylko porozmawiać – usiadłem na kanapie.
Patrzyłem w telewizor, ale nie oglądałem go tylko zawiesiłem tam oko, bo nie wiedziałem jak mam patrzeć na ojca.
-Wiem, że możesz mieć do mnie żal o to jak bardzo na ciebie naskoczyłem tamtego razu, ale nie mogłem uwierzyć, że tak bardzo skrzywdziłeś Julkę.
-Ja nic nie zrobiłem i od samego początku wam, to powtarzałem – wstałem i podszedłem do okna.
-Teraz już, to wiem i bardzo mi źle z myślą, że tak ciebie oceniłem.
-Wszyscy mnie tak ocenili, ale trudno się mówi. Macie teraz, chociaż dowód, że kocham Julkę.
-Czemu nie zadzwoniłeś, że wyjeżdżasz? Chciałeś uciec i tak nas wszystkich zostawić? – odwróciłem się do niego.
-Po co miałem dzwonić? Że wam wyślę kartkę z Włoch? To było zbędne zresztą podjąłem tą decyzję bardzo szybko i tak samo szybko zmieniłem zdanie.
-Przecież, to ogromna szansa dla ciebie – ojciec nie rozumiał mojej decyzji.
-Ale w tym samym czasie miałem również ostatnią szansę na odzyskanie Julki i się udało, ale… – na samą myśl aż mi się oczy szklą.
-Znajdą ich, a już na drugi raz przyjedziesz do nas z Julką.
-Mam nadzieję dzięki tato – uścisnąłem go i poszedłem do mamy.
Stała przy blacie kuchennym i robiła kolację.
-Nie będę zaczynała tematu z twoim wyjazdem, ale jak jeszcze raz będziesz chciał wyjechać i nam nic o tym nie powiedzieć to źle, to się dla ciebie skończy – zaśmiała się.
-Zapamiętam, to sobie i pójdę się położyć, bo jestem zmęczony.
-A kolacja? – mama nie chciała mnie puścić.
-Nie jestem głodny jak coś, to później sobie zrobię – ucałowałem ją wszedłem na górę do swojego pokoju.
Uśmiechnąłem się na sam widok i położyłem na łóżku. Miałem nadzieję, że może tutaj przyjdzie mi coś na myśl. Patrzyłem na plakaty na ścianach i autografy. Tęskniłem za tymi czasami, kiedy moim największym problemem było to, że mama nie chciała kupić mi nowej gry, bo mam już ich za dużo. A teraz moja miłość życia jest nie wiadomo gdzie, jak i z kim.
Oddałbym wszystko, żeby teraz mieć ją koło siebie. Jak myślę sobie, że Kuba ją dotyka albo całuję, to mam ochotę rozwalić wszystko. Zamknąłem oczy i myślałem sobie o niej. Tylko tyle mi na razie zostało.

Perspektywa Julki…
Patrzyłam w te ciemne oczy i odsunęłam się po chwili. Jednak ta osoba zaczęła jęczeć. Wytężyłam bardziej wzrok i przyjrzałam mu się bardziej. Ubrania miał podarte, a na nich pełno krwi. Zaschnięte rany i skrzepy krwi miał na całym ciele i twarzy. Jeszcze jeden stróżek czerwonej krwi spływał z jego policzka w stronę szyi.
-Boże – dotknęłam jego twarzy i wyjęczałam.
Nie mówił nic, bo miał zakneblowane usta. Patrzył mi tylko w twarz i spuszczał wzrok. Wyjęłam mu z buzi jakąś szmatę i otarłam jego twarz.
-Marcin co ty tutaj robisz? – zapytałam szeptem.
-Płacę za swoją głupotę – odparł i odwrócił głowę w bok.
-Powinnam Ci w tym momencie poprawić tą twoją poobijaną buźkę, ale nie zrobię tego, bo chcę wiedzieć co się stało.
Zapomniałam o tym, gdzie jestem, z kim, o co tutaj właściwie robię i co przeżyłam. Byłam tylko bardzo ciekawa jestem bardzo co Marcin tutaj robi. To byli najlepsi kumple razem na mnie polowali, a on teraz trzyma go w piwnicy? To jest jakieś nienormalne, a do tego niemożliwe.
-Wytłumacz mi, to wszystko – poprosiłam i rozwiązałam mu nogi.
-Tu nie ma co tłumaczyć – dalej nie chciał mówić.
-Przecież tacy niby byliście koledzy, ale dlaczego on ciebie bije i tutaj trzyma?
-Bo chciałem go wsypać – odparł i oparł głowę o ścianę.
-Jak? Nie rozumiem – dążyłam dalej.
-Wiedziałem, że to on cały czas robi Ci krzywdę i chciałem iść na policje, bo nie mogłem już dużej na, to patrzeć.
-Ty nie byłeś lepszy, bo robiłeś tak samo.
-Wiem, ale wszystko sobie przemyślałem. To nie miałoby sensu, bo ty bardzo kochasz Michała i zrozumiałem swój błąd.
-Chyba trochę za późno – lekko z niego zakpiłam.
-Dobrze o tym wiem, ale on zaczął brać jakąś trawę i on nie jest świadomy tego co robi. Na początku jeszcze się broniłem, ale teraz nie mam już siły. Mam chyba złamaną rękę i nogę.
-Jestem też już tutaj długo, ale nie widziałam cię.
-Bo byłem w drugiej części, ale tam ciężko było mu wejść i teraz przeniósł mnie tutaj.
-Jest stąd jakieś wyjście? – dopytywałam.
-Nie mam pojęcia, ale wątpię z tego domu w ogóle trudno wyjść.
-Gdzie my jesteśmy? – chciałam wiedzieć.
-To stara leśniczówka mojego ojca. Wyremontował ją, ale piwnicy nie. Często tu nie bywałem, ale Kuba chciał gdzieś się schować, a ja cały czas siedziałem w Warszawie. Kiedy tutaj przyjechałem z, nim pogadać. Odwaliło mu i już nic nie mogłem zrobić.
Słuchałam tylko i wpatrywałam się w ścianę. Nie wiedziałam co robić, a bardzo bolał mnie brzuch.
-Julka, czy on cię – Marcin przełknął ślinę.
-Tak – z moich oczu popłynęły zły – Nie wziął tego co tak bardo chciał, ale co noc mnie gwałci. Mam już tego dosyć.
-Słyszałem ostatnio jakieś krzyki, ale tutaj niedaleko jest droga. Jednak nie pomyślał bym nigdy, że to ty.
-A, jednak – powiedziałam smętnie.
-Co tam u chłopaków i wujka? – zapytał.
-Po staremu zresztą dużo nie wiem, bo z Michałem nie byłam od dziesięciu miesięcy, Kamila oszukała go, że ma z nim dziecko, a tak naprawdę, to dodała mu coś do drinka i upiła. Michał prawie wyjechał do Włoch, nikt z nim nie rozmawiał a ja siedziałam zamknięta z policjantem, żeby Kuba mnie nie znalazł.
-To się działo, ale najwidoczniej słabo cię schowali.
-Może i dobrze, ale on nie jest głupi i wszędzie mnie znajdzie, więc i tam nie poskutkowało.
-Chciałem się stąd wyrwać już tyle razy, ale on jakby dostał jakiejś siły, a ja wszystkie straciłem.
Chciałam mu coś powiedzieć, ale otworzyły się drzwi wejściowe. Szybko przesunęłam się na swoje miejsce, a Marcinowi włożyłam chustkę w buzię. Kuba zszedł powoli na dół i stanął przede mną.
-Jesteś gotowa na zabawę? – zapytał zadowolony.
-Nie chcę – krzyknęłam.
-Ciszej – uklęknął i uderzył mnie w twarz tak, że upadłam – Nie podskakuj, bo marnie skończysz ostrzegam.
Zza ściany Marcin zaczął coś jęczyć. Kuba podszedł tam i raz kopnął go w głowę. Usłyszałam tylko jak osuwa się po ścianie i już nic nie mówi. Przyciągnął go do mnie i położył pod moimi nogami.
-Widzisz jak kończą Ci co ze mną zadrą? – zaczął się śmiać – Ty lepiej nie podskakuj, bo tak samo będziesz wyglądać.
-Nie chcę nic od ciebie – odwróciłam głowę.
-Tylko się zabawimy i wrócisz obiecuję – złapał mnie za włosy i już szliśmy na górę, ale Marcin się odezwał.
Chciał coś powiedzieć, ale materiał mu, to uniemożliwiał. Kuba mu, to wyjął i uderzył w twarz, po czym kazał mówić.
-Zostaw ją, a zabierz mnie – powiedział ledwo co.
-Z tobą się nie zabawię, a z nią tak.
-Proszę nie rób jej nic weź mnie – mówił zachrypnięty.
-Jak chcesz, ale źle, to się dla ciebie skończy – chwycił go za podartą bluzkę i wyszli.
Uprzednio związał mnie i wpił się w moje usta.
Bałam się, że Kuba zrobi mu naprawdę krzywdę. On już źle wyglądał, a teraz, to w ogóle. Wytężyłam słuch i dało się słyszeć miarowe jęki i krzyk. Bił go, bo dało się rozpoznać jego głos. Nie wiem czemu Marcin poświęcił się dla mnie. Siedziałam w ciemnej piwnicy i myślałam o tym.

Perspektywa Michała…
U rodziców długo nie zabalowałem. Już następnego dnia rano chciałem do domu. Bardzo się martwię o Julkę, a wiem, że Bartman nie zadzwoni jak coś będzie wiedział. Torbę schowałem do auta, a mama z ojcem stali przed domem i mnie obserwowali. Szukałem kluczyków i nie mogłem ich znaleźć. Nie dawałem już sobie z niczym rady. Chwyciłem torbę i rzuciłem nią o ziemię. Zjechałem po aucie na dół i oparłem się o nie. Szalałem, po prostu bez niej i z myślą, że on może robić jej Bóg wie, co, a ona nic z tym nie może zrobić.
-Synku – mam przede mną uklękła.
-Gdzie ja mogę jej szukać? – pytałem, a oczy mi się szkliły.
-Tego Ci nie powiem, ale musisz być silny dla niej.
-Ja już nie mam tej siły. Kocham ją nad życie chcę, żeby była koło mnie, a jest z Kubą. Ja się o nią tak boję, że nie mam słów.
-Michał jak my wszyscy, ale trzeba być dobrej myśli.
-A ten Kuba, to podobno kumplował się z bratankiem Nawrockiego – odezwał się tata.
-No i co w zawiązku z tym? – nie rozumiałem tego.
-A to, że może on wie, gdzie jest Kuba – wytłumaczył mi.
-Ale nikt nie wie, gdzie jest Marcin – nie wiedziałem w tym sensu.
-Nie gadałeś z Nawrockim, więc trzeba, to zrobić – podał mi rękę.
-Nie wiem, czy to ma sens – pokręciłem głową.
-Chociaż nie będziesz siedział bezczynnie. Jedź i jej szukaj jakbyś potrzebował pomocy, to dzwoń – ojciec wyjął kluczyki z kieszeni i mi je rzucił – Wczoraj zostawiłeś je w stacyjce.
Pożegnałem się z rodzicami, wsiadłem do auta i pognałem w stronę Bełchatowa. Nie patrzyłem na znaki ani na radary. Jechałem z tą myślą, że mam jeden punkt zaczepienia względem położenia Julki. Wybrałem numer Bartmana i czekałem na połączenie.
-Stęskniłeś się? – odebrał i zapytał nie rozumiałem jego zadowolenia.
-Nie wiem czemu Ci do śmiechu – byłem na niego zły.
-Komisarz dzwonił, że patrol namierzył gdzieś Kubę. Jechał czerwonym peugeotem.
-Mają go? – myślałem, że to już koniec.
-Nie, wjechał gdzieś w las przed Łodzią i go zgubili, ale już coś wiedzą.
-Ja też wiem. Wracam do domu i ojciec kazał pogadać mi z Nawrockim żebym zapytał, gdzie jest Marcin.
-A co on ma do tego? Szkoda czasu na szukanie jego – od razu mnie skarcił.
-Pewnie lepiej siedzieć bezczynnie w domu i patrzyć w ścianę. Jak się zapytamy, to korona nam z głowy nie spadnie.
-Nie wiem sam – nie rozumiałem go już całkiem.
-Jedziesz, czy mam jechać sam? – krzyknąłem.
-Jadę podjedź pod dom ja zaraz schodzę.
-Ok na razie – rozłączyłem się i wcisnąłem pedał gazu.
Pod domem byłem po 20 minutach drogi. Bartman stał już na parkingu i czekał. Wsiadł do auta i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
-Widzę, że się nie wyluzowałeś u rodziców? – zapytał.
-Spadaj – ruszyłem w stronę klubu – Cały czas spałem i chciałem coś wymyślić.
-Co Ci Nawrot pomoże? – Zibi dalej dążył.
-Może coś albo nie, ale, chociaż nie będę siedział jak ta dupa.
-Pewnie – zaczął się cieszyć i już nawet nie zwracałem na niego uwagi.
Zostawiliśmy auto na parkingi i poszliśmy do gabinetu trenera. Siedział przy biurku i patrzył w statystyki.
-Dobrze, że jesteście, bo trochę słabo z atakiem – zaczął, kiedy nas zobaczył.
-To jest nie ważne – odparłem – Przyszliśmy porozmawiać z tobą o czymś bardzo ważnym.
-Julka się znalazła? – aż wstał i spojrzał na nas z nadzieję.
-Nie – Zbyszek zaprzeczył – Chcemy się dowiedzieć, czy trener nie wie, gdzie może być Marcin?
-Pomógłbym wam, ale nie mam pojęcia od, kiedy był u mnie z tym swoim kumplem, to go nie widziałem.
-Szkoda, a, gdzie on najczęściej przesiaduje? – dążyłem dalej.
-Nie znacie go? Jak, to Marcin wszędzie go pełno, a klubów w Bełchatowie i w Łodzi jest trochę za dużo, by go szukać.
-A takie miejsca, gdzie był na dużej? – odezwał się Zibi.
-Mieszkał na osiedlu tam, gdzie byliście u niego na imprezie, ale te mieszkanie jest wynajmowane, więc… – zamyślił się.
-Co kolwiek mamy nadzieję, że może on wie, gdzie jest Kuba, bo się kumplowali.
-Myślicie, że on może być w, to zamieszany? – na jego twarzy pojawił się wyraz obawy.
-Nie możemy nikogo osądzać, ale też zaprzeczać.
-Rozumiem, a jak chcecie go znaleźć, to może być w tej leśniczówce ojca.
-Gdzie, to jest? – zapytał Bartman.
-Kilka kilometrów przed Łodzią w lesie. Przy wjeździe jest krzyż i przed, nim zjazd w las. A tam cały czas w prawo i dojedziecie do starej leśniczówki. Źle wygląda, ale w środku mój brat ją wyremontował i tam często siedział.
-Damy może jakoś radę dzięki – pożegnałem się z Nawrockim, a Zibi wyszedł i patrzył w ścianę.
-To może być, to przecież tam policja zgubiła Kubę – spojrzał na mnie dużymi oczami.
-Chodź jedziemy – szarpnąłem go i pobiegliśmy w stronę auta.
Ruszyliśmy, ale nie wiedziałem trochę, gdzie mam jechać. Bartman wyciągnął telefon i wybrał numer. Nie wiedziałem co robi, ale najwidoczniej do kogoś dzwonił.

-Cześć słuchaj, gdzie dokładnie go zgubiliście? – zapytał.
—————————————————————-
-Przed krzyżem w dół? – dopytywał.
—————————————————————-
-Tam może być Marcin jego kolega, a jak wy go tam zgubiliście, to może są tam.
—————————————————————-
-Tak przed tym krzyżem w dół, a potem cały czas w prawo i ma być leśniczówka. Tylko tyle nam na myśl przychodzi.
—————————————————————-
-Nie ma mowy my tam zaraz jedziemy i nie będziemy siedzieli w domu.
—————————————————————
-Może, ale nie będziemy czekać bezczynnie.
—————————————————————
-Proszę się pośpieszyć i do zobaczenia – rozłączył się.

Spojrzałem na niego, by mi coś powiedział, ale patrzył przed siebie.
-Komisarz coś z tym zrobi? – zapytałem.
-Już jadą, ale każą nam tam nie wchodzić tylko czekać na nich.
-Chyba śnią już tyle czasu Julka jest w niebezpieczeństwie, a oni nic.
-Mam, to samo zdanie jedź szybciej jakoś, to znajdziemy.
Zrobiłem, tak jak polecił mi Zbyszek. Nie patrzyłem już na drogę tylko byłem myślami już w tamtym miejscu. Miałem ogromną nadzieję, że Julka tam będzie cała i zdrowa. Obiecuję, że jak dorwę Kubę, to go zabiję.
Zatrzymałem się przed tym krzyżem i zastanawiałem się, gdzie jechać. W oddali dało się już słyszeć wycie syren.
-Jakby oni nie mogliby, chociaż raz zrobić coś po cichu? – normalnie irytowało mnie, to.
-Jak, kto lubi – wjechaliśmy już lekko w ciemny las.
-Cały czas w prawo, ale nie wiem, czy coś tam będzie.
-Nawrocki mówił, że będzie przecież, by nas nie okłamał.
Jechałem powoli do celu w myślach już sobie wyobrażałem Bogacką. Chciałem ją do siebie przytulić i pocałować. Żeby mogła czuć się bezpiecznie i dobrze.
-Jak on tam będzie to, co robimy? – Zibi pierwszy raz zadał dobre pytanie.
-Wchodzimy i przewalę cały dom, żeby ją znaleźć.
-Nie czekamy na nich? – upewniał się.
-Niech robią sobie co chcą i nie wiem, gdzie oni jej szukali przez tyle czasu – miałem dosyć tej naszej policji.
Jechałem cały czas w prawo i w końcu coś zauważyłem. Przy końcu polnej drogi było ogrodzenie. Leśniczówka sporych rozmiarów stała na niewielkiej bramie, a na posesji było widać czerwone auto.
-Bartman auto – wskazałem palcem.
-Twój ojciec ma u mnie zgrzewkę piwa – uśmiechnął się.
-Zostaw tu auto i przejdziemy sami po cichu tam – polecił mi.
Zostawiłem auto kawałek od domu i weszliśmy w gęste chaszcze.
-Jak tam się dostać – spojrzeliśmy na wysokie ogrodzenie.
-Bramką – podpowiedziałem – Najłatwiejsze sposoby są najtrudniejsze.
-Masz rację – podeszliśmy do wejścia.
Dziwne, ale nie było zamknięte jak Zibi popchnął bramę, to sama się otworzyła. Podeszliśmy do drzwi wejściowych, ale tu nie było już tak łatwo, bo były zamknięte, a wszystkie okna zasłonięte.
-Co teraz? – nie wiedziałem co dalej, ale słyszałem, że policja jest już blisko.
-Jest piwnica może dołem się uda? – zaproponował – Tam są drzwi wejściowe od ogrodu.
Podbiegłem tam, ale one również były zamknięte. Chwyciłem młot, który stał zaraz obok i uderzyłem, nim z całych sił o klamkę. Odpadła od razu i drzwi również się otworzyły.
-Zibi tutaj – zawołałem go i podbiegł do mnie.
Już bardzo blisko dało się słyszeć syreny policji, ale w pewnym momencie ucichły. Spojrzeliśmy się na siebie ze Zbyszkiem i nie widzieliśmy co dalej. Telefon Bartmana po chwili zaczął dzwonić, to komisarz.

-Jesteśmy już przed wejście drzwi od ogrodu są otwarte – odparł.
-Czekajcie na nas, sami nic nie róbcie – usłyszałem w słuchawce.
-Nie ma czasu – nie słuchał go w ogóle.
-Macie czekać – krzyczał.
-Już za długo na, to czekamy – powiedział i się rozłączył.
Przybiliśmy piątkę i powoli otworzyliśmy drzwi. Weszliśmy do środka z myślą co jest dalej i czy tam jest nasza Julka.

Perspektywa Julki…
Kuba przyniósł Marcina całego poobijanego. Bałam się go ruszać, żeby czegoś gorszego mu nie zrobić, a najgorsze jest to, że on powinien zabrać mnie, a nie jego. Wodę do picia, którą przyniósł mi Kuba otarłam jego rany, ale bardzo go, to bolało. Przesunęłam go na materac, a on wtulił się w moją rękę. Nie wiem czemu, ale w pewnym momencie zaczęłam dygotać. Marcin wyglądał naprawdę źle, a ja już nie chciałam więcej przeżywać kolejnych okropnych nocy w towarzystwie Kuby.
-Boisz się? – Marcin odezwał się zachrypniętym głosem.
-Bardzo – odpowiedziałam i spojrzałam na niego.
Leżał twarzą do małego okna i patrzył w niewielkie promienie jakie padały na ścianę. Siedział tu dużej ode mnie, a był jakoś w lepszej formie psychicznej. Nie wiem dlaczego, ale ja mam już dosyć tego poniżania i bardzo tęsknię za chłopakami.
Po pewnym czasie oko mi się przymknęło i zachciało mi się spać. Marcin leżał głową na moim ramieniu i chcieliśmy odpocząć. Jednak w pewnym momencie dało się słyszeć okropny szum z góry aż młody Nawrocki podniósł głowę i spojrzał na mnie. Ktoś krzyczał i bardzo się szamotał, ale nic z tego nie dało się rozszyfrować, bo ściany były odporne na krzyki i wszystko się odbijało.
-Z kim ona tak tam szaleję? – zapytałam.
-Nie wiem, ale na pewno zaraz przyjdzie i będzie chciał się wyżyć na nas- odpowiedział pewnie.
-Ja mam już tego dosyć – wyjęczałam.
Chciałam mówić dalej, ale zakrył mi dłonią usta, bo drzwi się otworzyły.
Stanął w nich Kuba, a po chwili ktoś jeszcze. Wytężyłam mocniej wzroki i jeden z nich, to on, ale drugi i trzeci, który wyszedł zza niego już nie. Nic z tego nie rozumiałam tylko jeszcze bardziej się bałam co dalej. W pewnym momencie zaczęli schodzić po schodach w dół. Obawiałam się najgorszego i wtuliłam się w Marcina. Po czym zaczęłam się odsuwać do tyłu, ale oni podchodzili do mnie. Było ciemno i żadnego nie mogłam rozpoznać.
-Zostawcie błagam – jęczałam – Nie chcę proszę nic mi nie róbcie…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Dodałam rozdział, ale nie wiem czy to coś zmienia. Mam może i jakieś pomysły, ale nie mogę ich zrealizować. Julka jest i może ją znajdą nawet na pewno, więc się nie martwcie. Mam już kolejny, ale czekam na wasze komentarze i mocną motywację. ;) ;)

+Dziękuję za 2 tysiące komentarzy spełniło się moje marzenie ;) Jesteście wielcy ;) I oczywiście za te wszystkie wejścia tutaj.

Rozdział 72 – Niekończące się noce.

 

Perspektywa Michała…
Wszedłem do bloku i wbiegłem po schodach na górę. Spojrzałem na drzwi i zauważyłem, że są otwarte. Podbiegłem do nich i ujrzałem Adama z rozbitą głową leżącego na ścianie. Miał w pół otwarte oczy i nie wiedział co się dzieję. Wszedłem w głąb domu zobaczyć, czy Julka dalej śpi, ale nie było jej w sypialni ani w całym domu. Wróciłem do Adama i pomogłem mu wstać.
-Gdzie jest Julka? – zapytałem zdenerwowany.
-Kuba- powiedział zachrypniętym głosem.
-Co się tutaj stało Adam? – lekko, nim potrząsnąłem.
-Dzwoń – nie mógł mówić, bo bolała go głowa – Do szefa szybko – szeptał i podał mi telefon.
Wybrałem numer i czekałem aż ktoś odbierze.
-Co jest Adam? – usłyszałem głos komisarza.
-Tutaj Michał, Adam leży i nie może się ruszyć. Julki nie ma był tutaj Kuba proszę przyjechać – mówiłem szybko.
-Przecież miałeś jej pilnować, po co ja się na, to zgodziłem – czułem, że jest wściekły – Zaraz tam będziemy.
Odłożyłem telefon i zacząłem nerwowo chodzić po korytarzu.
-Mam przerąbane? – zapytał niepewnie Adam.
-To jest najmniejszy problem – zatrzymałem się – Kuba ma Julkę przecież on jej – pokręciłem z niedowierzaniem głową.
Adam chciał coś powiedzieć, ale w drzwiach stanął komisarz z grupką policjantów.
-Chłopaki zabierzcie go do szpitala – odezwał się, a mundurowi pomogli mu wstać i zeszli na dół.
Wszedłem do salonu i schowałem twarz w dłonie. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Po chwili usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwiami i zły głos Zbyszka.
-Co żeś znowu odwalił? – podszedł do mnie zły.
-Nic sam wiesz, że przed chwilą z wami gadałem jak byłem już na górze, to Adam leżał na ziemi, a Julki nie było.
-Przecież on weźmie to, co tak bardzo chciał – bełkotał Bartman – Zrobi jej krzywdę – usiadł obok mnie.
-Macie dalej na myśli gwałt tak? – dopytywał się policjant.
-Tak – kiwnąłem głową.
-Do tego chodziło o oddanie się, że była dziewicą? – zapytał bardzo niepewnie.
-Tak… – odezwał się Bartman, ale mu przerwałem.
-O, to chodziło, ale nie będzie miał już czego wziąć, bo ona nią nie jest – mówiłem patrząc w podłogę.
-Przecież jak on się o tym dowie, to będzie jeszcze gorzej – Zibi uderzył dłonią w stół.
-Nie macie pomysłu, gdzie mógł ją zabrać?
-Nic mi na myśl nie przychodzi – rozłożyłem ręce.
-Mi również – dołączył się Bartman.
-Będziemy szukać, ale, gdzie to nawet nie mam pomysłu – powiedział zrezygnowany komisarz i wykręcił numer każąc wznowić poszukiwania Kuby listem gończym, a zdjęcie Julki umieścić, gdzie się da.
-Co mamy robić? – dopytywał się Bartman.
-Czekać na dobre wiadomości, jednak trzeba być cierpliwym – uprzedził.
-Co z tym mieszkaniem? – chciałem się dowiedzieć.
-Jest już spalone i niepotrzebne można zabrać jej rzeczy i koniec kryjówki – podał nam rękę i wyszedł.
-Zabierzemy jej rzeczy do domu – odezwał się smętnie Bartman.
Nic nie powiedziałem tylko poszedłem za, nim. Zaczęliśmy zbierać jej rzeczy.
-Ty też wróć do domu – powiedział zbierając jej płyty.
-Mam nadzieję, że zrozumiałeś, że nic nie zrobiłem? – chciałem się upewnić.
-Jak nie, za to dostałeś, to za coś innego – zaczęliśmy się śmiać.
-Zibi co my teraz zrobimy? – usiadłem zrezygnowany.
-Dobrze, by było ją szukać, ale nie mam pojęcia, gdzie – odpowiedział.
-No właśnie, czyli jesteśmy na początku, a do mety jeszcze trochę.
-Jak ja się o nią boję, to nie wiem, co mam już myśleć.
-Chodźmy do domu, a potem trzeba jakoś ją znaleźć – zabraliśmy walizki i zeszliśmy na dół.
Spakowaliśmy wszystko do auta i pojechaliśmy do Agnieszki po walizki. Otworzyła mi drzwi ze Stasiem na rękach. I przeszyła mnie wzrokiem.
-Powiesz mi co tutaj robisz? – prawie jej oczy wyskoczyły.
-Wróciłem po swoje rzeczy, bo wracam do starego domu – Aga przywitała się z Zibimi i udałem się po swoje manatki.
-Zbyszek może ty mi, to wytłumaczysz? – słyszałem jak rozmawiali w korytarzu.
Złość się we mnie gotowała i wiem, że zaraz wybuchnę. Złapałem piłkę w dłoń i mocno nią rzuciłem rozbijając coś w kartonie. Usiadłem pod ścianą i oparłem głowę o nogi.
-Misiek co jest? – Aga zaraz była obok mnie.
-Ja nie mam już siły bez niej, to nie ma sensu – mamrotałem.
Zbyszek wszedł do pokoju ze Stasiem, który bacznie się mu przyglądał.
-On nie pojechał, bo Włoch tylko spędził tą noc z Julką i prawie ją odzyskał, a na koniec Kuba ją porwał i tyle z naszej historii – wytłumaczył Zibi.
-Gdzie jest Julka? – zapytała po chwili.
-Nie wiemy, Kuba pobił policjanta zabrał ją i koniec. Policja jej szuka, ale nie wierzymy jakoś w nich.
-Nic dziwnego tyle go łapali aż on złapał ją – wyśmiała ich.
-On chciał od niej jednego i zrobi, to tak, czy tak, a nikt nie ma żadnego punktu zaczepienie, gdzie ona może być – mówiłem patrząc w ścianę.
-Boże przykro mi – przytuliła mnie.
-Jak wam mogę pomóc? – zapytała.
-Wiesz, gdzie jest Julka? – odezwałem się.
-Niestety nie mam pojęcie – powiedziała ponuro.
-To nic nie da się zrobić – wstałem, zabrałem swoje kartony i część wziął Zibi i wyszliśmy.
-Jak będziesz coś wiedział, to dzwoń o każdej porze ja zawsze Ci pomogę- puściła do mnie buziaka i zamknęła za nami drzwi.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. Na recepcji ujrzeliśmy pana Staszka i Tymona.
-Kuba porwał Julkę – powiedziałem do niego – Masz prawo wiedzieć.
-Jak to? – podbiegł do mnie.
-Normalnie pobił policjanta, a jak ja już przyszedłem, to jej nie było.
-Jesteś z nią? – zapytał smutno.
-Nie wiem, bo nie zdążyła nawet mi powiedzieć, ale teraz najważniejsze, by się znalazł.
-Mogę jakoś pomóc? – widziałem w jego oczach małe płomienie.
-Jak byś wiedział, gdzie on ją mógł zabrać, to tak – kiwnąłem do niego głową i skierowałem się do windy.

Bartman otworzył drzwi i wszedłem do środka. Właściwie, to nic tutaj się nie zmieniło. Dalej Zibiego buty stały przy drzwiach, a perfumy unosiły się w powietrzu tylko nie Julki. Zaniosłem jej rzeczy do pokoju i odłożyłem na swoje miejsce. Tutaj również nic się nie zmieniło. Góra notatek jak leżała na łóżku tak leży, a w tym jeszcze laptop i książki. Uśmiechnąłem się i poszedłem do siebie.
Rozpakowałem wszystkie swoje rzeczy i położyłem się na łóżku. Słyszałem jak do Bartmana cały czas ktoś dzwoni i pyta co się wydarzyło, bo wszędzie są Julki zdjęcia i Kuby. Ja wyłączyłem telefon, bo nie mam ochoty na rozmowy o tym. Spędziłem z Bogacką cudowną noc, a na koniec ona pękła jak bańka mydlana. Zamknąłem oczy i miałem nadzieję, że mi się przyśni.

Perspektywa Julki…
Otworzyłam oczy i nie mogłam niczego dostrzec, bo wokół jest bardzo ciemno. Nie wiem, gdzie jestem i co tutaj robię. Próbuje poruszyć nogami i rękoma, bo mam je bardzo sztywne, ale nie mogę, bo jestem przywiązana do łóżka. Zaczęłam się szarpać, ale to na nic, bo czuję jeszcze większy ból.
Chciałam sobie coś przypomnieć, ale miałam pustkę w głowię i czułam jak mnie bardzo boli. Pamiętam tylko Adama jak poszedł otworzyć, a potem leżał przy drzwiach, była krew i Kuba z czymś.
-On mnie nie mógł porwać – pomyślałam sobie i zaczęłam krzyczeć.
Jednak nikt nie odpowiedział. Obróciłam głowę w bok i usłyszałam otwierające się drzwi. Ktoś w nich stanął i zaśmiał się pod nosem.
-Kim jesteś? – zapytałam.
-Moja księżniczka się obudziła jak miło – od razu rozpoznałam głos Kuby.
-Wypuść mnie dobrze wiesz, że nic od ciebie nie chcę i nic nie mogę Ci dać – szarpałam się.
-Mówiłem, że i tak wylądujesz ze mną w jednym łóżku, a dobrze wiesz, że ja słów nie rzucam na wiatr – położył się obok mnie.
-Kuba wypuść mnie – poczułam jego dłonie na swoim ciele.
Teraz wiedziałam, że nie mam na sobie nic oprócz bielizny.
-Chcesz zrobić, to teraz? – zapytał z cwanym uśmiechem.
-Co Ci, to da, że mnie raz przelecisz? – wyśmiałam go.
-To nie będzie tylko raz teraz całe noce i dnie będziesz moja, więc lepiej się nie szarp i zbieraj siły na później. Dużo od ciebie oczekuje.
-Chyba sobie kpisz – odwróciłam głowę.
-Będziesz moją suką i masz się mnie słuchać – złapała mnie za gardło i wpił się w moje usta.
-Zostaw – kręciłam głową na boki.
-Mam dla ciebie kolację – wstał i podał mi tacę.
-Nie chcę od ciebie nic. Ma cię dosyć – splunęłam mu na twarz.
Nie zrobił nic tylko, to zebrał i oblizał.
-Jesteś obleśny – krzyknęłam.
-Jedz, bo nie mam zamiaru cię głodzić. Możemy się dogadać i żyć długo i szczęśliwie.
-Rozwiąż mnie, to może pogadamy – zaproponowałam.
-Będziesz grzeczna? – widziałam, że ma wątpliwości.
-Jak zawsze – skłamałam.
Odwiązał mi nogi i jedną rękę, a drugą zostawił.
-Całkiem – uniosłam głos.
-Tyle wystarczy żebyś się najadła i się mną zajęła – mówił dumny.
-Nic Ci nie zrobię, bo jesteś dla mnie nikim, więc nawet się nie pogrążaj.
-To się jeszcze okaże będziesz moją dziwką, więc lepiej nie wierzgaj.
Zaczęłam jeść tosty, które mi przyniósł nie powiem były nawet dobre. Cały czas mnie obserwował, a ja patrzyłam w ścianę. W pewnym momencie zauważyłam, że węzeł się rozwiązał. Lekko szarpnęłam i ręce miałam wolne. Odwróciłam się do niego i z całej siły uderzyłam go w głowę, ale był cwany i dostał tylko trochę, bo zrobił unik.
-Nie robi się tak – złapał mnie za kark.
-Wypuść mnie nie jestem twoją własnością – przycisnął mnie do łóżka.
-Jesteś i jak odwalisz coś takiego jeszcze raz i będziesz nie posłuszna, to pożałujesz.
-Nic mi nie zrobisz – nie działały na mnie jego słowa.
-Oj zdziwisz się – zaczął mnie całować i skierował dłonie do mojego stanika, ale w pewnym momencie dało się słyszeć jakieś krzyki z dołu i dziwny pilot w jego kieszeni zaczął świecić – Zaraz wracam – przywiązał mnie i wyszedł, ale zostawił włączone światło.
Teraz mogłam rozejrzeć się po całym pokoju. Był nawet stylowo urządzony i przytulny. Przez okna nie mogłam nic dostrzec, bo były zamknięte i zasłonięte. Szarpałam się i krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał. Kuba wrócił po kilku minutach i usiadł obok mnie. Odgarnął mi włosy z czoła i zaczął całować szyję.
-Przestań – próbowałam się odsuwać.
-Jesteś moja – mówił mi do ucha – Tylko moja i pogódź się z tym.
Próbowałam odwracać twarz, by mnie nie całował, ale był za silny.
-Uwolnię cię, ale nie fikaj – wysyczał mi do ucha.
Kiwnęłam twierdząco głową, a on zaczął rozwiązywać węzły. Jeden po drugim i czułam się, chociaż trochę komfortowo. Błądził rękoma po moim ciele, a ręce trzymał mi za plecami. Przez, to nie mogłam się ruszać.
Delikatnie mnie pocałował i podszedł do stolika z butelkami. Nalał sobie wódki do szklanki i wypił, to naraz. Potem kolejne dwie, a mi przyniósł trzecią.
-Pij – krzyknął w moją stronę.
-Nie chcę alkoholu – odwróciłam głowę.
-Nic mnie, to nie interesuje – otworzył mi usta i wlał zawartość całej szklanki.
Prawie się dławiłam, ale on i tak nie zwracał na, to uwagi. Czułam się, jak szmata do podłogi. Nikomu nie potrzebna i wykorzystywana.

Odniósł szklankę, a ja jednym sprawnym ruchem podbiegłam do drzwi szarpiąc za klamkę. Jednak on wyciągnął swojego magicznego pilota i je zamknął. Teraz wiedziałam, że będę miałam naprawdę przerąbane. Podszedł do mnie i łapiąc mnie za gardło uniósł do góry.
-Mówiłem, że jak będziesz rozrabiać, to źle skończysz.
-Nie chcę nic z tobą robić, bo cię nie kocham.
-To nie jest koncert życzeń – odstawił mnie na ziemię i wpił się w moje usta.
Ugryzłam go w język i naplułam mu na twarz. Po tym widziałam nawet w jego oczach złość.
-Jak tak chcesz się bawić, to nie ma sprawy – złapał sznurek i związał mi ręce, a do buzi włożył kawałek materiału.
Przerzucił sobie mnie przez ramię i wyszliśmy z pokoju. Sama nie wiem, gdzie szliśmy, bo rozglądałam się po całym domu. Z tego co zdążyłam zauważyć, to był ogromny, a wszędzie panowała ciemność jakby nie było okien. Zeszliśmy na dół do piwnicy. Gdy tylko otworzył drzwi poczułam zimne powietrze i nieświeży zapach. Rzucił mnie na coś, co można było nazwać starą gąbką, ale była cała mokra i śmierdząca.
-Chciałem żebyś żyła jak człowiek, ale jak Ci nie pasowało, to będziesz siedziała tutaj z kolegą.
-Yyyyy – jęczałam i próbowałam coś powiedzieć, ale tylko się zaśmiał i uderzając mnie w twarz wyszedł.
Kiedy zamknął drzwi nie widziałam już nic. Słyszałam drobne szepty i szum. Na początku wydawało mi się jakby ktoś mówił pomocy, ale potem stwierdziłam, że to tylko mój mózg woła o pomoc. Zamknęłam oczy i pomyślałam sobie o Michale. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć i zasnąć, a potem najlepiej się już nie budzić.

Perspektywa Michała…
Minęły dwa tygodnie, odkąd nie ma Julki, a ja już szalej. Nikt nie może normalnie funkcjonować. Na treningach nikomu z nas nie idzie, bo wszyscy tylko myślą, czy ona się znajdzie i gdzie jej szukać. Nie wiem, ile jeszcze bez niej wytrzymam, ale wiem, że niedługo. Nie chcę tak żyć teraz idę na trening. Ledwo co przebieram nogami i patrzę w ziemię. Wszystko mi jest obojętne, gdy jej nie ma. Ludzie mnie mijają, jedni szturchają, inni ustępują, a jeszcze inni patrzą jak na idiotę. To mi bez różnicy, bo nie mam swojego anioła, którego odzyskałem i straciłem. Wszedłem do halę i udałem się do szatni. Chłopaki siedzieli na ławkach i patrzyli w ścianę. Zawsze, gdy wchodzę wstają i patrzą mi w oczy żebym, im powiedział, że Julka już jest i ma się dobrze, ale ja nie mogę tego zrobić. Kręcę tylko przecząco głową i zajmuje swoje miejsce.

-Nikt się nie odzywał? – upewniał się Kłos.
-Komisarz nawet nie chcę dzwonić, bo już nie wie jak ma się tłumaczyć.
-To jest głupie, że nikt jej nie widział – Krzysiek uderzył w ścianę.
-Głupie, to jest to , że policja przez tyle czasu go nie złapała.
-Tak, ale… – Nowakowski chciał coś powiedzieć, ale wszedł Nawrocki.
Usiadł pomiędzy nami i patrzył nie wiadomo gdzie. Dla niego ta sprawa też jest ważna, bo lubi Julkę tak samo, jak my wszyscy.
-Nic nie wiadomo? – spojrzał na mnie kątem oka.
-Niestety – pokręciłem głową i zacząłem się przebierać.
-Chłopaki dajcie spokój nie ma co się przebierać nawet. Wy i tak nie jesteście na treningu tylko myślami z nią. Dzisiaj wam odpuszczę, bo meczu nie ma, ale musimy jakoś funkcjonować dla Julki. Nie chciałaby na pewno żebyście zawalali grę przez nią.
-Wiemy i postaramy się ogarnąć – Mariusz przytaknął.
-Jak coś, to dzwoń do mnie o każdej porze dnia i nocy – zastrzegł sobie i wyszedł.
-Idziemy na jakieś piwo albo, inaczej wylać żalę? – zaproponował Pliński.
-Jak chcecie, to idźcie, ale ja muszę mieć trzeźwy umysł, gdyby coś się okazało.
Zabrałem swoją torbę i wyszedłem. Założyłem kaptur na głowę tak, by nikt mnie nie zaczepiał i nie prosił o autograf albo coś innego. Wyjąłem telefon, bo słyszałem jak cały czas dzwoni. Na wyświetlaczu miałem 30 nieodebranych połączeń od mamy. Nie chciałem z nią teraz rozmawiać i wrzuciłem telefon do torby. Odkąd dowiedziała się, że mam rzekomo dziecko z Kamilą i zdradziłem Julkę nie zamieniła ze mną słowa, więc co teraz miałoby się zmienić.
Posiedziałem chwilę nad wodą i wróciłem do domu. Bartman siedział w salonie, ale nie oglądał telewizji tylko patrzył w ścianę i myślał, gdzie ona mogłaby być. Poszedłem do kuchni i spojrzałem do lodówki. Jednak nic sensownego tam nie znalazłem. Zresztą nie jem prawie w ogóle tylko robię to, bo muszę jako sportowiec. Bartman stanął w drzwiach i o coś się zapytał, ale czułem jakby on był za szkłem, a ja nie mogę zrozumieć jego słów.
-Winiar – potrząsnął mną.
-Tak? – zapytałem nie wiedząc co się dzieję.
-Mówi się do ciebie jak do ściany. Nie odpowiesz tylko się spojrzysz tymi smutnymi oczami i dalej myślisz o czymś.
-Jej nie ma i mnie też nie – wyszeptałem.
-Nie mów tak i chciałem Ci tylko powiedzieć, że dzwoni Ci telefon tak głośno, że już mnie głowa boli.
-Nie chcę z nikim rozmawiać – wzruszyłem ramionami.
-Zrób coś ze sobą przecież, to nie ma sensu. Ja też się o nią boję, ale nic nie możemy zrobić trzeba czekać.
-Mam dosyć – spojrzałem na niego.
-Weź mnie nawet nie denerwuj – chwycił moją torbę i zaczął szukać mojego telefonu.
Znalazł go i odebrał, jednak nie zwracałam na niego uwagi tylko dalej myślałem o Julce.
-Tak już go daje, ale niech jego słów nie bierze sobie do serca – usłyszałem tylko te słowa i podał mi telefon.

-Halo – odparłem od niechcenia.
-Synku czemu się nie odzywasz? – usłyszałem głos matki.
-Przecież mnie wydziedziczyłaś – mówiłem obojętnie.
-Nawet tak nie mów. Wiem już wszystko od Agnieszki i widziałam zdjęcia Julki w telewizji.
-Dzwonisz mnie pocieszyć nie trzeba dziękuję.
-Nie dzwonie cię prosić żebyś do nas przyjechał dzisiaj proszę. Musimy porozmawiać.
-Muszę być na miejscu jakby się Julka znalazła.
-Tylko na dwie godzinki maksymalnie chcę z tobą porozmawiać.
-Pomyślę o tym do usłyszenia.
-Do zobaczenia synku – rozłączyłem się i rzuciłem telefon.
Nie chciałem się stąd ruszać i nie chcę gadać z matką.
-Jedź musisz od tego odpocząć, chociaż na dwa dni. Gdyby coś się działo ja od razu za dzwonie – Bartman stał koło mnie.
-Ona cierpi, a ja będę wypoczywał nie ma mowy.
-Nie chodzi o wypoczywanie tylko masz wyjaśnić sprawy z rodzicami.
-Nie wiem, co robić – motałem się.
-Jedź – słyszałem jak wali szafkami w moim pokoju.
Włożył mi coś do torby i rzucił mi ją, po czym pchał do drzwi.
-Masz kluczyki i wróć jutro najwcześniej, a ja będę dzwonił jak coś będzie jasne – spojrzałem na niego i wyszedłem.
Byłem jak pacynka, z którą można zrobić wszystko dosłownie, a ja i tak nie wiedziałbym co się ze mną dzieję. Wsiadłem do windy uprzednio przepuszczając mężczyznę w drzwiach.. Promiennie się do mnie uśmiechnął i obydwoje zjeżdżaliśmy do garażu. Przyjrzałem się mu i to był ten taksówkarz, który miał mnie zawieść na lotnisko.
-My wczoraj się już widzieliśmy? – zaczął temat.
-Tak pan ostatnio kazał mi nie płacić.
-Owszem i wszystko pan załatwił z kobietą?
-Niezbyt – nie chciałem rozmawiać.
-Odpoczynek? – wskazał na torbę.
-Muszę załatwić kilka spraw i wracam – chciałem się uśmiechnąć, ale chyba mi nie wyszło.
-A, gdzie wybranka serca do towarzystwa? – dążył dalej.
-Zaginęła – powiedziałem i spojrzałem w ziemię.
-Żartuje sobie pan ze mnie? – widziałem rozbawienie na jego twarzy.
-Chciałbym, ale nie mogę Julkę ktoś porwał, a ja muszę dokończyć pewne sprawy, bo i tak nie mam pojęci, gdzie jej szukać.
-Przepraszam i bardzo mi przykro z tego powodu – drzwi windy się otworzyły.
-Przepraszam, ale spieszy się mi – pożegnałem się z, nim i wsiadłem do auta, po czym odjechałem.
Patrzyłem na drogę, jednak myślami dalej byłem gdzieś daleko, daleko.

Perspektywa Julki…
Ponownie odniósł mnie do piwnicy po kolejnej nocy. Czuję się brudna mimo tego, że zawsze pozwala mi się wykąpać. Jednak ja dalej czuję na sobie jego dłonie i język. Nie wiem, ile czasu minęło, bo już się pogubiłam w liczeniu dni. Jednak z 10 raz już mnie zgwałcił. Robił to, co noc bez opamiętania. Krzyczałam i się szarpałam, ale to zawsze na nic. Albo mnie bił i traciłam przytomność albo podawał jakieś leki po, których nic nie pamiętałam. Jednak zostawał ten ból w okolicach ud. Może za dużo z tego nie pamiętam, ale pierwszą noc doskonale. Kiedy dowiedział się, że nie jestem dziewicą i zrobiłam, to w noc dzień przed tym jak mnie porwał był wściekły. O mało co mnie nie pobił, ale tamtej nocy pierwszy raz mnie zgwałcił tak brutalnie, że potem kolejną całą noc przepłakałam. Nie wiem, o co chodzi, ale jak jestem u niego w pokoju, to on nie raz wychodzi i słyszę krzyki dobiegające z dołu. Jakby ktoś prosił o litość nie wiem może mam jakieś omamy, ale coś takiego słyszę.
Kuba zamknął drzwi i rzucił mi butelkę wody, jednak nie mam jak się jej napić, bo mam związane dłonie. Poruszałam jakoś rękoma i poczułam jak węzły byłyby słabsze. Usłyszałam również z głębi pomieszczenia czyjeś jęki. Wytężyłam wzrok, jednak nic nie mogłam dostrzec. Zaczęłam się przesuwać w tamtą stronę i za ścianą ujrzałam rysy ciała. Przestraszyłam się i chciałam odejść, jednak ta osoba również mnie zauważyła i zaczęła wierzgać nogami. Przysunęłam się do niej, kiedy zobaczyłam jej twarz, to aż dostałam dreszczy. Smutne oczy patrzyły na mnie…

————————————————————————————————————————————–

Hej ;)

Miałam się nie odzywać, ale jakoś nie mogę. Nie wiem co się ze mną dzieję od kilku dni. Nie mogę się zebrać, usiąść i napisać czegoś sensownego. Nie chcę pisać i wstawiać jakieś badziewie, bo inaczej tego nie da się nazwać. Mam nadzieję, że ten zastój skończy się już nie długo, bo za tydzień koniec wakacji, a ja miałam skończyć, to opowiadanie przed szkołą. Piszcie co mam robić, bo jak nie to zawieszę i wtedy będzie najlepiej ;(

Rozdział 71 – Nie kocham Cię.

Perspektywa Julki…
-Ok, więc w takim razie co zdecydowałaś? – nie powiedziałam nic tylko podeszłam i się wtuliłam w Tymona.
Teraz już wiem, gdzie jest moje miejsce na ziemi i robię, to na swoją własną odpowiedzialność.
-Juluś cieszę się, że mnie wybrałaś – odparł szczęśliwy i wyciągnął zza placów szampana.
-Ale ja nic takiego nie powiedziałam – odsunęłam się od niego.
-Jak to? – złapał mnie za ramiona i spojrzał w oczy.
-Sam zauważyłeś, że nas związek nie ma sensu w ogóle, jaki związek – puknęłam się w czoło – Tego nie da się nazwać związkiem, bo ja nic do Ciebie nie czuję.
-Powiedz mi dlaczego zdecydowałaś się ze mną chodzić?
-Po tym jak rozstałam się z Michałem, to brakowało mi kogoś bliskiego i poczułam coś do ciebie naprawdę, ale też zauważyłam, że my razem nie możemy być.
-Julka powiedz czego mi brakuje? – spojrzał mi w oczy.
-Powiem tak – spojrzałam na drzwi, w których stał Adam, bo usłyszał krzyki – Nie jesteś moim Michałem, a on jest jedynym ideałem.
-Przykro mi, ale nie wiem, co mógłbym zrobić, by być, nim – wzruszył ramionami.
-Tutaj nie da się nic zrobić, po prostu nie jesteśmy sobie pisani i przepraszam, że tak cię potraktowałam, ale kumplami zawsze możemy być – podałam mu dłoń.
-Kumple? – podniósł lewą brew – Lepsze, to niż nic – chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
Wtuliłam się w niego i próbowałam sobie uświadomić co jak tam naprawdę do niego czuję i tak jak zdecydowałam tylko przyjaźń.
-Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć – pstryknął mnie w nos.
-Mam taką nadzieję – zaśmiałam się.
-Uważaj na siebie, bo z całym szacunkiem dla policji, ale jak oni złapią Kubę, to na pewno nie w tym roku – obydwoje się roześmialiśmy.
-Nie chcę o tym na razie myśleć, ale bardzo chcę żebyś ułożył sobie życie- pogłaskałam go po policzku.
-A ty? – czekał na moją odpowiedź bardzo uważnie.
-Ja nie wiem, co zrobię, bo Michał ma teraz swoją rodzinę i życie, a do tego wyjechał do Włoch, ale chciałam, to skończyć żebyś ty, chociaż mógł znaleźć sobie ukochaną.
-Cieszę się – jeszcze raz mnie przytulił – Ja już lepiej pójdę – odsunął się.
-Przepraszam i dziękuję za wszystko.
-Nie masz za co i powodzenia w dalszych wyborach – ucałowała mnie w czoło i wyszedł.
Stanęłam przy oknie i wpatrywałam się w widok, który zawsze dawał mi ukojenie, ale nie tym razem. Jakby coś wygasło, a ja stoję w ciemnym parku i nie widzę wyjścia.
-Jak tam życie? – zagadnął Adam.
-Tragicznie – usiadłam na kanapie.
-Ponownie jestem sama ale, chociaż już nikogo nie krzywdzę – pocieszyłam się – Chociaż wiesz co sama, to nie jestem, bo jeszcze taki jeden upierdliwy koleś o imieniu Kuba wpieprza się tam, gdzie nie trzeba.
-I widzisz takie jest to nasze małe życie.
-Ja wszystko rozumiem nasz los i tak dalej, ale powiedz czemu wy nie możecie złapać Kuby on ma jakąś moc nadprzyrodzoną?
-Ty się mnie nie pytaj, bo ja jestem w innym trochu fachu, bo w wydziale zabójstw, ale z tego co słyszałem on prawdę nie jest głupi.
-Mniejsza o to teraz najchętniej bym się zabiła, żeby o tym zapomnieć.
-Daj sobie spokój jesteś wspaniałą osobą, więc żyj dalej, a nowy chłopak zawsze się znajdzie.
-Kiedy ja chcę tego jedynego, ale on wolał wyjechać do Włoch niż o mnie walczyć – wyjęczałam.
-To już będzie trudniejsze – Adam mnie przytulił – I nie chcę się wtrącać, ale z tego co mi wiadomo, to ty go zostawiłaś.
-Ja zrobiłam, to dla naszego dobra on ma teraz swoją rodzinę.
-No właśnie, dlatego on odsunął się od ciebie żebyś mogła ułożyć sobie swoje.
-Ja tak nie chcę – łzy zaczęły płynąć po moich policzkach, a Adam mnie przytulił.

Perspektywa Michała…
Zszedłem na dół i stanąłem przed apartamentowcem. Nie miałem pojęcia co dalej mam robić i gdzie iść. Włochy, to już tylko i wyłącznie sen, nie mam pojęcia, gdzie Julka i domu również nie mam. Usiadłem na ławce i patrzyłem w ciemny park i powtarzałem sobie słowa Bartmana „tam, gdzie, to wszystko się zaczęło tylko piętro wyżej”.
Nie miałem pojęcia, gdzie to może być. Zibi mógł mi powiedzieć trochę, inaczej. Spojrzałem się w niebieskie niebo i odsapnąłem. Gdzie wszystko się zaczęło na pewno jest to związane z Julką. Hmmm pomyślmy tak na jej rozum. Mówiła, że ah tak zaczęło się to wszystko w tym pierwszym domu i nie chciała się wyprowadzać, bo tam są pierwsze przygody i tak dalej. Jednak te mieszkanie jest spalone. Ale mówiąc dalej „tylko piętro wyżej”. Nad nami mieszkał Mariusz, to by się zgadzało. Nic innego na myśl mi nie przychodzi. Poderwałem się szybko i podbiegłem do taksówkarza.
-Może pan, jednak zostawić mnie tutaj? – zapytałem.
-Oczywiście klient nasz pan – wysiadł i podał mi walizki.
-Ile się należy? – zapytałem.
-Nic niech będzie na koszt firmy i powodzenia w dalszym życiu – kiwnął ręką i odjechał.
-Dziękuję – wyszeptałem i wszedłem do domu.
Zapukałem do Wlazłego trochę nie wiedział w jakim celu przyszedłem. Bo podałem mu swoje walizki i zacząłem szukać kluczy od auta.
-Są na komodzie w salonie – powiedział z politowaniem.
-Dzięki – zabrałem je szybko i chciałem wyjść.
-Winiar, a Włochy? – Maniek nic z tego nie rozumiał.
-To nie moje marzenie i idę odzyskać Julkę ona jest moja, a dziecko nie. Mariusz już wiem prawie wszystko módl się, żeby ona, to zrozumiała, bo jak nie, to się zabiję.
-Jak tam sobie chcesz- odparł niewzruszony i kiwnął głową.
-Lubię jak nie zadajesz pytań – poklepałem go po ramieniu i wyszedłem.
Wsiadłem do auta i udałem się w kierunku starego domu. Kiedy przejeżdżałem przed pasy, to prawie potrącił bym Zibiego.
-Winiar uważaj trochę – krzyknął w moją stronę.
-Nie mam teraz czasu i jadę do Julki. Dzwoń do komisarza, że ma mnie wpuścić zresztą i tak sam wejdę.

Kazałem odejść Zibiemu i nacisnąłem pedał gazu. Na kwiatowej pojawiłem się bardzo szybko. Zostawiłem samochód pod blokiem i wbiegłem na górę. Domyśliłem się, że to nasz stary blok tylko w mieszkaniu Mariusza, bo nasze już ktoś wykupił z tego co słyszałam. Dużo się tutaj nie pozmieniało tylko kolor ścian, ale było jeszcze widać, że był jakiś pożar. Stanąłem przed drzwiami i zawahałem się zapukać. Tyle na, to czekałem, żeby móc z nią być, a teraz nie mam nawet pomysłu co jej powiedzieć. Usiadłem na schodach i myślałem jak ją do tego przekonać. W końcu wstałem i zapukałem niepewnie. Nikt nie otwierał, ale słyszałem, że ktoś jest po drugiej stronie. Drzwi otworzył wysoki chłopak z lekkim zarostem.
-A pan do kogo? – zapytał i wyszedł przed drzwi.
-Do Julki proszę mnie do niej wpuścić – prawie błagałem.
-Nikt taki tutaj nie mieszka musiało się coś panu pomylić – zbył mnie.
-Wiem, że pan jest z policji, a ja jestem Michał Winiarski i muszę zobaczyć się z Julką proszę – wytłumaczyłem.
-Nie mogę tego zrobić przykro mi – już chciał wejść do środka, ale zadzwonił jego telefon.
Usiadłem na schodach i schowałem twarz w dłonie, a on cały czas rozmawiał. Na koniec zmierzył mnie wzrokiem i się rozłączył. Już chciał coś powiedzieć, kiedy drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Julka. Ciśnienie mi od razu skoczyło, a serce zaczęło szybciej bić. Czułem jak złe emocje mnie opuszczają, a dobre we mnie wpływają. Chłopak wszedł do środka, a ona stała i wpatrywała się we mnie.

Perspektywa Julki…
Nie mogłam uwierzyć, że przede mną stoi mój Misiek. Prawie dwa razy się szczypałam, żeby w, to uwierzyć, ale mało, to pomagało.  Dopiero jak Michał się odezwał, to się obudziłam z moje raju.

-Juluś chcę porozmawiać – powiedział niepewnie.
-Michał nie utrudniaj tego bardziej – pokręciłam głową i chciałam zamknąć drzwi, ale on sprawnie wsunął nogę i mi, to uniemożliwił.
-Ja Ciebie kocham i nie mam zamiaru odpuszczać już kiedyś Ci, to powiedziałem – mówił przez niewielką szparę.
Słuchając jego każdego słowa zmniejszałam napór na drzwi i otwierałam je powoli.
-Ja tak nie chcę żebyś był ze mną kosztem innych, to do niczego nie prowadzi – pojedyncza łza spadła na mój policzek.
-Nic z tych rzeczy – położył dłoń na moim policzku i otarł ją – Nie płacz proszę cię, bo mi się serce kraje.
Odsunęłam się od drzwi, a on wszedł do środka. Stał naprzeciwko mnie i patrzył mi głęboko w oczy.  Z drugiego pokoju wyszedł Adam puścił do mnie oczko, szepnął coś Winiara i wyszedł. Michał wyciągnął rękę w stronę zamka i przekręcił patent. Przybliżył się, a ja jeszcze bardziej zatonęłam w jego oczach. Nie widziałam nic innego tylko ten ból w jego soczewkach. Taki sam miał, kiedy przyłapałam go razem z Kamilą pod blokiem. Jak tylko przypomniała mi się ta sytuacja, to pokręciłam głową i spojrzałam w podłogę.
-Wyjdź – warknęłam w jego stronę.
-Nie mam takiego zamiaru już Ci powiedziałem – od razu odpowiedział.
-Nie chcę z tobą być – odparłam z przymusu.
-Dobra tak chcesz, ale powiedz mi, to prosto w oczy, że mnie nie kochasz i nie chcesz ze mną być – podszedł do mnie bardzo blisko.
-Nie rób tego znowu tylko wyjdź proszę – nie patrzyłam mu w twarz.
Chwycił moją dłoń i położył sobie na piersi.
-Czujesz? – zapytał patrząc na mnie – Te serce bije tylko i wyłącznie dla ciebie, a każda twoja łza łamie je jeszcze bardziej.
-Michał… – chciałam mu przerwać, bo nie mogłam rozpłakać się przy, nim.
-Ty nie rozumiesz, że jesteś moją jedyną kobietą i innej nie chcę mieć? – gładził moją dłoń.
-Wyjdź – nie odpuszczałam.
-Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz, to zrozumiem na pewno.
-Nie mogę – wyszeptałam.
-Ty, po prostu nie chcesz, bo dobrze wiesz, że tak nie jest. Julka zrób coś ja wiem, że jesteś z Tymonem, ale też doskonale wiem, że chcesz być ze mną.
Chciałam coś powiedzieć, ale Michał nachylił się nade mną i lekko mnie pocałował.
-Powiedz jak bardzo mnie nie kochasz – wyszeptał mi do ucha.
-Bardzo – odwzajemniłam jego pocałunek – Bardzo bardzo – szeptałam.
-Nie chcesz ze mną być już nigdy – całował moją szyję i mówił.
-Nigdy – podporządkowałam się jego pieszczotą.
-W takim razie będę musiał odejść – odsunął się ode mnie i skierował do drzwi.
Widziałam cwany uśmiech na jego twarzy i wiedziałam, że robi to specjalnie.
-Wróć się do, bo i tak dobrze wiemy, że nie wyjdziesz – odparłam.
-No nie wiem – złapał za klamkę, a ja podbiegłam do niego i mocno się w niego wtuliła.
Nie myśląc długo chwycił moją twarz w dłonie i wpił się w moje usta. Powędrowałam dłońmi do jego zamka od kurtki i się jej pozbyłam. Patrzyłam na niego i chciałam sobie przypomnieć każdy milimetr jego sylwetki. Widziałam, że podoba mu się, jak na niego patrzę. W pewnym momencie przycisnął mnie do ściany i zachłannie zaczął mnie całować. Odchyliłam głowę do góry i poddałam się mu.
-Powiesz jak bardzo mnie nie lubisz? – dalej mnie podpuszczał.
-Może później – zaśmiałam się i rozpięłam jego bluzę.
Wziął mnie na ręce i nie przestając całować zaniósł do sypialni. Położył na łóżku i usiadł na mnie okrakiem nachylając się nad moją twarzą.
-Zapamiętaj sobie raz na zawsze jesteś tylko moja i tak już będzie do końca – powiedział i zaczął mnie całować.
Przerwał na chwilę i spojrzał na szampana, którego przyniósł Tymon.
-Pamiętasz? – uniósł lewą brew – Za ten papieros tuż po i za ten szampan tuż przed za pocałunek w te noc i za stosunek w dzień?

Kiwnęłam twierdząco głową, a on otworzył butelkę i napił się łyka, po czym podał go mnie. Zrobiłam, to samo co on i patrzyliśmy sobie w oczy.
Po chwili nie miałam już na sobie bluzki, a on spodni. Moje ręce błądziły po jego umięśnionym torsie, ale nie mogłam pozbyć się podkoszulki. Pomógł mi w tym i po chwili był nade mną w samych bokserkach. Zmierzył mnie wzrokiem i zdjął mi spodnie i zaczął całować mój brzuch. Jednak w pewnym momencie zmienił zdanie i wrócił do ust. Zjeżdżał niżej całując wszystko delikatnie i napajając się moim ciałem. Z szyi powędrował na dekolt, piersi, brzuch, pępek i zatrzymał się na moich koronkowych majtkach.
-Juluś, a ty… – wiedziałam, o co pyta.
-Nie martw się Tymon też tego nie dostał – poczułam jakby uwalniał powietrze z płuc.
-Ale byłaś z, nim tyle czasu jak to nie rozumiem.
-Daj sobie spokój, tak jak powiedziałeś, to jest dowód na to, że jestem tylko twoja.
-Moja własna, prywatna dziewica – zaśmiał się, a jego dłonie powędrowały do zapięcia od stanika.
Po chwili nie miałam już ani majtek ani stanika, a Winiara usta błądziły po moim całym ciele. Pozbyłam się również jego niebieskich bokserek i rzuciłam w nieznany mi kąt.
-Mogę? – zapytał niepewnie.
-Sam mówiłeś, że należę tylko do ciebie, więc nie musisz się pytać.
Lekko rozszerzył moje nogi i dotknął delikatnie moje skarba. Zadrżałam, a on się lekko zaśmiał.
-Wiem, że na ciebie działam kochanie – wpił się w moje usta i żeby odwrócić moją uwagę zaczął mnie namiętnie całować i w tym samym momencie zrobił to, na co tak długo czekał Kuba.
Zaczął rytmicznie posuwać biodrami, a ja dostosowałam się do jego ruchów. Było mi cudownie, ale to jak zawsze, kiedy jestem koło niego.
Po chwili poczułam się błogo i przez moje ciało przeszła fala ciepła. Czułam jak lekko mną zarzuciło, ale Michał nie przestawał tylko delikatnie trzymał moje biodra i sam również po kilku ruchach był w niebie. Po tym jeszcze dużo rzeczy się działo, ale nie będę zdradzała dokładnie. Mogę wam tylko powiedzieć, że było cudownie i długo będę tą noc pamiętać. A Winiar był na reszcie szczęśliwy, bo z jego oczu biła radość, pożądanie, blaski i jedna wielka miłość. Nie robiliśmy tego tylko raz, ale kilka razy. Właściwie, to cała noc była nasza. Michał robił tylko małe przerwy na patrzenie w moje oczy i powtarzanie mi jak bardzo mnie kocha. Spojrzałam na zegarek było kilka minut po 6 nad ranem.

-Może teraz mi powiesz jak bardzo mnie nie kochasz? – zapytał Winiar.
Nie odezwałam się nic tylko patrzyłam się w sufit.
-Julka jesteś zła, za to co zrobiliśmy? – widziałam panikę w jego oczach.
-Oczywiście, że nie, bo, za to Ci dziękuję – subtelnie go pocałowałam.
-Co się dzieję? Widzę, że coś jest nie tak proszę powiedz mi.
-Złamałam wszystkie swoje zasady jakie miałam – spojrzałam się na niego.
-Nie rozumiem – pokręcił głową ze zdziwienia.
-Bo, to jest mój jeden chory umysł i tego się nie ogarnie.
-Wiem – powiedziałem gwałtownie – Tobie chodzi o… – nie dałam mu skończyć.
-Zostaw, to i śpimy może znajdziemy na, to trochę czasu – przytuliłam się do niego i zamknęłam oczy.
-Julka kochasz mnie tylko, to chcę wiedzieć – nie odpuszczał.
-Dziękuję Ci za tą noc i śpimy Misiu – położyłam głowę na jego torsie i poczułam jak mnie do siebie przyciągnął.

Nie chciałam rozmawiać o tym teraz tylko na spokojnie rano. Nie wiem, czy on nie wiedział, a może udawał, ale ja dobrze wiedziałam, że kocham go nad życie i to się nigdy nie zmieni.

Perspektywa Michała…
Julka zasnęła, jednak ja zbytnio nie mogłem. Byłem szczęśliwy, że może ją odzyskałem. Chciałem z nią o tym porozmawiać, jednak zasnęła. Leżąc przypomniałem sobie, że ona jest z Tymonem i to właśnie są te zasady, które złamała. Spojrzałem na nią i zauważyłem, że ma otwarte oczy.

-Michał kocham cię nad życie – musiała nie zauważyć, że nie śpię.
-Ja ciebie również kocie, a co do tych zasad, to rozumiem, że jesteś z Tymonem i tak dalej, ale to było ode mnie silniejsze i nie gniewaj się na mnie – mówiłem bardzo szybko.
-Nie jestem zła, bo z Tymonem nie jestem od wczorajszego wieczoru. Był tutaj przed tobą i wyjaśniliśmy sobie wszystko.
Na te słowa chciałem podskoczyć, ale tylko i wyłącznie ją przytuliłem.
-Jednak ty jesteś z Kamilą macie dziecko i tak dalej.
-Julka, to nie jest, tak jak myślisz ja… – znowu nie dała mi skończyć.
-Porozmawiamy jutro ja chcę spać – wyszeptałam i zamknęła oczy, więc odpuściłem.
Poszedłem za jej przykładem i zasnąłem zaraz po niej.

Wstałem kilka minut przed 10 i spojrzałem na Julkę śpiącą obok mnie. Wyglądała jak aniołek z tym swoim delikatnym uśmiechem na twarzy. Od razu na sercu zrobiło mi się jakoś cieplej. Ucałowałem ją delikatnie w czoło i wstałem. Poszedłem do kuchni, ale w lodówce nie było nic sensownego na śniadanie. Chwyciłem swój telefon i miałem chyba z 20 nieodebranych połączeń od Zbyszka i reszty chłopaków. Wybrałem numer do Mariusza i czekałem na jakiś odzew.

-Misiek, gdzie ty jesteś? – Maniek prawie krzyczał.
-U ciebie w starym domu, a co chcesz? – nic nie rozumiałem.
-Zejdź na dół, bo musimy pogadać – poprosił.
-Ale nie zostawię Julki przecież samej tutaj.
-Policjant już wchodzi na górę, a my jesteśmy za garażami – poinformował i się rozłączył.

Wszedłem do pokoju, gdzie spała Julka i położyłem jej na poduszce papiery. Jeden list z potwierdzeniem, że nie jestem ojcem, a drugi z badaniami krwi. Pocałowałem ją subtelnie i przyjrzawszy się jej dobrze zszedłem na dół. W drzwiach minąłem się z Adamem, który pogratulował mi pogodzenia się z Julką. Zmierzyłem go wzrokiem i spokojnie zszedłem na dół. Skierowałem się w stronę garaży, które były kawałek dalej. Pogoda dzisiaj była okropna. Dosyć, że wiał wiatr, to jeszcze lekko padało. Za jednym z budynków ujrzałem chłopaków. Stali i patrzyli w moją stronę. Nie miałem pojęcia co właściwie ode mnie chcą, ale podszedłem do nich.

-Siemka coś się stało? – zapytałem niepewnie.
-Stało się bardzo dużo – odezwał się Krzysiek lekko groźnie.
-Nie mam teraz ochoty na przepychanki słowne, bo mam lepsze rzeczy do roboty – chciałem się cofnąć.
-Poczekaj – Nowakowski mnie zatrzymał – Przyszliśmy porozmawiać o tej całej sytuacji z tobą i Kamilą.
-Nie było żadnej sytuacji – krzyknąłem – Ale wy jak zwykle sądzicie, inaczej, więc nie będę was przekonywał.
-Zbyszek nam już wszystko wytłumaczył i chcieliśmy Cię przeprosić – Kłos mówił lekko przygaszony.
-I co prawda boli? – lekko ich wyśmiałem – Przez dziesięć miesięcy wam powtarzałem, że nic nie pamiętam, a wy mnie olaliście.
-Wiemy, że źle postąpiliśmy, ale byliśmy na ciebie wściekli, że ty coś z Kamilą mając tak cudowną osobę, jak Julka – przyłączył się Kubi.
-To, jak już wiecie nic nie zrobiłem i muszę iść się jeszcze Julce wytłumaczyć, bo nic nie wie.
-To co ty z nią całą noc robiłeś, że jeszcze jej nie wytłumaczyłeś? – Bartman bardzo się zainteresował.
-Wszystko i nic, ale nie dała mi dojść do słowa – nie wiedziałem jak mam się wywinąć z tego.
-Zapewne dojść, to Ci pozwoliła – odparła Pliński, a chłopaki zaczęli się śmiać.
-Bardzo śmieszne hahaha – lekko się zaczerwieniłem.
-Dobra leć do niej i nie dziękuj, że Ci chatę zrobiłem wolną – krzyknął Bartman – Dobrze, że komisarz miał dobry dzień, to się zgodził.
-Wiedziałem, że jesteś dobrym kumplem – przybiliśmy piątkę, a chłopaki mnie jeszcze raz przeprosili.

Perspektywa Julki…
Otworzyłam oczy i przypomniała mi się cudowna noc spędzona z moim Miśkiem. Skierowałam dłoń na drugą połowę łóżka, ale nie wyczułam Winiara tylko jakieś papiery. Przetarłam oczy i otworzyłam kopertę. Czytałam zdanie po zdaniu, a z mojego serca spadał cały ciężar.

-On mówił cały czas prawdę dziecko nie jest jego, a ona mu coś dosypała, dlatego nic nie pamiętał – mówiłam sama do siebie.
Ubrałam się i wybiegłam z pokoju z kartką w ręku i skierowałam się do kuchni. Adam siedział przy stole i pił herbatę.
-On mnie nie zdradził mówił prawdę rozumiesz? – mówiłam do niego szybko – Bezpodstawnie go oceniłam boże jak ja go kocham – odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam w sufit.
-Cieszę się bardzo, że, chociaż jedna rzecz Ci się ułożyła… – chciał powiedzieć coś jeszcze, ale usłyszał dzwonek do drzwi i z pistoletem w dłoni skierował się do wejścia.
Gdy tylko słyszałam dzwonek, to serce miałam w gardle, ale teraz byłam przekonana, że to Michał.
Adam długo nie wracał, a nic nie było słychać, więc ze szklanką w ręku poszłam do drzwi. Koło drzwi leżał Adam z rozbitą głową, a nad, nim stał nie, kto inny tylko Kuba. Przełknęłam ślinę i chciałam się zamknąć w pokoju, ale sprawnie mi, to uniemożliwił.
-Teraz już możesz być przekonana, że jesteś moja – wyszeptał do ucha i, tak jak w Katowicach przyłożył mi coś do nosa.
Przez chwilę się szarpałam, ale już później czułam, że moje nogi miękną i lecę gdzieś w dół.

————————————————————————————————————————————–

Powiem tak ;( Od 5 dni nie napisałam nic. Nie mam weny i nie wiem co dalej. Mam tak pierwszy raz odkąd zaczęłam pisać. Zawsze mnie dziwiło jak można nie wiedzieć, co napisać, ale teraz to doskonale rozumiem ;(

Rozdział 70 – Jak nie teraz, to już nigdy.

 

Perspektywa Michała…

Kamila nie zgodziła się na badania DNA, jednak na mnie, to wrażenia nie zrobiło i wykonałem je za jej plecami. Na wyniki muszę trochę czekać, a bardzo mi się spieszy. Jedną nogą jestem już we Włoskim klubie. Wie o tym tylko Mariusz i ma tak zostać do samego końca. Zresztą i tak oprócz niego nie mam nikogo z przyjaciół. Codziennie jak otwieram oczy myślę od razu o Julce. Tęsknię za nią bardzo i do wyjazdu nie będę miał nawet jak się z nią spotkać, bo w jej sytuacji, to teraz niemożliwe.
Kamila poszła do sklepu po jakieś mleko dla małego, a ja siedzę i trzymam go w swoich ramionach. Antoś, bo tak mama dała mu na imię ma już dwa miesiące i jest śliczny, ale problem w tym, że nawet w małym stopniu nie jest podobny do mnie. Przykro mi, że tak mówię, ale taka jest prawda. Wyniki moich badań krwi również do mnie nie dotarły i myślę, że już ich nie odzyskam.
Kamila weszła do domu i patrzy na mnie i na chłopca.

-Ślicznie razem wyglądacie – wita się ze mną całusem.
-Mam nadzieję – mówię z przymusu.
-Mam już wszystko, więc teraz spokojnie możesz iść na trening.
-Weź go – podałem jej Antosia, a on dalej spał.
-W weekend pojedziemy do moich rodziców – uprzedziła.
-Yhym – przytaknąłem – Jak tutaj jeszcze będę – pomyślałem.

Czym prędzej zabrałem swoją torbę na trening i wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta, a po chwili byłem pod halą. W szatni dalej nikt nie ma ochoty ze mną rozmawiać i to jeszcze bardziej umacnia mnie przy tym wyjeździe. Zabrałem swój bidon i poszedłem na salę. Bartman stał i odbijał piłkę o ścianę. Usiadłem kawałek od niego i wpatrywałem się w parkiet.
-Nie wysypiasz się przez synka? – zapytał Zibi.
-To chyba nie twoje zmartwienie – odpowiedziałem ostro.
-Na pewno nie moje, ale szkoda mi ciebie.
-Obejdzie się i nie przeszkadzaj sobie w odbijaniu piłki – uniosłem tylko na chwilę na niego wzrok – Co tam u Julki? – odważyłem się zapytać.
-Jak zawsze dobrze – widziałem jak jego wyraz twarzy od razu się zmienił.
-Wiem wszystko i powiedz mi co teraz się tak naprawdę dzieję.
-Kto Ci powiedział? – podszedł do mnie i stanął nade mną.
-Nie martw się dobrze wiem, że to ważna sprawa i z nikim na ten temat nie rozmawiam, ale chciałbym się z nią spotkać.
-Chyba w marzeniach – wyśmiał mnie – Ja ją widzę raz na miesiąc, a ty chcesz się z nią od tak spotkać. Nawet o tym nie myśl – stanął pod siatką, a ja poszedłem za, nim.
-Daj mi jej adres – złapałam go za rękę, bo chciał odejść.
-Michał jesteś ostatnią osobą, która powinna go dostać – widziałem, że patrzy na mnie tak, że gdyby nie wszedł trener, to dostałbym po pysku.
-Chłopaki rozgrzewka i trenujemy – krzyknął Jacek.

Odbijałem piłkę z Mariuszem, ale cały czas myślami byłem, gdzie indziej. Jednym okiem patrzyłem na Bartmana i kiedy zerkał na mnie minę miał okropną. Pograliśmy trochę i mogliśmy wracać do domu. Chciałbym, żeby treningi trwały całe dnie, bo miałbym, chociaż pretekst, żeby nie siedzieć w domu. A tak wracam i myślę tylko o moim aniele bez, którego nie będę potrafił żyć, kiedy wyjadę.
Chłopaki już się rozeszli, a ja z Bartmanem i Mariuszem jeszcze się przebieraliśmy.
-Zibi daj mi ten adres – zwróciłem się do niego.
-Chyba jesteś śmieszny i nie wiem po co chcesz rozwalać jej życie.
-Chcę tylko z nią porozmawiać zrób, to dla niej, a nie dla mnie.
-Jak mam zrobić, to dla niej, to nie dam Ci tego – chwycił swoją torbę i wyszedł.
-Maniek ja się chyba zabiję jak będę miał czym – schowałem twarz w dłonie.
-Tak żeś sobie w życiu namieszał, że ja Ci nie zazdroszczę i planu jak cię z tego bagna wyciągnąć również nie mam.
-Też mi pocieszenie – wyszliśmy przed klub.
-Jedziesz do Włoch? – stanęliśmy przy aucie i Mariusz zapytał.
-Bardzo prawdopodobne czekam jeszcze tylko na te wyniki i będę wolny.
-Będę tęsknił – zaczął się nabijać.
-Jedź już lepiej do domu, bo zaraz Ci zęby wyprostuje. Na razie – odparłem i wsiadłem do auta.
Mariusz odjechał, a ja siedziałem i myślałem, gdzie Julka może być.

Perspektywa Julki…
Siedzę cały czas w czterech ścianach z jakimś komisarzem i nic nie mogę zrobić oprócz oglądania telewizji i przeglądania internetu. Cały czas dostaję tylko notatki, z których mam się uczyć, bo w jednym egzaminie zaliczę cały rok. Nie wiem jak to zrobili, ale komisarzowi udało się tak załatwić. Teraz i tak nie miałabym głowy, żeby siedzieć na tych wykładach, a szkołę skończyć muszę.
Co jakiś czas przychodzi do mnie Tymon. Ze Zbyszkiem od dwóch miesięcy widziałam się może ze trzy razy, a Tymon jakoś przebłagał komisarza i przychodzi do mnie, ale rzadziej niż częściej. Ostatnio był jakieś trzy dni temu. Kiedy tylko słyszę dźwięk dzwonka do drzwi, to serce mam w gardle. Mimo tego, że jest ze mną policjant. Adam, to bardzo fajny gość często z, nim siedzę i gadamy nie raz całe noce. No, bo on nie może spać, a ja chcę dotrzymywać mu towarzystwa.
Tym razem nie wiem, kto to przyszedł, bo nie usłyszałam głosu. Ale teraz ktoś puka do moich drzwi. Powiedziałam krótkie „proszę” i drzwi się otworzyły. Stanął w nich Tymon z wielkim uśmiechem.
-Cześć kochanie – powiedział wesoło.
-Hej – podeszłam i przytuliłam się do niego.

Nie zrobiłam tego z miłości tylko dlatego, że nie mam tutaj nikogo bliskiego, a Adam jest żonaty. Brakowało mi czyjegoś dotyku i ciepła bijącego z serca. Tymon delikatnie wpił się w moje usta, ale ja może z dwa razy odwzajemniłam taki pocałunek. Po między nami jest dalej, tak jak było. Jestem z nim, ale, jednak osobno nie wiem jak mam sobie, to tłumaczyć.
Kiedy poczuł, że to on całuje mnie, a ja jego już nie, to się odsunął i stanął przy oknie.
-Czyli jak zwykle? – zapytał smutno – Nic się nie zmienia?
-A co ma się zmienić? Moje położenie? – odparłam ironicznie.
-Miałem na myśli twoje podejście do mojej osoby. Julka, czy ty w ogóle jesteś ze mną, czy z Michałem?
-Co, to za pytanie? – stanęłam obok niego – Dobrze wiesz, że jestem z tobą.
-Trochę, to dziwne, ale od kąt jesteśmy razem, to ja się pastwie nad sobą, żeby Ci było dobrze, a nie usłyszałem zwykłych słów „Kocham Cię”. Nie wiem, czy myślisz, że wypowiedzenie ich boli, ale jak tak, to mogę ci przysiąść, że nie.
-Tymon nie przesadzaj przecież nic takiego się nie dzieję.
-No właśnie – obrócił się do mnie – Po między nami nic się nie dzieję, ale dobrze wiem, że od kilku miesięcy śpisz ze zdjęciem Michała pod poduszką i jego bluza dalej wisi w twojej szafie mimo tego, że wiele rzeczy zostało u ciebie w domu, to ją jakoś masz.
-To nic złego chyba? – lekko się zaczerwieniłam.
-Wiem, że to nic takiego, ale ja czekałem, kiedy z tym skończysz, jednak jakoś marnie, to widzę i nie chcę takiego życia.
-Masz coś konkretnego na myśli? – przybliżyłam się do niego.
-Tak – przytaknął głową – Jak już się zdecydujesz, czy kochasz mnie, czy Michała, to zadzwoń, bo na razie dla naszego związku nie widzę szansy.
-Tymon – złapałam go za rękę.
-Julka nie – odsunął się ode mnie – Zależy mi na tobie, ale jak masz ze mną być nieszczęśliwa, to ja się odsunę i ustąpię miejsca Michałowi. Jednak pamiętaj on ma dziecko i swoją kobietę, ale to już twój wybór.
-Ja – nie zdążyłam nic powiedzieć, bo pocałował mnie w policzek i wyszedł.

Położyłam się na łóżku i myślałam co dalej. Powinnam być zadowolona, bo mogę być z Michałem, ale trochę nie wiem jakby miało, to wyglądać. Boję się tego, ale bardzo go kocham i nie ma takiej godziny żebym o, nim nie myślała. Jednak, tak jak powiedział Tymon on ma dziecko i swoją kobietę, a ja nie chcę nikomu rozwalać rodziny. Tylko ja cały czas pamiętam tego SMS-a z parku. Napisał, że nie odpuści i bardzo mnie kocha, a mi policja kazała napisać do wszystkich, że na razie nie możemy się spotykać. Nie wiem jak on, to przyjął, ale chciałabym go, chociaż zobaczyć. Tęsknię za jego dotykiem, spojrzeniem i tymi pięknymi oczami.

Perspektywa Michała…
Wróciłem z treningu do domu i stanąłem w drzwiach. Nie chciałem wchodzić do domu i odgrywać kolejnej sztucznej scenki jaką, to jesteśmy szczęśliwą rodzinką, bo już mi się chcę od tego rzygać. Stanąłem przed pokojem Antosia i usłyszałem jak Kamila rozmawia z kimś przez telefon.

-Tak kochanie wiem wszystko, ale tobie jakoś słabo idzie – z takim uczuciem nawet ze mną nigdy nie rozmawiała.
——————————————————————-

-Ja wiem, ale można powiedzieć, że dałam Ci czyste pole, a ty dalej się bawisz z nią.
——————————————————————
-Przepraszam cię bardzo, ale za ciebie jej nie przelecę. Tyle się nagadałeś jak bardzo ją kochasz, a teraz co?
——————————————————————
-Dobrze wiemy jak jest naprawdę nie wciskaj mi kitów.
——————————————————————
-Chciałabym się z tobą spotkać i powtórzyć to, co robiliśmy kiedyś, ale teraz nie mogę zostawić Antosia.
——————————————————————
-Również tęsknię, ale mam mam teraz swojego pana nawet z, nim dziecko- zaśmiała się ironicznie.
——————————————————————
-Żartuję sobie dobrze wiesz, że kocham tylko ciebie on jest dobrą zabawką na kilka dni.
—————————————————————–
-Nic do niego nie czuję, a Antoś jest i będzie mój, więc przestań się nakręcać.
—————————————————————–
-Wiem, że to był twój pomysł, ale on tak łatwo nie odpuści, bo chcę badania DNA a, wtedy może być problem.
—————————————————————–
-Na pewno nie on, a ty lepiej szykuj łóżeczko dla synka, bo tutaj długo nie zabalujemy.
—————————————————————–
-Wtedy całe noce i dnie będę twoja, a teraz cię przepraszam, ale muszę iść odegrać rolę stęsknionej kobiety.
—————————————————————–
-Kocham Cię też i zadzwonię jutro pa – odparła słodko i się rozłączyła.

Szybko odszedłem od drzwi i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie i sam nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Czy ona sobie ze mnie zakpiła? Czy ja może źle usłyszałem? Mam dosyć życia pośród takich osób. Każdy tylko chcę mnie zniszczyć ale, z kim ona rozmawiała?
Postanowiłem się zastanowić nad tym później, bo Kamila teraz weszła do salonu.
-Cześć kochanie – usiadłam mi na kolanach.
-Hej – wyszeptałem jej do ucha postanowiłem pograć w jej grę.
-Jak tam trening? – widziałem, że ma ochotę na więcej.
-Znakomicie, ale bardzo za tobą tęskniłem – leciutko swoim nosem wodziłem po jej szyi.
-Możesz teraz się mną nacieszyć – włożyła ręce pod moją koszulkę.
-Nie wątpię, ale co takiego będziemy robili? – specjalnie ją prowokowałem.
-Coś bardzo niemoralnego – zdjęła mi koszulkę.
-Z tobą wszystko – przewróciłem ją tak, że leżała pode mną i zdjąłem jej spodnie.
-Jesteś tego pewien? – uniosła lewą brew i pozbywała się moich spodni, a ja jej bluzki.
-Jak nigdy – zbliżyłem jej dłonie do stanika.
Czułem jak bardzo była podniecona, a mi nic nie było. To wszystko robiłem z przymusu i zobaczy jak to fajnie bawić się kimś.
-Zrób, to – wyszeptała mi do ucha.
Myślała, że nachylam się, żeby zdjąć jej stanik, ale przybliżyłem się do jej ucha.
-Sorry, ale w scenariuszu dla kochającej żony nic z tych rzeczy nie było, więc nici z dalszej zabawy – Fajnie grałaś, to wszystko, ale mnie takie bajki nie poruszają – wstałem i zacząłem się ubierać.
-Kochanie o czym ty mówisz? – dalej udawała idiotkę.
-Nie mów do mnie więcej kochanie, bo takie słowa może kierować do mnie tylko Julka, a przez ciebie ją straciłem.
-Ty mnie kochasz – krzyknęła pewnie, a ja wkładałem swoje rzeczy do walizki.
-Byłem z tobą tylko dla dziecka, ale usłyszałem twoją rozmowę przez telefon jesteś zwykłą szmatą – nie patrzyłem na słowa.
-Antoś jest twój – te słowa nie były już takie pewnie.
-Przestań już kłamać, bo w żadne słowo Ci nie uwierzę i zrobiłem nawet badania DNA czekam tylko na wynik i już mnie nie ma.
-Michał jesteś ojcem Antosia przestań się tak zachowywać.
-A ty przestań mnie kłamać i oboje wiemy, że tak nie jest. Zresztą twój kochaś szykuje już łóżeczko dla małego i twoje noce będę wyglądały, tak jak my kilka chwil temu tylko życzę Ci, żeby kończyły się z finałem.

Nie odezwała się nic tylko spojrzała wrogo w moim kierunku. Zabrałem walizkę i wyszedłem do łazienki, żeby zabrać resztę swoich rzeczy. Pakowałem ostatnie rzeczy, a ona stała w drzwiach i przyglądała mi się.
-Kim on jest? – zapytałem.
-Zapewne kimś lepszym od ciebie, bo dla ciebie liczy się tylko Julka.
-I, to się z tobą zgodzę ty jesteś dla mnie tylko człowiekiem, a Julka miłością życia.
-Twa miłość życia ułożyła sobie życie, a ja też chciałem Ci je ułożyć, ale nie wiesz co dobre.
-Proszę cię wiedziałem, że coś było nie tak. Ja nic z tamtej nocy nie pamiętam.
Uśmiechnąłem się sztucznie i wyszedłem z domu. Czułem się wolny jak ptak, ale samotny. Poczułem wibracje telefonu. Dostałem SMS-a od Kamili, żeby wrócić na górę. Zaryzykowałem i się cofnąłem. Siedziała w kuchni na ziemi i płakała.
-Dobra jak tak rozmawiamy, to niech będzie – podeszła do mnie i spojrzała mi w twarz – Antoś nie jest twoim dzieckiem. Chciałam być z tobą szczęśliwa.
-Kamila nie wiesz, że zniszczyłaś mi życie przez swoje widzi mi się?
-Teraz już wiem i przepraszam, ale od, kiedy urodził się Antoś, inaczej patrzę na świat i to również zrozumiałam. Jak będzie trzeba, to porozmawiam z Julką.
-Daj już sobie z tym wszystkim spokój i zapomnij o mnie i jak coś, to się nie znamy – musiałem, to powiedzieć byłem wściekły.
-Jeszcze coś – podała mi dwie kopert.
-To przyszło kilka dni temu domyśliłam się, że to są badania DNA, bo to ze szpitala i chyba list z klubu, więc Ci tego nie dawałam.
-Można poprawiać swoje błędy, ale jak ty, to zrobisz – wzruszyłem ramionami.
-Michale, a ty wyjedziesz? – mówiła smutno.
-Tak jeszcze dzisiaj mam bilety – zobaczyłem w kopercie – Tak, więc… idę i jak coś, to, po prostu cześć.
-Przepraszam – odparła, a ja kiwnąłem głową i wyszedłem.
Autem pojechałem do Agnieszki całe szczęście, że była w domu.
-Michał co się dzieję? – zapytała jak zobaczyła moje walizkę.
-Antoś, to nie moje dziecko ona mnie oszukała, a ja wiedziałem to od początku – wszedłem do pokoju, gdzie są moje rzeczy – Przyszedł list z klubu dzisiaj mam ostatni bilet na wylot.
-Pojedziesz teraz, zaraz, już? – mówiła szybko.
-Nie mam wyjścia, to moja ostatnia szansa, a nie mam tu już nikogo.
-Michał walcz o nią – namawiała mnie.
-Nie mam na, to już siły ona ma teraz opiekę i chłopaka – z pakowałem swoje najpotrzebniejsze rzeczy – Reszta niech tu stoi jak coś, to możesz kiedyś mi je podesłać – przytuliłem ją.
-Tutaj jest list dla ciebie przyszedł dzisiaj rano – podała mi kopertę.
-Dobra lecę, bo mało czasu zostało, a do Łodzi jeszcze muszę dojechać.
-Jak wolisz i dzwoń jak coś chyba oszalałam, że pozwalam Ci jechać – ucałowała mnie, pożegnałem się z Stasiem i zszedłem na dół.
Zadzwoniłem jeszcze do klubu, żeby potwierdzić swój wyjazd i postanowiłem zostawić auto tutaj. Podjechałem pod dawny dom i zadzwoniłem po Mariusz zszedł na dół.
-Zajmij się, nim – podałem mu kluczyki i wskazałem na samochód.
-Stary zostań przecież, to nie ma sensu.
-Ma Kamila przed chwilą powiedziała…zresztą chcę od tego uciec, bo nie potrafię tego naprawić.
-To już w ogóle nie ma przyszłości.
-Moja przyszłość opierała się na Julce, a jak jej nie ma, to masz racje tego nie ma.
-Dobra trzymaj się i wracaj do nas szybko – uścisnęliśmy się – Pamiętaj bracia – przybiliśmy piątkę.
-Jak coś, to pisz co tam z Julką – poprosiłem i wsiadłem do auta, po czym odjechałem.

Perspektywa Julki…
Siedzę i rozmawiam z Bartmanem zadzwonił jakiś czas temu. Robi sobie obiad i ma ustawiony na głośnik, bo podaję mu przepis na naleśniki.
-Do tego dodaj jajka, mleko – wymieniam, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
-Bartman, Bartman – krzyczał ktoś w tle.
-W kuchni jestem – odezwał się Zibi i rozpoznałam głos Wlazłego.
-Winiar pojechał do Włoch – krzyknął, a ja trawiłam te słowa – Przed chwilą przywiózł mi auto i pojechał na lotnisko.
-Zamknij się – Zibi krzyknął i wyłączył głośnik – Mała ja muszę kończyć.
-Bartman on mnie zostawia – po moim poliku popłynęły łzy – Boże, jak ja go kocham – załkałam.
-Teraz, to już trochę za późno na takie rozczulanie się nad sobą.
-Moje życie nie ma już bez niego sensu.
-Masz tak nawet nie mówić i przepraszam cię, ale Mariusz chcę porozmawiać – lekko mnie zbył.
-Do usłyszenia – rozłączyłam się i wykręciłam numer Tymona.
Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos. Dzwoniłam ze specjalnego telefonu, więc nie wiedział, że to ja.
-Przyjdź do mnie teraz, bo już zdecydowałam – odparłam.
-Wiedziałem, że dobrze wybierzesz – odpowiedział podekscytowany – Jestem niedaleko ciebie, więc zaraz będę.
-Czekam – rozłączyłam się i oddałam telefon Adamowi.

Weszłam do salonu i stanęłam przy oknie. Kocham ten widok, bo patrząc na ten mój kochany park podjęłam wiele decyzji, a teraz już nawet on nie może mi pomóc. Tato powiedz co ja mam zrobić? Pomóż mi, bo pomysły na moje życie się już wyczerpały. Usłyszałam jak Adam wpuszcza Tymona do domu. Nie wychodziłam tylko czekałam na niego po chwili czułam jego dłonie na swoim biodrach.
-Długo się decydowałaś – zaśmiał się.
-To nie są żarty Tymon, bo nie mam na nie teraz ochoty – skarciłam go.
-Przepraszam, ale chyba już wiesz, że jak Michał wyjechał, to możesz być ze mną?
-Wiem co mogę, a czego nie mogę, więc nie musisz mnie tego uczyć.
-Ok, więc w takim razie co zdecydowałaś? – nie powiedziałam nic tylko podeszłam i się w niego wtuliłam.
Teraz już wiem, gdzie jest moje miejsce na ziemi i robię, to na swoją własną odpowiedzialność.

Perspektywa Michała…
Jechałem do Łodzi, a moje myśli cały czas krążyły wokół Julki. Zaraz mam wsiąść do samolotu i nie zobaczyć jej już przez najbliższy rok. Nie chcę tego wystarczy, że nie widziałem jej od trzech miesięcy. Z małej torby wyciągnąłem listy, które dała mi Kamila i Agnieszka. W tym z klubu było pisemko z jakąś umową i adres moje mieszkania, rejestracja auta i numer biletu, który dostałem szybciej. Kolejny list od Kamili był ze szpitala. Mówiła coś o tych wynikach DNA, ale sama mi się już przyznała, że Antoś nie jest moim dzieckiem, jednak ją otworzyłem. Czytałem zdanie, bo zdaniu i nic z tego nie rozumiałem, bo nie było tam nawet słowa o potwierdzeniu zgodności krwi. Przeczytałem jeszcze raz i jedno zdanie zaciekawiło mnie najbardziej.

„W krwi znajdował się środek chemiczny o nazwie GHB”

Zajrzałem głębiej w swój mózg i przypomniałem sobie, że jest to skrót od tabletki gwałtu. Boże, nic dziwnego, że nic nie pamiętam i po tej nocy ledwo co trzymałem się na nogach. Kamila musiała być naprawdę zdesperowana. Przecież takie coś podchodzi już pod paragraf. W takim razie jak to nie są wyniki DNA, to w drugiej tak. Otworzyłem następną kopertę i jak byk wielkimi literami było potwierdzenie, że badania są Negatywne i ojcem nie jestem. Miałem w sobie tyle negatywnych i pozytywnych emocji, że takie uczucie nigdy mi nie towarzyszyło.
-Proszę zawrócić pod adres, z którego pan mnie zabrał – zwróciłem się do taksówkarza.
-Podróż odwołana? – spojrzał w lusterko.
-Zdecydowanie, bo muszę odbudować sobie życie, a potem przyjdzie czas na resztę.
-Zgodzę się z panem, a coś szczególnego?
-Długa historia, ale mogę panu powiedzieć tylko, tyle że na pewno nie jestem ojcem i muszę, to wytłumaczyć mojej ukochanej.
-Dobry pomysł – przytaknął głową – Już jedziemy.
Po 10 minutach byłem z powrotem pod domem.
-Niech pan poczeka, bo to jeszcze nie koniec – poprosiłem.
-Oczywiście – kiwnął głową.
Wbiegłem po schodach jednocześnie witając się z panem Staszkiem i nie czekałem już na windę. Zapukałem do drzwi dawnego domu i w drzwiach stanął Bartman.
-A ty makaronu jeszcze nie jesz? – zapytał śmiejąc się.
-Daruj sobie i podaj mi adres Julki muszę z nią porozmawiać – wytłumaczyłem.
-Niby dlaczego miałbym Ci go dać? – założył ręce na brzuch i czułem się przy, nim normalnie malutki.
-Dlatego – podałem mu dwa list zaczął je czytać.
Stałem i czekałem aż Bartman, to sobie wszystko poukłada.
-Ale jak to czyli? – Zibi mało co z tego rozumiał.
-Czyli dosypała mi coś do drinka, dzisiaj przyznała, że specjalnie to uknuła, a testy potwierdzają, to nie jest moje dziecko. Bartman zrozum nic nie zrobiłem.
-Winiar ty jesteś pierdolnięty – krzyknął na cały korytarz – Rozwaliłeś sobie tak życie – zabrałem mu listy.
-Teraz ty i reszta chłopaków możecie mi uwierzyć, że ja nic nie zrobiłem.
-Sorry stary – Bartman klepną mnie w ramię.
-Mniejsza o to podaj mi adres – poganiałem go.
-Nie mogę sam nawet nie wiem, gdzie, to jest dokładnie.
-Zibi kłamiesz mów mi prawdę, to ważne wiesz, że jak nie teraz, to już nigdy.
-Mogę Ci powiedzieć tylko, tyle że jest tam, gdzie wszystko się zaczęło tylko piętro wyżej – uśmiechnął się i zamknął drzwi.
Stanąłem tyłem do ściany i zacząłem się zastanawiać. Teraz mogę szukać Igły w stogu siana. Odpaliłem papierosa i zszedłem na dół. Nawet nie wiem kiedy zacząłem palić z tego wszystkiego…

——————————————————————————————————————

Hej wam wszystkim ;)

Mamy rozdział chociaż nie dodawałam go tak ochoczo jak zwykle, ale jest. Dużo spraw się wyjaśniło, a jeszcze więcej zaczęło. Wierzcie mi na słowo, że w kolejnym rozdziale będzie jeszcze lepiej i kilka rzeczy na pewno wam się spodoba ;) Powinnam teraz napisać, że czekam na komentarze od was, ale tego nie zrobię. Nie będę już was o nic prosić. Będę wstawiała kolejne rozdziały, ale już zamilknę i nie będę się pod kreskami rozpisywała ;) Na razie i zamilknę na zawsze ;)

Informacja.

Muszę wam powiedzieć coś ważnego. Wczoraj pisałam kolejny rozdział już 72 i w pewnym momencie dopełniłam swoją myśl na kolejne opowiadanie i już założyłam nowego bloga. Mam już tło i pomysł dostosowałam się do waszych wskazówek i założyłam na bloggerze. Linka dostaniecie jak skończę pisać te opowiadania. A skończę jak wy będziecie komentować, więc nie pytać kiedy. Czekam na wasze komentarze to będzie nowy ;)

Rozdział 69 – Zła sytuacja.

Perspektywa Michała…

Siedzę w domu nad łóżeczkiem rzekomo mojego synka i patrzę jak słodko śni. Przykro mi mówić, że „rzekomo”, ale ja nie mam pewności, że to moje dziecko. Poczęcie ma sprawiać przyjemność i ma przez, to przejść jakieś uczucie, a ja nawet nie pamiętam tego, więc sam nie wiem , co mam zrobić. Kamila leży i odpoczywa i nie chcę jej na razie denerwować tymi badaniami DNA, ale kiedyś czas na, to przyjdzie, a ja nie chcę długo czekać, bo mam zamiar odzyskać Julkę. Zamknąłem po cichu drzwi i skierowałem się do salonu. Kamila leżała na kanapie, usiadłem obok niej i się we mnie wtuliła.
-Dziękuję Ci za tego synka – wyszeptała.
-Nie musisz mi za nic dziękować – powiedziałem lekko zły.
-Jednak muszę, bo jej bardzo podobny do ciebie – powiedziała pewna.
Tutaj się z nią nie zgodzę, bo specjalnie szukałem jakiegoś zdjęcia z dzieciństwa i nawet w minimalnym stopniu nie ma pomiędzy nami podobieństwa i to jeszcze bardziej umocniło mnie w przekonaniu, że ojcem nie jestem. Jednak na razie się nie odzywam na ten temat.
-Wiesz co ja pójdę się przejść – wyplątałem się z jej objęć.
-Ok tylko wróć szybko – przyciągnęła mnie do siebie i wpiła w moje usta.

Denerwowały mnie takie akcje no, bo z całym szacunkiem dla niej, ale jej nie ma w moim sercu, a wiem, że z dnia na dzień ona jeszcze bardziej się we mnie umacnia. Ja tego nie chcę i jak najszybciej muszę, to skończyć.
Zarzuciłem na siebie kurtkę i zbiegłem po schodach. Wyszedłem na świeże powietrze i się, nim zaciągnąłem. Mój mózg już nawet nie pracował od kilku dni chodzę jak trędowaty i nie wiem , co ze sobą zrobić. Szedłem przed siebie jak najdalej Kamili, a, im bliżej Julki.

 

Perspektywa Julki…

Siedzę w kuchni i patrzę się w ciemne miasto. Dużo ludzi chodzi i napaja się świeżym powietrzem, a ja jak zawsze nie mogę. Zbyszek pojechał po coś do klubu, a ja siedzę z Tymonem. Tyłem do niego, ale to jest tylko szczegół.
-Julka spójrz na mnie – poprosił.
-Ale, co to zmieni? – odwróciłam się i zapytałam.
-Od kilku dni chodzisz i myślisz o jednym, a nie o mnie i naszym szczęściu – wytknął mi.
-Masz jakieś dziwne przeczucia i są na pewno nieprawdziwe – wyśmiałam go.
-Nie mam i dobrze wiem, że myślisz o Michale i jego dziecku.
-Może tylko trochę, ale mam do tego prawo i nie zabronisz mi. Zresztą myśląc o tym nie zdradzam cię.
-Ale ty zrozum, że to jest JEGO dziecko, a nie twoje, więc proszę cię zmień tok rozumienia.
-Dobra zmieńmy temat lepiej co robimy? – chciałam jakoś poprawić mu humor – Może spacer? – zaproponowałam.
-Możemy iść, to będziemy mieli chwilę dla siebie – skierowaliśmy się do wyjścia.
Wyszliśmy i udaliśmy się w stronę miasta. Napisałam jeszcze SMS-a Zbyszkowi, że jestem z Tymonem i żeby się nie martwił.
-Idziemy do parku? – wpadłam na pomysł.
-Możemy iść, ale nie boisz się ciemności? – jak zwykle miał ze mnie ubaw.
-Przy tobie nigdy – wtuliłam się w niego i weszliśmy do środka.
Po drodze spotkaliśmy jeszcze Zbyszka.
-Gdzie idziecie? – zapytał.
-Przejedziemy się i wrócimy do domu – odpowiedział Tymon.
-Proszę uważaj na nią, bo tego idioty dalej nie złapali.
-Nie musisz mi mówić nie spuszczę z niej nawet wzroku – przytulił mnie.
-Ok, to do zobaczenia – pomachał i poszedł w stronę domu.
Widziałam jak wymownie na mnie spojrzał, kiedy Tymek mnie przytulił. Bałam się, żeby czegoś głupiego nie powiedział, ale całe szczęście się opanował. Szliśmy wtuleni w siebie i napajali ciszą. Czułam jak Tymon cały czas na mnie zerka i się uśmiecha pod nosem.
-Julka kocham cię – zatrzymał się i pewnie powiedział.
-Cieszę się – tylko tyle powiedziałam nie mogłabym powiedzieć mu tego samego, bo bym bardzo skłamała.
Widziałam, że lekko go rozczarowałam, ale nie mogłam, inaczej. Próbowałam, to skończyć, ale szukam szczęścia jakiego mi brakuje. Jednak takie jedyne szczęście, to Michał, a na na razie mam dalej do niego niż bliżej.
Przeszliśmy kawałek i zobaczyłam znajomą posturę. Zbliżała się do nas i po chwili zatrzymała się naprzeciwko nas.
-Cześć Michał – powiedziałam patrząc w jego oczy, a Tymon mocniej ścisnął moją dłoń.
-Hej – nie odrywał ode mnie wzroku – Wieczorny spacer?
Widziałam, że teraz najchętniej, by od nas uciekł, a ja bez wahania pobiegłabym, za nim.
-Tak świeże powietrze nigdy nie zaszkodzi – Tymon odparł triumfalnie.
-Pewnie – Michał kiwnął głową i spuścił wzrok na ziemię.
-Jak tam się na świeżo upieczony tata? – zdenerwowałam się na Tymona, że zaczął ten temat.
-Jeszcze żyję – Winiar spojrzał na nasze splecione dłonie.
-Gratuluję – dążył dalej aż go drapnęłam w dłoń.
-Dzięki bardzo nie zatrzymuje już was – podał dłoń Tymonowie i spojrzał mi głęboko w oczy.
Odszedł, a ja odwróciłam się za nim zrobił, to samo i puścił niezauważalnie buziaka. Tymon pociągnął mnie za dłoń i poszliśmy razem. Po chwili dostałam SMS-a. Odebrałam go, a niewielka łza spłynęła po moim poliku.

„Aniołku kocham cię i nigdy się to nie zmieni. Niech on lepiej na drugi raz puści twoją malutką dłoń, bo nie ręczę za siebie. Jeszcze raz kocham i tęsknie. Twój Michał ;*”

Nie myśląc za wiele puściłam dłoń Tymona i obejrzałam się za siebie. Chciałam dostrzec Winiara, ale zamiast niego ujrzałam Kubę z jakimiś dwoma kolegami. Cofnęłam się do Tymka i mocno w niego wtuliłam.

-I co laleczko znowu się spotykamy? – zapytał ironicznie.
-Czego chcesz jeszcze ode mnie? – głupio zapytałam.
-Tego co zawsze, a teraz mam największą ochotę – jego przydupasy się zaśmiali.
-Kuba odpuść ja się tobą brzydzę, więc proszę cię zostaw mnie – błagałam prawie.
-Nie ma mowy – nawet nie zauważyłam, kiedy mnie szarpnął, a jego koledzy zaczęli bić Tymona.
-Zostawcie go proszę – mówiłam przez łzy.
-Lepiej martw się o siebie, bo on jakoś przeżyje – blisko nas nie było nikogo.
-Kuba proszę puść – próbowałam się szarpać, ale on był za silny.
-Jesteś moja i to się nie zmieni – wpił się w moje usta i zaczął rozpinać moją kurtkę.
Czułam jak w kieszeni wibruje mój telefon. Nie wiedziałam, kto to dzwoni, ale jednym palcem odebrałam i zaczęłam krzyczeć „pomocy”. Ten idiota myślał, że drę się, żeby ktoś mnie tutaj słyszał, ale był w błędzie.
-Suko zamknij się – z policzkował mnie dwa razy.
Chłopaki przestali już bić Tymona, bo leżał nieruchomo. Bałam się, że zrobili mu coś groźnego. Kuba szarpał mnie i odpiął mi już guzik w spodniach. Przestałam już walczyć, bo nie miałam siły chciałam w tym momencie umrzeć, bo wiedziałam, że on dokona tego najgorszego. Odwróciłam się do tyłu i ujrzałam Zbyszka. Biegł w naszym kierunku, a ja lekko odsapnęłam. Kuba nawet nie wiedział, kiedy Bartman rzucił się na niego, a po chwili z głębi parku wybiegł również komisarz i kilku policjantów. Kuba, zanim uciekł zdążył jeszcze przejechać nożem mi po ręce i uciekł w ciemny park razem z kolegami. Opadłam na ziemię, a Tymon przyczołgał się do mnie, bo bardzo bolał go brzuch.
-Kochanie – wyszeptał i schylił głowę, bo nie miał siły.
Bartman złapał moją twarz w dłonie i patrzył głęboko w oczy.
-Dobrze, że odebrałaś telefon, bo nic bym nie wiedział.
-Bartman mam dosyć. Przed chwilą widziałam Michała ja go kocham – powiedziałam mu na ucho, bo lekarz zajmował się zaraz obok Tymonem.
-Juluś ja, to wiem, ale teraz trzeba się zając tym wszystkim.
Komisarz stanął obok nas i wpatrywał się we mnie.
-I zadowolony jest pan z siebie? – zwróciłam się w jego stronę – Miałam złożyć zeznania i Kuba miał być złapany, a minęło dziesięć miesięcy i bez zmian.
Zibi ścisnął mi rękę kawałkiem materiału, jaki podał lekarz. Bolało, ale to był najmniejszy problem.
-Powiem tak – zaczął policjant – Czekałam na następny atak, żeby pomóc zrobić ostateczność.
-Co takiego? – nie rozumiałam jego słów.
-Powiem tak od jutra będzie pani zamknięta w jednym domu z naszym policjantem i nikt do pani nie będzie mógł przychodzić.
-Ale dlaczego? – nie podobało mi się to.
-Będzie pani pod naszą ochroną i tylko my i pan Bartman będziemy wiedzieli, gdzie jesteś. Ustąpię Ci i możesz sobie wybrać, gdzie chcesz zamieszkać.
-Co za świat, ale proszę dać mi chwilę czasu – podeszłam do Tymona, a lekarz zajął się moją dłonią – Jak się czujesz? – zapytałam.
-Nie jest źle i przepraszam, że tak to się potoczyło.
-Nie masz za co przepraszać, bo to nie twoja wina, ale nie wiem, czy będziemy mogli się spotykać.
-Czemu? – widziałam na jego twarzy wymalowany strach.
-Policjanci coś wymyślili i gdzieś mnie zamkną.
-Rozumiem i dam radę jakoś się do ciebie dostać.
-Muszę już iść jak coś, to rozmawiaj z Bartmanem – pocałowałam go lekko w policzek.
Wróciłam do Bartmana i policjantów, by dowiedzieć się co mam zrobić. Nic z tego nie rozumiałam, ale komisarz kazał zdjąć mi kurtkę i podał mi inną trochę za dużą. Ubrałam ją, tak jak prosił i podjechał radiowóz.
-Teraz Zbyszek pojedzie po twoje rzeczy do domu, a my pojedziemy pod komisariat. Powiedz teraz, gdzie mamy cię zawieść, ale musi być tam wolne mieszkanie mówię od razu – wytłumaczył.
-Tam, gdzie, to wszystko się zaczęło – kiwnęłam do Zbyszka, a ona już wiedział, o co chodzi.
-Dobra w takim razie jedziemy na komisariat po ludzi, Bartman przywiezie twoje ciuchy, przesiądziemy się do innego auta, bo ten Kuba może nas mieć na oku i pojedziemy tam, gdzie trzeba.
Pożegnałam się ze Zbyszkiem i wsiadłam do auta. Teraz zrobię już wszystko, by się uwolnić od Kuby raz na zawszę.
Tak jak komisarz mówił podjechaliśmy pod komisariat, zabrali moje rzeczy, ale nie widziałam już Zbyszka i razem z policjantami pojechaliśmy do mojego nowego lokum.

 

Perspektywa Michała…

Wróciłem do domu, a Kamila robiła w kuchni coś do jedzenia.
-Cześć Misiu – powiedziała.
-Hej co tam powiesz? – zapytałem.
-Dobrze mały cały czas śpi, a ja szykuję kolację.
-W porządku słuchaj nie będę owijał w bawełnę tylko powiem Ci, to teraz. Chcę zrobić badania na potwierdzenie ojcostwa.
-Nie wierzysz mi? – podeszła do mnie.
-To nie chodzi o wiarę tylko o to, że ja nic nie pamiętam. Nie mogę być pewny, że to moje dziecko.
-Z nikim więcej nie byłam – mówiła pewnie.
-Ja chcę badania chciałem cię tylko poinformować żebyś potem nie była zdziwiona.
-Nie zgadzam się – krzyknęła.
-Z całym szacunkiem do ciebie, ale nie masz nic do gadania.
-Michał co się dzieję? – potarła mój policzek dłonią.
-Nic, po prostu chcę wiedzieć, na czym stoję.

Nie odezwała się nic tylko poszła do pokoju małego. Nalałem sobie soku do szklanki i usiadłem przy stole. Kiedy zobaczyłem Julkę, to aż mi się lepiej na duszy zrobiło, ale nie w towarzystwie Tymona. Będą oni walczył nie zważając nawet na wyniki badań. Wiedziałem, że w domu, to ja dzisiaj nie pośpię, więc zabrałem kilka swoich rzeczy i wyszedłem.
Mariusz już na pewno śpi, bo jest trzecia w nocy, więc skierowałem się do siostry. Zapukałem, a w drzwiach stanęła Agnieszka.
-Jak trwoga, to do boga – powiedziała na pół śpiąca.
-Przygarniesz mnie? – zrobiłem słodkie oczka.
-Dla ciebie wszystko – wpuściła mnie do środka.

Usiedliśmy w kuchni i kazała mi, to wszystko jeszcze raz od początku opowiedzieć. Przez te całe dziesięć miesięcy rozmawialiśmy może z trzy razy. Tak samo jak rodzice jest na mnie zła, za to co zrobiłem Julce.
-I tak, to wszystko wygląda – odparłem, kiedy skończyłem mówić.
-Czyli ty naprawdę nie wiesz, czy to z nią zrobiłeś? – upewniała się.
-No właśnie nie mówię ci, to już chyba szósty raz. Nic nie pamiętam mam pustkę w głowie po tamtej nocy – lekko uniosłem głos.
-Ciszej, bo Staś śpi – uspokoiła mnie.
-Kiedy się obudziłem i zobaczyłem ją gołą, a siebie w bokserkach, to się spakowałem i… – zawiesiłem się na chwilę, bo coś mi się przypomniało.

-Jest coś co pamiętasz? – Aga aż wstała.
-Nie, ale przecież jak wstałem, to tak mnie głowa bolała, że nie mogłem nawet jechać autem. Zostawiłem je na parkingu i pojechałem do szpitala po jakieś leki. Oni zrobili mi badania, bo pielęgniarka myślała, że jestem naćpany. Wyniki miały być na następny dzień, ale ja wróciłem do domu, bo tak się źle czułem.
-Myślisz, że coś mogłoby być w tych papierach?
-Nie wiem, ale ja po tych kilku drinkach miałem pustkę w głowię wiesz jak to jest na takich imprezach nie patrzysz co pijesz może trafiłem na jakąś nieodpowiednią szklankę.
-Oj Misiek, Misiek – poczochrała mnie po włosach.
Przypomniała mi się jeszcze jedna sprawa jak tak o tym myśleć.
-Dzwonił do mnie ktoś ze szpitala i mówił o jakiś znalezionych wynikach, ale to dawno było. Kiedy, to wszystko tak się potoczyło całkiem mi, to z głowy wyleciało.
-Michał dzwoń tam lepiej – doradziła mi.
-Rano teraz i tak nikt mi nic nie powiem zresztą telefon mi się rozładował – wstałem i podłączyłem go pod ładowarkę.
-Idziemy spać, bo jest przed piątką, a ty jutro masz trening – wstała i ledwo co poszła do swojego pokoju, a mnie ulokowała na kanapie.
Położyłem się i myśląc o tym wszystkim bardzo szybko zasnąłem.

Rano śpiąc czułem jakby ktoś patrzył na mnie i się obudziłem. Otworzyłem oczy, a nade mną stał Staś. Zaczął się do mnie śmiać i rzucił mi się na szyję.
-Ujek, ujek cemu tu spis? – zapytał słodko.
-Bo się za tobą stęskniłem i przyszedłem w nocy, a co nie mogę?
-Mozes, a zostanies dzisiaj u nas? – prosił bardziej niż pytał.
-Nie mogę, bo zaraz mam trening, a gdzie mamusia?
-Robi mi sniadanko i tobie chyba tez – zacząłem go łaskotać.
-To chodź do niej – wziąłem go na ręce i poszliśmy do kuchni.
Aga stała koło blatu i robiła kanapki, a małemu płatki. Posadziłem go przy stole i zaczął zajadać.
-Ktoś do ciebie dzwonił chyba z milion razy- podała mi telefon.
Spojrzałem na wyświetlacz, ale nie miałem tego numeru. Z tego co zauważyłem był, to ktoś z zagranicy.
-Potem oddzwonię, a teraz szpital – Agnieszka znalazła mi numer w internecie i podała na kartce – Dziękuję – pocałowałem ją w policzek.
Wybrałem numer i czekałem na połączenie. Odebrał jakiś lekarz i przedstawiłem mu całą sytuację. Mówił, że nie może podać przez telefon takich danych, ale mówiłem, że to chyba on do mnie dzwonił, że wyniki zostały zgubione, bo długo nikt ich nie odbierał, ale, że jakimś cudem się znalazły. Sprawdził numer i potwierdził, że to on dzwonił. Nie powinien tego robić, ale obiecał, że jak je znajdzie to wyśle pocztą. Podałem mu adres i się rozłączyłem.
-Gotowe zawsze, to nic, ale może coś znajdę w tych wynikach i wszyscy mi uwierzą.
-Z tym daj sobie spokój – pocieszyła mnie.
-Dobra od dzwonie na ten drugi numer – powiedziałem i przeszedłem do drugiego pokoju.

-Witam ktoś do mnie próbował się dodzwonić z tego numeru – zapytałem, gdy ktoś odebrał.
-Tak witam panie Winiarski dzwonię z Włoskiego klubu siatkarskiego.
-W jakiej sprawie? – byłem bardzo ciekawy.
-Jestem przedstawicielem i prezes chciałbym zaproponować grę w naszym klubie. Oferujemy wysokie zarobki i opłacone mieszkanie razem z autem.
-Kiedy miałbym zacząć trenować u was? – w tym momencie chyba bym się zdecydował.
-Do marca musiałby pan dać nam odpowiedź, a na początku kwietnia być u nas.
-Oddzwonię jeszcze dzisiaj panu dobrze? – zaproponowałem.
-Dobrze, ale do wieczora musi mi dać pan odpowiedź bo, tak jak mówię sam pan wie, że jesteśmy na wysokim poziomie, a na pana miejsce jest wielu.
-Rozumiem odezwę się do wiedzenia – rozłączyłem się i stanąłem koło okna.
Zauważyłem że, kiedy rozmawiałem dostałem jeszcze jednego SMS-a.

„Michał nie możemy być razem i ty dobrze o tym wiesz. Jestem z Tymonem, a ty masz dziecko z Kamilą. Tak się potoczyło i żadne z nas tego nie zmieni. Jula”

Kiedy odczytałem tą wiadomość byłem załamany przecież ja ją kocham, ale nie mogę też do końca życia zabiegać o nią. Kiedy kocha kogoś innego, ale nie mnie. Znowu mam dylemat od kilku miesięcy bardzo często mi towarzyszy. Wszedłem do kuchni i usiadłem naprzeciwko Agnieszki.
-Dostałem SMS-a od Julki, że nie możemy być razem i dzwonili z włoskiego klubu dostałem roczną propozycję gry.
-Powinnam Ci powiedzieć, że nie możesz jechać jako siostra, ale tego nie zrobię, bo w tym momencie, to będzie najlepszy moment na wyjazd.
-Nie wiem, nie wiem ja ją kocham jak głupek, a ona ma Tymona.
-Nie masz teraz nic do stracenia, chłopaki i tak z tobą nie gadają, Julki nie ma, rodzice też nie. Może rok odpoczynku jest Ci potrzebny, ale nie wiadomo czy masz dziecko, czy nie.
-Idę na trening zobaczymy co reszta powie. Bo jak znam życie, to już wszyscy wiedzą.
Zabrałem swoją torbę i skierowałem się do wyjścia. Na halę miałam trochę daleko, więc pojechałem autem. Wszedłem do klubu i już wszyscy coś pomiędzy sobą szeptali. Ale nie zwracałam na, to uwagi, bo szkoda mojego czasu. Kiedy wszedłem do pomieszczenia, to chłopaki już się szykowali do wyjścia na salę. Jak zawsze spojrzeli na mnie tylko z ukosa i wyszli. Został sam Mariusz, który patrzył na każdy mój krok.
-Zostawisz mnie? – zapytał jak dziecko.
-Nie wiem, ale bardzo możliwe, jednak tylko na rok – uśmiechnąłem się do niego.
-Teraz, to lepiej słuchaj co Ci powiem – wstał i stanął nade mną – Na Julkę w parku napadł Kuba, a Tymona poboli. Policja ją zabrała do jakiegoś mieszkania i teraz już jest pod kluczem.
-Żartujesz? – wstałem i aż zbladłem.
-Chciałbym, ale przed chwilę Zibi mi mówił. I Winiar cicho nikt ma o tym nie wiedzieć nawet chłopaki – uprzedził.
-Nie ma sprawy wiem jaka jest sytuacja – nie mogłem w, to uwierzyć.
-Teraz, to już mamy naprawdę problem, bo do niej nikt nie ma dostępu.
-Szampon ja ją kocham nad życie. Dzisiaj już nawet w domu nie spałem tylko u Agi. Chcę testy zrobić, ale Julka wczoraj wysłała mi SMS-a, że nie możemy być razem i się spotykać.
-Ja też takiego dostałem chyba jak my wszyscy, bo to jakaś procedura oni jej kazali, żeby nikt nie chodził i jej nie szukał.
-Kurcze co ja mam teraz zrobić? – sam siebie zapytałem.
-Teraz, to idziemy na trening, a potem będziemy się resztą martwili. Ważne, że Julka jest bezpieczna.
-Tak, ale przypomniałem sobie jeszcze, że jak wyszedłem z tego hotelu z Warszawy, to pojechałem do szpitala, żeby mi dali jakieś leki, bo w ogóle nic nie ogarniałem.
-Masz wyniki co się stało? – Wlazły spojrzał na mnie badawczo.
-Nie mam, bo one jakoś się zgubiły ja w ogóle o nich zapomniałem, ale kilka dni temu lekarz dzwonił, że są i mają mi przysłać.
-A jak coś w nich znajdziesz?
-Właśnie tego się boję, ale jestem pewien, że dziecko nie jest moje.
-Oj Winiar dałbym wszystko żebyś mógł spokojnie żyć z Julką.
-Mam nadzieję, że tak będzie już niedługo. Jednak ten wyjazd też jest bardzo możliwy, bo taki odpoczynek może nam wszystkim się przydać. To tylko jeden sezon, a może być cenny i tak teraz nikt tu ze mną nie gada, a ja dopnę swego i pokaże, że z nią nie spałem. Może i spałem, ale nic więcej ja tego nie pamiętam.
-Ja Ci wierzę, ale wyjazd jest niewskazany.
-W mojej sytuacji nic już nie jest dobre i powiem Ci szczerze, że raczej pojadę, jak już wiem, że Julka mnie nie chcę i ma dobrą ochronę, to nie będę niszczył jej życia…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Hej wam kochani….wróć raczej nie jesteście kochani, bo czekałam na komentarze, a tu nic. Ci co dodali to bardzo dziękuję i wielbię was.

Kuba wrócił specjalnie dla pani ZAKRĘCONEJ, która zniszczyła moją wyobraźnię kończąc swoje opowiadanie bez happy endu. Znaczy się był, ale nie ma Zbysia. Dobra już się nie będę odzywać i wracam do siebie. Julka znowu ma dylemat, a nasz Misiek ucieknie daleko aaaaaa. Kończę i mam oficjalnie focha na was ;)

Rozdział 68 – Nowy potomek.

Perspektywa Julki…

Dzisiaj mieliśmy mały mecz towarzyski. Chciałam wygrać, bo potrzebowałem kopa, który by mnie wzmocnił, a zawsze wygrana mi pomagała. Bartman zawiózł mnie na halę na uczelnię i sam pojechał po Kubiego. Przebrałam się i chodziłam po szatni. Nie mogłam się doczekać meczu czułam, że ten dzień będzie wyjątkowy. Usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis „Bartman”. Odebrałam i poprosił żebym weszła na salę. Powiedziałam dziewczyną, żeby się pospieszyły, bo trzeba się rozgrzać i za 5 minut spotykamy się na boisku. Na dolnych trybunach zauważyłam siatkarzy. Przywitałam się z Miśkiem i chwile pogadaliśmy.
-Julka ślicznie wyglądasz – zwrócił się do mnie Kubi.
-Dziękuję Ci bardzo – puściłam mu buziaka.
-Mała wygrasz dzisiaj? – chciał dowiedzieć się Bartman.
-Zobaczmy jak los ustawił mi życie, ale czuję, że coś się stanie.
-Dobra spadaj na boisko – Zibi wskazał na wchodzące dziewczyny.

Pomachałam, im jeszcze i podbiegłam do dziewczyn. Nie było jeszcze Świderskiego, ale stwierdziłam, że sama sobie poradzę. Zaczęliśmy od rozciągania. Na trybunach pojawiało się coraz więcej ludzi. Obserwowałam ich jak siadają i przyglądaj się nam. W pewnym momencie dostrzegłam znajomą twarz. Odwróciłam głowę, ale zaraz ponowie skierowałam ją w tamtym kierunku. Na dole stał Mariusz i Michał. Wlazł jak zwykle miał minę, że nic nie ogarnia, a Winiar usilnie czegoś szukał wzrokiem. I chyba znalazł, bo, kiedy spojrzał na mnie od razu uśmiech wpłynął na jego usta. Nie chciałam patrzyć na niego, bo na pewno nie mogłabym się skupić na grze, ale dlaczego jest tutaj, a nie w domu z Kamilą, która w każdej chwili może urodzić?
Mecz zaczął się punktualnie i nawet Sebastian zdążył. Spojrzałam na Zibiego i Michała teraz obok nich siedział również Tymon. Puścił mi buziaka, a ja mu pomachałam. Oni siedzieli naprzeciwko mnie, a Winiar po mojej prawej stronie. Jak stanęłam na zagrywce, to byłam równo na jego wysokości. Czułam na sobie jego wzroki i mocno zaserwowałam. Przekazywał mi jakąś dobrą energie.
-Piłka idealnie na linki, to znowu nasza pani kapitan Julia Bogacka – wykrzyczał do mikrofonu spiker.
Zaśmiałam się i ponownie stanęłam za białą linią. Piłka zachwiała się na siatce, ale spadła na drugą stronę, a przyjmująca idealnie ją odebrała. Rozegrali i przebili na naszą stronę. Karolina przyjęła, Aneta wystawiła, a ja uderzyłam po bloku i kolejny punkt dla nas. Pierwszego seta rozegraliśmy bardzo dobrze, wygraliśmy 25:20 i zeszliśmy na przerwę. Sebastian coś tam nam mówiła, a ja zamiast patrzeć na niego, to szukałam wzrokiem Michała. To głupie mój chłopak jest na sali, a ja zamiast patrzeć na niego, to szukam swojego byłego. Winiar siedział na swoim miejscu i puścił mi oczko. Nie zrobiłam nic tylko udałam, że nic nie widzę. Tymon razem z chłopakami siedzieli i również mi kibicowali. Nie no ja się zabiję dwóch chłopaków, a ja nie wiem, co mam z nimi zrobić. Do tego kocham tylko jednego, a drugim się chyba bawię. Bartman ma rację, ale ja nie wiem, co mam zrobić.

 

Perspektywa Michała…

Razem z Mariuszem siedzieliśmy na trybunach i przyglądaliśmy się grze Julki. Może trochę źle, to trochę ująłem, bo Maniek patrzył na grę, a ja bardziej obserwowałem Julkę niż całą resztę. Może, to dziwne, ale każdy jej ruch i uśmiech dawał mi jeszcze większą radość. Marzyłem, żeby teraz do mnie podbiegła i mógłbym ją do siebie przytulić i pocałować w czoło, tak jak zawsze miałem, to w zwyczaju. Bardzo chciałem tu przyjść, ale nie sam. Szampon zbytnio nie chciał ze mną iść, ale przekonałem go jakość. Jak sam bym przyszedł, to dziwnie, by, to wyglądało, a tak Mario mi towarzyszy.
Zaczęli drugiego seta i prawie każda piłka leciała w pole naszych przeciwników. Wysoka blondynka przebiła piłkę na naszą stronę, Natalia przyjęła, Aneta wystawiła, a Julka podskoczyła i strzeliła pięknego gwoździa. Wszyscy zaczęli się cieszyć, ale nikt nie zauważył, że jak spadała, to źle stanęła i kostka poszła jej w bok. Upadła i zaczęłam się zwijać z bólu. Już chciałem do niej biec i nawet schodziłem po schodach, ale Mario złapał mnie za rękę.
-Nie niszcz jej życia – zwrócił się do mnie.
-To moja Julka ty tego nie rozumiesz? – wyszarpałem się mu.
-Nie, ona już nie jest twoja tylko jego – Szampon wskazał na Tymona, który już koło niej klękał – Straciłeś ją – przypomniał mi.
-Ja ją kocham Maniek ja już nie mam do tego siły – schowałem głowę w dłonie.
-Sam sobie tak pościeliłeś, więc musisz się teraz wyspać.
-Nie kocham Kamili mieszkam, bo mieszkam z nią, ale to nie ma w ogóle sensu – mówiłem, a prawie wszyscy patrzyli na nas.
-Chodź na zewnątrz – pociągnął mnie za rękę.
Spojrzałem jeszcze na boisko, ale Julki już na, nim nie było, a dziewczyny kontynuowały grę dalej. Wyszliśmy przed halę i stanęliśmy obok mojego auta.
-Maniek pogubiłem się i to bardzo – mówiłem patrząc w ziemię.
-Widzę, ale co ja mam Ci na to powiedzieć, to nie wiem.
-Nie kocham Kamili i dobrze o tym wiesz, ale ja też wiem, że muszę za swoje czyny brać odpowiedzialność.
-Stary ja Ci współczuję, bo na dobrą sprawę, to ty nie wiesz, czy się z nią przespałeś, czy nie.
-No właśnie, to jest najgorsze i muszę czekać aż ona urodzi, a do tego ja nie czuję się ojcem nie z nią.
-Wiem, że wolałbyś Julkę, ale ja pamiętam jak mi powiedziałeś tamtego dnia, że jesteś tylko facetem i nie potrafisz się opanować, dlatego teraz musisz swoje odpracować za tamte widoki.
-Co, to były za widoki napiłem się i nic nie pamiętam – uderzyłem w maskę auta.
-Winiar jedź no lepiej do domu i przestań się zadręczać, bo teraz, to już wszystko stracone – wskazał na coś palcem i wsiadł do auta.

Kawałek od nas Tymon niósł Julkę na rękach, a ona była wtulona w niego. Jednak się nie uśmiechała tylko tempo patrzyła przed siebie. W pewnym momencie dostrzegła mnie i zauważyłem jak delikatnie się do mnie uśmiechnęła. Dopóki nie wsiadła do auta nasze spojrzenia się nie rozstawały. Odjechała, a ja dalej patrzyłem i miałem nadzieję, że się wróci. Kiedy tak ją Tymon niósł czułem jakby chciał się od niego odkleić i przybiec do mnie i mocno mnie przytulić. Wszedłem do auta i bez słowa pojechałem odwieść Mariusza. Na parkingu zauważyłem również Julkę i Tymona jak pomagał jej wejść do bloku.
-Maniek weź ty ją zaprowadź do domu, bo jak on ją jeszcze raz dotknie, to wyjdę z siebie i stanę obok – poprosiłem go.
-Tyle mogę dla ciebie zrobić przyjacielu – przybiliśmy piątkę i Maniek wyszedł.
Wlazły wziął Bogacką na ręce i zaniósł do domu, a Tymon poszedł za nim z torbą w ręku. Po chwili przyjechał również Bartman. Jak zawsze miotał się ze wszystkim. Zamknął auto i już miał iść do domu, ale zapomniał jeszcze butów z bagażnika i telefonu. Na ten widok aż się zaśmiałem, bo mieszkaliśmy ze sobą tyle czasu, a teraz nawet nie rozmawiamy, a to wszystko przeze mnie. Zibi wszedł do środka, a ja w końcu odjechałem.
Wiedziałem, że w domu czeka na mnie Kamila i od wejścia zaczną się różne pytanie. Gdzie byłem? Z kim? Co robiłem? I tak dalej, a końca tego nie będzie widać.
Wszedłem do domu i tak jak zawsze chciałem się z nią przywitać, ale usłyszałem jak rozmawia przez telefon. Zatrzymałem się przed drzwiami.

-Tak wszystko jest w porządku i nic się nie martw.
—————————————————————
-A ty nic z tym nie robisz? Przecież, to nie jest przeszkoda dla ciebie.
————————————————————–
-Oczywiście byłeś cudowny i musisz, to powtórzyć.
————————————————————–
-Ona już mnie nie porusza, bo straciła to, co miała i on jest mój.
————————————————————–
-Dzięki mnie zwolniło się miejsce, a ty nie korzystasz?
————————————————————–
-Ok jak tam sobie chcesz i do zobaczenia – rozłączyła się.

Byłem bardzo ciekawy, z kim tak tajemniczo rozmawiała i o kogo chodziło. Poczekałem jeszcze i wszedłem dopiero po chwili. Siedziała już na kanapie i wróciła do czytania tych swoich gazet o ciąży.
-Cześć kochanie – odparła i pocałowała mnie w policzek.
-Hej – odpowiedziałem, że sztucznym uśmiechem – Jak tam się czujemy?
-Znakomicie, ale dziecko bardzo kopię już chciałabym urodzić.
-Jeszcze trochę – uśmiechnąłem się i skierowałem do kuchni.
Nalałem sobie szklankę wody i stanąłem przy oknie wpatrując się w miasto.
-Co będziemy dzisiaj robili? – zapytała.
-Ja jestem bardzo zmęczony i będę leżał tobie polecam to samo.
-Jak chcesz – widziałem, że czymś ją rozczarowałem, ale było, to dla mnie mało istotne.
Wszedłem do kolorowego pokoiku, który może być dla dziewczynki i chłopca. Kamila chciał go mieć już przygotowanego. Podszedłem do łóżeczka i spojrzałem w nie. Nie mogłem sobie wyobraźcie tam małej istotki, która ma być na dodatek jeszcze moja. To jest niemożliwe, bo czuję, że to nie moje życie i nie moja kolej. Nie wierzę, że będę ojcem, to chyba nie jest mój czas.

 

Perspektywa Julki…

Wiedziałam, że wygramy, bo czułam, że coś się wydarzy, ale nie przewidziałam, że skręcę kostkę. Leże w łóżku i patrzę w biały sufit myśląc o Winiarze. Teraz na pewno siedziałby ze mną i śmialibyśmy się z czegoś. Jednak obok mnie nie ma nikogo. Tymon wyszedł jakąś godzinę temu, bo rzekomo musi coś załatwić. Bartman siedzi w kuchni z Janką i bardzo głośno się o coś kłócą i nie jest to zwykła przepychanka słowa tylko coś poważniejszego, ale nie chciałam wnikać, więc się wyłączyłam. Pomyślałam o Michale tyle razy go dzisiaj widziałem, a jeszcze więcej on na mnie patrzył. Takie życie jest nie fair, bo kocha się jakąś osobę nad życie, a ta odwala taki numer jak Winiar nie mam pojęcia za co mnie, to życie aż tak kara.
Chyba zasnęłam, ale coś mnie obudziło. Usłyszałam tylko głośne trzaśnięcie drzwiami i jakiś huk. Nie mogłam jeszcze dzisiaj chodzić, więc tylko krzyknęłam do Zbyszka co się stało, ale nic mi nie odpowiedział.
Położyłam się, a Bartman po chwili wszedł do moje pokoju, położył się obok mnie i mocno się do mnie przytulił.

-Jestem sam znowu, bo nikt mnie nie chcę – odparł załamany.
-Co ty gadasz? – zniżyłam się na jego wysokość – Przecież ja, Janka i nawet Michał wszystkim nam jesteś potrzebny.
-Ty tak, Michał do mnie ma się nie zbliżać, bo i tak dobrze się opanowuje, żeby mu nic nie zrobić, a Janka w powiedziała mi przed chwilę, że już nie jesteśmy razem.
-Ale jak to? – nie wierzyłam mu.
-A tak to, bo okazało się, że dostała się do jakiejś szkoły w Anglii i wyjeżdża pojutrze.
-Zbyszek walcz o nią przecież, to tak nie może się skończyć – namawiałam go.
-Ona stwierdziła, że dalej możemy być razem, ale ja nie chcę takiego związku na odległość.
-To znaczy, że już koniec? – smutno na niego spojrzałam.
-Na, to wygląda i stwierdzam tak samo, jak ty, że związki są przereklamowane.
-Ja tak nie stwierdzam tylko, to wiem – położyłam się z powrotem.
-Widzisz Julka jak to bywa znowu tylko ty i ja razem przeciwko wszystkim.
-Yhyyhym – odchrząknęłam – Ja mam jeszcze Tymona, ale ty jesteś jak na razie najważniejszy.
-Julka skończ, to przecież z tego nic nie będziesz miała.
-Oj Zibi, Zibi – położyłam się na jego torsie – To wszystko nie jest takie proste.
-Jest – kiwnął twierdząco głową.
-Jakoś te zeznania też miały być takie proste, a do dzisiaj sama z domu wyjść nie mogę.
-Oczywiście, że możesz, ale nie polecałbym Ci tego – zaczął się śmiać.
-Bardzo zabawne – zaczęliśmy się śmiać.
Bartman zrobił mi jeszcze kolację, bo nie miałam jak wstać i położyłam się spać.
Rano Zibi zrobił mi okłady i pojechał na trening. Zostawił mnie tylko na chwilę samą, bo dobrze wiedział, że zaraz ma przyjść Tymon. Nie był bardzo smutny, ale widziałam zawód na jego twarzy. Nie rozumiałam decyzji Janki, dlatego po nią zadzwoniłam. Już po chwili stała u mnie koło łóżka i patrzyła na mnie ze smutkiem.
-Podejrzewam co chcesz mi powiedzieć, ale takie jest życie – powiedziała jak, gdyby nigdy nic się nie stało.
-Mówiłaś, że go kochasz i nie wyobrażasz sobie życia bez niego.
-Bo tak jest, ale nie mogę stracić tej propozycji, to bardzo duża szansa dla mnie.
-Rozumiem cię, ale wiesz, że go skrzywdziłaś, a ja nie lubię jak on cierpi.
-Wiem, to doskonale, ale uwierz, że mi z tym również nie jest łatwo.
-Rób jak uważasz – wzruszyłam ramionami.
-Nie chcę stracić z tobą kontaktów i proszę nie obrażaj się na mnie.
-Nie mam takiego zamiaru, ale wiedz, że miałam cię trochę za inną osobę.
-Julka każdy na moim miejscu postąpił, by tak samo.
-Ja na pewno nie zobacz, ile miałam propozycji, a żadnej nie przyjęłam, bo kochałam Michała, ba ja go dalej kocham nawet bardziej. I tak samo, jak dla ciebie również dla mnie ta propozycja była bardzo ważna, ale nie chciałam stracić chłopaków.
-Ja też nie chcę – wyjęczała.
-Jakoś robisz wszystko, by tak było, a mając takiego chłopaka jak Zbyszka, to powinnaś Bogu dziękować codziennie – mówiłam zdenerwowana.
-Ty mnie lepiej nie pouczaj, bo jakoś o Michała nie walczysz.
-Misiek, to zupełnie inna sprawa i nie mieszaj go w, to.
-Jak tam sobie chcesz, ale ja muszę już iść – usłyszeliśmy jak ktoś otwiera drzwi wejściowe.
-To Tymon – uspokoiłam ją, bo miałam lekki lęk na twarzy.
-Ja spadam jak coś, to jeszcze wpadnę się pożegnać – przytuliła mnie.
-Natalia wyjeżdżasz, ale nie wydasz mnie, że tutaj jestem?
-No co ty nawet tak nie myśl w ogóle nic się nie zmieni tylko, tyle że mnie tutaj nie będzie, ale wszystko zostanie, tak jak było.
-Dzięki – puściłam jej buziaka i wyszła.
Słyszałam jak jeszcze zamieniła dwa zdania z Tymonem, a po chwili on był już w moim pokoju.
-Jak się czują moje skarby? – przywitał się całusem.
-Już lepiej, ale denerwuje mnie to, że nie mogę chodzić.
-Takie życie, a nic Ci nie potrzeba? – spojrzał na mnie słodko.
-Nie – pokręciłam przecząco głową – Wszytko mam.
-Kochasz mnie Juluś? – zapytał i prawie wbił mnie tym pytaniem w ziemię.
-Co, to za pytanie? – specjalnie odwlekałam odpowiedź.
-Takie sobie, po prostu chcę się upewnić, czy moja dziewczyna mnie kocha.
-Tymek wiesz, że bardzo cię lubię – chciałam mówić dalej nie mi przerwał.
-Ale? Nie rozumiem cię nie raz Julka naprawdę i nie wiem, co mam zrobić.
-Taka już jestem – uciekałam od jego spojrzenia.
-Ty taka nie jesteś tylko cały czas myślisz o Michale. Widzę jak na niego nie raz patrzysz.
-To nie prawda – wyprałam się.
-Julka proszę cię nie wciskaj mi kitów, bo ja mam oczy i wszystko na szczęście widzę.
-To nie jest tak – próbowałam sobie, to wmówić i jemu przy okazji.
-A jak? – lekko podniósł głos – W ogólnie nie zwracasz na mnie uwagi tylko błądzisz gdzieś daleko myślami.
-Jestem marzycielką i lubię tak – mówiłam, jak nienormalna.
-Kocham Cię, a ty na mnie jak na lato – zaśmiał się.
-Tymek daj spokój – przyciągnęłam go do siebie i wtuliłam w niego – Zdaje Ci się to wszystko.
-Nie zdaje mi się, ale już nie będę cię męczył.
-Kochany – delikatnie pocałowałam go w policzek.
Nie było, to ani z miłości ani z przyjemności tylko znowu z zasady.
Usłyszałam jak do domu przyszła Aneta. Krzyknęła krótkie cześć i poszła do kuchni.
-Już lepiej pójdę – wyplątał się z moich objęć i widziałam złość na jego twarzy.
-Zostań proszę co się dzieję? – chwyciłam go lekko za rękę.
-Zostawię cię żebyś miała więcej czasu na rozmyślanie o Michale.
-Nie oceniaj mnie – lekko mnie zdenerwował.
-Dobranoc – dziwnie się uśmiechnął i wyszedł.
Miałam dosyć, bo już nawet Tymon zauważył, że coś jest nie tak. Jednak ja chyba nigdy nie zapomnę o Michale.

 

Perspektywa Zbyszka…
Od kilku miesięcy chodzenie na treningi mnie, po prostu męczy i nie fizycznie tylko psychicznie. Pomimo tego, że Julka opierniczyła nas, że nie gadamy z Michałem, to i tak nic się nie zmieniło. Chłopaki kręcą się przy, nim tylko wtedy, jak Julka jest w pobliżu, ale nie można tego uznać jako rozmowę tylko pochodzą, poobserwują i na tym się kończy.
Odbijam z Kubiakiem piłkę i jednym okiem obserwuję Michała. Szkoda mi go byliśmy takimi dobrymi kumplami, a teraz tak wszystko się skończyło. Stał z boku i odbijał piłkę o ścianę. Tylko Mariusz z, nim normalnie gada, ale teraz poszedł coś załatwić. Szampon gadał nawet z nami na ten temat, ale jakoś do nikogo, to nie dociera. Wszyscy są wściekli na niego no, bo jak on, to mógł zrobić? A do tego Julce?
W pewnym momencie na salę wbiegła Aśka nasza sekretarka z taką miną jakby nie wiadomo co się stało.
-Asia co jest? – zapytał Piotrek, kiedy biegła w naszym kierunku.
-Słuchajcie, słuchajcie – próbowała ustabilizować oddech – Kamila urodziła chłopczyka – wydusiła, to z siebie.

Momentalnie spojrzałem na Winiara. Jego twarz nie wyrażała szczęścia tylko ból. Chłopaki również przerzucili wzrok na Miśka. Szampon chciał się odezwać, ale Michał z całej siły kopnął piłką w ścianę i wyszedł z sali. Sam już nie wiedziałem co jest nie tak, ale było mi go bardzo szkoda.
Teraz, to już w ogóle ten trening nie miał sensu. Wszyscy usiedli i zaczęli się w siebie wpatrywać.
-Chłopaki odpuście mu przecież, to nie jego wina – Wlazły się odezwał.
-W ogóle, a dzieci, to się z powietrza biorą – nie zgadniecie, ale to powiedział Nowakowski.
-On nic nie pamięta, a ja mogę się założyć, że to sprawka Kamili – dążył dalej.
-Kamili, czy nie dziecko się urodziło i zająć się, nim trzeba – włączył się Kłos.
-Karol on się zajmie tym dzieckiem, ale on dalej kocha Julkę wy tego nie widzicie?
-Julkę skrzywdził i taka jest prawda, więc daj sobie spokój – skarcił go Pliński.
-Myślałem, że jesteśmy drużyną i sobie ufamy, ale chyba się myliłem – pokręcił z niedowierzaniem głową – Idę dalej bawić się papierkami w biurze, bo z wami, to dzisiaj nie ma sensu gadać.

Wlazły wyszedł, a siatkarze zaczęli swoją dyskusję. Nie chciałem wnikać i udałem się w stronę szatni. Szedłem i nie wierzyłem co się dzieję z tym naszym życiem. Winiar będzie ojcem, to można jakoś przetrawić, ale nie to, że ma, to dziecko z Kamilą, a nie Julką. Nie wiem, co o tym myśleć.
Otworzyłem drzwi do szatni i wszedłem do środka. Na ziemi siedział Winiar i patrzył tempo w ścianę. Teraz głupio było się wycofać, więc usiadłem na swoim miejscu i zacząłem się przebierać.

-Widzę, że tatuś szczęśliwy – nie wytrzymałem i się odezwałem.
-Chociaż ty mi odpuść, bo nie mam humoru jakoś.
-Powinieneś lecieć teraz na skrzydłach do szpitala.
-Skoro zrobi się dziecko to, chociaż trochę powinno czuć się ojcem, a ja nie mam takiego uczucia. Nie będę potrafił pokochać tej osóbki.
-Nie masz wyjścia kolego i idź układaj sobie życie, bo czas najwyższy.
-Dobrze wiesz, że bez Julki ja nie chcę życia.
-Trzeba było pomyśleć o tym jak się zabawiałeś z Kamilą.
-Stary ja nic kompletnie nie pamiętam.
-Kiedy wsiadłeś w samochód i odjechałeś Julka mi powiedziała, że ma wielką obawę co do tego wyjazdu i miała rację.
-Ja ją kocham jak wariat i nie mogę bez niej żyć.
-Teraz lepiej nie rozwalaj życia jej, sobie, Kamili i waszemu dziecku – doradziłem mu.
-Zbyszek uwierz ja nie zrobiłem tego świadomie jak w ogóle, to zrobiłem.
-Mnie się nie tłumacz. Pozdrów Kamilę i jeszcze raz gratuluję – powiedziałem z przymusu i wyszedłem.
Zamknąłem drzwi i usłyszałem jak Winiar rozwalił coś na ścianie.
Nie dziwię mu się, bo w takiej sytuacji zrobiłbym, to samo.

 

Perspektywa Julki…

Siedziałam z Anetą i rozmawialiśmy o drugiej wojnie światowej. Może, to głupi temat, ale trzeba poszerzać horyzonty. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk SMS-a swojego telefonu.

„Gratuluję niedoszła mamusiu. Na pewno będziesz chrzestną dziecka swojego ukochanego. Kamila urodziła ślicznego chłopca. Pozdrawiam.”

Patrzyłam na wyświetlacz, a moje serce coraz bardziej pękało. Aneta patrzyła i chciała coś powiedzieć, ale jak tylko powiedziałam Kamila i się rozpłakałam wiedziała, o co chodzi.
-Spokojnie będziesz miała ładniejsze dzieci z Winiarem.
-Ja go kocham Aneta ja dalej nie dowierzam, że on zrobił mi coś takiego.
-Takie te nasze życie okrutne kochanie – odgarnęłam mi włosy z czoła.
Usłyszałam jak Zibi wchodzi do domu, bo głośniej, to już się nie da.
-Już pójdę, a ty nie myśl o tym więcej – ucałowała mnie w policzek.
-Łatwo mówić, ale trudniej zrobić.
Słyszałam jak jeszcze Aneta wymieniła krótkie zdania z Zibim i wyszła.
Nie wytrzymałam się i wybuchnęłam płaczem. Mój Misiek ojcem normalnie świat oszalał.
Już po chwili Bartman leżał koło mnie i mocno mnie przytulił.
-Już wiesz?- zapytał.
-Tak ktoś wysłał mi SMS-a – przytaknęłam – Przecież, to jest jakaś głupota.
-Michał sądzi tak samo nawet nie pojechał do szpitala tylko siedzi w szatni i tempo patrzy w ścianę. On cały czas twierdzi, że nic nie pamięta i nic z nią nie robił.
-Nie jest tego pewny i niech nie składa takich deklaracji, ale ja go kocham Bartman i to bardzo. Nie wyobrażam sobie życia bez niego..

—————————————————————————————————————————————-

Hej wszystkim ;)

Jest nowy rozdział, w którym nowe fakty wychodzą na jaw. Julka ma problem z nogą i Michał chciał jej pomóc, ale Mariusz mu to odradził i może to lepiej. Kamila urodziła i ktoś cały czas próbuje dogryzać Julce. Jakim Michał będzie tatą? Pokocha to dziecko? Dowiecie się tego w następnym rozdziale. Czekam na wasze komentarze i mam nadzieję, że jesteście bardzo ciekawi co dalej ;)

Tak jak powiedziała pewna pani dla której przesyłam buziaki (NIEZAPOMINAJKA) że przekroczyliście barierę 60 komentarzy i za to was KOCHAM. Dlatego teraz grzecznie proszę o 65 komentarzy ;)

Ogłoszenie.

Dzisiaj mam wstawić nowy rozdział zgodnie z umową, bo mam już internet, ale nie widzę komentarzy, więc czekam dalej ;) Pamiętajcie 60 no dobra niech stracę może być 55 ;P

Rozdział 67 – Mój los.

Perspektywa Julki…

10 miesięcy później…

Wychodzę z uczelni i jestem z siebie bardzo dumna, bo zaliczyłam semestralną pracę na drugim roku. Minęło już pół roku od tego jak skończyłam pierwszy rok studiów. Razem z dziewczynami z drużyny wygraliśmy turniej. Pierwszy raz w historii naszej uczelni. Jednak, to było pół roku temu, a dziś jest dziś i nie można żyć przeszłością. Dużo się przez ten czas wydarzyło i jeszcze więcej pozmieniało.
Schodzę po schodach i kieruję się na parking. Mamy trzeci tydzień lutego. Mój kochany chłopak stoi przy aucie i ślicznie się do mnie uśmiecha.
-Zaliczone? – zapytał i przymknął jedno oko.
-Wszystko i na razie mam wolne aż do marca – powiedziałam zadowolona i wtuliłam się w niego.
-Jestem z ciebie bardzo dumny i jedziemy na obiad – zaproponował.
-Obiad już zrobiłam, więc jedziemy do domu – wyjaśniłam.
-Jak księżniczka sobie życzy – otworzył mi drzwi i udaliśmy się do domu.
Weszłam na górę i przywitałam się buziakiem z Bartmanem.
-Zaliczone? -zapytał od progu.
-Oczywiście – przytaknęłam i przytulił się do mnie.
-Gratuluję i spadam do Janki, bo muszę jej pomóc z meblami – odparł wesoły.
Weszłam do kuchni i podłączyłam zupę.
-Tymon wyciągnij talerze – poprosiłam go.
-Tak jest kochanie – delikatnie mnie pocałował i poszedł do salonu.

Tak powiedziałam Tymon, a nie Michał. Mówiłam, że trochę się porobiło i nie lubię wracać do tego, ale wam opowiem.

Cofnijmy się o dziewięć miesięcy do tyłu.
Miesiąc po tym jak Michał wrócił z Warszawy działy się różne rzeczy. Nie zachowywał się normalnie tylko chodził z głową w chmurach. Nie mogłam do niego dotrzeć ani nikt z chłopaków. Sam Nawrocki nawet próbował, ale mówiło się, jak do ściany.
Pewnego wieczoru jak wracaliśmy z klubu. Chłopaki po treningu, a ja musiałam pozamykać wszystkie papiery sama do Kamila zrobiła sobie wolne. Zaszła mała sytuacja. Michał nie wracał ze mną i z Bartmanem do domu tylko sam. Kiedy podjechaliśmy pod blok ujrzałam Michała i Kamilę jak głośno o czymś rozmawiali. Nie wysiadaliśmy z auta tylko razem z Zibim przyglądaliśmy się, im. Kamila cały czas coś krzyczała, że go kocha i musi z, nim być, a on stał i patrzył na nią jak na idiotkę. Chciałam wyjść i ją wyśmiać, ale, kiedy się odezwała, że jest w ciąży nie wytrzymałam i pobiegłam w ich stronę.
-Co ty mówisz? – stanęłam naprzeciwko nich, a Michał prawie zemdlał.
-To co słyszałaś jestem w ciąży z twoim Michałem – odpowiedziała zadowolona.
-Michał… – spojrzałam w jego oczy były smutne.
-Kochanie ja nic nie pamiętam i nie wiem – tłumaczył się.
-Nie mów do mnie kochanie – wycedziłam przez zęby – Jak mogłeś dobrze wiesz, że nie jest mi łatwo.
-Ja nie wiem, czy ona mówi prawdę, bo nie pamiętam rano obudziłem się tylko z nią w łóżku Julka musisz mi uwierzyć.
-Nie – kiwnęłam przecząco głową – Dobrze wiesz, że ja muszę tylko i wyłącznie oddychać.
Zaczęłam płakać, a Bartman mnie mocno do siebie przytulił.
-Ty jesteś zjebany – Zibi zwrócił się do Winiara.
-Nic nie pamiętam uwierzcie mi – błagał prawie.
-Chodźmy do domu – poprosiłam.
Szłam ze Zbyszkiem na górę, ale mało co pamiętałam z tej drogi. Nie wiem nawet jak znalazłam się w pokoju. Po chwili przyszedł również Michał.
-Julka ja nie wiem jak to się stało. Wypiłem trochę, ona podstawiała mi jeszcze i film mi się urwał – chodził po pokoju.
-Michał ja mam tego dosyć. Powiedziała, że będziesz miał dziecko z nią. Nie możesz jej teraz zostawić z tym.
-Kocham tylko ciebie do niej nic nie czuję, a dziecko nie musi być moje.
-Tak se mój tak se wmawiaj – skwitowałam.
-Wierzysz mi w to, co mówię? – zapytał.
-Może i nie pamiętasz tego co robiłeś, ale jest już po fakcie i nie możemy być razem.
-Ja ciebie kocham nie chcę się z tobą rozstawać – przybliżył się do mnie.
-Michał, to koniec ja nie chcę tak dużej żyć – zaczęłam płakać.
-Ja bez ciebie nie chcę żyć – odparł.
-Mogłeś o tym pomyśleć za, nim się z nią przespałeś – spojrzałam na niego i serce prawie mi pękło – Ja już skończyłam Michał.
Przez trzy miesiące Michał mieszkał ze mną i Zbyszkiem, ale potem nie miało, to już większego sensu. Bartman zabijał go wzrokiem albo kłócili się całym dniami z mojej winy. Winiar oprócz Wlazłego stracił wszystkich. Chłopaki jak tylko się dowiedzieli co się stało odwrócili się od niego. Nie chciałam, żeby tak było, ale jak im to tłumaczyłam, to mnie nie słuchali. Codziennie rozmawiał ze mną, walczył o mnie i nie dawał spokoju, ale ja mu powtarzałam „będziesz ojcem i tego nie odwrócisz już”.
Po trzech miesiącach wyprowadził się do innego mieszkania. Widywaliśmy się tylko na treningach cały czas dzwonił, pisał. Kochałam go i dalej tak jest, ale nie chciałam, żeby rezygnował z dziecka dla mnie. Dobrze wiem, jaki, to jest ból, kiedy nie masz ojca. Bartman mi bardzo w tym czasie pomógł razem z Tymonem, który słyszał całą sytuację pod blokiem i od dwóch miesięcy jesteśmy razem. Tylko można powiedzieć, że on jest ze mną, a nie ja z nim. Kocham dalej Michała, a Tymon, to tylko niewielkie pocieszenie dobrze wiem, że tak nie powinnam robić, ale nie chcę go odtrącać. Kuba cały czas jest koło mnie. Jeszcze więcej pisze i dzwoni, a policja go gania po całym Bełchatowie bez skutku. Już mnie, to nie interesuje Tymon się mną zajmuje, a ja nie wiem, co dalej.
Pracuję dalej w klubie, bo praktyki są mi teraz potrzebne. Na szczęście nie mam Kamili, bo poszła już na urlop macierzyński. Cieszyłam się, że nie będziemy musiały się widywać. Po tym całym zamieszaniu spotkałyśmy się tylko raz. Ona była z Michałem, a ja szłam z Tymonem. Widać było jej już lekko zaokrąglony brzuszek. Podobno zostało jeszcze tylko kilka tygodni, a mój Misiek zostanie tatą. Nie mogę sobie tego wyobrazić.

Teraźniejszość…

-Pyszna zupa kotku – zwrócił się do mnie Tymon.
-Dziękuję i cieszę się, że Ci smakuje – ładnie się uśmiechnęłam.
-Może wybierzemy się dzisiaj do kina? – zaproponował.
-Chętnie, ale innym razem, bo muszę jeszcze dzisiaj iść do klubu.
-Pewnie, a zawieść cię? – skończył jeść zupę.
-Nie, pojadę ze Zbyszkiem, bo ma akurat trening, ale dziękuję Ci za fatygę- tak właśnie wyglądała nasza rozmowa.
Była bardziej oficjalna niż spotkanie polityków w sejmie. Bardzo go lubię, ale to nie, to samo co Michał. Teraz chyba już każdego faceta będę porównywała do niego.
-Zostajesz dzisiaj na noc? – dopytywałam.
-Dzisiaj akurat nie, bo muszę jechać do mamy na kilka dni – zanieśliśmy talerze do kuchni.
-Kiedy jedziesz? – zapytałam, a on wkładał je do zmywarki.
-Miałem jutro, ale jak nie możemy dzisiaj iść do kina, to pojadę wieczorem, a szybciej wrócę.
-Jak uważasz – skończył i podszedł do mnie.
-Nie chcę cię zostawiać, ale muszę – ucałował mnie w czoło tak jak zawsze robił, to Michał – Obiecaj, że będziesz pilnowała się Bartmana.
-Jasna sprawa – zrobiłam poważną minę, ale po chwili i tak się śmialiśmy.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę przed telewizorem i przyszedł Zbyszek. Zamieniliśmy z nim dwa słowa i poszedł się pakować na trening. Tymon pożegnał się ze mną i wyszedł. Położyłam się w salonie i patrzyłam w sufit. Nie mogłam uwierzyć jak bardzo moje życie się zmieniło. Ten czas tak szybko leci, że ja już nie nadążam. Usłyszałam czyjeś kroki i podniosłam głowę. Bartman stał w drzwiach i mi się przyglądał.

-Co ty robisz dziewczyno ze swoim życiem? – zapytał.
-Niestety muszę je ciągnąć i żyję – odpowiedziałam.
-Już Ci tłumaczyłem żebyś nie oszukiwała mnie i siebie. Dobrze wszyscy wiemy, że nie czujesz nic do Tymona.
-Co ty do niego masz? – lekko się zdenerwowałam.
-Nic nawet go lubię, ale go krzywdzisz, bo kochasz Michała – powiedział pewnie.
-Kochać a móc z nim być, to dwie różne rzeczy.
-Tak, ale nie rań przez, to innych i nie wypieraj się tego – podszedł do mnie.
Wstałam, spojrzałam mu w twarz i pobiegłam do siebie do pokoju. Stałam przy oknie, a obok mnie był już Bartman. Przytulił się do moich pleców i próbował patrzeć na to, co ja.
-Zbyszek ja go tak kocham, że szaleję jak go nie ma koło mnie.
-Ty mi o tym nie mów, bo dobrze wiem – przytaknął tylko.
-Biłeś się z nim, kłóciliście się, a teraz go bronisz? – zdziwiłam się.
-Nie bronie, bo jestem na niego na maksa zły, ale nie mogę patrzeć jak się upierasz przy swoim.
-Tak już musi być – odwróciłam się i wtuliłam w niego.
-Zrób coś z tym, bo chyba byś nie chciała, żeby ktoś tak samo tobą się pocieszał?
-Wiem, że bym nie chciała, ale Michał zaraz zostanie ojcem.
-To nie zmienia faktu, że ty masz krzywdzić Szymona.
-Pomyślę nad tym i jedziemy do klubu? – zapytałam.
-Ja już jestem gotowy i masz 3 minuty – wystawił mi język i wyszedł.

Zabrałam swoją torebkę, włożyłam na nogi swoje trapery i mogłam wychodzić. Zimna tak samo doskwierała, jak poprzedniego roku tylko, wtedy byłam z Michałem i nic mi nie przeszkadzało, a teraz nawet z powodu śniegu robię problem.
Podjechaliśmy pod klub i weszliśmy do środka. Poszłam do szatni, żeby przywitać się z chłopakami. Od kilku miesięcy ta sama sytuacja. Wszyscy siedzą razem, a Winiar gdzieś z boku i jest w swoim świecie.
-Hej wszystkim – krzyknęłam na pół szatni.
-Nasza kochana Julka – Ignaczak objął mnie ramieniem.
-Co powiesz? – zapytał się Nowakowski.
-A co chcesz wiedzieć Piotrusiu – usiadłam obok niego i kiwnęłam głową w stronę Michała.
Tak jak zawsze słodko się do mnie uśmiechnął i nie spuszczał mnie z oczu.
-No mów czy zaliczyłaś, a nie trzymasz nas w niepewności – powiedział zły Wlazły.
-Zdałam – zaczęłam się śmiać – Wszystko idealnie zaliczone i robię sobie wakacje.
-A tak wolno w środku roku? – dopytywali się.
-Nie wolno, ale mnie się niczego nie zabrania, więc dopiero w marcu mnie tam zobaczą na następnym egzaminie.
-Grasz z nami? – zapytał Pliński.
-Chciałabym, ale nie mogę, bo muszę wam teczki pozamykać.
-Zdążysz zamknąć i zagrać – upierał się przy swoim Kłos.
-Nie mogę – pokręciłam przecząco głową – Idę potem się zobaczymy – pomachałam, im i wyszłam.

Usiadłam za biurkiem i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W głowie miałam tylko Michała. Ten jego wzrok na mnie i smutny wyraz twarzy. Nie wiem jak mam dalej bez niego żyć. Nawet nie ruszyłam papierów tylko wróciłam na salę po, to by na niego nawet przez chwilę popatrzeć.
Usiadłam na trybunach i przyglądałam się, jak grają. Można powiedzieć, że Winiar był tylko dodatkiem, bo prawie w ogóle z, nim nie rozgrywali piłek. Denerwowała mnie, to strasznie.
Powiem wam tak nie płakałam przez niego długo, ale nie dlatego, że go przestałam kochać tylko jak o, nim myślałam, to od razu humor mi się poprawiał. Byłam wściekła przez te pierwsze dni na niego. Jednak on cały czas mi tłumaczył, że on nic z tej nocy nie pamięta i sam nie wie, czy te dziecko jest jego. Mi przypomniało się wtedy, jak Kamila bardzo cieszyła się na ten wyjazd i mówiła o grzeszeniu z, nim. Wiem, że Michał nigdy, by mnie świadomie nie zdradził, ale ona jest w ciąży. Już sama nie wiem, co mam o tym myśleć.
Chłopaki rozgrywali kolejna piłkę oczywiście bez Michała. Trener stał przy linii i kręcił głową ze złości na nich. Miałam już takie nerwy, że wstałam i wbiegłam na boisko.
-Przestańcie grać – krzyknęłam.
Posłuchali się mnie i Mariusz złapał piłkę. Stałam, a oni okrążyli mnie dookoła.
-Możecie mi powiedzieć czemu nie rozgrywacie żadnej piłki z Michałem?- nie spojrzeli nawet na mnie – Nie rozumiem waszego zachowania, a bardzo mnie taka postawa irytuje.
-Julka dobrze wiesz, o co chodzi – odezwał się Kurek.
-Bartek wiem, ale nie wiem dlaczego wy się w, to mieszacie – krzyknęłam na niego – To jest sprawa tylko i wyłącznie pomiędzy mną a, nim.
-Julka on cię zdradził, a my mamy z tym nic nie robić? – odezwał się Kubiak.
-Michał jak cię zaraz czymś walnę, to szybko zrozumiesz. Może i mnie zdradził, ale to już jego problem, a na waszą grę, to ma nie mieć wpływu.
-Będziemy robili, tak jak uważamy – powiedział pewnie Kłos.
-Karol przestań mi tu bajki opowiadać, bo nie wiem kogo chcecie ukarać jego, czy siebie.
-Julka daj spokój – odezwał się Winiar.
-A ty się tam nie odzywaj – przerzuciłam na niego wzrok – Gdybyś robił wszystko, tak jak trzeba, to by nie było problemu.
-Sama widzisz – Ignaczak zaczął wymachiwać rękoma.
-Przestańcie – krzyknęłam – To co ja robię, to moja sprawa, a wy maci się od Michała nie odwracać.
-Bo co nam zrobisz? – zapytał pewnie Kłos.
-Takie wam głupoty w papierach napiszę, że Nawrocki od razu was do wariatkowa wyśle, a tego byście chyba nie chcieli? – zawsze coś na nich znajdę.
-Nie zrobisz tego – zaśmiali się, ale widziałam na ich twarzach obawę.
-Dobrze wiecie, że zrobię, bo nawet na, to zasługujecie. Niezrównoważeni psychicznie, nie potrafią współpracować w grupie i tak dalej.
-To jest szantaż – krzyknął Igła.
-Nie, to było ostrzeżenie – odpowiedziałam – Wracajcie do gry i nie chcę więcej takich scen.
Zeszłam z boiska, a Nawrocki stał z otwartą buzią i nie dowierzał. Ładnie się uśmiechnęłam i wróciłam do swojego gabinetu. Długo sama nie posiedziałam, bo wszedł Michał.
-Nie musiałaś tego robić – powiedział.
-Ale chciałam dobrze wiesz, że to są nasze sprawy, a nie ich – nie oderwałam wzroku od papierów.
-Jak się czujesz? – zapytał i usiadł naprzeciwko mnie.
-Bardzo dobrze – wymusiłam dla niego uśmiech – A ty już wczułeś się w rolę taty?
-Przestań dobrze wiesz, że ja dzieci mogę mieć tylko z tobą i Julka nie wierz w, to wszystko, bo ja nie wiem, czy to moje dziecko.
-Tak, czy tak leżałeś z nią w jednym łóżku, a ona z powietrza w ciąże nie zaszła.
-Kocham Cię i nic się nie zmieniło od tych kilku miesięcy – złapał moją dłoń – Powiedz mi prosto w oczy, że mnie nie koszach proszę zrób, to. Zniszcz mnie do końca.
Spojrzałam w jego niebieskie oczy, ale się nie odezwałam tylko utonęłam w nich i nie mogłabym powiedzieć, że go nie kocham, bo bym skłamała.
-Wiedziałem – wstał zadowolony – Teraz już na pewno sobie ciebie nie odpuszczę.
Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam. Dotknął tylko lekko ustami moje czoła i wyszedł.
Co ja robię przecież mam chłopaka, którego rzekomo kocham? Rozwalam znowu swoje życie a, kto mi potem da instrukcje, żeby je poskładać?

Wróciłam z Bartmanem do domu. Tymon zadzwonił i chwilę z, nim porozmawiałam. Nie miałam ochoty ani humoru na rozmowę, więc wykręciłam się, że mamy gości. Weszłam do salonu i stanęłam przy oknie. Znowu mamy zimę rok temu tyle się w lutym wydarzyło, ale nigdy bym nie powiedziała, że teraz nie będę z Michałem. Nie wiem jak mam wytłumaczyć podejście w tym momencie do niego. Jestem na niego zła i to nawet bardzo. Te pierwsze kilka miesięcy nie mogłam uświadomić sobie co tak naprawdę się wydarzyło, ale w końcu, to do mnie dotarło. A wracając do tematu, to jestem na niego zła, ale też bardzo go kocham. Próbowałam się pozbyć tego uczucia, ale to chyba niemożliwe. Zapomnienie o, nim również jest niewykonalne, więc ja już nie mam pomysłu co bym musiała zrobić.
Bartman podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona.

-Nie mogę patrzeć jak znowu się męczysz.
-Zibi takie jest życie i mój los – pocieszyłam go.
-Jak tym razem spławiłaś Tymona? – słyszałam ironie w jego głosie.
-Przestań mi dopiekać – poprosiłam go.
-Ja Ci nie dopiekam tylko mówię prawdę. Skończ, to – zaakcentował ostatnie słowa.
-Nie chcę, bo go lubię, a Michał zaraz będzie ojcem.
-No właśnie ty Tymona tylko lubisz, a Miśka kochasz nad życie. Wiem, że zrobił coś okropnego i tak samo, jak ty nie mogę na niego nie raz patrzeć, ale nie można oszukać własnej miłości.
-On mnie skrzywdził i to poważnie – powiedziałam głucho.
-Znowu ta twoja dumna normalnie mi się chcę z tego śmiać – odwróciłam się do niego, a on dalej mówił – Musisz coś zadecydować, bo takie życie, to nie da dłuższą metę.
-Ja wiem, to wszystko, ale takie decyzje są trudne, a Michał już wybrał.
-On wybrał, ale całkiem nie zrezygnował. Dobrze wiem, że dalej śpisz na jego poduszce, która pachnie jego perfumami, a po domu chodzisz w jego bluzie. Ty za, nim tęsknisz – Bartman zawsze mnie rozgryzie.
-Nie prawda – grałam twardą.
-Powiedz mi prosto w oczy nie już nigdy z, nim nie będziesz, a uczucie do niego wygasło – czekał na moją reakcję.
Odwróciłam głowę i usiadłam na kanapie.
-Sama widzisz nigdy tego nie powiesz, bo serce, by Ci rozerwała, więc wróć do niego.
-Nie chcę niszczyć życia jemu i temu dziecku, bo dobrze wiem jak to jest nie mieć ojca.
-Dobra ja cię nie będę przekonywał, ale żebyś się nie obudziła, jak już będzie za późno – wskazał na mnie palcem – O, której jutro macie mecz?- dopytywał.
-Na hali o 15 ale muszę być tam szybciej – dodałam.
-Zawiozę cię jutro i chętnie oglądnę, to wszystko – wystawił mi język.
-Oczywiście wygram, dostanę medal i pokaże Ci go przed oczami, a żal Ci dupę będzie ściskał.
-Jeszcze przyjdziesz w żebry, żeby pooglądać moje medale.
-Nigdy – wyśmiałam go.
Bartman do mnie podszedł i zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się na cały dom.

Perspektywa Michała…

Idę przez miasto w kapturze na głowie i słuchawkami w uszach. Ludzie mnie mijają i patrzą jak na jakiegoś zbrodniarza, ale mają rację, bo tak też się czuję. Straciłem wszystko, wszystkich i nie mam już nic. Rodzice są na mnie wściekli, siostra mnie wyśmiała do łez i został mi tylko Mario, który wierzy w moją wersję. Jestem mu wdzięczny, ale sami we dwójkę życia nie przeżyjemy. Wchodzę do bloku, kieruję się do swojego domu, otwieram drzwi, idę do salonu i witam się z Kamilą całusem, która leży na kanapie i czyta gazetę.

-Jak tam trening? – pyta.
-Jak zawsze spokojnie i bez problemów – siadam w fotelu i patrzę w ścianę.
-Pysiu wszystko w porządku? – odparła słodko.
-Nie mów do mnie pysiu – zwróciłem jej uwagę – I wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Wiem, że też się boisz jak urodzę nasze dziecko, ale jakoś sobie poradzimy – usiadła mi na kolanach.
-Nie boję się, ale sobie tego nie wyobrażam – powiedziałem głucho.
-Razem damy radę – wpiła się w moje usta.
Lekko odwzajemniłem pocałunek, ale bez namiętności tylko, dlatego, żeby się nie obraziła. Oderwałem się od niej i wyszedłem do kuchni. Jestem z nią i mieszkam tylko i wyłącznie dla zasady. Ojciec się do mnie nie odzywa, ale wykonał do mnie tylko raz telefon i powiedział, że za swoje czyny się odpowiada i mam nadzieję, że postąpię, tak jak powinienem.
Nie zrozumiałem tego, czy mam zostać z Julką, a może zostać z dzieckiem. Jednak po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że te czyny, to dziecko i muszę zrobić wszystko dla jego dobra. Jestem z Kamilą, ale nie powiem jej nigdy kocham, bo bym skłamał. Moją jedyną miłością jest Julka i to nigdy się nie zmieni. Tylko muszę o nią zawalczyć…

—————————————————————————————————————————————-

Hej wszystkim ;)

Powiem tak nie ma mnie w domu, a tutaj gdzie jestem cały czas są burze i z internetem jest duży problem. Przepraszam was, ale nie mogłam nic zrobić i dlatego musiałam przewać maraton. Pisać również nie miałam jak, bo prądu nie było, a w moim laptopie bateria padła.

W tym rozdziale bardo dużo się wyjaśnia i wiadomo jak to dalej się potoczyło. Julka nie jest z Michałem i nie wiem jak to będzie dalej, a wy jak chcecie żeby było? Czekam na wasze komentarze i opinie jeste to dla mnie bardzo ważne ;)

Powiem tak może te wyznaczanie komentarzy nie jest za fajnie, ale była umowa ja co dwa dni dodaję rozdział, a wy komentarze i stawkę miałam podbijać tak, więc czekam na:

60 KOMENTARZY

Chciałabym zanim skończę tutaj pisać to zobaczyć 2 tys. komentarzy mam nadzieję, że się uda. Liczę na was ;)

+Dziękuję za 60 tysięcy wejść jesteście bossscy ;)

Ogłoszenie.

PRZEPRASZAM NIE MAM INTERNETU I NIE WIEM ILE POTRWA TA AWARIA. JESTEM NA WSI I PRZEZ TEZ BURZE TAK SIĘ NAROBIŁO, JESTEM U ZNAJOMEJ NA CHWILĘ ŻEBY NAPISAĆ WAM O TYM. MOŻE DAM RADĘ DZISIAJ DODAĆ, ALE NIE JESTEM PEWNA WIĘC NIE OBIECUJE.
JESZCZE RAZ SORRY I POZDRAWIAM.

Rozdział 66 – Szok po przebudzeniu.

 

Perspektywa Michała…
Przetarłem oczy i nie mogłem wyostrzyć wzroku. Wszystko było rozmazane i moja głowa była taka ciężka. Spojrzałem jeszcze raz dookoła i mój wzrok zatrzymał się na kobiecej nodze?
Odkryłem się i byłem w samych bokserkach, a Kamila nie miała na sobie niczego. W głowie miałem pełno myśli, ale nie było tam odpowiedzi na to, co ja mam teraz zrobić. Wstałem i poszedłem do łazienki się ubrać. Ledwo co stałem na nogach i prawie w ogóle nie widziałem. Spakowałem walizkę i zszedłem na dół. Wsiadłem do auta, ale przejechałem tylko kawałek i odstawiłem je na parking koło parku. Złapałem taksówkę i kazałem się zawieść do szpitala. Może mi dadzą jakieś leki żebym lepiej się poczuł albo zapomniał o tym co się stało. Nie kontaktowałem w ogóle, kierowca cały czas do mnie mówił i mój telefon dzwonił, ale ja czułem się, jak bym stał za jakąś szybą odcięty od świata.
-Dojechaliśmy – odparł taksówkarz.
Rozliczyłem się z, nim i skierowałem do wejścia na izbę przyjęć. Pielęgniarka, która mnie zobaczyła dwa razy pytała się mnie, czy nie jestem na jarany albo coś takiego.
-Proszę dać mi coś na lepsze samopoczucie, bo ledwo co wiedzę na oczy i głowa mnie boli – wyjęczałem.
-Na kaca, to tylko maślanka na rogu w spożywczym – doradziła.
-Niech pani przestanie nic nie pamiętam z poprzedniej nocy.
-W takim razie zrobimy badania i będziemy wszystko wiedzieli jutro.
-Jutro muszę być w Bełchatowie.
-Nic na, to nie poradzę proszę za mną.
Lekarz patrzył na mnie jak na jakiegoś narkomana. Chyba tak wyglądałem, ale jeszcze nigdy się tak nie czułem. Nic nie pamiętam z poprzedniego dnia, a do tego jego jeszcze ta sytuacja z Kamilą. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
-Już wszystko zrobione proszę jeszcze wziąć te tabletki i jest pan wolny- podała mi jakieś pigułki.
-Dziękuję – kiwnąłem głową i wyszedłem na korytarz.
Czułem się już lepiej, ale nie normalnie. Nie dzwoniłem nawet po taksówkę tylko sam poszedłem po samochód. Świeże powietrze bardzo dobrze na mnie działało. Wsiadłem do auta i oparłem głowę o kierownice. Nie czułem się w ogóle tylko miałem taką wielką plamę w głowie i nic nie mogłem sobie przypomnieć. Chciałem z kimś o tym porozmawiać, ale sam nie wiedziałem, komu mam się do tego przyznać. Odpaliłem silnik i udałem się w stronę Bełchatowa.
Jechałem, jechałem i końca tej drogi nie było widać.
Po dwóch godzinach byłem pod naszym domem. Nie wchodziłem głównym wejściem tylko bokiem, żeby mnie nikt nie widział, a auto wstawiłem na parking. Wchodziłem, ale tak, by mnie nikt nie zauważył. Dobrze, że Wlazły się nie zamyka, to szybko dostałem się do środka. Mariusz leżał na kanapie w salonie i jak mnie zobaczył, to nie wiedział co się dzieję.
-Co tutaj robisz? – zapytał.
Nie odpowiedziałem nic tylko podszedłem do barku i nalałem sobie wódki. Przechyliłem i czułem jak alkohol rozlewa się po moim ciele.
-Co się dzieję? – Szampon wstał i potrząsnął mnie za ramiona.
Patrzyłem w jego oczy nie mogłem się odezwać. Widziałem przerażenie wymalowane na jego twarzy.
-Zdradziłem Julkę – odparłem i usiadłem załamany.
-Co kurwa! – Mariusz tak głośno krzyknął, że aż zabrzęczało mi w głowie- Przecież miałeś nad sobą panować Michał coś ty zrobił.
-Nic nie pamiętam obudziłem się z Kamilą w łóżku. Ja byłem w bokserkach, a ona goła Mario ja nic nie wiem. Mam pustkę w głowie co jest grane? – motałem się.
-Mnie się nie pytaj, bo pod twoim łóżkiem nie siedziałem – warknął – Misiek zabiję cię.
-Co ja mam robić? Nie wiem nawet jak wróciłem do pokoju. Pamiętam tylko, tyle że ona zapytała, czy kocham Julkę i podstawiła mi kolejną szklankę no i film mi się urwał.
-Czyli nie jesteś pewien, że coś z nią robiłeś? – dopytywał.
-No nie jestem, ale z nudów ona się nie rozebrała i mnie. Po za tym leżała w moim łóżku. Mariusz jestem palantem – łaziłem po całym salonie.
-To już wiemy, ale co dalej? – przytaknął – Wróć do domu i pogadaj z Julką – doradził.
-Nie chcę jej tego mówić przecież też nie jestem pewien tego co się naprawdę wydarzyło. Boję się tego pierwszy raz się czegoś boję.
-Nie wiem stary co mam Ci powiedzieć, bo dałbym Ci najchętniej w pysk, ale i tak już jesteś dobity, więc sobie odpuszczę.
-Jaki dobroduszny się znalazł – powiedziałem ironicznie.
-Mów co chcesz, ale pamiętaj, że jak Bartman się dowie, to już nie żyjesz.
-Wiem, to doskonale, ale najgorsze jest to, że nawet nie wiem, co robiłem.
-To się lepiej dowiedz i idź do domu, bo Julka tutaj ma przyjść z obiadem. Zachowuj się normalnie, żeby sobie czegoś nie pomyślała.
-Idę – powiedziałem smętnie i wyszedłem.
Wszedłem do domu otwierając najpierw drzwi kluczem i postawiłem walizkę koło drzwi. Julka właśnie wychodziła z pokoju jak tylko mnie zobaczyła rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie całować.
-Boże Misiek jak ja się stęskniłam – wpiła mi się w usta.
-Ja jeszcze bardziej – mocno się od niej przytuliłem.
Z salonu wyszedł Bartman i oparł się o drzwi przyglądając się nam.
-Siema stary – przybiłem z, nim piątkę.
-Hej – powiedziałem smętnie.
-Zrobię Ci coś do jedzenia co ty na to? – zaproponowała Julka.
-Nie jestem głodny pójdę się położyć, bo łóżka były strasznie niewygodne i muszę odespać.
-Jak chcesz, ale idź do mnie, bo u ciebie nie zdążyłam jeszcze ubrać pościeli jak był Mariusz.
-Dziękuje – ucałowałem ją w czoło i poszedłem do niej.
Wszedłem do środka i jak zawsze pachniało jej perfumami, a na całym łóżku było pełno notatek. Rozebrałem się do bokserek i położyłem do łóżka. Nie byłem zmęczony, ale chciałem zasnąć, by móc o tym zapomnieć. Jeszcze za, nim udałem się do Morfeusza, to wyłączyłem telefon, bo miałem 20 nieodebranych połączeń od Kamili. Przytuliłem się do poduszki Julki i zasnąłem.

Perspektywa Julki…

Michał poszedł się położyć, a ja zabrałam się za jego walizkę. Kiedy ją otworzyłam wyglądało jakby się pakował w 3 sekundy. Wszystko było tak porozwalane, że poezja. Wrzuciłam wszystko do pralki, a torbę odniosłam do schowka. Przygotowałam rosół na obiad i zaniosłam go do Mariusza. Zbyszkowi nie chciało się ze mną iść, a samej mnie nie wypuścił, więc stanął u nas w drzwiach w samych bokserkach i czekał aż Szampon otworzy i ja wejdę. Kazał mi do siebie zadzwonić jak będę wychodziła, to przyjdzie po mnie. Wlazły zaprosił mnie do środka.

-Mam dla ciebie ciepły, gorący rosół – pokazałam mu talerz.
-Dziękuję bardzo, a jak się czujesz? – zapytał.
-A jak mam się czuć? – spojrzałam na niego zdezorientowana – Bardzo dobrze i jestem dumna z siebie, że już mam za sobą te zeznania.
-I bardzo dobrze może, chociaż jeden problem się rozwiąże – powiedziałam z nadzieją.
-Jeden się rozwiąże, a drugi przyjdzie – odparł.
-Co masz na myśli? – dociekałam.
-Tak sobie tylko szeptam – zaczął jeść rosół – A jak tam Michał?
-Dobrze, ale był bardzo zmęczony i poszedł spać.
-Oczywiście – wymruczał.
-Mariusz chcesz mi o czymś powiedzieć? – czułam, że coś się dzieję.
-Nie, po prostu tak mi ten twój rosół smakuje.
-Mam dziwne wrażenie, że coś przede mną ukrywasz.
-No co ty – zaczął się nerwowo śmiać – Masz talent do gotowania.
Siedziałam u Mariusz prawie do samego wieczora i dotrzymywałem mu towarzystwa. Do domu nie wracałam, bo wiedziałam, że Michał śpi i Bartman na pewno też, więc sama nie będę siedziała. Kilka minut przed 19 zadzwoniłam po Zbyszka, żeby przyszedł po mnie, ale kazał mi od razu wyjść do mówi, że on stoi przed drzwiami. Pożegnałam się z naszym kochanym sąsiadem i wróciłam do domu.
Misiek dalej spał, a minęło już pół dnia co on będzie robił w nocy? Położyłam się obok niego i zaczęłam delikatnie jeździć palcami po jego ciele. Widziałam, że spał bardzo niespokojnie, bo, nim drgało albo robił miny.
-Misiek – odezwałam się i delikatnie go pocałowałam.
-Nie chciałem, to nie ja – zaczął mamrotać.
-Ej kochanie – odgarnęłam mu włosy.
-Ja nic nie pamiętam przepraszam, wybacz mi – bełkotał coś dalej.
Nie wiedziałam, o co chodzi, ale najwyraźniej on jeszcze spał.
-Nie chciałem zostaw, to jej wina – mówił dalej.
-Michał obudź się – potrząsnęłam, nim.
Usiadł gwałtownie i rozejrzał się dookoła. Był bardzo spocony i jakby przestraszony.
-Michał wszystko w porządku? – przyłożyłem rękę do jego czoła, ale nie miał gorączki – Coś majaczyłeś przez sen.
-To ze zmęczenia byłam bardzo wykończony – tłumaczył się.
-Zrobić Ci coś do jedzenia? – zaproponowałam.
-Nie trzeba dziękuję – delikatnie mnie pocałował – Kładź się, a ja zaraz wrócę.
Już nic się nie odzywałam, ale miałam dziwne wrażenie, że coś się wydarzyło, bo Michał nigdy się tak nie zachowywał.

 

Perspektywa Michała…

Wyszedłem z domu i skierowałem się do Mariusza. Całe szczęście jeszcze nie spał i otworzył mi drzwi.

-Cześć – odparł, ale mu nie odpowiedziałem tylko wszedłem od razu do salonu – Misiek co się dzieję? – usiadł obok mnie na kanapie.
-Wiesz jakie ja mam wyrzuty sumienia?
-Nie wątpię, ale sam powiedziałeś, że nic nie pamiętasz, więc nie wiadomo czy coś zrobiłeś.
-To powiedz mi dlaczego Kamila dzwoniła już do mnie dzisiaj pięćdziesiąt razy?
-Może się stęskniła – próbował mnie pocieszyć, ale nie wyszło – Ostatnio co wysłaliście mnie do Julki, żeby wam wybaczyła zaczęła ze mną taki temat.
-Co masz na myśli? – spojrzałem na niego przestraszony.
-Zapytała się, czy myślę, że mógłbyś ją zdradzić.
-Co jej na, to powiedziałeś? – dopytywałem.
-Prawdę, że nigdy w życiu, ale teraz sam nie wiem, co mam o tym myśleć.
-Maniek ja przecież do Kamili nic nie czuję liczy się tylko Julka nie wiem może coś było w tym drinku, ale ja nie wiem.
-Stary porozmawiaj z Kamilą, bo inaczej oszalejesz – doradził.
-Nie mam wyjścia – zgodziłem się z, nim – Dobra wracam do Julki, bo sama nie zaśnie.
-Dobranoc i nie obijać mi się na treningu – wskazał na mnie palcem.
Przybiliśmy piątkę i skierowałem się do wyjścia, a następnie do naszego mieszkania.
Wziąłem prysznic i po chwili leżałem już obok Julki. Nie spała jeszcze tylko leżała i patrzyła z uśmiechem w sufit. Uwielbiam ją obserwować i dostrzegać nawet najmniejszy ruch twarzy.
-Muszę Ci coś powiedzieć – odparła i odwróciła w moją stronę twarz.
-Słucham – byłem bardzo ciekawy.
-Byłam ze Zbyszkiem podpisać zeznania i już niby jestem wolna.
-Kochanie – podparłem się na łokciach – Kocham Cię – złapałem jej twarz w dłonie i wpiłem się w jej usta.
-Też jestem z siebie dumna – wypięła się dumnie.
-Ale i tak sama nigdzie nie wyjdziesz, dopóki ten idiota nie będzie za kratkami.
-Dobrze wiedziałam, że zwami nie będzie łatwo – zaczęliśmy się śmiać.
-Śpimy, bo rano trening i trzeba się wyspać – Julka wtuliła się we mnie i zamknęła oczy.
Cieszyłem się, że w końcu bez niczego poszła i podpisała to, co trzeba. Jednak jeden problem się skończył, a ja mam już drugi. Bałem się bardzo jutrzejszego dnia i tego co powie mi Kamila.

Wstałem przed 7 rano, bo nie mogłem spać. Usiadłem w kuchni ze szklanką wody w ręku i wpatrywałem się w ścianę. Co ja mam ze sobą zrobić? Jak się okażę, że ja naprawdę coś z nią robiłem? Co, wtedy przecież ja kocham Julkę i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jedna wielka załamka.
Zrobiłem śniadanie i obudziłem Bartmana i Julkę. Wszystko zjedliśmy i czas było jechać na trening. Zbyszek prowadził, bo nie chciałem sam jechać. Nie mógłbym skupić się na drodze, więc nie ryzykowałem. Podjechaliśmy pod klub i bałem się wysiąść, ale musiałem, bo przecież dziwne, by to było. Weszliśmy do środka i poszedłem od razu do szatni, a nie na salę. Po prostu bałem się spotkać przez przypadek Kamilę i usłyszeć jakieś słowa, które mogły mi zniszczyć życie. Przebrałem się i z butelką w ręku razem z chłopakami skierowaliśmy się na salę. Nawrocki już stał przy bocznej linii i czekał aż się ustawimy.
-Jak tam wyjazd? – zapytał się trener.
-Może nawet być – odpowiedziałem smętnie.
-Dobra róbcie rozgrzewkę i do roboty – polecił nam.
Rozciągałem się i wodziłem wzrokiem po całej hali, żeby tylko Kamila do mnie nie podeszła. Nie widziałem jej nigdzie, ale Julki też nie było. Ja się chyba zabiję jak okaże się, że tej nocy coś odwaliłem.
Podzieliliśmy się na dwie drużyny i stanęliśmy pod siatką. Stanąłem na zagrywkę i każda piłka idealnie wchodziła w pole. Chłopaki nawet nie trudzili się z odbiorem, bo to były bomby, a nie piłki.
-Chłopaki przerwa – krzyknął Nawrot – A po tym każdą piłkę od Winiara mi odebrać – spojrzał na Ignaczaka.
Szedłem do toalety, kiedy poczułem na swoich ramionach czyjeś dłonie. Osoba stała za mną, ale nie była, to Julka, bo ona miała inne dłonie i wyczuł bym jej perfumy.
-Hej Misiu – odwróciłem się i ujrzałem Kamilę.
-Cześć Kamila – odparłem całkiem normalnie.
-Czemu mi wczoraj tak szybko uciekłeś? – mówiła słodko.
-Mama dzwoniła, że tata źle się poczuł i musiałem sama rozumiesz – wyjaśniłem jej lekko kłamiąc.
-Rozumiem, ale musimy, to kiedyś powtórzyć – przybliżyła się do mnie.
-Możesz mi wyjaśnić co się działo, bo ja nic nie pamiętam – poprosiłem.
-Powiem tak – uśmiechnęła się zawadiacko – Byłeś c-u-d-o-w-n-y – przeliterowała.
-Kamila żartujesz sobie? – odsunąłem się od niej.
-Nigdy nie żartuje z takich rzeczy – złapała moją dłoń – Kiedy chciałem już przerwać ty mi na, to nie pozwoliłeś i chciałeś więcej.
-Nie możliwe – kręciłem głową – Zostaw mnie – wyrwałem się jej.
-Michałku takie nasze przeznaczenia i nic na, to nie poradzę.
-To ma zostać pomiędzy nami – zastrzegłem sobie.
-Oczywiście, ale może, to kiedyś dokończymy?
-Kamila ja kocham tylko Julkę i nie wiem, co robiłem tamtej nocy, ale byłem pijany i nie rób sobie jakiejś nadziei.
-Po pijaku mówi się prawdę, a ty powiedziałeś, że mnie kochasz – szczena prawie mi do ziemi opadła.
-Jeśli tak było, to ja muszę być jakimś odwrotowcem, bo to nie prawda.
-Ja myślę, inaczej – położyła dłoń na moim policzku.
-Bylibyśmy cudowną parą – wyszeptała.
-Skończmy tą rozmowę, bo do niczego ona nie prowadzi – odszedłem.
-Jeszcze do tego wrócę – odparła pewna siebie.
Wróciłem na salę już nawet nie pamiętałem, że miałem iść do łazienki. Nie mogę uwierzyć w to, co mówi Kamila. Ja nie mogę sobie nic uświadomić i przypomnieć. Stanąłem na swoim miejscu jak zahipnotyzowany, a chłopaki patrzyli na mnie jak na idiotę.
-Winiar w porządku? – zapytał Kurek.
-Pewnie – sztucznie się uśmiechnąłem i zaczęliśmy grać.
Bąkiewicz odbił po tamtej stronie, a ja zamiast przyjąć tą piłkę, to się zagapiłem.
-Winiar nie śpij – krzyknął Nowakowski.
-Sorry dawaj jeszcze raz – machnąłem ręką.
Piłka szybowała ponownie w moją stronę, ale zamiast ją odbić, to poleciała gdzieś w trybuny.
-Michał chcesz nadgodziny? – zapytał się trener.
-Nie chcę – odpowiedziałem szybko.
-To się weź do roboty – krzyknął zdenerwowany.
-Ja dzisiaj odpuszczę sobie – powiedziałem grzecznie do widzenia i wyszedłem.
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotę i nie wiedzieli co się dzieję.
-Odwieź Julkę do domu ja muszę coś załatwić – wróciłem się i powiedziałem do Zbyszka.

W szatni szybko się przebrałem i zostawiłem swoją torbę koło rzeczy Bartmana, żeby mi ją zabrał. Chwyciłem telefon i wyszedłem przed budynek. Nie wiedziałem, gdzie iść, co ze sobą zrobić i jak mam zareagować, kiedy Julka się o tym wszystkim dowie, a nastąpić, to musi.
Wszedłem do pierwszego lepszego lokalu i usiadłem przy barze.
-Złamane serce? – zagadnął barman.
-Raczej pustka w głowie po ostatniej nocy – wyjaśniłem.
-Oj nie jesteś pierwszy i nie ostatni, ale masz na pewno problem.
-I, to jeszcze, jaki nic nie pamiętam, a dziewczyna mówi mi, że się z nią za bawiłem.
-Ma na to dowody? – dopytywał.
-Nie, ale jak się rano obudziłem goły i ona też no, to na coś, to musi wskazywać – powiedziałem zbulwersowany.
-Żonaty? – zagadnął i podstawił mi kieliszek wódki.
-Nie, ale zakochany na śmierć, a odwaliłem coś takiego – przechyliłem trunek.
-Słyszałem już milion takich sytuacji, ale ty mi nie wyglądasz na takiego.
-Bo nie mam czasu na zdrady, ale mieliśmy jeden głupi wyjazd i skończyło się właśnie tak.
-Kolego przyznaj się, bo jak wyjdzie to samo, to będzie jeszcze gorzej – doradził.
-Nie mogę przecież zniszczę jej życie i sobie.
-Ty już, to zrobiłeś, ale jeszcze o tym nie jesteś przekonany. Ta panienka co się w, to wpieprzyła na pewno cię wykończy.
-Co ja mam robić? – wypiłem kolejny kieliszek.
-Uwierz ze picie, to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić – już mi więcej nie chciał lać.
-Teraz, to i tak już lepiej nie będzie – skwitowałem.
-Ona jeszcze tego nie wiem, więc lepiej ciesz się swoim szczęściem, póki możesz, bo dużo go nie zostało.
Chciałem mu zapłacić, ale oddał mu pieniądze.
-Nie trzeba – zwrócił mi je – Na koszt firmy i lepiej zbieraj na alimenty.
-Dzięki stary – przybiłem z, nim piątkę i wyszedłem na ulicę.

Nigdy bym nie powiedział, że będę się żalił barmanowi, ale najwidoczniej on mi trochę pomógł, bo ma już, a w tym wprawę. Zgodzę się z każdym jego słowem, a do tego moja Julka. Cierpi przez Kubę, a teraz ja krzywdzę ją tak samo. Może i jestem tchórzem, ale nie przyznam się jej do tego. Nie mam odwagi i będzie mnie, to chyba bardziej bolało niż ją.

 

Perspektywa Julki…

Po Zbyszka treningu wróciliśmy do domu. Nie było nigdzie Michała, ale Bartman mówił, że musiał coś załatwić. Nie mogę go rozgryźć od kąt wrócił z tej Warszawy. Widzę, że coś się dzieję, ale on nic nie chcę mówić, a ja przecież nie jestem wróżką, która wyczyta mu wszystko z oczu.
Leżałam u siebie i czytałam notatki. Nie chciało mi się chodzić na wykłady może, to trochę nie miało sensu, ale wszystkie egzaminy zaliczałam i nie miałam problemu. Postanowiłam, że on następnego roku coś zmienię i będę już chodziła, tak jak książka piszę.
Czekałam na Miśka i pisałam już nawet do niego SMS-a, ale nic zero odezwu.
Kilka minut przed 23 usłyszałam szczęk zamka od drzwi. Po chwili Winiar stał w drzwiach i przyglądał mi się.
-Gdzie byłeś? – zapytałam byłam lekko na niego zła, bo mi nie powiedział, gdzie idzie i co będzie robił.
-Musiałem przemyśleć kilka rzeczy przepraszam, że nie odpisałem, ale nie wiedziałem jak mam posklejać słowa.
Podszedł i usiadł obok mnie, po czym wtulił się we mnie.
-Nie mogłeś skleić słów, bo piłeś i wódka Ci, to uniemożliwiła? – spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
Nie był pijany, ale czułam od niego woń alkoholu.
-Tak piłem – przytaknął.
-Z jakiego powodu, jeśli można wiedzieć? – byłam bardzo ciekawa.
-Z twojego aniołku – wpił się w moje usta i zwalił wszystko na ziemię, tak jak miał, to w zwyczaju.
-Misiek Kocham Cię, ale weź odpisuj na SMS-y – poczochrałam go po włosach.
-Kocham Cię – przytulił się do mnie i leżeliśmy w swoich ramionach.
Czułam się przy, nim bardzo dobrze i miałam nadzieję, że już razem będziemy do końca świata…

—————————————————————————————————————————————-

Hej ;)

Nie będę się za dużo rozpisywała. Powiem tylko tyle, że dużo się porobiło, ale to nic w porównaniu do kolejnego jaki będzie. Pisałam, że będę podbijać stawkę, dlatego teraz proszę o:

50 KOMENTARZY

+Dzięki wszystkim za komentarze i wejścia pozdrawiam ;)

Ogłoszenie.

Czekam jeszcze na komentarze i jutro rano będzie świeży rozdział. Mówię od razu że teraz będę podbijała ilość komentarzy ;)

Rozdział 65 – Wyjazd integracyjny.

 

Perspektywa Julki…
Kiedy w drzwiach ujrzałam pół drużyny Skry, to aż się przykryłam kołdrą. Byłam tylko w majtkach i kusej bluzce przed 10 facetami. Mieli ze mnie niezły ubaw, ale mi nie było do śmiechu.

-Pytanie zasadnicze co robicie o tej godzinie w moim pokoju? – zapytałam.
-Zasadniczo, to pomyliliśmy pokoje – odpowiedział mi Kurek – Gdzie jest Mariusz?
-U mnie – odezwał się Winiar, który patrzył na moją zdezorientowaną minę i się śmiał.
-Ale wy tam nie wchodzicie, bo jeszcze też będziecie chorzy – ubrałam Miśka bluzę i wypchnęłam ich na korytarz – Dobranoc – powiedziałam w ich kierunku.
-Ale my do Mariusza – zajęczał Kłos.
-Do domu – wskazałam palcem na drzwi.

Wzrokiem szukałam Piotrka, bo miałam z, nim do porozmawiania, ale nie było go z nimi. Siatkarze już nie protestowali i zrobili, tak jak kazałam. Pomachali i wyszli z naszego domu. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i wróciłam do siebie. Michał leżał w łóżku i w najlepsze się śmiał.
-Zabawne bardzo – powiedziałam ironicznie.
-Dla mnie tak i żałuj, że nie widziałaś swojej miny – pstryknął mnie w nos.
-Obejdę się ze smakiem – położyłam się i patrzyłam na jego twarz.
-Dokończ mi, to o tej blondynce – zaczął bawić się moimi włosami.
-Nie ma o czym mówić – zakończyłam temat – Kiedy ty właściwie jedziesz?
-Pojutrze i wracam wieczorem w niedzielę.
-Będę tęsknić – zbliżył się ustami do mojej twarzy.
-Ja bardziej Aniołku – zaczął błądzić rękoma po moim ciele.
Przybliżyłam usta do jego szyi i zostawiłam po sobie ślad. Najwidoczniej nic nie poczuł i nie zauważył, bo się nawet nie odezwał. Tylko mocniej mnie przytulił i po chwili zasnęliśmy.

Następnego dnia rano pojechała z chłopakami do klubu. Michał musiał jeszcze załatwić kilka spraw z wyjazdem i akurat zacznie się trening. Mimo tego, że było dopiero kilka minut po 9, to chłopaki i tak krzątali się po obiekcie. Jak tylko weszłam do budynku od razu ujrzałam Nowakowskiego. Rzuciłam Bartmanowie swoją torebkę i pognałam za, nim. Kiedy mnie zobaczył pobiegł w stronę szatni, jednak po chwili zmienił kierunek i wbiegł na salę. Biegaliśmy tak chyba z 15 minut, a wszyscy się śmiali. Dobrze, że Bąkiewicz się zlitował i podstawił Cichemu haka. Wyłożył się na środku sali jak długi i się już nie podniósł. Usiadłam na nim, a na twarzy miał lęk.

-Mamy do pogadania – zwróciłam się w jego kierunku.
-To nie moja wina i oni mnie do tego zmusili – wskazał na Zibiego i Miśka – Stwierdzili, że będę najbardziej wiarygodny.
-Jednak, to i tak nie zmienia faktu, że się zgodziłeś.
-Przepraszam już nigdy tego nie zrobię – odparł jak małe dziecko.
-Ja nie wątpię i sobie, to zapamiętam – wstałam z niego i podałam mu rękę, żeby wstał.

Staliśmy w kółku i rozmawialiśmy wszyscy. Oczywiście, jak zawsze te orły muszą coś wymyślić.
-Julka jak wczoraj cię zobaczyliśmy w łóżku z Michałem, to byłaś lekko speszona – odezwał się Kłos.
-Bo się puka – krzyknęłam.
-Najwidoczniej jak wyszliśmy, to było jeszcze lepiej – powiedział Ignaczak i wskazał na szyję Winiara.
Pamiętam, że zrobiłam mu malinkę, ale nie wiedziałam, że ona będzie się tak cudownie prezentować.
-Dzieci z tego będą na pewno – wtrącił się Pliński.
-Już są – rzekłam, a wszyscy patrzeli na mnie.
-Jesteś w ciąży? – Michał krzyknął na całą salę.
-No właśnie – dołączył się Bartman.
-Oczywiście, że nie – od razu ich uspokoiłam – Mówię, że was już mam jako dzieci i na razie mi wystarczy.
-Masz szczęście – Bartman wskazał na mnie palcem.
-Szkoda chciałbym być wujkiem – powiedział Nowakowski z Zbyszek prawie wbił go wzrokiem w ziemię.
-Chłopaki za dwie minuty trening – poinformował ich Nawrocki.
Michał pocałował mnie namiętnie i pobiegł do szatni za kolegami, a ja poszłam do swojego gabinetu. Kamila siedziała za biurkiem i malowała sobie paznokcie.
-Widzę, że jesteś zapracowana – odezwałam się do niej.
-Muszę je pomalować, to będą pasowały do mojej bielizny. Sama rozumiesz Michał lubi bardzo kontrast – mówiła dumnie w moim kierunki.
-Masz rację ptaki będą miały czym oczy nacieszyć, ale na Winiara, to nie licz.
-Jeszcze się zdziwisz – patrzyłam na nią z pogardą.
-Rób sobie co chcesz, ale miałaś załatwić sprawę z papierami, a teczki jak leżały tak leżą, więc się rusz – zwróciłam jej uwagę.
-Dam radę – sztucznie się do mnie uśmiechnęła.

Nie mogłam już dużej na nią patrzeć i jej słuchać, więc wyszłam. Chłopaki się rozgrzewali, a Misiek rozmawiał o czymś z trenerem. Nie chciałam, im przeszkadzać, więc usiadłam na trybunach. Uwielbiam patrzeć jak oni grają. Idealna zagrywka, przyjęcie, wystawa i atak. To wszystko jest takie spójne, że aż miło popatrzeć.
Cały czas w głowie huczały mi słowa Kamili. Nie wiem czemu, ale bardzo się nimi przejmowałam. Ufam Michałowi i nie chciałam zaczynać z, nim tego tematu, ale ta laska perfidnie coś kombinuje.
Chłopaki się przebrali po treningu i mogliśmy jechać do domu. Winiar zabrał jeszcze jakieś papiery. Kamila cały czas coś mu tłumaczyła, ale on bardziej zwracał uwagę na mnie niż na nią. Byłam z siebie bardzo zadowolona.
W domu zrobiłam szybki obiad i wyłożyłam się na kanapie w salonie. Bartman poszedł do Janki, a Misiek walił szafkami w kuchni.
-Co ty tam szukasz? – krzyknęłam do niego.
-Szczęścia – odpowiedział.
-Twoje leży w salonie na kanapie, więc w tych szafkach nic nie znajdziesz.
Po chwili Winiar stał nade mną i ślicznie się uśmiechał.
-Mogę posmakować tego szczęścia? – uśmiechnął się zawadiacko.

Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a on leżał już na mnie z językiem w moich ustach. Już dawno nie całował mnie tak namiętnie. Wplątałam dłonie w jego włosy, a on podnosił mi koszulkę. Czułam jak rozpina mu guzik od spodni i zabiera się za rozporek. Przyznam się, że pozwoliłabym mu na wszystko, gdyby nie Zibi, który jak zawsze zrobił wejście smoka. Trzasnął drzwiami i zaczął się drzeć, czy ktoś jest w domu jakby tego nie i wiedział. Odskoczyłam od Michała i zaczęłam doprowadzać się do porządku, a on leżał i przyglądał się mnie z uśmiechem.
-Co robicie gołąbeczki wy moje? – Bartman uwalił się w fotelu i patrzył na Michała i na mnie – Co wam jest?
Ja stałam i szamotałam się z zamkiem od spodki, a Winiar siedział na podłodze rozmarzony.
-Coś przerwałem? – zaczął się durnowato śmiać – Nie wiedziałem mogliście dzwonić, to wrócił bym później.
-Właściwie – odezwał się Winiar.
-Miałam zacząć pakować Michała, ale zaciął mi się rozporek i mi pomagał- tłumaczyłam się, jak dziecko.
-Róbta co chceta, ale ja niańczyć dzieci nie będę, bo nie mam czasu – uniósł ręce w geście obrony.
-Nikt Ci nic nie każe – wystawiłam mu język.

Weszłam do Michała pokoju, a Mariusz jak zwykle śpi. Maciek mówił, że to dobrze, ale i tak lepiej wygląda niż wczoraj. Już dzisiaj nawet chciał iść do domu, ale zdołałam go jakoś namówić, żeby został, ale coś czuję, że jutro już nie dam rady. Otworzyłam szafkę z ciuchami i lekko zaskrzypiała. Wlazły oparł się na łokciach i spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Przepraszam – powiedziałam słodko.
-Wybaczam – zaczęliśmy się śmiać – Co robisz? – zapytał.
-Muszę spakować Michała na tą delegację z panią Kamilą.
-Uuu, a ten sarkazm, to po co? – dobrze wiedział, że nie lubię się z nią.
Już się nic nie odzywałam tylko otworzyłam walizkę i po kolei zaczęłam wkładać wszystkie rzeczy. Pakowałam go i w oczach miałam łzy. Nie chciałam, żeby jechał, bo będę za, nim tęskniła, a do tego martwią mnie te słowa Kamili. Zapięłam torbę i wystawiłam na korytarz.
-Już wszystko masz spakowane – zwróciłam się do siatkarza.
-Kocham Cię – puścił mi buziaka.
Ucałowałam go delikatnie i wtuliłam w niego.
-Michał jedziesz, ale nie zapomnisz o mnie? – nie wiedziałam jak mam zacząć z, nim temat.
-Juluś czemu boisz się tak tego wyjazdu? – spojrzał na mnie z troską.
-Tak jakoś – nie przyznałam mu się.
-Będzie dobrze – pocieszył mnie – Wracam w niedzielę wieczorem, więc nie musisz się martwić.
Miałam taką nadzieję, że wszystko będzie dobrze, bo jak nie, to tej Kamilce oczy wydrapię. Nie lubię jak mam takie złe przeczucie, a ono towarzyszy mi już od kilku dni.
Michał wyjechał o 11 w stronę Warszawy. Jechał jeszcze prezes i jacyś inni ludzie na poziomie jak to nazwał Bartman. Kamila miała jechać z nimi drugim autem, ale uparła się, że będzie towarzyszyła Winiarowi. Kilka minut przed 11 stała już obok auta Michała w takiej miniówce, że, moim zdaniem mogła jej w ogóle nie zakładać, bo więcej odkrywała niż zakrywała. Misiek podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
-Będziesz grzeczna? – zapytał jakby mnie podpuszczał.
-Będę i nie martw się, bo Bartman bardzo dobrze się mną zajmie.
-W, to nie wątpię, ale uważaj na siebie i jak wrócę, to będziemy cały dzień razem obiecuję – pocałował mnie subtelnie i przytulił do siebie.
-Kocham Cię i jedź ostrożnie – poleciłam mu.
-Jak zawsze dla ciebie wszystko księżniczko – pocałowałam go i kazałam jechać, bo zaraz bym się rozpłakała.
Stałam jeszcze chwilę z Bartmanem i patrzeliśmy się w oddalające się auto.
-Zbyszek mam jakieś głupie przeczucie co do tego wyjazdu – odparłam.
-Bo tęsknisz już za Michałem, ale będzie dobrze i nic się nie martw – uspokoił mnie.
-Dobrze, że ty zawsze masz rację – przytuliłam się do niego i wróciliśmy do domu.
Chodziłam po mieszkaniu i nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Mariusz też poszedł do siebie, bo stwierdził, że nie może siedzieć nam cały czas na głowie. Wyśmiałam go, ale on się uparł i nie chciał odpuścić.
Zrobiłam Bartmanowi kolację i leżeliśmy w salonie oglądając powtórkę meczu.
-Mogę spać dzisiaj z tobą? – zapytałam.
-Oczywiście – odpowiedział z uśmiechem.
Wróciliśmy do oglądania i zadzwonił Michał. Mówił, że już dojechali i nie było żadnych problemów. Nie mogłam z, nim rozmawiać, bo zaraz zbierało mi się na płacz. Aż tak za, nim tęsknię, że nad tym nie panuję.
Razem ze Zbyszkiem położyliśmy się kilka minut po dwunastej w nocy, ale żadne z nas nie mogło zasnąć.
-Julka zrobisz coś dla mnie? – bałam się, o co mnie poprosi.
-Ale co? – podparłam się na łokciach i czekałam aż coś powie.
-Podpiszesz te zeznania – nie powiedziałam nic tylko odwróciłam się do niego tyłem.
-Podpiszę – powiedziałam po chwili – Jutro rano przed treningiem możemy jechać – zaproponowałam.
-Znakomicie – wtulił się we mnie i zasnęliśmy.

 

Perspektywa Michała…
Jakoś dojechałem do Warszawy, ale droga nie była łatwa. A na miejscu, to już w ogóle chciałem wracać do domu. Rozmawiałem z Julką, ale nie chciałem jej nic mówić, żeby się nie martwiła. Wyobraźcie sobie, że muszę dzielić jeden pokój z Kamilą. Nic nie mam do tej dziewczyny, ale chcę mieć odrobinę prywatności. Byłem w recepcji, a oni do mnie, że nic nie mogą zrobić, bo nie ma wolnych pokoi. Już nie chciałem robić scen, ale jak wrócę do Bełchatowa, to pogadam z prezesem o tej całej porucie. Dzisiaj właściwie nie mam żadnych spotkań tylko dzień organizacyjny, a jutro jest jakaś konferencja i na koniec wieki bankiet, a w niedzielę do domu. Julki nie było koło mnie tylko kilka godzin, a tęskniłem jak głupi. Jak z nią rozmawiałem czułem, że zaraz zacznie płakać, więc nie chciałem jej męczyć i poprosiłem, żeby dała mi Zbyszka.
Kamila zeszła na dół po coś do picia, a ja udałem się pod prysznic. Przebrałem się w ciuchy do spania i położyłem do łóżka z laptopem na kolanach. Po chwili przyszła Kamila zamiast z sokiem w ręku, to miała koniak. Chciała mnie nawet poczęstować, ale nie miałem dzisiaj humoru na alkohol. Na szczęście nie upierała się przy tym i poszłam się przygotować do spania.
Wiedziałem, że ona będzie świrowała, ale założyła tak krótką piżamę, że nie dało się nie patrzeć. Kocham Julkę, ale sorry bardzo jestem facetem i moje oczy od razu powędrowały na jej prawie nieprzykryty tyłek. Powiedziałem ciche „dobranoc” i żeby nie wyglądało, to jakoś głupio przykryłem się kołdrą i próbowałem zasnąć, ale Kamila mi nie dała.
-Śpisz? – pytała co kilka minut.
-Nie, bo mi, to uniemożliwiasz – wytłumaczyłem jej.
-Nie chcę mi się spać i boli mnie głowa – jęczała.
-Wystarczy, że wypiłabyś o dwie szklanki mniej koniaku i nie bolałoby.
-Masz rację – zgodziła się i zaczęła się śmiać.
-Czemu masz taki dobry humor? – zapaliłem światło i zapytałem.
-Cieszę się, że nie muszę być sama w pokoju tylko ty mi dotrzymujesz towarzystwa – spaliłem chyba małego buraka.
-Też się cieszę, ale chodźmy spać, bo rano mamy jakieś spotkanie, a na bank będzie nudo – zaproponowałem.
-Jak chcesz – zamiast się przykryć jeszcze bardziej się odkryła.
Jak robi, to specjalnie, żeby zwrócić na siebie uwagę, to wychodzi jej, to znakomicie.
-Dobranoc – powiedziałem głośno i nakryłem się mocno kołdrą.

 

Perspektywa Julki…

Bartman od rana chodził cały w skowronkach tak się cieszył, że pójdę złożyć z, nim te zeznania. Cieszyłam się, że zrobiłam coś z czego on jest zadowolony. Zjedliśmy śniadanie i poszłam jeszcze zobaczyć co u Mariusza. Zibi mnie oczywiście samej nie puścił tylko udał się za mnę. Na szczęście Wlazły był cały, prawie zdrowy i konsumował kanapki. Poprosił mnie tylko żebym zrobiła mu herbaty co z przyjemnością wykonałam, bo przecież miałam się, nim zajmować.
-Michał się odzywał? – zapytał.
-Tak dzwonił wczoraj wieczorem i mówił, że wszystko dobrze – ucięłam szybko temat.
-Dzięki wam bardzo a, gdzie się wybieracie? – cieszyłam się, że nie dociekał głębiej i wskazał na moją torbę.
-Julka jedzie podpisać zeznania – Zibi powiedział zadowolony.
-To szacuneczek – Wlazły jak mógł tak się ukłonił.
-Wariat – skwitowałam i ciągnąc Zbyszka za rękę wyszliśmy – Później przyniosę Ci obiad – poinformowałam go jeszcze krzycząc.
Zeszliśmy na dół i grzecznie przywitałam się z panem Staszkiem i jego wnukiem Tymonem. Znowu się do mnie uśmiechnął jak sam anioł, ale to nie był ten kochany uśmiech Winiara.
-Idziemy? – krzyknął Zibi stojący już przy drzwiach.
-Tak – podbiegłam do niego i autem udaliśmy się na komisariat.
Miałam w sobie tyle pozytywnej energii, że teraz, nawet Kuba, by mi w niczym nie przeszkodził. Weszliśmy do budynku, a Zibi nie patrząc nawet na dyżurującego wszedł jak do siebie. Otworzył wielkie jasne drzwi za, którymi siedział ów komisarz, który tak bardzo działa mi na nerwy.
-Kogo moje oczy widzą z samego rana – odparł radośnie.
-Witam – Bartman uścisnął jego dłoń.
Wskazał krzesło żebyśmy usiedli i cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Czemu mi się tak pan przygląda? – już mnie denerwował, więc zapytałam.
-Bo boję się, że zaraz się rozmyślisz i nie podpiszesz mi tego.
-Podpiszę – chwyciłam długopis, a on podsunął mi kartkę.
-Bardzo proszę – Zibi i policjant cały czas mnie obserwowali aż czułam się skrępowana.
Trzymałam długopis milimetr nad kartką i się wahałam. Wiedziałam, że chcę to zrobić, ale miałam mała chwilę zawieszenia. Przycisnęłam długopis do kartki i napisałam swoje nazwisko.
-Dziękuję i do wiedzenia – powiedziałam do policjanta, po czym wyszłam.
Zbyszek wybiegł zaraz za mną i mocno mnie przytulił. Jestem z ciebie bardzo dumny i idziemy na lody, a potem trening.
-Ja z siebie też, ale zobaczymy, co to da takiego – nie byłam co do tego przekonana.
-Da da – mówił pewny siebie.

 

Perspektywa Michała…

Rano wstałem trochę szybciej i poszedłem pobiegać w pobliskim parku. Niby było ciepło, ale bardzo wiał wiatr. Julka jakby przewidziała, że będę rano uprawiał jogging spakowała mój strój. Zadzwoniłem do niej, ale za długo nie rozmawialiśmy, bo mówiła, że idzie coś zrobić z Zibi i będę z niej bardzo dumny. Chwile zastanawiałem się, co to takiego może być, ale nic nie przychodziło mi na myśl, więc odpuściłem. Napisałem jej SMA-a, że bardzo ją KOCHAM i dziękuję za ciuchy, bo biegania.
Wróciłem do hotelu, a Kamila dalej spała, ale już przykryta najwyraźniej zmarzła. Zachciało mi się z niej śmiać, ale się powstrzymałem i udałem się pod prysznic.
Wykąpany i ubrany w świeże ciuchy wyszedłem do łazienki. Odsłoniłem zasłony budząc przy tym Kamilę, ale czas najwyższy, bo za godzinę spotkanie, a trzeba iść jeszcze na śniadanie.
-Ty już na nogach? – zapytała zdziwiona.
-Byłem już nawet pobiegać – odpowiedziałem jej, a ta się zaśmiała.
Wstała z łóżka, zaścieliła je i do walizki podeszła kręcąc tyłkiem. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i odwróciłem wzrok na bok. Weszłam do łazienki, a ja położyłem się na łóżku. Zauważyłem, że dzwonił Mariusz. Oddzwoniłem do niego, ale wyszedłem na korytarz.

-Cześć bracie – usłyszałem jego wesoły głos w słuchawce.
-Witam, witam – odparłem.
-Opowiadaj, czy dużo straciłem nie jadąc?
-Chyba tylko spanie w jednym pokoju z Kamilą – powiedziałem zmieszany.
-Co żeś powiedział? – nie wierzył w moje słowa – Jak, to przecież?
-Normalnie nie ma wolnych pokoi i muszę być razem z nią.
-Niby nic, ale pamiętaj, że masz Julkę i jak ją skrzywdzisz, to będzie z tobą źle.
-Nie musisz mi tego powtarzać, ale wiesz jak jest. Jestem facetem i nie raz naprawdę nad sobą nie da się zapanować.
-Wiem do czego pijesz, ale musisz wytrzymać dla Julki zresztą u Kamili i tak nie ma, na co patrzeć.
-Może i jest, ale moja Julka, to przy niej pikuś.
-No właśnie tak sobie wmawiaj – pochwalił mnie.
-Dobra kończę, bo zaraz jakieś spotkanie.
-Dzwoń jak coś – pożegnałem się i schowałem telefon do kieszeni spodni.
Po chwili Kamila gotowa wyszła z pokoju i zeszliśmy na śniadanie. Nie miałem dzisiaj za bardzo apetytu, więc postawiłem tylko na kawę i ciastko. Trochę się rozgadaliśmy, więc nie było już czasu na chodzenie do pokoju, więc od razu udaliśmy się na salę konferencyjną. Usiedliśmy na swoim miejscu i już czułem, że będzie to strata całego dnia w moim życiu, ale co zrobisz taka praca. Kamila cały czas mówił o naszym klubie w samych najlepszych rzeczach, a mi się od tego już rzygać chciało. Siedzieliśmy tam do samego wieczora tylko z małą przerwą na kawę z czego ja połowę spotkanie przegrałem w sudoku. Dopiero jak Przedpełski zadał mi jakieś pytanie o siatkówce, to się obudziłem. Powiem szczerze, że jakby ktoś słuchał tego za drzwiami, to nigdy, by nie powiedział, że chodzi o sport. Wszyscy gadali jak politycy, a prawdziwy duch sportu utonął w niedobrej kawie z termosu. Przed 20 stwierdziłem, że się poddaje i wyszedłem stamtąd. Całe szczęście, że spotkanie dobiegało końca, to dziwnie nie wyglądałem. Wszedłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko, a zaraz za mną weszłam Kamila.
-Jak się podobało spotkanie? – zapytała.
-O-k-r-o-p-n-e – przeliterowałem jej.
-Dobrze było, a teraz idziemy na bankiet – klasnęła w ręce.
-Nie mam siły – wyjęczałem – Idź sama.
-Ty też musisz, bo dopiero teraz będziesz mógł pokazać się jako sportowiec.
-Tutaj nie ma nawet odrobiny sportu tylko przepychanki Bóg wie, o co.
-Nie przesadzaj i idź się ubrać jak człowiek – pogoniła mnie.
-Dres będzie odpowiedni? – zapytałem.
-Przestań dobrze wiesz o czym mówię – uwielbiam tak denerwować kobiety, ale z Julką, to lepiej wychodziło.
-To spotkanie siatkarzy ten strój, by był idealny – powiedziałem pewny siebie.
Kamila już więcej się nie odezwała tylko poszła się przebrać i ja zrobiłem, to samo. Postawiłem na swoja ulubioną koszulę i ciemne dżinsy. Po 22 byliśmy na sali i siedzieliśmy przy drinku. Kamila cały czas latała i przyprowadzała nowych prezesów. Wszyscy byli już tak pijani, że każdy chciał podpisać ze mną kontrakt nie wiedząc kim tak naprawdę jestem.
-Cudowne impreza – odezwała się Kamila i podała mi kolejnego drinka.
-Tsa pijaków – upiłem łyka ze szklanki.
-Daj spokój każdy chcę się wyluzować – czułem jak alkohol we mnie buzuję – Kochasz Julkę? – zapytała.
-Najbardziej na świecie, a co, to za pytanie? – nie wiedziałem, o co chodzi.
-To się bardzo cieszę – uśmiechnęła się zwycięsko i podała mi kolejną szklankę, z której nic już nie pamiętam.

Przetarłem oczy i nie mogłem wyostrzyć wzroku. Wszystko było rozmazane i moja głowa była taka ciężka. Spojrzałem jeszcze raz dookoła i mój wzrok zatrzymał się na…

 

—————————————————————————————————————————————-

Witam ;)

Mamy kolejny rozdział i już sama nie wiem, ile ich jeszcze będzie. Mam dużo pomysłów, ale raczej nie zrealizuję ich w tym opowiadaniu tylko w kolejnym. Jednak do końca tego będzie się jeszcze trochę działo. Julka policzyła się z Piotrkiem, podpisała zeznania tyle wszyscy na to czekali, ale czy to pomoże? Misiek pojechał na delegację z Kamilą. Co z tego wyniknie? (Oj dużo, dużo) Dowiecie się w kolejnym rozdziale jak zobaczę 40 komentarzy ;)

Dzięki wszystkim czytelniczką za wchodzenie tutaj i czytanie. Mam nadzieję, że chociaż trochę się podoba.

 

Informacja.

W zakładce BOHATEROWIE dodałam kilka nowych osób. Są one już w opowiadaniu od dłuższego czasu, ale ja nigdy nie miałam czasu żeby się za nich zabrać, a teraz znalazłam chwilę. Dzięki temu rozjaśnię wam kilka rzeczy i zaciekawię trochę ;P

Rozdział 64 – Wybaczenie i czekoladki.

Perspektywa Julki…

Wyszliśmy przed budynek i po chwili usłyszałam strzał broni, a po chwili śmiech. Obróciłam się, a siatkarze mieli pistolet i bardzo dobre humory. Podbiegłam do nich i zmierzyłam wzrokiem.

-Czy was już do końca pogięło? – zapytałam.
-Jest dobrze Julka – Kłos uniósł kciuk w górę.
-O mało co nie dostałam zawału, a wy mi mówicie, że wszystko jest w porządku? – zaczęłam się śmiać.
-Przecież, to tylko zabawka, ale faktycznie odgłos ma bardzo autentyczny- odezwał się Kurek.
-Bartek weź się już nie pogrążaj i idźcie lepiej do domu – spojrzeli na mnie smutno i wykonali polecenie.
Wróciłam do auta, a Zibi i Michał stali oparci o maskę i się z nich śmiali.
-Niech wam te humory lepiej nie dopisują, bo źle skończycie – doradziłam.
Spojrzeli po sobie i wsiedli do auta. Bartman jechał już bardzo szybko nie patrząc nawet na światła, ale może, to i lepiej, bo szybciej byłam w domu. Włożyłam słuchawki w uszy i nic mi nie przeszkadzało. Kiedy byliśmy już na miejscu weszłam na portiernie i przywitałam się grzecznie z dyżurującym.
-Jak samopoczucie pani Julio? – zapytał lekko siwiejący mężczyzna.
-Panie Staszku mówię, to po raz kolejny i mam nadzieję ostatni – odsapnęłam – Proszę nie mówić do mnie Pani, bo czuję się staro tylko Julka.
-Jak sobie panienka życzy – zaczęliśmy się śmiać.
Obok mnie pojawili się siatkarze i patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem.
-Panie Staszku nic się nie działo? – zwrócił się do niego Winiar.
-Nie – pokręcił przecząco głową – Cały czas mam wszystko na oku, tak jak Radek kazał i nic nie ma.
-To dobrze i dziękuję bardzo – Zbyszek podał mu rękę.
-Idziemy na obiad, bo jesteśmy strasznie głodni – odezwał się Misiek.
-Co dobrego dzisiaj Julka wam robi? – zapytał.
-Julka robi sobie placki ziemniaczane, a oni głodują – powiedziałam pewna siebie.
-Mmm – rozmarzył się – Zjadłbym takiego placka, bo do mojego obiadu, to jeszcze trochę.
-Taka praca – było mi szkoda taki fajny pan, a musi tu tyle siedzieć – Do zobaczenia i miłego dnia – pożegnałam się.
Wsiadłam do windy, a zaraz za mną chłopaki i wjechaliśmy na górę. Po drodze mijając się nowym sąsiadem. Był, to jakiś młody chłopak. Grzecznie powiedział dzień dobry i ładnie się uśmiechnął. Kiedy przeszedł obok mnie jeszcze się obrócił i pokręcił głową ze śmiechem. Zauważyłam, że Miśkowi się to nie spodobało, ale to już nie mój problem.
Obrałam ziemniaki, a maszyna resztę zrobiła za mnie. Wystarczyło je jeszcze przyprawić i usmażyć. Takie placki były ulubionym daniem mojego ojca, dlatego tak bardzo chciałam nauczyć się je robić i mi się udało. Ja robiłam swoje, a siatkarze chodzili po kuchni i sami nie wiedzieli co ze sobą zrobić, ale nie patrzyłam na nich tylko włożyłam słuchawki w uszy i dalej smażyłam. Szło mi, to bardzo sprawnie i miałam niezły ubaw z siatkarzy, bo łazili jak dzieci we mgle. Kiedy skończyłam smażyć i schowałam słuchawki rozejrzałam się po kuchni, ale nikogo nie było. Powiem tak może jestem głupia i naiwna, ale nie lubię nikomu robić na złość. Może i się na nich gniewam, ale to nie znaczy, że mam, im robić głodówkę. Nałożyłam na dwa talerze placki i warzywa, po czym zaniosłam, to do salonu. Chłopaki spojrzeli się na siebie i uśmiech wpłynął na ich usta.
-Stwierdziłam, że musicie jeść, ale to i tak nic nie zmieni – wyjaśniłam i wróciłam do kuchni.
Przygotowałam trzy talerze i nałożyłam, to samo co siatkarzom. Swój zostawiłam na stole w kuchni, a dwa postawiłam na tacę i wzięłam ze sobą. Zaczęłam otwierać drzwi, kiedy Bartman zagrodził mi drogę.
-Dokąd, to się pani wybiera? – nie pozwolił mi wyjść.
-Dokarmiać głodujących ty już dostałeś, więc nie przeszkadzaj sobie tylko jedz.
-Miałaś nie wychodzić sama – zwrócił mi uwagę.
-Są kamery i ogólnie tutaj mi nic nie grozi wejdę tylko do Mariusza i do pana Staszka – wyjaśniłam i wyszłam.
Zapukałam do Mariusza, ale nikt mi nie otwierał. Nacisnęłam na klamkę i było otwarte.
-Hallo jest tu ktoś? – wołałam, ale nikt nie odpowiedział.
Weszłam do salonu, a Szampon leżał w samych bokserkach na kanapie. Uśmiechnęłam się, bo wyglądał tak samo, jak Michał. Jednak po chwili zmieniłam swój wyraz twarzy, kiedy zauważyłam jak bardzo jest czerwony. Lekko go szturchnęłam, ale mocno spał. Weszłam do łazienki i namoczyłam mały ręcznik wodą. Przyłożyłam mu do czoła, a on otworzył oczy.
-Julka – wyszeptał i przełknął ślinę.
-Mariusz co się dzieję? – zapytałam przestraszona.
-Źle się poczułem i chyba mnie jakieś choróbsko dorwało – wyjaśnił – Boli mnie wszystko i łamie w kościach.
-Czemu nie zadzwoniłeś? – powiedziałam z wyrzutem – Nie zostawię cię tutaj samego poczekaj chwilę – poprosiłam i wyszłam.
Wbiegłam do domu, a chłopaki patrzyli na mnie, bo nie mogłam wydusić słowa. Bartman od razu zaczął się drzeć, że sama więcej nie wyjdę, bo był przekonany, że spotkałam Kubę.
-Chodźcie do Mariusza, bo coś mu jest- poprosiłam i wróciłam do drzwi.
Siatkarze nie myśląc poszli za mną od razu do Wlazłego. Wyglądał nie za dobrze, bo był cały czerwony i rozgrzany.
-Weźcie go do nas, bo nie zostawię go samego – poprosiłam ich.
Wzięli go powoli pod rękę i jakoś doszedł razem z chłopakami do nas. Zabrałam jeszcze z jego pokoju koszulkę i dresy i zamknęłam mieszkanie.
-Michał połóżcie go do twojego pokoju – doradziłam, im.
Zrobili, tak jak kazałam, a Wlazły lekko nie ogarniał co się z, nim dzieję.
-Zadzwonimy po lekarza – usiadłam obok niego.
-Na razie nie daj mi jakiś tabletki i wystarczy – powiedział gwałtownie.
-Masz czas do 20 jak nie będziesz wyglądał lepiej, to jedziemy na pogotowie.
Dałam mu aspirynę i kazałam się przebrać w czyste ciuchy, bo był cały spocony. Zaniosłam mu jeszcze placki, ale stwierdził, że nie jest głodny, więc zaniosłam do kuchni. Zabrałam tacę i zeszłam do pana Staszka.
-Coś się stało? – zapytał, kiedy stanęłam nad, nim.
-Mam dla pana obiad – wyciągnęłam zza pleców tacę – Smacznego.
-Jaka ty jesteś kochana – puścił mi buziaka.
-Dzięki panu mogę czuć się tutaj bezpieczna, więc muszę jakoś się odwdzięczyć.
W naszą stronę zmierzał chłopak, którego spotkałam dzisiaj jak wychodziłam z windy. Stanął obok mnie, a pan Staszek ładnie się uśmiechnął.

-Dziadku dasz mi kluczę, bo zapomniałem – zrobił tak słodką minę, że aż się zaśmiałam.
Śmiałam się, a oni na mnie dziwnie patrzeli.
-Przepraszam, ale tak śmiesznie, to powiedziałeś, że nie mogłam się oprzeć.
Chłopak wszedł za tak zwaną ladę i spojrzał na talerz, który przyniosłam.
-Byłem dzisiaj u babci i miała tylko ogórkową, a nie placki – wskazał na obiad.
-Bo mnie dokarmia Julka, a nie babcia – zaczął się śmiać – Poznajcie się to jest Julka, a to mój wnuk Tymon – podałam mu rękę.
-Miło mi – zabójczo się uśmiechnął, a ja znowu zaczęłam się śmiać.
-Jestem gdzieś brudny? – zapytał zdziwiony.
-Nie, tylko twój uśmiech mnie powala.
-Miło mi – śmiesznie się ukłonił.
-Smacznego panu, ale ja już muszę iść do Mariusz się rozchorował i muszę się, nim zająć – wyjaśniłam.
-Złote dziecko i dzięki Ci – pomachała i wbiegłam do windy.
W domu chłopaki siedzieli u Mariusza i śmiali się z czegoś.
-Miałeś spać – odparłam do Szampona i pogardliwie spojrzałam ma chłopaków.
-Nie chcę mi się, bo głowa mnie boli – przyłożyłam dłoń do jego czoła.
-Jesteś rozpalony – wyszłam do salonu po telefon Michała i wróciłam z, nim przy uchu.
-Gdzie dzwonisz? – zapytał się.
-Po lekarza, bo nie mam zamiaru brać odpowiedzialności, za to jak wylądujesz w szpitalu.

-Cześć Maciek – powiedziałam wesoło – Nie tutaj Julka mam sprawę.
-Słucham uważnie stęskniłaś się.
-Też, ale mam prośbę żebyś przyjechał, bo Mario nam się rozchorował i umiera.
-Ok zaraz będę, ale jesteś u niego, czy co?
-Nie zabrałam go do siebie drzwi naprzeciwko niego jak coś – wyjaśniłam.
-Za 20 minut będę do zobaczenia – rozłączył się i oddałam telefon właścicielowi.
Bartman cały czas na mnie zerkał razem z Winiarem, a ja udałam, że tego nie widzę.
-Zaraz przyjedzie Maciek trzeba poczekać – powiedziałam i wyszłam do siebie.

Wydrukowałam sobie notatki, które przysłała mi Aneta i zaczęłam je czytać. Powiem szczerzę, że była tego masa i niektórych rzeczy naprawdę nie rozumiałam. Usłyszałam telefon, bo dzwonił pan Staszek, czy może wpuścić Maćka. Po chwili był on już obok i badał Mariusza.
-Dorwał cię jakiś wirus, ale wystarczy kilka dni w łóżku i po sprawie.
-A ta gorączka? – zapytałam z troską.
-Damy jakiś syropek, witaminki i nam Mariuszek wyzdrowieje – powiedział jak do małego dziecka i poczochrał go po włosach.
-Leżeć i maks za cztery dni wrócisz do żywych – podał mi receptę.
-Dzięki stary – Michał przybił z, nim piątkę.
-Wracaj do zdrowia, a ja jadę uświadomić Nawrockiego, że nie ma kapitana – zaśmialiśmy się.
-Na razie – pomachałam mu.

Mariusz leżał i patrzył się w sufit. Miał dziwny wyraz twarzy przy tym.
-Pojadę po leki – zaoferował się Zibi.
-U mnie w kuchni na blacie jest portfel tam masz pieniądze – wyjaśnił Mario.
-Ok jakoś dam radę, a ty idź spać – wyszliśmy z pokoju.
Bartman wyszedł do apteki, a ja z Miśkiem siedziała w kuchni. Jadłam swój długo wyczekiwany obiad, a on patrzył na mnie.
-Możesz przestać się gniewać? – zwrócił się do mnie.
-Nie przeszkadzaj mi w jedzeniu – skarciłam go.
-Kochanie przecież, to dziecinne – zaśmiał się – Nikt cię nie skrzywdził nie powiesz mi, chyba że, to cię bolało.
-Bardzo – rzuciłam widelcem – Uwierz, że też mam uczucia, a wy trafiliście w nie.
-Dobrze wiesz, że to nie było specjalnie.
-Może i nie, ale ze świadomością mnie oszukaliście, a to już było chamskie, więc proszę cię nie denerwuj mnie nawet – chciałam schować talerz do zmywarki.
Misiek stanął za mną i złapał mnie za biodra.
-Julka nie lubię jak się na mnie gniewasz – wyjęczał – Zaraz wyjeżdżam na kilka dnia i chcę się tobą nacieszyć, a ty mi, to utrudniasz.
-Będziesz miał Kamilę, więc nie musisz się martwić – powiedziałam ironicznie.
-Daj spokój przecież dobrze wiesz, że to tylko koleżanka, więc nie musisz się martwić.
-Rób co chcesz – zabrałam jego ręce z mojego ciała.
-Nie ufasz mi? – zagrodził mi drogę i spojrzał tak głęboko w oczy, że aż odwróciłam głowę.
-Właśnie ufam, dlatego mam nadzieję, że to docenisz.
-Nie wiem, co masz na myśli, ale trochę przesadzasz w tym momencie.
-Masz rację, to tylko wyjazd – mówiłam, to bez żadnego przekonania.
-Mam dosyć i już nie wiem jak z tobą rozmawiać – Zibi wszedł do kuchni, a Misiek zabrał kurtkę i trzaskając drzwiami.
Położył reklamówkę na stolę i spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-Strać wszystkich, zbesztaj ich, ale zachowasz tą swoją dumę – wyśmiał mnie.
-Moja duma moja sprawa – za pyskowałam i skierowałam się do wyjścia.
Bartman złapał mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie.
-Julka zmień postawę, bo to już nie jest zabawa. Tracisz mnie, Michała i wszystkich wkoło jak się obudzi, to może już być za późno – nie chciał mnie puścić.
-Oszukaliście mnie – wyszeptałam.
-Jeszcze nikt od tego nie umarł, a my zrobiliśmy, to dla twojego dobra, więc weź się zastanów, czy warto o takie coś stracić przyjaciół i chłopaka- puścił mnie i poszedł do siebie.

Podałam leki Mariuszowi i usiadłam obok niego na łóżku.
-Julka daj, im szansę Zibi ma rację przecież, to do niczego nie prowadzi- odezwał się Wlazły.
-Mariusz oni mnie oszukali – nikt mnie nie rozumiał.
-Schowaj tą swoją dumę w kieszeń i zrób to, co dawno powinnaś zrobić, bo na twoim miejscu chciałaby być każda dziewczyna, a ty tego nie potrafisz docenić,
-Pomyślę, a ty śpij i odpoczywaj – przykryłam go i udałam się do swojego pokoju.
Czytałam notatki do samego wieczora. Słyszałam jak Zibi krząta się po mieszkaniu, a Misiek jeszcze nie wrócił. Lekko się martwiłam, bo wyszedł bardzo zły nie chciałam, żeby znowu stało się coś głupiego. Siedziałam przy biurku i usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka. W drzwiach ujrzałam Zbyszka stał w samych bokserkach z telefonem w ręku.
-Do ciebie – podał mi słuchawkę.
Lekko się zdziwiłam, ale zaczęłam rozmawiać. Okazało się, że to był Nawrocki zapytać się, czy zajmę się Mariuszem, bo się martwi. Nie myślałam nawet i odpowiedziałam tak przecież każdy z siatkarzy jest mi bliski i nie zostawiłabym ich na pastwę losu.
-Michała jeszcze nie ma? – zapytałam.
-Patrzcie księżniczka się odezwała – powiedział z ironią.
-Przestań, to nie jest śmieszne, bo się martwię, a go już długo nie ma.
-Trzeba było o tym pomyśleć jak się z, nim kłóciłaś.
-Dobra skończmy, to, bo i tak do niczego nas, to nie doprowadzi – wzruszył ramionami i wyszedł.

Perspektywa Michała…

Łaziłem po mieście i zastanawiałem się co dalej będzie z tym wszystkim.
Ostatecznie postanowiłem, to załatwić po swojemu. Wszedłem do kwiaciarni kupiłem ładną wiązankę w kształcie serca i czekoladki. Może, to i banalne, ale ja lubię najprostsze sposoby. Udałem się do domu i po drodze myślałem co jej powiem.
U nas w domu jak zawsze cisza i spokój. Tylko z każdego pokoju na korytarz padał niewielki blask światła. Wszedłem do swojego pokoju zobaczyć jak z Mariuszem, ale spał, więc go nie budziłem i się wycofałem. Stanęłam niepewnie przed drzwiami Julki i wypuściłem powietrze z płuc, po czym nacisnąłem klamkę. Bogacka siedziała na łóżku i czytała swoje notatki. Standardowo było ich pełno na całej podłodze i pościeli. Nie spojrzała nawet na mnie tylko dalej czytała. Zamknąłem za sobą drzwi i zatrzymałem się przed łóżkiem.
-Kochanie spójrz na mnie – poprosiłem.
Nic nawet się nie odezwała ani nie drgnęła.
-Julka proszę cię nie zachowuj się, jak dziecko – jeszcze raz spróbowałem.
-Kiedy ja jestem dzieckiem i, inaczej nie potrafię, więc nie możesz mieć do mnie o to pretensji – uniosła lekko oczy.
-Nie mam, bo lubię bardzo dzieci, ale ty też nie możesz mieć wiecznie pretensje do mnie i do Zbyszka o te zeznania. Powiem, to po raz kolejny, to wszystko było dla twojego dobra.
-Wiem, ale oszukaliście mnie – ona nigdy nie odpuszcza.
-Inaczej się nie dało i przepraszam, jeżeli, to ciebie aż tak bardzo uraziło.
-Bardzo mnie, to uraziło – odłożyła notatki.
-Nie będziesz się już gniewać? – czekałem na odpowiedź.
-Może – wstała i stanęła naprzeciwko mnie, ale była niższa i sięgała mi do ramion.
-Kochasz mnie? – zapytałem i nachyliłem się.
-Może – przygryzła dolną wargę.
-Mam coś dla ciebie na przeprosiny – najpierw wyciągnęłam zza pleców kwiaty, a następnie czekoladki.
-Dziękuję panu bardzo – stanęła na palcach i pocałowała mnie w policzek, ale przytrzymałem jej twarz i wpiłem się w jej usta.
-Nie róbcie tak więcej proszę – wyszeptałam w moje usta.
-Obiecuję, ale proszę żebyś, chociaż trochę się nas słuchała.
-Jak będzie, to możliwe i wykonalne, to tak, ale dobrze wiesz, że nie lubię robić niczego wbrew siebie.
-Wiem i doceniam – ponowie ją pocałowałem, ale delikatniej.
-Muszę iść do Mariusza sprawdzić jak się czuję – przerwała moją rozkosz.
-Ja pójdę, a ty idź do Bartmana, bo zostajesz z, nim na weekend i chyba nie chcesz siedzieć w klatce lwa.
-Masz rację – przytaknęła mi – Obiecujesz mi, że pojedziesz na, to spotkanie tylko w ramach pracy.
-Tylko po, to i uwierz, że jakbym mógł, to bym nie jechał, bo dla mnie, to strata czasu, ale prezes prosił i nie chciałem odmawiać. Wiesz, o co chodzi?
-Rozumiem przecież on dużo dla nas zrobił i masz rację, ale pamiętaj kocham cię i jesteś tylko mój – wyszeptała mi do ucha.
-Dobrze o tym wiem i mogę stwierdzić, że jestem szczęściarzem – zaczęliśmy się śmiać.
-Idę do Zibiego, ale wezmę czekoladki, bo nie wiem, czy mój urok osobisty wystarczy – uwielbiam jak ona się uśmiecha.
-Idź, a ja pójdę do Mariusza, żeby nie czuł się samotny – wszedłem do swojego pokoju, a Julka stała przed drzwiami Bartmana.

Perspektywa Julki…

Nie wiedziałam jak mam wejść do pokoju Zbyszka i z, nim porozmawiać. Byłam na siebie wściekła, bo za, nim odwaliłam tą całą sytuację, to rozumieliśmy się bez z słów, a teraz zachowuję się, jak on byłby dla mnie obcy. Przyznaję się do winy, że to moja jedna wielka wina i muszę zmienić swoje zachowanie co do wszystkich i ogarnąć swoją dumę, która jak na razie w niczym mi nie pomogła, a tylko zaszkodziła.
Przeżegnałam się i otworzyłam drzwi. Zbyszek leżał na łóżku z laptopem na kolanach. Uniósł oczy znad ekranu, ale po chwili i tak opuścił wzrok.

-Możemy porozmawiać? – zapytałam niepewnie.
-Trzeba rozmawiać, jeżeli ma się o czym – przymknął laptopa.
-Proszę Cię przestań się tak zachowywać, bo mi też nie jest łatwo.
-A jak mi miało być łatwo, kiedy chodziłaś i nie chciałaś iść na komisariat? – zagiął mnie.
-Oszukaliście mnie z Michałem – dodałam.
-Tak, ale to dla – nie dałam mu dokończyć.
-Tak wiem dla mojego dobra, ale co z tego, czy teraz mogę wyjść i przebiec się po parku bez żadnych obaw? – Zbyszek nic nie odpowiedział – No właśnie sam widzisz, że dalej nie mogę.
-Nie podpisałaś zeznań – przypomniał mi.
-Wyobraź sobie, że byłam bardziej zajęta uświadamianiem sobie, że mój kochany braciszek żyje, a nie leży w szpitalu w ciężkim stanie.
-Wiem, że to tak nie powinno wyjść, ale się udało – powiedział zadowolony.
-Wiesz jak ja się bałam? – denerwował mnie lekko – Kiedy Michał mi powiedział, że Kuba cię pobiła, to moje serce prawie pękło. Zdałam sobie sprawę, że bez ciebie nie potrafiłabym żyć normalnie – położyłam się obok niego i wtuliłam w jego wielką rękę.
-Wiem przepraszam i możemy przestać się kłócić? – zapytał.
-Właśnie po, to tu jestem – podałam mu pudełko czekoladek.
-Michał mnie bardzo mocno przeprosił – zaczęliśmy się śmiać.
-Ma gust do słodyczy – odezwał się konsumując kolejną pralinę.
-Kocham Cię Zibi i mam nadzieję, że nie będziemy musieli się więcej kłócić – powiedziałam z nadzieją w głosie.
-Ja również, ale pójdziesz ze mną podpisać te zeznania? – spojrzał na mnie z góry.
-Daj mi pomyśleć, ale raczej, to zrobię – pocałował mnie w czoło.
-Trzeba iść spać, bo rano trening – lekko mnie wyprosił.
-Już sobie idę, bo Michał będzie płakał – wystawiłam mu język i skierowałam się do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i zajrzałam jeszcze do Mariusza. Leżał i rozmawiał z kimś przez telefon. Chciałam wyjść, ale mnie przywołał.
-Powiedz mojej mamie, że się mną opiekujesz, bo nie chcę dać mi spokoju- podał mu telefon.
Przypomniała mi się sytuacja z Michałem jak jego mama też się upierała, że przyjedzie, kiedy był chory. Pani Wioleta była bardzo sympatyczną kobietą. Grzecznie się pożegnałam, a Wlazły miał ze mnie niezły ubaw.
-Ja się z wami siatkarzami wykończę – zwróciłam się w jego stronę.
-My też cię kochamy – puścił mi buziaka.
Przykryłam go i weszłam do swojego pokoju. Misiek sprzątał moje kartki i niektóre czytał. Ostatecznie otworzył pusty karton włożył jej tam i zamknął.
-Posprzątane – powiedział zadowolony z siebie.
Położyłam się na jego torsie i napajałam się ciszą.
-Julka możesz mi powiedzieć, o co chodziło z tymi blond lokami twojemu tacie? – zdziwiło mnie, to pytanie.
-Pamiętasz tą blondynkę ze zdjęcia? – zapytałam, a on kiwnął głową.
Chciałam mówić dalej, ale w drzwiach stanął…

-———————————————————————————————————————————–

Elo wam wszystkim ;)

Rozdział jest, ale dodany, dla tych osób, którym chcę się to czytać. Powiem tak wiem, że nie ma ludzi idealnych. Piszę tą historię dla siebie i dla was ale przede wszystkim dla siebie. Jest to część mojej wyobraźni i także życia, więc nie rozumiem dlaczego ktoś wyjeżdża mi z takimi tekstami, że nawet bym ich nie napisała a co dopiero powiedziała. Zdenerwowałam się i to nie na żarty, a uwierzcie mnie ciężko jest wyprowadzić z równowagi. Jak ktoś ma jakieś sapy i zamierza mnie hejtować to zapraszam na gg chętnie się rozmówię 45551514 ;)

Teraz ta milsza część, bo tamta była do tych innych ludzi. Maraton trwa ja już piszę 67 rozdział i tak czy tak chcę skończyć to opowiadanie bo ciągnie się i ciągnie, ale teraz obiecuję, że będą nowe fakty i może się wam to trochę nie spodoba, ale po czasie wszystko (podobno) wróci do normy ;)

Czekam na komentarze i dziękuję za wszystkie. Wasze opinie są dla mnie ważne a jak już tam bardzo chcecie mnie źle ocenić to proszę, chociaż nie przeklinać, bo trochę kultury się należy. Daruje sobie te dwie osoby, ale jakby bardzo mocno chciała to znalazłabym je w 20 minut po przez administrację, więc ostrzegam. Mamy 21 wiek i nikt nie jest bezkarny. Krytyka tak, ale nie wyzywanie kogoś ;)

Koniec tego smutania i spadam kontynuować ostatni dzień WOODSTOCKU ;) Żebym wstawiła następny rozdział wypowiedzcie się w 30 komentarzach ;)

Ogłoszenie.

Dostałam już kilka komentarzy, w których pisałyście, że mam skończyć opowiadanie. Nie martwcie się jeszcze tylko 5-10 rozdziałów i macie ode mnie spokój. Musiałam tak pisać o Kubie żeby zrobić podstawę do tego co teraz będzie się działo. Akceptowałam wszystkie komentarze też te, w których wytykaliście mi błędy, bo krytyka jest ważna, ale pewnych dwóch nie zaakceptowałam bo było tam więcj wulgaryzmów niż na płotach w mieście. Pozdrawiam te dwie osoby które to napisały serdecznie środkowym palcem. Sorry za wyrażenie ale lekko mnie to zdenerwowało, bo nikomu nic nie robię pisząc tego bloga. Nie wiem co dalej bo bardzo mnie to zniechęciło ;(

Rozdział 63 – Upragnione zeznania.

 

Perspektywa Julki…

Obejrzałam się za siebie i nie wiedziałam co mam robić. Misiek mnie mocno do siebie przytulił, a Kuba zadowolony patrzył na nas ze zwycięstwem na twarzy.
-Nie rób tego dobrze wiesz, że cię ostrzegałem – krzyknął w naszą stronę.
Te słowa huczały mi w głowie, a po chwili z komisariatu wybiegło kilku policjantów w jego stronę. Jednak on zwinnie, im uciekł i zrezygnowani wrócili do budynku.
-Kochanie nie rób sobie nic z tego on nie może wiedzieć, że ma nad tobą przewagę – Michał złapał moją twarz w dłonie.
-Kiedy tak jest i to jest prawda – potwierdziłam, to – Ja chcę do Zbyszka zawieź mnie tam proszę – mówiłam błagalnie.
-Najpierw zeznania teraz bez tego mu nie pomożesz chodź – Winiar trzymał mnie, bo czułam się słaba.
Moje ciało całe drżało ze strachu i obaw, jakie siedziały we mnie. Nie mogłam dalej uwierzyć w to, co się stało przecież, gdyby Bartman… Nie nawet o tym nie chcę myśleć.
-Spróbujmy, ale nic na siłę – poprosiłam.
-Księżniczko dla ciebie wszystko – przytaknął mi i weszliśmy do środka.
Dobrze znany mi komisarz, który najwyraźniej też dobrze znał Michała, bo mówił do niego po imieniu zaprowadził nas do jakiegoś ciemnego pomieszczenia z wielkim lustrem na ścianie. Kiedy zobaczyłam już wszystko aż ciary przeszły mi po ciele. Czułam się, jak jakiś przestępca, który zrobił coś bardzo złego i zaraz mają go zamknąć.
-Dzień dobry pani Julio – zwrócił się do mnie Konarski i usiadł naprzeciwko mnie – Zostawisz nas samych? – poprosił Michała, a ten wstał.
-Nie mam mowy bez Michała nic nie powiem – złapałam go kurczowo za rękę.
-Jak tak, to zostań – powiedział z przymusu – Możemy zacząć?
-Tak – kiwnęłam głową.
-Kuba Rogacki znasz go? – padło pierwsze pytanie.
-Tak, to mój był chłopak, ale, po co pan o to wszystko pyta, kiedy wie. Mogę podpisać co trzeba i chcę do Zbyszka – powiedziałam zdenerwowana.
-Takie procedury i nie ode mnie, to zależy, a Zbyszek ma się dobrze – wyjaśnił – Proszę powiedzieć coś więcej o, nim.
-Nie ma co mówić byłam z, nim jakiś rok, a potem… – nie wiedziałam co powiedzieć – Przyjechałam do Bełchatowa – dokończyłam.
-W jakim celu i wiesz, że nie możesz składać fałszywych zeznań? – upewnił się.
-Wiem o tym, ale przecież ja nie mówię nic niezgodnego – odparłam zła.
-Nie wątpię proszę mówić dalej – denerwował mnie ten koleś coraz bardziej.
-Zamieszkałam z chłopakami i żyjemy sobie – nie miałam siły o tym mówić.
-A co z tym? – puścił mi nagranie z parku.
-To ja, ale nie chcę do tego wracać – szybko ucięłam temat.
-Proszę powiedzieć, czy zdarzyło się to pierwszy raz?
-Nie – pokręciłam głową przecząco – Z tego powodu tutaj przyjechałam on mnie bił i chciał zgwałcić musiałam – podał mi chusteczkę.
-Spokojnie jak coś, to możemy zrobić przerwę – uprzedził.
-Chcę to, jak najszybciej skończyć i iść do Zbyszka – powiedziałam gwałtownie.
-Czy Kuba zrobił Ci coś jeszcze? – zwrócił się w moim kierunku.
-Tak, ale ja nie chcę tego jeszcze raz opowiadać dobrze pan wszystko wie- łzy leciały po moich policzkach.
-Julka pomogę Ci spokojnie -Michał się odezwał i mnie przytulił.
-Proszę pytać dalej – lekko się uspokoiłam.
-Czy Kuba cię nagabuje albo prześladuje? – zmierzył mnie wzrokiem.
-Tak – kiwnęłam głową – Nie mogę normalnie wyjść z domu, bo on jest wszędzie i od razu robi krzywdę.
Michała telefon rozdzwonił się i musiał wyjść. Miałam lekką obawę, bo czułam się nieswojo z komisarzem tak sam na sam.
-Proszę mówić dalej – powiedział łagodnie.
-Zazwyczaj miał przy sobie nóż, którym mnie kaleczył – wskazałam na blizny – Nie daje sobie z, nim rady.
-Zapytam otwarcie, czy on mówił czego od ciebie chcę? – wiedziałam do czego zmierza.
-Tak kilka razy krzyczał, o co mu chodzi, ale po ostatniej sytuacji jaka się wydarzyło, to mówi prawdę – Michał nie wracał, a ja nie wiedziałam co mam mówić.
-Spokojnie możemy przerwać jak źle się czujesz.
-Powiem, ale robię, to dla Zbyszka, bo ten idiota może niszczyć mnie, ale nie moich bliskich – wycedziłam przez zęby.
-W porządku – przytaknął.
-Podczas meczu w Katowicach był w szatni przyłożył mi coś do ust i zemdlałam, a kiedy mnie Michał znalazł, to nie miałam na sobie ciuchów- znowu zaczęłam płakać.
-Czy on cię zgwałcił? – zadawał dalej pytania.
-Nie, raczej nie zresztą nie wiem – schowałam twarz w dłonie – Mogę jechać do Zbyszka? – poprosiłam.
-Jeszcze kilka pytań – wyjaśnił.
-Co powiesz o SMS-ach wysyłanych do ciebie przed tymi zdarzeniami?
-Nic nie powiem, bo nie rozumiem ich i też nie mogę powiedzieć, że to Kuba, ale nikt inny mi na myśl nie przychodzi.
-Kiedy już się z, nim widziałaś używał wobec ciebie przemocy?
-Tak – potwierdziłam – Albo mnie bił, na przykład, kiedy była sytuacja w parku, szarpał no nie był na pewno pieszczotliwy – odparłam zła.
-Rozumiem, ale ja muszę, to wiedzieć – tłumaczył się.
-Wiem, ale chcę, to już skończyć.
-Julka wiesz, że to dla twoje dobra – przypomniał mi.
-Co z tego? – zakpiłam – Kuba nie jest głupi i nie złapiecie go dobrze o tym wszystkim wiecie, a ja dalej będę miała problem, więc szkoda mojego i pana czasu – powiedziałam co o tym wszystkim myślę.

Perspektywa Zbyszka…

Stałem za tą szybą i patrzyłem na Julkę. Przez jej zapłakane oczy serce mi się aż krajało, a do tego krzywda jej się działa z mojej winy, jednak ja nie mogłem, inaczej. Wiem, chociaż, że dla Julki dużo znaczę, bo widzę po jej twarzy, że jest przerażona i cały czas mówi o mnie.

-Kiedy byłaś z, nim w Gorzowie często były takie sytuację? – komisarz zaczął od nowa.
-Kiedy zrobił, to pierwszy raz, to od niego uciekłam, a kiedy wróciłam po swoje rzeczy, to znowu chciał mnie zgwałcić – znowu się rozpłakała i wstała zaczęła chodzić po pokoju – Bił mnie paskiem i nie chciał wypuścić.
-Wtedy przyjechałaś tutaj? – dążył dalej.
-Tak Zbyszek mnie tu zabrał – zaniosła się płaczem – A teraz przeze mnie dzieję mu się krzywda, mogę do niego iść? – prawie błagała.
-Dokończmy, a Zbyszek jest bezpieczny i nic mu nie grozi – uspokajał ją.
-Kiedy dowiedział się, że tutaj jesteś?
-Kilka tygodni po już był w Bełchatowie wysyłał SMS-y, łaził za mną i za każdym razem robił mi krzywdę.
-Co masz na myśli?
-Nie było spotkania, w którym chciałby porozmawiać tylko od razu albo mnie macał, chciał gdzieś zaciągnąć. Chodzi mu tylko o jedno i jest pewny, że to otrzyma.
-Złapiemy go, ale mam za mało informacji – Julka cały czas płakała.
-Ja nic więcej nie wiem ja z, nim nie rozmawiałam o tym, ile ma kwiatów w ogródku i, jaki ma kolor ścian w domu tylko chciałam się od niego uwolnić – krzyczała już prawie.
-Tego nie oczekuję, ale może wiesz coś więcej.
-Tylko, tyle że i tak, to nic nie da może mi pan powiedzieć co ze Zbyszkiem?
-Na razie trzeba się zająć zeznaniami, by mu pomóc – namawiał ją.
-I co jak panu wszystko powiem, to on u zdrowieje? – zakpiła ponownie – W tym momencie, to i tak niczego nie zmieni, a Kuba nie odpuści.
-Na pewno tak nie będzie, ale będę miał podstawy do tego, by go złapać.
-Jedna wielka podstawa, to to, że on mnie niszczy, a cały czas wam ucieka, więc powodzenia życzę.
-Byłaś na pogotowiu, kiedy on coś Ci robił?
-Nie byłam, bo nie chciałam niepotrzebnych pytań.
-Mieszkałaś z, nim w Gorzowie?
-Nie, ale bardzo często u niego nocowałam właściwie, to zawsze.
-Muszę zapytać, czy pomiędzy wami doszło do czegoś co teraz on, by pragnął.
-Nie i właśnie, dlatego mnie teraz ściga – wstała i patrzyła gdzieś przed siebie, a łzy leciały po jej twarzy – To tak strasznie boli i męczy – zaczęła łkać.
-Masz na myśli gwałt? – głupio pytał.
-Dobrze wiadomo, o co chodzi pan sam mówił, że jest oskarżony o gwałt i narkotyki.
-Tak, ale nie wiem, czy od ciebie chcę tego samego.
-Przy spotkaniach tylko o tym mówił i tego chcę. Dopóki mnie nie zdobędzie, to nie odpuści, a chyba mam prawo czuć się bezpieczna? – krzyknęła – W tym naszym kraju nic nie jest normalne. Nie mogę chodzić po ulicy, bo pewien człowiek sobie ubzdurał, że mnie zdobędzie – uderzyła w stół.
Stałem już przy drzwiach i chciałem tam wejść. Nie mogłem już dużej patrzyć jak Julka się męczy i płacze.
-Nie rób tego, bo nie będzie chciała mówić – odradził mi, to policjant.
-Tyle nie wystarczy? Ona się męczy – widziałem ból na jej twarzy.
-Komisarz decyduję, ale ona mało co właściwie powiedziała.
Stanąłem i dalej się przysłuchiwałem.
-Wystarczy, że szybciej byś nam, to wszystko powiedziała i byłoby po problemie – teraz, to on ją wyśmiał.
-Kuba przed chwilą stał przed komisariatem, a pańscy ludzie go nie złapali i to nasza polska policja?
-Zostawmy, to proszę mówić dalej – pogonił ją.
-Proszę go złapać i ja nie mam nic do powiedzenia chcę do Zbyszka – wyjęczała, a przy każdej spływającej jej łzie moje serce jeszcze bardziej pękało.
-Co z tym nożem co wspominałaś? – zapytał.
-Nóż jak nóż zostało mi kilka blizn i ból nic więcej panu nie pomogę.
-A te pobicie Michała?
-To ja pana powinnam o to zapytać, bo powinniście już dawno coś zrobić. Dostałam przed tym pobiciem tylko SMS-a żebym uważała, bo niebezpieczeństwo jest blisko.
-Wiesz, że nie mówiąc tego krzywdziłaś wszystkich.
-Tak bardzo, to panu sprawia przyjemność, że pan o tym mówi? – zapytała przez łzy.
-Nie, po prostu chcę, to wszystko tobie uświadomić, żeby nie było znowu takiej sytuacji.
-Obejdzie się – burknęła.
-Jesteś taka mądra i dumna a, jednak taka malutka. Nie radzisz sobie z niczym, a nie dasz sobie pomóc. Co Ci, to daje? Michała pobili, ciebie ranił i dalej sądzisz, że siedzisz tu za karę?
-To jest już zbędne do rozmowy – była zdenerwowana.
-Zrozum wreszcie niszczysz wszystkich – krzyknął do niej.
Julka zjechała po ścianie na dół i ukucnęła. Schowała twarz w nogi i płakała pod ścianą
-Nie rozumiem cię chcę jeszcze podpis i możesz dalej sobie żyć i myśleć, że wszyscy są źli, a ty dobra.
-Chcę do Zbyszka – wyłkała.
-Nie rób nic głupiego, bo jeszcze bardziej dobijesz Zbyszka i zarazem siebie.
-Wiedziałam, że policjanci są be szczelni, ale pan, to już przesada.
Podniosła głowę, kiedy zobaczyłem jej zapłakane oczy nie wytrzymałem i wbiegłem do środka. Ukucnąłem przed nią i przytuliłem się do niej. Uniosła głowę i nie dowierzała co się dzieję.
-Zbyszek – potarła mój policzek – Co się tutaj dzieję? – wstała i patrzyła na mnie i komisarza.
-To dla twoje dobra – odparłem – Julka musieliśmy i widzisz nie bolało.
-Oszukaliście mnie – powiedziała z wyrzutem.
-Mała bez tego nic byś nie zrobiła nie gniewaj się – mówiłem, a ona tylko patrzyła mi w oczy.
-Zbyszek – zaczęła bić mnie po piersi – Jak mogłeś – złapałem ją za ręce i mocno do siebie przytuliłem.
-Mała, to wszystko dla twojego dobra zrozum – wyszeptałem jej do ucha.
-Do domu – odparła i wyszła nie patrząc na nic.

Michał stał przy drzwiach i dalej rozmawiał. Julka szła w jego kierunku dałem mu znak, żeby się rozłączył zrobił jak kazałem. Bogacka wbiła go tylko wzrokiem w ziemię i udała się do auta. Misiek poszedł za nią, a ja cofnąłem się do komisarza.
-Nie mam podpisu – powiedział zrezygnowany.
-Teraz, to już go raczej nie dostaniemy – odpowiedziałem zły.
-Może trochę przesadziłem, ale chciałem jej pewne rzeczy uświadomić.
-Jedna zasada Julka jest uświadomiona do końca życia – zaczęliśmy się śmiać.
-Teraz, to już mam przerypane – powiedziałem sam do siebie.
-Będziemy działali, bo była i złożyła nam te zeznania, a podpis też jest potrzebny, ale to pół biedy.
-Zobaczymy jakie będzie miała nastawienie do tego, ale coś czuję, że bojowe.
-Powodzenia jak coś, to będę informował na bieżąco – uścisnęliśmy sobie dłonie.

Szedłem w stronę auta z lekką nie pewnością. Bałem się, jak teraz Julka będzie na nas reagowała. Podejrzewam, że nie będziemy mieli życia. Jednak, to się da jakoś przeżyć, a co dalej z tą całą sytuacją? Julka niby złożyła zeznania, ale nie do końca. Nie chciałem, żeby, to wszystko tak źle wyszło, ale los jest dla nas okrutny. Podjechaliśmy pod dom i Julka udała się na górę. Całą drogę nie odezwała się do nas nawet słowem. Michał kręcił z niedowierzaniem głową i widziałem, że był zły, ale nic na, to nie poradzimy. Zabraliśmy swoje rzeczy po treningu i weszliśmy na górę.
W mieszkaniu było ciemno tylko z Julki pokoju padał niewielki blask. Już nie chciałem jej denerwować, więc wszedłem do swojego królestwa. Odpaliłem laptopa i zacząłem przeglądać strony z autami. Sam nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić.

Perspektywa Julki…

Nie mogłam uwierzyć jak bardzo mnie oszukali. Bałam się o Zbyszka i obwiniałam siebie, że to przeze mnie jest w szpitalu, a na koniec się okazało, że to jedna wielka ściema. Normalnie nie mogę uwierzyć jak bardzo jestem naiwna. Kiedy zauważyłam Bartmana myślałam, że umrę ze szczęścia, ale jednocześnie czułam żal i smutek. Ufałam siatkarzom, a oni odwalają coś takiego. Sama nie wiem, czy zmieni, to nasze relację, ale na pewno tak łatwo, im nie odpuszczę.
Wzięłam prysznic i weszłam do kuchni. Chłopaki siedzieli przy stole i grali w karty. Bardzo mnie, to zdziwiło, ale postanowiłam nie reagować i zaczęłam robić sobie kanapki. Kiedy były już gotowe zabrałam talerz i skierowałam się do pokoju. W pewnym momencie Michał wstał i szedł za mną. Czułam jego wzrok na sobie otworzyłam drzwi do mojego lokum i jak chciałam je zamknąć Winiarowi przed nosem, to włożył nogę i mi, to uniemożliwił.
-Julka porozmawiajmy – powiedział błagalnie.
-Nie mamy o czym Michał – warknęłam.
-My zrobiliśmy, to dla twojego dobra, to wszystko nie miało tak wyglądać. Dobrze wiesz, że bez tego nigdy byś się nie zgodziła na zeznania.
-To żadne wytłumaczenie, że aż mnie okłamaliśmy – byłam smutna, że tak uważali.
-Kochanie, inaczej tobie nie dało się pomóc jesteś uparta – dążył dalej.
-Ty nie widzisz, że mnie oszukaliście – mówiłam z wyrzutem – Bałam się o Zbyszka jak głupia i obwiniałam siebie, że to przeze mnie. Dobrze wiesz, że Zibi jest dla mnie tak samo ważny, jak ty. Nie mogę uwierzyć, że to zrobiliście.
-Kocie wybacz nam – patrzył mi w oczy, ale ja uciekałam od jego spojrzenia.
-Nie – wyśmiałam go – Dla waszej wiadomości trafiliście w mój najczulszy punkt – Ja już skończyłam – powiedziałam do niego.
-Nie mogę uwierzyć, że chcesz się kłócić przez tego idiotę.
-Nie chcę, ale wy mnie do tego zmuszacie.

Widziałam, że Winiar już sam nie wie, co powiedzieć, więc wyszedł. Położyłam się na łóżku i myślałam jak mam, to rozegrać. Widziałam, że czuł się winny, ale nie było mi go szkoda. Wiedział, chociaż, że za nic nie dostał tylko sobie nagrabił. Przeleżałam do wieczora i następnie poszłam pod prysznic i spać. Rano musiała jechać z chłopakami do klubu. Zeszłam na dół i czekałam przy aucie. Siatkarze szli z wzrokiem wbitym w podłogę. Nawet mi się to podobało, bo wiedziała, że rozumieją swój błąd. Zibi z daleka otworzył mi auto i wsiadłam do tyłu. Bartman najwidoczniej nie miał dzisiaj humoru, bo jechał bardzo przepisowo i powoli normalnie jak nie on. Podjechaliśmy pod klub i weszłam do środka. Przy drzwiach natknęłam się na Mariusza i Kurka. Stali i o czymś rozmawiali rzuciłam krótkie cześć i udałam się do swojego gabinetu. Za biurkiem siedziała również Kamila. Jak zawsze w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Zmierzyła mnie tylko i wróciła do swojej pracy. Szukałam jakiś papierów i cały czas coś upuszczałam. Już nie dawałam sobie rady w końcu usiadłam i schowałam twarz w dłonie.

-Czyżby Michał cię źle wyruchał, że wszystko Ci tak leci? – zwróciła się do mnie Kamila.
-Zajmij się sobą – warknęłam.
-Boże człowiek się grzecznie pyta, a taka wieśniara nie może docenić troski.
-Mam w dupie ciebie i twoją troskę – spojrzałam na nią pogardliwie.
-Jak tam sobie chcesz –  wzruszyła ramionami – A jak tam samopoczucie przed tym, że spędzę cały weekend z twoim chłopakiem.
-Żal mi go trochę, bo straci na ciebie cały weekend, a mógłby zrobić w ten czas tyle pożytecznego.
-Zrobi zrobi już ty się o to nie martw – powiedziała pewna siebie.
-Masz coś konkretnego na myśli? – spojrzała bardzo wymownie w moją stronę.
-Zaprezentujemy się świetnie jako klub, a cała noc dla nas później – widziałam w jej oczach wyższość.
-Tsa Michał w jednym pokoju, a ty w drugim zresztą on zawsze jest zmęczony – sama nie wiem dlaczego jeszcze z nią rozmawiałam.
-Zdążymy trochę po grzeszyć, a on zdąży się wyspać – uśmiechnęła się do siebie.
-Po co mi, to mówisz? – stanęłam koło jej biurka.
-Chcę Cię uprzedzić, że nie jadę tam tylko w sprawie pracy.
-Ty mi nie musisz o tym mówić, bo dobrze wiem, że jesteś ździrą, a spróbuj tylko się do Michała zbliżyć, to Ci tą twarzyczkę załatwię.
-Życz mi miłego weekendu – miałam ochotę ją uderzyć.
-Dobrze, że, chociaż Michał jest rozsądny – rzuciłam jej pogardliwe spojrzenie i wyszłam.
Ta dziewczyna jest jakaś nienormalna. Nie wiem, co ona kombinuje i czy w ogóle to, co mówi jest prawdą. Nie szłam na sale do chłopaków, żeby ich nie rozpraszać tylko usiadłam na balkonie i myślałam o wszystkim w twarzą pomiędzy nogami. Chwile siedząc poczułam jak ktoś dotyka moich włosów. Ujrzałam zadowoloną twarz Wlazłego.

-Co powiesz księżniczko? – zapytał i usiadł obok mnie.
-Myślisz, że Michał mógłby mnie zdradzić? – powiedziałam niepewnie.
-No co ty – zaczął się śmiać – Skąd takie pytania? – przymrużył lekko oczy.
-Tak się ciebie pytam o to – wzruszyłam ramionami.
-Juluś spójrz na mnie – poprosił mnie i przerzuciłam wzrok na niego – Zapamiętaj sobie Michał jest jedyną osobą mi znaną, który szanuję, kocha i zrobiła, by wszystko dla swojej dziewczyny, bo jest dla niego najważniejsza – pstryknął mi w nos.
-Myślisz? – uśmiechnęłam się.
-Jestem o tym przekonany i przestań się na nich gniewać, bo już nie mogę słuchać jak gadają, że jest, im smutno i tęsknią za tobą.
-Wysłali cię na przeszpiegi – walnęłam go w ramię – Nie będzie tak łatwo- wstałam i stanęłam nad, nim – Przekaż, im że dzisiaj sami robią sobie obiad i kolację – pomachałam mu i skierowałam się do gabinetu.
Na szczęście Kamili nie było już i miałam chwilę spokoju dla siebie. Odpaliłam kompa, ale coś mi nie działał. Usiadłam przy biurku Kamili i chciałam sprawdzić pocztę, jednak ona nie wylogowała się ze swojej. Nie czytam cudzej korespondencji, ale jak spojrzałam na podpis Natan Zawadzki, to zaczęło mi, to być dziwnie znajome, a treść wiadomości jeszcze bardziej.

„Masz szansę i liczę na ciebie, bo ja już nie mogę się narażać. Jesteś świetna w łóżku i nikt Ci nie odmówi. Miłego pobytu i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mieli to, co nam się należy.”
Natan Zawadzki

Nic z tego nie zrozumiałam i postanowiłam się wylogować. Na swojej skrzynce znalazłam wiadomość od Kuby. Nawet mi się jej nie chciało czytać, ale postanowiłam się dowiedzieć co tym razem ode mnie chcę.

„Dobrze wiem, że twój kochaś wyjeżdża na kilka dni. Może potrzebujesz dobrej opieki na ten czas? Wiesz, że znakomicie bym się tobą zajął i unormowalibyśmy nasze rachunki. Trochę się tego nazbierało i módl się bym cię nie spotkał gdzieś na mieście, bo na pewno cało z tego już nie wyjdziesz.”

Takie wiadomości coraz mniej robiły na mnie wrażenie, ale pomyśleć sobie, że jak go naprawdę spotkam, to mogę na serio źle na tym wyjść. Zamknęłam pocztę i wyszłam z gabinetu. Chłopaki stali już przed drzwiami i czekali. Wyszliśmy przed budynek i usłyszałam strzał broni, obróciłam się, a po chwili…

————————————————————————————————————————————

Hejka miłe panie ;)

Dodaje rozdział i tak jak już wcześniej wspomniałam maraton trwa dale, bo wczoraj jak dorwałam się do pisania to powstały dwa rozdziały. Mam na razie napisane w połowie do 66 rozdziału. Nie wiem, ile będzie wszystkiego, jednak mówię od razu, że chcę się zbliżać do końca. Mogę uprzedzić, że jeszcze i tak dużo się wydarzy ;)

Mam mały teścik dla was. Na sprawdzenie tego jak uważnie czytacie moje opowiadanie. Na pewno zainteresuje was wiadomość, którą czytała Julka w Kamili komputerze. Nadawca podpisał się NATAN ZADAWDZKI. Piszcie w komentarzach kim on jest, bo kiedyś się już pojawił w mojej historii.

A tak ogólnie powiem wam, że wątki jakie są w tym opowiadaniu na koniec się wyjaśnią, bo tak na prawdę się łączą ;)

Czekam na wasze wyjaśnienia i potrzebuje 45 komentarzy żeby pojutrze dodać rozdział. Uwielbiam was dziubaski i pozdrawiam ;)

Ogłoszenie.

Informuje was, że maraton będę kontynuowała, bo wczoraj napisałam dwa rozdziały. Czekam na komentarze i wstawię ;)

Rozdział 62 – Podstęp.

 

Perspektywa Julki…

Na wszelki wypadek byłam z Michałem u lekarza i potwierdził tezę Kubiaka. Kiedy Nawrocki wszedł na halę jak to Kubiak odkrył, to od razu doradził, by to zrobić. Po tygodniu, kiedy Misiek zmienił perfumy i wyprałam mu wszystkie rzeczy, żeby pozbyć się starego zapachu przestałam kichać. Chociaż jednej rzeczy się pozbyłam i to nie sama tylko z pomocą siatkarzy. Normalnie kocham ich nad życie już tyle razy, to mówiłam, ale to jest prawda i zdania nie zmienię. Zbysia i Michała kocham jeszcze bardziej, ale ten pierwszy dalej jest na mnie obrażony. Nie wiem jak mam do niego dotrzeć tak bym mogłam ominąć te zeznania. Może, by mnie ktoś oświecił? Nie łudźmy się, bo i tak dobrze wiemy, że sama muszę sobie z tym poradzić. Na uczelnie chodzę odświętnie dalej tylko na zaliczenie egzaminów i wszystko mi idealnie idzie. Do tego praktyki w klubie też dobrze wyglądają w szkolę i bardzo się z tego powodu cieszę.
Siedzę z chłopakami w salonie, ale rozmawiam tylko z Winiarem, bo pan Zibi nawet na mnie nie patrzy. Nie wiem, czy on wie, ale bardzo sprawia mi tym ból.

 

Perspektywa Zbyszka…

Ta sytuacja nie jest dla mnie łatwa, bo wiem jak Julka może się czuć z tego powodu, ale nie odpuszczę, dopóki ona nie złoży tych zeznań. Już Michał i Janka ze mną o tym rozmawiali, ale ja postanowiłem i zdania nie zmienię. Julka z Michałem rozmawiali, ale Mała musiała się już z irytować moim zachowaniem i wyszła.
-Męczysz ją – zwrócił się do mnie Michał.
-Ja jej tylko próbuje pomóc – odpowiedziałem.

Michał pokręcił głową z niedowierzaniem, a ja udałem się do drzwi, bo ktoś dzwonił. Otworzyłem je, ale nikogo nie było, za to na wycieraczce leżała biała koperta. Rozglądnąłem się po klatce, ale nikogo nie było od razu przyszło mi na myśl, że to Kuba. Skierowałem się do salonu i rzuciłem kopertę na stół, a kartkę zacząłem czytać. Winiar też się zorientował co jest granę i zabrał kopertę, by potwierdzić swoje przeczucie.
Zacząłem czytać uważnie.

„Kochana Juleczko już dawno się nie widzieliśmy. Nie myśl sobie, że o tobie zapomniałem, bo ty mnie nie widzisz, ale ja jestem na bieżąco. Ci twoi ochroniarze pożal się Boże, nawet mnie nie zauważają. Jestem wszędzie i chciałem Ci pogratulować zaliczenia egzaminu. Dobrze Ci idzie i jestem z ciebie bardzo dumny. Chciałbym jeszcze dodać, że ja słowa dotrzymuję dobrze o tym wiesz i do końca roku jeszcze trochę zostało i prędzej, czy później w moim łóżku i tam wylądujesz. Przekaż tym swoim osiłkom, że jak na sportowców, to ich sprawność jest słaba.
Kocham Cię słoneczko moje i poduszka już czeka.”

Już nawet nie wiedziałem jak mam na, to wszystko reagować. Podałem Michałowi kartkę, a ten zaczął czytać.
-Jedziemy na komisariat, to zawieść i może się coś wymyśli na tego szmaciarza – powiedziałem do Michała.
-Julkę wyślemy do Mariusza i możemy jechać – przytaknął.
Michał poszedł po Bogacką i nie protestując udała się do Wlazłego. Napisaliśmy mu SMS-a, żeby wyjaśnić mu całą sprawę i zrozumiał wszystko, co i jak.
Wsiedliśmy do auta i skierowaliśmy się na komisariat. Wchodząc do budynku czułem się już prawie jak u siebie. Bywałem tam bardzo częstym gościem, a z wieloma policjantami byłem już na „ty”. Wszedłem do tego samego pokoju co zawsze. Komisarz siedział przy biurku i pił kawę.
-Widzę, że praca wre – zwróciłem się do niego, a ten zaczął się śmiać.
-Jak najbardziej – przywitał się z nami.
Ja i Michał już go bardzo dobrze znamy, bo wiele godzin z, nim przegadaliśmy o tej całej sprawie.
-Co znowu chłopaki? – zwrócił się do nas.
-To – podałem mu list, a ten nikle się uśmiechnął.
-Ten cały Kuba mógłby zmienić już taktykę, bo od czytania tych listów już mnie głowa boli – wypowiedział się komisarz.
-Taki palant i nic się nie zrobi – dokończył Michał.
-Sprawa dalej ma się nieciekawie – odparła, kiedy już skończył czytać.
-Weź coś nam podpowiedz jak ją można, na przykład podejść, czy coś, bo przecież tak dalej nie możemy tego ciągnąć.
-Hmmm – zamyślił się – Jest kilka pomysłów, ale ja bym wam tylko powiedział jak to zrobić, a reszta już zostaję dla was.
-Dawaj teraz już wszystko będzie pomocą – pogonił go Misiek.
-Można na dobrą sprawę ją lekko oszukać – zaczął niepewnie – Nie stosuję takiej taktyki nigdy, ale tutaj musimy już użyć wyjątkowych środków.
-Co masz na myśli? – dopytywałem.
-Zacznijmy od… – na jego twarzy widać było skupienie – Jakie osoby są dla niej bardzo ważne bez, których nie potrafiła, by żyć? – zapytał.
-Ja i Michał – odpowiedziałem pewnie – Na reszcie jej nie zależy.
-W takim razie można, by powiedzieć jej przykładowo, że trafiłeś do szpitala, bo on cię pobił i jesteś w bardzo ciężkim stanie. Powiedzieć jej, że jak nie złoży zeznań, to to może, to samo stać się Michałowi. W takich wypadkach ludzie najczęściej pod presją i strachem o drugą osobę zrobią wszystko. A ona jest już zdecydowana, ale coś ją blokuję trochę – wyjaśnił.
-Jakby, to rozegrać? – dopytywał się Misiek.
-Dajmy na to, że przyjeżdżasz po nią na uczelnię i mówisz, że Bartman jest w szpitalu musisz jechać złożyć zeznania, bo coś tam coś tam – tłumaczył wszystko po kolei – Byśmy u siebie powoli i spokojnie wszystkiego się dowiedzieli, podpisała, by papiery, a Zbyszek, by wyszedł po chwili i trzeba, by było jej wytłumaczyć, że to dla jej dobra.
-Nom – Michał się zastanawiał.
-To jest tylko przykład, chociaż bardzo dziecinny, ale takie najczęściej skutkują.
-Trzeba będzie tak zrobić – zgodziłem się – Można zaryzykować, ale nie wiem, czy ona pęknie i powie, to w końcu.
-Uwierzcie wiem, to z praktyki, że najczęściej tak się dzieję – upewnił nas.
-To jak dobrze pójdzie, to jutro do ciebie wpadniemy – powiedział wesoło Winiar.
-To ty Zibi przyjdź szybciej jak coś usiądziemy sobie wygodnie po drugiej stronie pokoju i będziemy podziwiali.
-Miejmy nadzieję, że jestem aż tak dla niej wartościowy – zaśmiałem się.
-Co jak co, ale Julka za tobą, by w ogień szła – Misiek poklepał mnie po plecach.
-W porządku, to dzwońcie jak się uda – pożegnaliśmy się i poszliśmy do auta.
Jadąc zastanawiałem się nad tą sytuacją. Może trochę źle zagramy, ale to dla jej dobra.
-Jak, to się nie uda, to ona nas zabiję – odezwałem się.
-Nom już widzę jaka będzie wściekła – Misiek miał lekką obawę na twarzy.
Dojechaliśmy do domu i Michał poszedł do Szampona, a ja Janki.
Zapukałem, a ta otworzyła mi drzwi z zadziornym uśmiechem.
-Czekałam na ciebie – oparła się o drzwi.
-Przepraszam, ale mieliśmy trochę do zrobienia – zacząłem się tłumaczyć.
-Nie gadaj tylko się mną zajmij, bo bardzo tęskniłam – była taka leciutka, że jak założyła mi ręce na szyję i nogi na biodra, to nawet nie poczułem jakiejś zmiany.
-Co będziemy robili? – zapytałem po wątpliwie kierując się do drzwi.
-Same niemoralne rzeczy – odpowiedziała i wpiła się w moje usta.
Położyłem ją na łóżku i bardzo dokładnie się nią zająłem.

Perspektywa Michała…

Julka siedziała u Mariusz i śmiała się w najlepsze. Humor jej się bardzo zmienił. Kiedy wyjeżdżaliśmy była obrażona na pół świata, a teraz radość z niej kipiała.
-Chodź do domu – poprosiłem ją i ucałowałem w głowę.
-Ok – przytaknęła głową – Dzięki Mariusz – pocałowała go w policzek.
-Polecam się na przyszłość – ukłonił się przed nią.
Przybiłem z, nim piątkę kiwnąłem, że jutro pogadamy i wyszliśmy.
-Nie chce iść do domu – wyjęczała Julka.
-Zbyszka nie ma, bo poszedł do Janki – wyjaśniłem jej.
-Nie o to chodzi, po prostu chcę spędzić trochę czasu z tobą, a nie z tobą i telewizorem – zatrzymała się i tupnęła nogą.
-Mój skarb – poczochrałem ją po włosach i udaliśmy się do wyjścia.
Pan na portierni jak zawsze zapytał się, czy wszystko w porządku i jak tam zdrowie. Podziękowaliśmy i poszliśmy dalej. Julka chciała iść do miasta, więc nie protestowałem właściwie na mieście nie było już nikogo, bo było kilka minut po 12 w nocy.
-Jutro mam na 8 trening – odparłem śmiejąc się co ja tu robię.
-A ja egzamin na, który w ogóle się nie uczyłam, bo nie mam do tego głowy.
Mocniej ją do siebie przytuliłem i szliśmy w ciszy przyglądając się niebu.
-Włóczę się po mieście, choć za chwilę świata. Każdy mnie dziś o ciebie pyta. A ja tu sam nie wiem nic – zanuciłem, a Bogacka się zatrzymała i zaczęła śmiać.
-Mój kochany Wiśniewski – wtuliła się we mnie i poszliśmy dalej.
-W knajpie jeszcze strzelam lufkę albo dwie. Dawniej tutaj razem bawiliśmy się. A dzisiaj, nie ma cię – piosenka dalej siedziała mi w głowie.
-Nie szlajam się po knajpach – odparła Julka zapatrzona w siebie.
Usiedliśmy na ławce, dziewczyna położyła mi głowę na kolanach i leżała sobie wygodnie.
-Naprzeciwko usiadł jakiś łysy gość. Przez moment myślę, że mi ukradł coś mojego.
-Co takiego? – dopytywała.
-Właśnie ciebie – powiedziałem szeptem do jej ucha.
-Michaś jestem koło ciebie – włożyła swoje ręce pod moją kurtkę.
-Łapię go za kurtkę rzucam w prawy kąt. Zostaw ją łysy, bo nie wyjdziesz stąd. A on do mnie – przestań już pić.
-Obiecaj, że tak nigdy nie zrobisz – odezwała się zachrypniętym głosem.
-Dla ciebie wszystko skarbie – pocałował mnie delikatnie – Miałem wszystko, a teraz nie mam już nic – dokończyłem.
-Mylisz się – skarciła mnie.
-Kochaj mnie kochaj. Bądź ze mną bądź. I nie opuszczaj Mnie na krok – śpiewałem wesoło – Kochaj mnie kochaj. I nigdy mniej.
To wszystko, czego pragnę – wyszeptałem.
-Michał co się z tobą dzieję – usiadła i patrzyła mi w twarz.
Uśmiechnąłem się tylko zabawie i nic nie powiedziałem.
-Kochaj mnie kochaj. Bądź ze mną bądź. I nie opuszczaj Mnie na krok – nie była gorsza ode mnie i dokończyła.
-Kochaj mnie kochaj. I nigdy mniej. To wszystko, czego pragnę – obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
-Michał ja ciebie normalnie kocham tak bardzo, że ty sobie tego nie wyobrażasz – mówiła trzymając moją twarz w dłoniach.
-Julka ja ciebie też, ale jakbyś dała sobie pomóc do końca, to byśmy mogli siedzieć tak codziennie bez obaw – zacząłem niepewnie.
-Dobrze tak jest i nic nie trzeba zmieniać – odwróciła twarz.
-Gdyby mi albo Bartmanowi coś Kuba zrobił groźnego co, wtedy byś zrobiła? – zaryzykowałem.
-Nie wiem naprawdę nie wiem i mam nadzieję, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie – wstała z ławki.
-Ja też – przytuliłem ją i udaliśmy się do domu.
Kiedy otworzyłem drzwi byłem przekonany, że Bartman leży na kanapie i ogląda telewizor, ale o dziwo go nie było. Nie wnikałem już, gdzie on jest tylko razem z Julką poszliśmy się położyć, bo te wieczorne śpiewanie nas lekko zmęczyło.

Perspektywa Julki…

Rano obudziłam się szybciej, żeby przygotować śniadanie chłopakom i sobie. Obeszłam cały dom, ale Bartmana nie było w domu, to znaczy, że nie wrócił na noc, bo jego buty jak stały tak stoją w drzwiach, że można się o nie zabić. I tak właśnie od kilu miesięcy wygląda mieszkanie z, nim. Właściwie, to go w ogóle nie ma i tylko, tyle że jest tutaj zameldowany.
Robiłam tosty, kiedy usłyszałam szczęk zamka w drzwiach. Po chwili do kuchni wszedł Bartman. Zmierzył wszystko po kolei, ale na mnie nawet nie spojrzał i wyszedł. Normalnie się zdenerwowałam. Rzuciłam nóż i poszłam, zanim.
-Ty myślisz, że jak będziesz mnie tak traktował, to coś zmieni? – szarpnęłam go za rękę, by się zatrzymał.
-Nie zależy mi, a tak będzie lepiej – wyjaśnił po swojemu.
-Niby dla kogo? – wyśmiałam go – Traktujesz mnie jak jakiś niewidzialny przedmiot czuję się tutaj nie potrzebna, a jak tak bardzo Ci nie zależy, to może faktycznie nie ma sensu w ogóle się znać – z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
Wbiegła do łazienki i usiadłam na wannie. Słyszałam jak z mojego pokoju wyszedł Winiar.
-Super, to rozegrałeś naprawdę idealnie – powiedział do Zbyszka wrogo.
-Daj, chociaż ty spokój – poprosił go.

Otarłam łzy i weszłam z powrotem do kuchni. Zjadłam kanapki patrząc w ścianę. Stwierdziłam, że muszę jeść mimo tego, że mi się nie chcę, bo to jest bardzo ważne. Kiwnęłam do Michała, że zabiorę torbę i możemy jechać.
Kilka minut przed ósmą byliśmy pod budynkiem. Michał zaparkował i spojrzał na mnie bardzo uważnie.
-Będę tak o 15 zgoda? – zapytał i potarł mój policzek.
-Pewnie – przytaknęłam i wyszłam.
-Dobrego dnia – krzyknął jeszcze, a ja puściłam mu buziaka.

Dziwiłam się, że puścili mnie samą na wykłady. Przecież Bartman powiedział, że, dopóki nie złożę zeznań, to będę siedziała w domu, a jak chodziłam na egzaminy, to Winiar albo Zibi byli ze mną. Weszłam do środka i rozejrzałam się na około. Za sobą ujrzałam bardzo znajomą twarz. Otóż za mną z wielkim uśmiechem stał Piotrek Nowakowski. Nie wiedziałam co on tutaj robi, ale po chwili wszystko ułożyło mi się w jedną całość. Chłopaki specjalnie, to wszystko zrobili, żeby mnie nie zostawić samej.
-Czemu nie jesteś na treningu? – zwróciłam się do niego.
-Mam kontuzję i dzisiaj musiałbym siedzieć na ławce, a tak po pilnuje ciebie – odpowiedział dumny.
-Też mi zajęcie – zaczęłam się śmiać i poszłam na salę.
Piotrek usiadł na ławce i zaczął grać w gierki. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i usiadłam na swoim miejscu.
Pani Miodek dzisiaj nie miała jakoś humoru i gubiła się we wszystkim co mówi. Pisałam egzamin, ale bardziej słuchałam jej, jednak po chwili zrezygnowałam z tego pomysłu i zajęłam się tym co trzeba. Dobrym pomysłem było zdawanie na psychologie, bo dla mnie testy nie są straszne i nie sprawiają mi problemów. Na wszystko znam odpowiedź, to jest istne życie. Oddałam papier pani profesor i zostałam do końca wykładu, żeby posłuchać.
Pożegnałam się z dziewczynami, a za drzwiami czekał na mnie Piter. Miał ogromny smutek wypisany na twarzy i łzy w oczach.
-Co się stało? – podbiegłam do niego.
-Kuba pobił Zbyszka zawieźli go do szpitala w ciężkim stanie – mówił jak we śnie.
-Co? – krzyknęłam tak, że wszyscy się na mnie spojrzeli.
Kiedy, to usłyszałam serce miałam w gardle. Co ten człowiek chciał od niego? A do tego jest w ciężkim stanie przecież, to wszystko moja wina. Zaczęłam płakać, a Piotrek mnie przytulił.
-Chodź Michał czeka na zewnątrz – moje nogi nawet nie chciały funkcjonować, dlatego Nowakowski mnie podtrzymywał.
Na parkingu stał Michał, kiedy zobaczył w jakim jestem stanie od razu do nas podbiegł. Cała się trzęsłam i nie wiedziałam co się ze mną dzieję.
-Muszę do niego jechać zawieź mnie proszę – powiedziała.
-Nie jedziemy nigdzie – odpowiedział szybko.
-Zabierz mnie do Zbyszka chcę przy, nim być mam do tego prawo – krzyknęłam, a on mnie przytulił.
-Julka jedźmy na komisariat widzisz do czego, to doprowadziło? – tłumaczył mi jak małemu dziecku – Bartman jest prawie w stanie krytycznym nie mógł się wybronić zrób, to dla niego. Jeżeli on zginie, to wiedz, że przez ciebie nie wiem jak to wytłumaczysz jego mamie i tacie – mówił do mnie i wszystko rozumiałam.
-Michał boję się tak potwornie się boję tego – wyszeptałam.
-Julka nie możemy stracić Bartmana zobacz co się dzieję proszę jedźmy – błagał mnie.
Odeszłam od niego kawałek i spojrzałam w jasne niebo. Usłyszałam bicie serca i wiedziałam co mam zrobić.
-Zgoda jedźmy – powiedziałam odwracając głowę.
Piotrek pożegnał się w z nami i poszedł w swoją stronę, a my wsiedliśmy do auta. Tak strasznie nie chciałam tam jechać, ale robiłam, to tylko i wyłącznie dla Zbyszka. Miałam w sobie ogromny smutek i żal, że przeze mnie coś mu się stało.
-Michał w jakim on był stanie? – zapytałam płacząc.
-Ja go nie widziałem, bo to chłopaki wezwali karetkę, ale lekarz mówił, że jakby tak uderzyli jeszcze ze dwa razy, to już, by nie żył – zaniosłam się głośnym płaczem.
-Mała złożymy zeznania pomogę Ci i pojedziemy do niego – uspokajał mnie.
-Gdyby nie ja, to do tego wszystkiego, by nie doszło przecież Zibi ma pracę taką, a nie inną a, jeżeli on nie będzie mógł grać? – powiedziałam sama do siebie – Zniszczyłam go i przede wszystkim nasze relacje Misiek jaka ja byłam strasznie głupia – cały czas płakałam.
-Możesz, to teraz wszystko naprawić na komisariacie – przytulił mnie, a ja się do niego przybliżyłam – Najwidoczniej do tego musiało dojść żebyś się zdecydowała.
-Nigdy sobie tego nie wybaczę – skarciłam siebie.
-Juluś nie płacz będzie dobrze – cały czas do mnie mówił, a ja jakbym była w swojej krainie bardzo daleko myślami.
-Michał, a jak to nic nie zmieni i Zbyszek…
-Nie możesz tak myśleć, a co dopiero mówić on jest dzielny.
-Ja, to wiem, ale też dobrze wiem, że płomień życia potrafi szybko zgasnąć – w głowie miałam najgorsze scenariusze.
-Kocie teraz nie mam co się nad tym rozczulać, a Zibi sam powiedział, że cię nie zostawi, dopóki nie pozbędziemy się Kuby.
-To może właśnie o to chodzić, że złoże zeznania, złapią go, a Bartman odejdzie Michał ja kocham go jak brata i nie mogę go stracić. Mimo tego, że teraz tyle czasu ze sobą nie rozmawialiśmy, to wystarczył mi, chociaż jego uśmiech, pojedyncze spojrzenie. Ja nie będę mogła bez niego żyć.
-Będzie dobrze obiecuję Ci – złapał moją twarz w dłonie, bo staliśmy na światłach – Zaufaj mi, że ten koszmar jeszcze dzisiaj się skończy.
-Ufam Ci jak nikomu innemu i mam nadzieję, że tym razem również, że rzucasz słów na wiatr – wpiłam się w jego usta.

Kiedy pojechaliśmy pod komisariat lekko się jakoś uspokoiłam, ale i tak dalej płakałam. Winiar pomógł mi wyjść z auta i stałam przy masce wahając się co zrobić. Postanowiłam, że zrobię to dla Zbyszka i, kiedy już ruszyłam razem z siatkarzem do drzwi, to ktoś mnie zawołał. Jak się odwróciłam, to chęci do życia mi odeszły…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Hej wszystkim czytelniczkom ;)

Jak dobrze wiecie pewna osóbka, to znaczy pani ZARKĘCONA namówiła mnie na kontynuowanie maratonu. Powiem szczerze, że rozdziały mam tylko na dzisiaj i na pojutrze, a później jadę na Woodstock i nie wiem jak to dalej będzie. Jestem szczęśliwa na maksa ile zobaczyłam dzisiaj komentarzy nie wiem, dlaczego nie może być tak zawsze. Cały czas ktoś mnie pyta, czy mam jeszcze jakiegoś bloga i odpowiadam. że NIE. Moim zdaniem, nie ogarnęła bym tego, więc skończę tego i zacznę pracę nad następnym a powiem wam, że mam już ciekawy pomysł ;)

Tak już mówiłam następny rozdział w czwartek, ale o której to już nie mam pojęcia. Czekam na komentarze i ma być tak dużo jak ostatnio jak widać komentowanie aż tak nieb boli.

+Dzięki za wejścia i zostawianie po sobie śladu ;)

+Wysyłajcie linki do swoich blogów chętnie poczytam.

+Zapraszam do zakręconej na jej cudowne opowiadanie http://sen-o-siatkowce.blogspot.com/

 

Ogłoszenie dla was.

Chciałam poinformować, że ZAKRĘCONA namówiła mnie na kolejne dni maratonu. Powiem tak za wiele nie mam teraz do wstawiana, ale na dwa razy starczy tak, więc proponuje wam to.
Zauważyłam, że jak ogłosiłam, że maraton się kończy, to komentarzy jest coraz mniej. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale już mi się nie chcę wnikać. Żebym jutro wstawiła rozdział to pod 61 ma być 40 komentarzy. Liczę na was, bo trochę tam będzie się działo ;0

Rozdział 61 – Kichanie, to istne zło.

Perspektywa Julki..

Kiedy powiedziałam, że złoże te zeznania, to sama nie wierzyłam w swoje słowa. Zbyszek podszedł i mocno mnie przytulił.

-Mała nie mogłaś tak od razu? – widziałam na jego twarzy szczęście.
-I tak się boję – dążyłam do swojego.
-Pomożemy, a teraz jedźmy na komisariat – odparł policjant.
-Nie możemy tutaj? – zapytał błagalnie Misiek.
-Przykro mi, ale zeznania muszą być złożone na komisariacie – wyjaśnił.
Pokręciłam głową, bo nie miałam ochoty ani siły iść na komisariat. Spojrzałam na stół i dostrzegłam biały papier.
-Co to? – zwróciłam się do chłopaków i chwyciłam dokument.
-List do ciebie – Winiar przyniósł mi kurtkę.
-Ciekawe – zaczęłam otwierać kopertę – Dajcie mi chwilę.
Czytałam uważnie każde zdanie i ponownie miałam te głupie uczucie strachu, ale zarazem niepokoju.

„Witam Cię kochanie moje.
Czekałem na ciebie pod blokiem, ale nie doczekałem się. Praktycznie nic nikomu nie robiłem, a policja po chwili zaczęła za mną biegać. Podejrzewam, że to sprawka tych twoich kretynów, bo ty jesteś za słaba, żeby to zgłosić. Znam Cię bardzo dobrze i przekaż, im że ważą sobie piwo donosząc na mnie. Ostrzegam, że jak odwalicie coś takiego jeszcze raz, to się pogniewamy i źle wszyscy razem skończycie. Nawet wam policja nie pomoże ani sam Bóg. Juluś nie rozumiem twojej głupoty. Teraz mogłabyś siedzieć razem ze mną w Gorzowie i wszyscy mieliby spokój. Jednak, to już twój wybór i sama sobie robisz problem, a ja Ci mówię od razu, że nie odpuszczę i będziemy tak pogrywać, dopóki ty się ze mną nie spotkasz i nie zrobimy tego co mamy do zrobienia. Dla twojego dobra cię informuję, że jak jeszcze raz naślesz na mnie psów, to skończysz w piachu.
Kocham Cię ;* Twój Kuba ;*”

-Nigdzie nie idę – odparłam i poszłam do pokoju.
-Mała – Zibi krzyknął za mną.
Stałam przy oknie w swoim pokoju i patrzyłam w padający śnieg. Po chwili do pokoju wszedł komisarz i chłopaki.
-Nie możesz się go bać – zwrócił się do mnie policjant.
-Mogę wszystko, bo jesteśmy wolnymi ludźmi – powiedziałam pewna siebie.
-Obiecuję, że jak złożysz zeznania, to ten koszmar się skończy – komisarz mówił dalej.
-Nie wierzę w to, bo Kubu jest sprytniejszy od nas wszystkich. Jakoś pół pana ludzi go ganiło po osiedlu i go zgubili, więc z całym szacunkiem, ale pańska obietnica nie robi na mnie żadnego wrażenia- odwróciłam się do nich.
-Kochanie proszę – Michał zwrócił się do mnie, ale wystarczyło, że spojrzałam w jego oczy i widziałam jak bardzo mu na tym zależy.
-Przepraszam, ale, gdyby nie ten list, to był poszła z wami, ale Kuba nie rzuca słów na wiatr.
-Dziewczyno daj sobie pomóc do końca – widziałam, że jak policjant, by mógł, to wyniósł, by mnie na komisariat.
-Przepraszam, ale zaraz muszę być na uczelni – przeszłam obok nich i weszłam do kuchni.
-Powiedziałem, że nigdzie nie idziesz, dopóki, to wszystko się nie skończy – Bartman powiedział wściekły.
-Dziękuję Ci bardzo – odparłam ironicznie i trzasnęłam drzwiami.
-Nic tu po mnie, a ten list zabiorę jako dowód – słyszałam jak komisarz wychodzi.
Wyszłam z łazienki i weszłam do salonu. Misiek siedział na fotelu i miał dłonie na karku.
-Wiem, że jesteś wściekły, ale nic nie poradzę na to, jak on na mnie działa – tłumaczyłam się.
-Twój wybór – odparł Misiek i głęboko spojrzał mi w oczy.
-Winiar jedziemy na trening, a ona będzie z Janką, bo ja nie mam już do tego siły – powiedział Bartman.
-Nie mam pięciu lat – krzyknęłam w jego stronę.
-Wiem, bo zachowujesz się tak jakbyś miała dwa -Misiek pocałował mnie w czoło i razem ze Zbyszkiem wyszedł, kiedy przyszła Janka.
Siedziałyśmy w salonie i oglądałyśmy telewizję. Natalia cały czas patrzyła się na mnie, a ja próbowałam nie zwracać na, to uwagi, ale było, to trudne.
-Jesteś głupia – powiedziała do mnie.
-Dzięki nie pierwsza ty mi, to powiedziałaś – wzruszyłam ramionami.
Już więcej się nie odzywałam widziałam, że była zła tak samo, jak Bartman.
Kiedy chłopaki wrócili do domu odezwała się dopiero.
-Masz cudownego chłopaka, kochanego przyjaciela, a ciężko jest Ci złożyć zeznania tylko dalej idziesz w zaparte- wycedziła przez zęby
-Coś jeszcze? – zapytałam słodko.
-Nic tylko chcę Cię uprzedzić, że możesz to wszystko stracić, bo po pewnym czasie, to każdy, by się wykończył – kiwnęła głową i wróciła do siebie.
Nalałam zupy chłopakom i siedzieliśmy w kuchni jedząc posiłek. Żadne z nas na siebie nie patrzyło tylko błądziliśmy gdzieś myślami.
-I tak już będziesz zawsze? – zapytałam chowając talerz do zmywarki.
-Sama, to tworzysz – odszczekał mi Zibi.
-Nie potrafisz mnie zrozumieć? – moje oczy się zaszkliły – Myślałam, że jesteś inny, ale najwyraźniej się pomyliłam.
Wybiegłam z kuchni i weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Po chwili one się otworzyły i Bartman stanął przed moim łóżkiem próbując poskładać słowa.
-Jesteś razem z Natalią dla mnie najważniejszą osobą na ziemi- gestykulował rękoma – Próbuję Ci pomóc robię wszystko, by tak było i kocham cię – widziałam w jego oczach łzy.
-Zbyszek – próbowałam się odezwać.
-Julka nie – krzyknął – Ja mam już tego dosyć, bo nie mam zamiaru na koniec odbierać cię z jakiegoś szpitala albo kostnicy i mówię na poważnie, że jak dalej mamy się tak ukrywać, to już lepiej się mu dać, bo to do niczego nie prowadzi.
-Gubię się – wyszeptałam.
-Przemyśl, to poważnie, bo masz studia, nas i brak normalnego życia – wymieniał.
Położyłam się na poduszce i mocno się w nią wtuliłam. Chciałabym, żeby teraz był tutaj ze mną tata i doradził mi co mam zrobić. Wiem, że zeznania są kluczowe, ale po przeczytaniu tego listu jakoś cały zapał mi uciekł. Chcę chodzić na uczelnie i treningi, a do tego teraz zaczynam jeszcze te praktyki w klubie. Nie wiem jak to dalej będzie, ale wiadomo, że Bartman tak łatwo mnie z domu nie wypuści.

Od poniedziałku zaczęłam praktyki, ale na wykłady nie chodziłam w ogóle, bo Zbyszek stwierdził, że cały czas musi mnie mieć na oku jedynie, że złoże te zeznania i wtedy odpuści. Ja powiedziałam, że zdania nie zmienię i tak teraz siedzę sobie w biurze razem z Kamilą i obydwie się obserwujemy. Właściwie, to zabijamy wzrokiem już chyba wszyscy w klubie wiedzą, że jak jesteśmy w jednym pomieszczeniu razem, to lepiej nie wchodzić, bo można całym nie wejść. Ta dziewczyna mnie normalnie dobija. Jestem cały czas koło Michała, a ona i tak cały czas się koło niego kręci jestem bardzo ciekawa co ona robi jak mnie nie ma. Kiedy na salę wchodzę ja, a zaraz za mną dziewczyna, to chłopaki od razy zaczynają chichotać i coś szeptać do siebie. Normalnie ta cała Skra i ludzie w niej, to istna komedia.
Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc dni coraz szybciej mijały, ale nic nie wracało do normy. Nie wiedziałam nawet, czy kiedykolwiek wróci, ale wiedziałem, że na to trzeba czasu. Weszłam na salę, ale Nawrockiego nie było. Siatkarze robili co chcieli właściwie, to wszyscy leżeli i się wygłupiali. Usiadłam w kole, które tworzyli i przyglądałam się każdemu z osobna.
-Co robimy dzisiaj na obiad? – zapytałam.
-Naleśniki – odparł Bąku, a Kurkowi aż się oczy zaświeciły.
-Jakaś zupa lepsza będzie – doradził Nowakowski.
-To zrobię kapuśniak i naleśniki – wytłumaczyłam.
-No, to się dogadaliśmy – dokończył Kłos.
-Ale ktoś mnie musi zawiść do domu, bo jak razem pojedziemy, to nie zdążę nic zrobić – mówiłam przyglądając się każdemu z nich – Jedynie, że pójdę sama mam kawałek – zaryzykowałam.
-Chyba cię główka boli – krzyknął z końca sali Bartman.
-Z tobą nie rozmawiam – odpyskowałam mu.

Nasze relację od dwóch miesięcy są koszmarne. Mamy już końcówkę marca, a ja dalej się z naszym Zbysiem nie mogę dogadać i jakoś końca tych naszych kłótni nie widać. Zawsze miałam z, nim dobry kontakt rozumieliśmy się bez słów, a teraz nie patrzymy nieraz na siebie w ogóle. Zazwyczaj kończy się to tak, że zaczynamy temat o zeznaniach kłócimy się, on trzaska drzwiami, wychodzi do Natalii i nie wraca na noc. Rano wraca i patrzy na mnie w oczach z żalem i jadą z Michałem na trening, a ja do swojego gabinetu albo zaliczam jakiś sprawdzian na uczelni albo coś innego. Chciałabym się do niego przytulić i wygadać, tak jak zawsze, ale wiem, że jest na mnie bardzo zły. Tak od kilku miesięcy wygląda nasze życie najgorsze jest to, że ja to wszystko zepsułam i nie potrafię tego naprawić.

Chłopaki poszli do szatni, bo trener dał, im 15 minut przerwy nie wiedząc nawet, że od 20 minut nic nie robią. Michał, jednak nie wstał tylko siedział na ziemi i kręcił piłkę. Usiadłam mu w kroki i się w niego wtuliłam.
-Ile będziecie jeszcze tak się sprzeczać? – zapytał.
-Ile będzie trzeba dobrze wiesz, że ja nie odpuszczę, a Bartman, tym bardziej, więc jeszcze z rok jak dobrze pójdzie – zaczęłam się śmiać.
Coś mnie zakręciło w nosie i mocno kichnęłam. Wszyscy co byli na sali powiedzieli mi na zdrowie.
-Byliśmy u lekarza i mogliśmy powiedzieć o tym kichaniu, bo praktycznie cały czas tak masz – Michał pogłaskał po szyi.
Byłam bardzo wdzięczna Miśkowi, bo po mimo moich kłótni z Zibim on stoi z boku i się nie wtrąca. Wkracza, kiedy trzeba, ale to już jak naprawdę przeginamy obydwoje, by nas ustawić. Byliśmy też na kontroli i moje wyniki są bardzo dobre i biorę teraz już tylko jedną tabletkę dziennie, a nie, tak jak na początku pięć. Do tego cały czas kicham, kiedy tak siedzimy. Miałam iść z tym do lekarza, ale dzień przed wizytą byłam na uczelni i nic mi nie było, więc stwierdziłam, że to nie ważne.
Misiek mocno mnie przytulił i zaczął całować po szyi.
-A jak ktoś wejdzie? – przerwałam na chwilę.
-To niech patrzą, jaki jestem zakochany – powiedział pewny siebie i wrócił do swojej czynności.
Jednak długo, to nie trwało, bo od razu zaczęłam kichać tak, że aż nie miałam jak oddychać.
-Julka dobrze? – Misiek złapał mnie za głowę.
-To jest jakieś przegięcie – wstałam, a Kubiak podał mi chusteczkę-Dzięki, ale ja nie mam kataru.
-W ogóle, to dlaczego tak kichasz? – zapytał się Kłos.
-Pytaj się mnie, a a ciebie, to może się dowiemy – już cała sala patrzyła na nas.
Wlazły zdeklarował zawieść mnie do domu oczywiście po uprzedniej zgodzie trenera. Prosiłam same Boga, żeby tylko nie zaczynali tego kazania z tymi zeznaniami, bo już nie wytrzymam.
-Co tam? – Mariusz zapytał nieśmiało jak nie on.
-Dobrze wszystko na uczelni zdaje od razu bez problemu, więc tylko się cieszyć.
-Pewnie – przytaknął – Mogę skręcić na komisariat? – spojrzał na mnie.
-Bardzo zabawne – zdzieliłam go po głowię.

Mieli ze mnie niezły ubaw, ale ja na, to nie reagowałam, bo tu nie ma się z czego śmiać. Przez ten czas oczywiście Kuba przysyłał listy, ale nawet ich nie czytałam, bo Michał wszystkie zabierał i chował. Było mi z tym bardzo dobrze.
Zrobiłam szybko obiad i połowa drużyny siedziała w naszym mieszkaniu.
-Julka, to jest pyszne – Piotrek podniecał się zupą.
-A naleśniki niebo normalnie – dodał Kubiak.
-Cieszę się, ale macie, to wszystko zjeść, bo przygotowałam dużo, a was jakoś mniej przyjechało niż miało być.
-Tak wyszło, ale damy radę – wytłumaczył ich Kurek.

Posiedzieliśmy trochę, a ja oczywiście bez przerwy kichałam. Nie chciałam, im przeszkadzać w rozmowie, więc poszłam do swojego pokoju. Odpaliłam kompa i włączyłam skype. Wyświetliło mi się, że dostępna jest Olga. Od razu wybrałam wideo rozmowę i czekałam na połączenie.

-Cześć kochana – po chwili usłyszałam jej głos.
-Boże jak ja się za tobą stęskniłam – wyjęczałam.
-Ja również, a co tam u was? – widziałam, że dąży do tego samego co wszyscy.
-Krótko mówić Kuba lekko odpuścił, nie gadam z Bartmanem, bo jest na mnie zły boże on jest wściekły – mówiłam szybko – Do tego pół Skry siedzi u mnie w salonie i je obiad coś jeszcze?
-Nie – zaczęła się śmiać, a za nią pokazał się Łukasz – Wszystko wiem.
-Hej Mała – chłopak pomachał do kamery.
-Witam piłkarza jak tam gra i humorek? – zapytałam.
-Znakomicie od, kiedy przyjechałem tutaj i jestem z Olgą, to aż chcę mi się żyć – mówił podekscytowany.
-Cieszę się z waszego szczęścia – powiedziałam z uśmiechem.
-Byś miała jeszcze większe jak byś złożyła te zeznania – zaczęła od początku.
-Olga nie zaczynaj – przerwałam jej.
-Nie – miała podobny głos jak Bartman – Powiem Ci, to ostatni raz i już więcej nie będę mówiła. Grasz w siatkówkę, więc powinnaś być dziewczyną, która gra do końca, walczy o siebie i o całą resztę, a ty w tym momencie tracisz przyjaciół, narażasz innych, a najbardziej siebie. Pamiętasz jak wyjeżdżałam? Powiedziałam Ci, że nie mam zamiaru usłyszeć w telewizji jak jakiś dureń zrobił mojej przyjaciółce krzywdę. Jesteś dla nas wszystkich ważna, ale przepraszam cię bardzo po pewnym czasie takiego namawiania my też już jesteśmy tym zmęczeni i powiem Ci szczerze, że Bartman ma rację. Nie odzywać się, siedzieć cicho i najlepiej czekać aż największe kłopoty przyjdą same, a wtedy na ratunek może być już za późno. I żebyś nam nie powiedziała, że my Ci nie pomagaliśmy.
-Julka Olga ma rację – poparł ją Łukasz.
-Boje się – wyszeptałam .
-Nie jest odważny, kto nie czuję strachu, ale ten, kto potrafi go pokonać – powiedziała patrząc mi w oczy – Jak już zmądrzejesz, to zadzwoń i powiedz co wymyśliłaś – rozłączyła się.

Trzasnęłam laptopem i rzuciłam się na łóżko. Znowu płaczę z własnej głupoty i tego, że się boję. Jestem idiotką, która nie potrafi sobie z niczym poradzić. Płacząc usłyszałam jakieś szmery za sobą i się odwróciłam.
-Kolejna osoba powiedziała Ci prawdę – zwrócił się do mnie Winiar.
-Czemu stoisz z boku i się temu przyglądasz? – zapytałam.
-Bo wiem, że te namowy i tak nic nie zmienią i próbuję się tobą nacieszyć, bo dobrze wiesz, że Kuba zawsze może Ci coś groźnego zrobić – wyjaśnił mi.
-Nawet tak nie mów – skarciłam go.
-Taka jest prawda Julka, to już nie jest zabawa, a ty dalej grasz w tą jego durną grę.
Michał mnie przytulił, a ja ponownie kichnęłam tak, że aż zabolała mnie głowa.
-Mój apsiku – odparł i wpił się w moje usta.

Następnego dnia musiałam jechać na uczelnie, bo miałam do zaliczenia pracę i zaległy egzamin i czas najwyższy było go nadrobić.
Praca zdaniem wykładowcy była znakomita i jeszcze trzeba zdać ten egzamin i tydzień mam wolnego. Dogadałam się, że nie będę chodziła na wykłady, bo uczę się z notatek od koleżanki i zawsze uda mi się wszystko zaliczyć. Może jak mi wena przyjdzie i Bartman mnie wypuści z domu, to zacznę chodzić. Teraz siedzi pod salą i czeka na mnie żebym skończyła. Całą drogę z domu na uczelnię nie odezwał się do mnie słowem, a jak wchodziłam na salę, to nie zwrócił na mnie uwagi. Egzamin zaliczyłam i byłam wolna. Kiedy wyszłam na korytarz Zibi tylko spojrzał i udał się do wyjścia. Ja jak aniołek udałam się za, nim nic się nie odzywając. Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się do klubu. Jadąc patrzyłam cały czas w lusterko i czułam jak Zbyszek jednym okiem patrzy na mnie. Jednak starałam się na, to nie reagować. Podjechaliśmy pod hale i od razu udałam się do środka. Na sali byli wszyscy, ale Michała nie mogłam dostrzec.
Kiwnęłam porozumiewawczo do Mariusza od razu zrozumiał.
-Jest u Kamili – krzyknął z połowa sali.
Kiwnęłam głową i odwróciłam się, by iść do nich, ale nie potrzebnie, bo szli zadowoleni w moim kierunku. Kiedy Kamila dostrzegła, że jestem na horyzoncie, to pod jakimś pretekstem wycofała się do siebie.
-Jak tam katar? – zapytał Piotrek.
-Nie katar tylko kichanie poprawiłam go – A powiem Ci, że o, nim zapomniałam, bo od rana ani razu nie kichnęłam.
-Moje skarby – Michał mnie mocno przytulił.
-Misiu jak ta… – nie dokończyłam, bo zakręciło mi się w nosie.
-Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz – odparł Kłos.
-Dzięki – zaczęłam się śmiać.
Siatkarze ćwiczyli, a ja siedziałam i ich obserwowałam. Oczywiście, grając cały czas się wygłupiali.
-Chłopaki macie 40 minut wolnego na obiad i ponownie do pracy – krzyknął w ich stronę Nawrocki i wyszedł.
-Ja dzisiaj już nie gotuję, bo za mało czasu jak dla mnie – uprzedziłam ich pytania.
-Julka chodź pójdziemy po jedzenie do turka – zwrócił się do mnie Kubiak.
Już wychodziliśmy z sali, by iść po kurtki, kiedy odezwał się Zbyszek, który siedział na trybunach.
-Kubi uważaj na nią – powiedział z troską – Dobrze wiesz, że – zrobił minę.
-Oczywiście – przytulił mnie do siebie i puściłam mu buziaczka.
Do Turka trzeba było przejść tylko przez ulicę wszystko bardzo szybko zamówiliśmy i mogliśmy wracać.
-Nie kichasz już – zwrócił się do mnie Michał.
-Faktycznie przeszło chyba – ładnie się uśmiechnęłam.
Gdy weszliśmy na salę od razu wszyscy do nas podbiegli. Wzięli co ich i usiedli przy stolikach, gdzie zawsze siedzi sztab szkoleniowy na meczach tylko oni poustawiali je w jeden wielki. Jedząc przyglądałam się, im i wyglądali jak bracia. Jeden drugiemu jadł z talerza i nikt się nie krępował
-Jesteście super chłopaki – powiedziałam głośno – Takich zgranych osób jeszcze nie widziałam.
-Wiadomo – odparł dumny z siebie Kurek.
-Julka już nie kicha – pochwalił się wszystkim Kubiak.
Patrzyłam na Winiara, a on szedł w moim kierunku i mnie przytulił. Poszeptał mi chwilę coś do ucha i od początku zaczęło się kichanie.
-Lekarz się przyda – odparł Wlazły.
-Nie – krzyknął Kubi – Przecież, to bez sensu – widziałam, że nad czymś uważnie myśli – Nie kichasz cały czas tylko jak… – patrzył gdzieś w dal – Winiar – krzyknął i podbiegł do Miśka.
Zaczął chodzić wokół niego i jakby wąchać.
-Nie zmieniałeś perfum? – zapytał na koniec.
-Zmieniałem, bo tamte zbił mi Bartman i dostałem nowe – spojrzał wymownie na Bartmana.
-Kiedy Miśka blisko nie ma, to jakoś nic się nie dzieję, a jak się do niego przytulisz, to się zaczyna – odparł kolokwialnie.
Wszyscy siatkarze spojrzeli po sobie, a na salę wszedł…


———————————————————————————————————————————————

Witam, witam wszystkich ;)

 

Pogoda jest super, nawet za bardzo, bo przez ten upał nie da się żyć. Siedzę z zimnym sokiem w ręku, napajam się promieniami pisząc kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba ;) Chciałam jeszcze przypomnieć, że dzisiaj jest ostatni dzień maratonu, bo się rozdziały kończą. Dalej będę wstawiała jak mi się zachcę i przeczytam komentarze od was. Dużo, dużo, dużo komentarzy dziubaski ;)

Julka ma problem z kichaniem ciekawe co z tego wyniknie? Oj ta nasza Julka może i ma charakter, ale uwielbiam ją normalnie. Michał dzielnie wszystko znosi, a Bartman się buntuje.

 

+Dzięki za wszystkie komentarze i wejścia.

 

 

Rozdział 60 – Nowe doświadczenie.

 

Perspektywa Julki…

Kiedy otworzyliśmy drzwi i ujrzałam w nich siostrę Michała, to aż mnie zamurowało.

-Cześć wam – ucałowała nas i weszła do środka – Przepraszam was, że tak późno, ale mam problem – tłumaczyła.
-Chodź do salonu – zaprosiłam ją, a Winiar zabrał od niej Stasia.
-Muszę jechać do Adama mamy, bo miała zawał, a nie mam co zrobić z małym możecie się, nim zająć?

Spojrzeliśmy się z Michałem na siebie i na nasze usta wpłynął uśmiech. Miałam lekką obawę, ale musieliśmy jej pomóc.

-Pewnie – odpowiedziałam po chwili – Jedź i o nic nie musisz się martwić. Dobrze się, nim zajmiemy.
-Dzięki wielkie – przytuliła nas – Tutaj są jego rzeczy i jest już wykąpany wystarczy, że przełożycie go do łóżka z nosidełka i będzie spał do rana, a jak nie, to zrób mu mleka wszystko jest napisane na kartonie – mówiła zdenerwowana.
-Agnieszka poradzimy sobie, a jak nie, to coś wymyślimy – uspokoił ją brat.
-Jeszcze raz przepraszam i dziękuję – przytuliła mnie i machając wyszła z domu, a Misiek zamknął za nią drzwi.

Staś leżał w nosidełku na kanapie i słodko spał. Przyglądałam się mu, a Michał patrzył na nas i śmiał się pod nosem. Usiadł po drugiej stronie fotelika i spojrzał mi w oczy. Wpatrywałam mu się w twarz, a on się do mnie przybliżał.

-Trzeba go położyć spać – wyszeptał będą milimetr od moich ust.
Kiwnęłam na zgodę głową, a ten zabierając fotelik schylił się i wyszeptał mi do ucha:
-Dałbym wszystko, by mieć takiego Stasia z tobą – delikatnie mnie pocałował i udał się do mojego pokoju.
Nie wiedziałam jak mam się zachować. Chciałam mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz, bo sama jestem jak dziecko. Wiem, że Michał jest ode mnie starszy i myśli o tym coraz poważniej, ale będzie musiał poczekać, bo mi się nie spieszy. Wstałam i udałam się do swojego pokoju. Michał siedział na łóżku i przyglądał się Stasiowi leżącemu w mojej pościeli. Usiadłam na kolanach siatkarza i objęłam go wokół szyi. Spojrzał na mnie i widziałam, że czeka aż zacznę mówić. Jednak ja dalej nie mogłam się wysłowić.

-Obraziłaś się, za to co powiedziałem? – zapytał niepewnie.
-Nie, niby dlaczego? – uspokoiłam go – Po prostu patrzę tak na te dzieciątko i też sobie myślę, że chciałabym mieć z tobą dziecko, ale – nie wiedziałam jak mu, to powiedzieć, żeby źle nie zabrzmiało.
-Jak zawsze jest jakiś zły punkt- powiedział zrezygnowany.
-Nie – złapałam jego twarz w dłonie – Kochanie musisz mnie zrozumieć, że jestem od ciebie młodsza i chcę skończyć studia i uwolnić się od przeszłości. Daj mi czas.
-Ile będzie trzeba – wyszeptał – Jednak nie daj na siebie długo czekać – zaczął całować mnie po szyi.
-Misiek przy dziecku nie ma mowy i spadaj do siebie, bo dzisiaj cię dziecko wygryzło – wytknęłam mu język.
-Wybaczę mu to, ale inny mężczyzna nie będzie spał z moją kobietą.
-Uciekaj ja się przebiorę i pójdę też spać – pocałowałam go delikatnie.
Siatkarz pogłaskał jeszcze chłopczyka po głowie i wyszedł z pokoju.
Szybko przebrałam się w piżamę i przytulając lekko Stasia próbowałam zasnąć. Jednak przypomniały mi się zdarzenia z dzisiejszego dnia. Kuba jest naprawdę nieobliczalny i jutro porozmawiam ze Zbyszkiem o tych zeznaniach, bo za wielu ludziom zrobiłam krzywdę. Nie miałam jeszcze pomysłu jakby te moje wszystkie sprawy pozałatwiać, ale miałam nadzieję, że wszystko wróci o normy.

Perspektywa Zbyszka…

Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Dzisiaj już dwa razy naskoczyłem na Julkę, ale jak ją zobaczyłem, wtedy w szatni co ciśnienie całkiem mi podskoczyło. Nie mogę patrzeć jak ktoś rujnuje jej życie, a ona nie ma zamiaru nic z tym zrobić. Chodziłem po parku, ale stwierdziłem, że jak ona nic nie robi, to ja nie mogę stać bez czynnie i patrzeć jak on ją dobija. Udałem się na komisariat zgłosić tą sprawę z hamulcami i zapytać się, jaki tok ma ta sytuacja. Na dyżurce tym razem nie było nikogo i od razu wszedłem do pokoju komisarza. Siedział przy biurku i przeglądał jakieś papiery.

-Coś się stało? – zapytał, kiedy ujrzał mnie w drzwiach.
-Tak i nie – uścisnąłem jego dłoń, a on wskazał mi krzesło żebym usiadł.
-O tak późnej porze, to raczej się śpi, a nie siedzi na komisariacie – spojrzał na zegarek.
-Jak ma się takie rozwalone życie jak ja, to siła wyższa.
-Dobra skończmy te żarty i proszę opowiadać – zakończył naszą wymianę zdań.
-Dzisiaj ktoś mi podciął hamulce, a wcześniej Julka dostała SMS-a, że bezpieczniej będzie jej się jechało samochodem.
-Ciekawa sprawa – zamyślił się na chwilę.
-A i jeszcze przed tym pobiciem Michała też dostała SMS-a, żeby na siebie uważali, bo niebezpieczeństwo jest blisko – dodałem.
-Czyli ten – nie wiedział jak Kuba ma imię i zaczął szukać w papierach.
-Kuba – podpowiedziałem mu, a ten kiwnął głową dziękując.
-Ten Kuba albo ktoś inny cały czas próbuję zniszczyć pana koleżankę.
-A ja dalej nie mogę nic zrobić – dokończyłem.
-My nie mamy o czym rozmawiać, dopóki ona nie przyjdzie i nie złoży zeznać – zamknął teczkę z naszą sprawą.
-Ja wiem, to bardzo dobrze, ale dzisiaj znowu był wypadek – odparłem, a policjant wstał i zaczął z niedowierzaniem kręcić głową.
-Co takiego się wydarzyło? – po chwili zapytał.
-Byliśmy dzisiaj w Katowicach, bo Julka grała mecz. Wyszła na chwilę sama do szatni, a on tam jakimś cudem był i coś na gazie przyłożył jej do nosa, a potem już nic z tego nie pamięta. Znaleźliśmy ją w szatni bez ciuchów i najwidoczniej on dalej dąży do tego samego, ale na szczęście ktoś go musiał wystraszyć.
-Ta Julka ma więcej szczęścia niż rozumu – skwitował.
-Ma pan rację, ale ona go się naprawdę boi, a ja już nie wiem jak do niej dotrzeć. Dzisiaj też z nią już rozmawiałem i tłumaczyłem, ale do niej jak do ściany.
-Ja zapiszę, to wszystko w zeznaniach i wystarczy, że pani Julia przyjdzie i mi, to potwierdzi, a ten cwaniak będzie szukany listem gończym po całym świecie ma pan moje słowo.
-Cieszę się, ale czy ona kiedyś tutaj przyjedzie, to ja nie wiem – wstałem z krzesła.
-Proszę z nią porozmawiać i czekam na państwa – uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Dziękuję – pożegnałem się i udałem do wyjścia.
Wyszedłem z komisariatu i dalej nie wiedziałem co zrobić. Po prostu rada jest tylko jedna na, to. Otóż, dopóki Julka nie złoży zeznań, to będziemy siedzieli w tym bagnie do końca życia.

Kiedy wszedłem do domu od razu skierowałem się do pokoju Julki. Stanąłem w drzwiach i nie wiedziałem co widzę. Bogacka leżała na łóżku przytulona do małego Stasia. Uśmiechnąłem się do siebie i po cichu zamknąłem drzwi. Udałem się do salonu, gdzie Michał spał na kanapie. Usiadłem w fotelu i ponownie uśmiech wkradł się na moje usta, kiedy przypomniałem sobie o Małej i Stasiu. Powiem szczerze, że dziecko bardzo jej pasuję i mam nadzieję, że kiedyś zostanę wujkiem jej szkraba.

-O czym tak myślisz? – zwrócił się do mnie Michał.
-O Julce – wyszeptałem – Kiedy ją zobaczyłem w pokoju ze Stasiem, to gęba aż sama się uśmiecha.
-Dziecko jej bardzo pasuję – powiedział zadowolony.
-Zgodzę się, ale dobrze wiesz, że musisz dać jej czas i do niczego nie zmuszać – pokazał na mnie palcem.
-Nie musisz mi tego powtarzać, bo bardzo dobrze o tym wiem.
-To się cieszę – przybiliśmy piątkę – Byłem na komisariacie – powiedziałem niepewnie.
-Co Ci powiedział pan komisarz? – Misiek lekko z niego zadrwił.
-To samo, że tylko Julki zeznania mogą coś tutaj zdziałać, a cała reszta jest nieważna.
-Powiedziała, że się zastanowi, ale jak dzisiaj zobaczyłem ją w tej szatni bez ubrania, to coś mną normalnie zatrzęsło.
-Czyli on nie blefuje tylko chce jednego – uderzyłem ręką o oparcie.
-Trzeba iść spać, a jutro może się coś wymyśli – odparł i udał się do swojego pokoju,

Zrobiłem tak samo, jak on, ale jakoś nie miałem takiego pozytywnego nastawienia, bo Bogacka nigdy w życiu się nie zdecyduję iść na policję i powiedzieć wszystkiego, co i jak.

 

Perspektywa Michała…

Rano wstałem i od razu poszedłem do pokoju Julki. Spała, tak jak wczoraj się położyła, a Stasiu trzymał się jej palca u dłoni. Tak ślicznie, to wyglądało, ale aż mi się humor poprawił. Położyłem się za Bogacką i zacząłem całować ją po ramionach. Zaczęła się wiercić, ale wyszeptała tylko krótkie „Michał” i spała dalej. Zaśmiałem się i zjechałem niżej do jej spodenek od piżamy. Zdjąłem je powoli, a Julka szybko otworzyła oczy i spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem,

-Co ty robisz? – zapytała się patrząc na swoje spodenki w mojej dłoni.
-Budzę cię – odpowiedziałem krótko i wpiłem się jej w usta.
Po chwili Staś zaczął się kręcić i otworzył swoje malutkie oczka. Spojrzał na nas i zaczął się śmiać. Popatrzyłem na Julkę i dołączyliśmy do niego.
-Grzeczny był? – zwróciłem się do Julki.
-Tak – przytaknęła i wzięła go na kolana – Obudził się tylko raz do mleka wszystko grzeczni wypił i nie było problemu.
-Poradziłaś sobie znakomicie – ucałowałem ją w czoło.
-Jest bardzo podobny do wujka, dlatego tak dobrze mi poszło.
-Możliwe – powiedziałem dumnie.

 

Perspektywa Julki…

 

Michał bawił się ze Stasiem, a ja udałam się do kuchni, by zrobić mu mleko na śniadanie. Agnieszka napisała, że ma być za 30 minut, ale mały aż tyle nie wytrzyma. Wsypałam mleka do butelki i czekałam aż woda się zagrzeję. W tym samym czasie do pomieszczenia wszedł Zibi. Nie odezwał się w ogóle tylko nalał sobie kawy do filiżanki i usiadł z nią przy stole. Nie zwracałam na niego uwagi i wróciłam do mleka. Kiedy było już gotowe chciałam wyjść, ale koło drzwi Bartman chwycił mnie za nadgarstek.

-Julka – powiedział zachrypniętym głosem -Chodźmy na komisariat- odparł błagalnym głosem.
-Bartman kocham cię i szanuję, ale nie zmuszaj mnie do czegoś czego nie chce – wyrwałam mu się – Sorry, ale Mały czeka na mleko.

Wiedziałam, że Bartman nie odpuści, ale to już lekkie przegięcie. Może nie jestem osobą, która podejmuję odpowiednie decyzję, ale tak już mam i strach mną rządzi.
Wzięłam Stasia na kolana i dałam mu butelkę. Widać, że był głodny, bo bardzo szybko ją opróżnił i zaczął się do mnie śmiać. Misiek cały czas zapatrzony był w nas jak w obrazek. Położyłam chłopca na łóżku, który był bardzo zainteresowany miśkiem, który leżał koło niego.

-Zibi każe mi iść na komisariat – powiedziałam w stronę Winiara.
-I ma rację ja też tak sądzę, ale się nie odzywam, bo nie chcę się z tobą kłócić – wyjaśnił mi.
-Misiek ja się boję tak bardzo się boję – wtuliłam się w niego.
-Słuchaj jakby były jakieś problemy to my zawsze przecież możemy wyjechać, to nie jest nic wielkiego.
-Ja mam studia, treningi wy tak samo, jak byśmy, to pogodzili?
-Nie wiem, ale dla ciebie dałbym radę – pogłaskał mnie po policzku-Kochanie proszę cię.
-Czemu nikt mi nie powiedział, że życie jest aż tak trudne? – zapytałam bardziej siebie niż jego.
-Pomogę Ci tylko sobie daj, bo to utrudniasz – powiedział błagalnym głosem.
-Wszystko, ale zeznania odpadają jakoś samemu będziemy musieli się z, nim uporać.
-Jak? – Michał zaczął się ironicznie śmiać – Przy następnym razie jak się spotka ze Zbyszkiem, to Bartman go zabiję i pójdzie siedzieć, bo innego scenariuszu, to ja sobie nie wyobrażam.
-On nie chce ze mną rozmawiać tylko cały czas zeznania, zeznania i nic więcej.
-Nie lubię się poddawać, ale coś czuję, że już niedługo nie będę miał wyjścia – odparł i ze Stasiem na rękach wyszedł z pokoju.

Chciałabym porozmawiać z kimś, kto by mi doradził, ale tak bym mogła dogodzić wszystkim. Jednak, to jest chyba niemożliwe, bo takich cudotwórców nie ma.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i udałam się w stronę wejścia. Oczywiście, Michał mnie wyprzedził i się zapytał, gdzie się wybierałam. Wzruszyłam ramionami i weszłam do kuchni. Staś leżał na torsie Zbyszka i patrzył w sufit. Uśmiechnęłam się i zaczęłam robić kanapki. Kiedy przygotowywałam śniadanie chłopiec nawet nie jęknął tak było mu dobrze. Misiek cały czas nie wracał, ale słyszałam jakieś szepty dochodzące z przedpokoju. To była na pewno Agnieszka coś mu tłumaczyła, a on się denerwował. Jestem bardzo ciekawa co takiego się wydarzyło.

 

Perspektywa Michała…

 

Słuchałem uważnie co Agnieszka do mnie mówi i myślałem, że rozwalę wszystko, co stanie na mojej drodze. Chwyciłem już kurtkę, by zejść na dół, ale ona mnie zatrzymała.

-Michał nie rób nic głupiego on nie jest tego wart – ostrzegła mnie.
-Nie widzisz, że on nas terroryzuję – wyszeptał – Ja muszę ją chronić przecież, to jest jakiś jeden wielki kryminał.
-Namów ją na zeznania i nie będzie problemu – doradziła mi i zaciągnęła do kuchni.

Staś, tak jak go zostawiłem był u Bartmana i już smacznie spał na jego piersi, a Julka stała i robiła kanapki. Agnieszka się z nią przywitała i podziękowała za opiekę. Bartman specjalnie odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę, że on też dużo robi, bo mały u niego śpi. Aga się zaczęła śmiać i ucałowała go w policzek, a Julka uśmiechnęła się pod nosem.

-Dzięki bardzo, ale ja już muszę spadać do siebie, bo zaraz przyjedzie mama, by się, nim zająć – przyniosłem fotelik.
-Nie ma za co i polecam się na przyszłość – powiedziała wesoło Julka.
Stasiek już wygodnie leży w foteliku i nawet nie zauważył, że zmienił swoje położenie.
-Daj znać jak tam mama – poprosiłem i odprowadziłem dziewczynę.
Zbyszek patrzył na nią tak, że aż jej się głupio robiło, ale widziałem, że nie chcę pękać i tak łatwo mu się nie da
-Daj sobie pomóc – zwrócił się do Bogackiej.
-Ale nie w taki sposób – odpowiedziała i pokręciła głową.
Wszedłem do kuchni i zmierzyłem ich wzrokiem, jednak żadne z nich się nie odezwało.
-Dobra jedziemy do pracy – odezwał się Bartman – Julka idź po swoje rzeczy i zawieziemy cię na uczelnię.
-Pewnie – odpowiedziała jak, gdyby nigdy nic i poszła do siebie.
-Nie możemy teraz jechać – powiedziałem po cichu.
-Niby czemu? – spojrzał na mnie jak na idiotę.
-Kuba jest gdzieś pod blokiem – odpowiedziałem mu, a ten chwycił telefon i rozmawiał już z komisarzem.

-Halo – powiedział zdenerwowany.
—————————————————-
-Tak jest pod blokiem proszę przyjechać.
—————————————————-
-Dobrze nic nie robię.
—————————————————-
-W porządku – rozłączył się i uderzył w stół.

Spojrzałem na niego i wiedziałem, że jest wściekły. Nic nie powiedział tylko skierował się do pokoju Julki. Nie myśląc od razu udałem się za, nim.
-Nie jedziesz dzisiaj na uczelnię – powiedział ostro.
-Niby czemu? – patrzyła na niego.
-Dopóki nie pójdziesz na komisariat, to będziesz siedziała w domu, bo narażanie twojego życia, to bez sensu.
-Nie możesz mi niczego zabronić – warknęła.
-Zdziwisz się, bo nie chcę cię mieć później na sumieniu.
-Michał powiedz coś – odezwała się do mnie.
-Mnie tu nie ma i nie przeszkadzajcie sobie – podniosłem ręce w geście obrony i usiadłem na krześle.
-Bartman nie mogę się ukrywać – mówiła coraz głośniej.
-Jak chcesz, to od razu możemy do niego zadzwonić wystawić cię przed blok on cię zabierze, a później, to już chyba nie muszę Ci mówić co będziecie robić – powiedział ironicznie Zibi.
-Nic się takiego nie dzieję – usiadła na łóżku i odparła spokojniej.
-W ogóle – zaczął się śmiać – Wczoraj chciał cię zgwałcić, podciął hamulce w aucie, pobił Michała, prześladuje cię w każdym miejscu, ale to nic, bo takie jest życie? Pewnie, to ja Ci dalej powodzenia życzę- Zibi z niej drwił.
-Bartman przystopuj – warknąłem na niego.
-Ja wiem, że nie powinienem, ale ja się wykończę albo zabiję, bo cię Mała kocham jak siostrę, ale ty sobie, jak na własne życzenie robisz krzywdę – trzasnął drzwiami i wyszedł.
Julka podeszła do mnie i mocno się we mnie wtuliła.
-Niszczę siebie i wszystkich naokoło – wyszeptała.
-Twój wybór – pocałowałem ją w czoło – Pójdę do Zbyszka, żeby nam mieszkania nie rozwalił – zwróciłem się do niej.
Poszedłem do salonu, a Zibi stał przy oknie i patrzył jak policja biega po całym osiedlu.
-Nie mogę uwierzyć w, to wszystko, co się dzieję – mówił patrząc w okno.
-Ja również, ale takie nasze życie – usłyszałem pukanie do drzwi, a Zbyszek od razu pobiegł w ich kierunku.
Pognałem za nim, ale w połowie drogi wracał z jakąś kopertą w ręku.
-To do Julki – powiedział smętnie i rzucił ją na stół.
Po chwili ponownie ktoś zapukał do drzwi. Bartman poszedł otworzyć, a ja usiadłem na fotelu. Zibi wrócił z komisarzem.
-Zgubiliśmy go, ale on faktycznie coś od Julki chce, bo coś tam się odgrażał – tłumaczył nam komisarz.
-Co dalej? – dopytywałem.
-Gdzie jest ta wasza cała Julka, bo muszę z nią porozmawiać. Ta sytuacja jest poważna.
-Proszę za mną – odezwał się Zibi i poszliśmy do jej pokoju.
Julka dostała małego szoku, kiedy weszliśmy z komisarzem.
-Powiem prosto z mostu jestem z policji i mam zamiar wytłumaczyć Ci jakie niebezpieczeństwo Ci grozi.
-Zadzwoniliście po policję? – powiedziała z wyrzutem w naszym kierunku.
-Już od dłuższego czasu prowadzę twoją sprawę, a Kuba i tak o tym wie, tylko że ja muszę mieć twoje zeznania, żeby cokolwiek zrobić.
-Umawialiśmy się na coś – mówiła do mnie i do Zbyszka, a na komisarza nie zwracała uwagi.
-Julka – policjant się zdenerwował i potrząsnął ją za ramiona – To nie są żarty, a ten koleś powinien już dawno siedzieć w więzieniu.
-Boję się nie miał pan nigdy lęku w sobie – za pyskowała do niego jak córka.
-Miałem i mam, ale ty i tak nie masz normalnego życia. Sama nie wychodzisz z domu i jesteś pod kontrolą chłopaków, więc nie wiem, czy może się coś zmienić po tych zeznaniach. Jakby już coś miał Ci robić przecież teraz nie jest lepiej.
-Pan go nie zna on jest niezrównoważony i łatwo nie odpuszcza.
-Zauważyłem i znam jego kartotekę on jest poszukiwany za gwałty i narkotyki musisz złożyć zeznania, żeby nie skrzywdził ciebie i innych dziewcząt.
Julka nie mówiła nic tylko patrzyła w ścianę.
-Zrozum pomożemy Ci damy ochronę jak będzie trzeba i nic Ci się nie stanie – tłumaczył jej dalej – On krzywdzi też inne twoje rówieśniczki pomóż im i sobie. On nie zasługuję żeby chodzić po ziemi.
-Zgoda – powiedziała głucho.
-Co? – Bartman krzyknął na cały blok.
-Pójdę i złożę zeznania…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Joł ;)

Nareszcie się laski dowiecie kto to taki stał za drzwiami. Nie powiem mogę was trochę rozczarować, bo prawie wszystkie stawiałyście na Julki tatę, ale sorry to nie on. Trochę to dziwna sytuacja, ale Bogacka dostała nową misje i podołała jak zawsze. Ta dziewczyna niby ma problemy, ale niczego się nie boi i co trzeba to jej w życiu wychodzi.

Komentarze są, ale ja chcę więcej była umowa. Ja wstawiam, co drugi dzień i będę zwiększała ilość. Teraz proszę 40 komentarzy, a wy dacie radę tylko małe lenie z was. Jednak jak ja miałabym się tak lenić, to nic bym nie pisała, a piszę dla was i też dla siebie. Może mi to wychodzi?

Dzięki wszystkim za komentarze i wejścia KOCHAM WAS ;)

Już 60 a dopiero co był 50 normalnie ciekawe do ilu dobiję jak sądzicie?

Ogłoszenie.

Czekam, bo chcę wstawić rozdział jeszcze tylko kilka komentarzy do 30 ;)

Rozdział 59 – Blokada i coś jeszcze.

 

Perspektywa Zbyszka…

Michał stał naprzeciwko mnie i czekał na wyjaśnienia. Złość się we mnie gotowała i nie mogłem wydusić nawet jednego słowa.

-Wytłumaczysz mi, to wszystko? – zapytał po chwili.
-Dzwonił komisarz – zacząłem niepewnie.
-Powiedz mi, że go złapali i mamy święty spokój – jego oczy aż się zaświeciły.
-Chciałbym, ale nie mogę – usiadłem na ławce – Ten Radomski, czy jak mu tam przeglądał zapis kamer z naszego mieszkania i Kuba bardzo często kręci się po klatce, a raz świrował coś przy zamku.
-Kurwa przecież ja już nie mam pomysłów, jakby to wszystko skończyć – uderzył dłonią w drzwi.
-Daj spokój ręce przydadzą się do gry, a, żeby to skończyć, to tylko Julka może nam w tym pomóc – powiedziałem z nadzieją.

W domu byliśmy kilka minut przed 18 i nie chciało mi się nawet nogą ruszyć. Byłem zmęczony, ale nie po meczu tylko po tej całej sytuacji z Kubą. Misiek z Julką siedzieli w kuchni i z czegoś się w najlepsze śmiali. Winiar udawał jak potrafił, że nic się nie dzieję, ale nie raz widziałem jak bardzo jest mu z tym ciężko. Wstałem i udałem się do pomieszczenia, gdzie znajdowały się moje orły.
Julka siedziała na blacie i jadła rodzynki, a Misiek szeptał jej coś do ucha.
-Nie za dobrze wam? – zapytałem i odsunąłem Winiara od Julki.
-Kochanie nie mamy w ogóle prywatności – Michał zwrócił się bardziej do mnie niż do Bogackiej.
-Prywatności, to wy macie nawet za dużo, a to co robię, to tylko dla waszego dobra – wyjaśniłem, im i pocałowałem Julkę w policzek.
-Właśnie widzę – Michał odepchnął mnie ręką od siatkarki.
-Julka ty jutro masz mecz co robimy? – zapytałem.
-No ja jadę wygrać, a wy idziecie na trening i po problemie.
-Nie – Winiar powiedział gwałtownie – Jedziemy z tobą.
-Chyba was pogięło przecież nic mi nie będzie – powiedziała pewna siebie.
-Zrobimy, tak jak pojedziesz z nami dzisiaj na komisariat, to jutro jedziesz sama na mecz – odparłem.
-Jest dużo wolnych miejsc w autobusie – powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
-Wiedziałem, że się dogadamy – Michał przybił ze mną piątkę.
-O, której macie wyjeżdżać? – dopytywał Winiar.
-Jutro o 12 mamy wyjazd, a zbiórkę tak z 20 minut szybciej – wyjaśniła.
Kiwnąłem jeszcze głową i poszedłem się położyć. Może, chociaż sen mi trochę pomoże.

Perspektywa Julki…

Rano miał mnie obudzić budzik, ale zrobił, to dźwięk SMS-a. Misiek otworzył jedno oko, ciężko westchnął, ponownie się we mnie wtulił i zasnął. Zaśmiałam się po cichu i chwyciłam telefon. SMS był z nieznanego numeru telefonu. Oczywiście, tak jak ostatnio nic z tego nie rozumiałam.

„Pamiętaj na pieszo zawsze bezpieczniej. Jeszcze raz bardzo przepraszam.”

Krzywo spojrzałam na wyświetlacz swojej nokii i wzruszyłam ramionami. Może ktoś się myli i nie wysyła na ten numer co trzeba.
Podeszłam do szafki, żeby wybrać coś do ubrania. Na mecz, to nie było się co stroić, więc postawiłam na dresy i wysokie adidasy. Śniegu nie było za dużo, ale nie pójdę w cienkich butach.
W kuchni Zibi zajadał się kanapkami. Uśmiechnęłam się do niego i przywitałam buziakiem.

-Jak tam samopoczucie przed meczem? – zwrócił się w moim kierunku.
-Jak zwykle pozytywnie może dzisiaj już wszystko będzie ze mną dobrze – powiedziałam i przypomniał mi się ten dziwny SMS.
Usiadłam na parapecie i zaczęłam się wpatrywać w zimowe miasto.
-Mała mów co się dzieję – nakazał mi Zibi.
-Wiem, że mam wam wszystko mówić, ale chyba jestem przewrażliwiona – zaczęłam mówić, ale do kuchni wpadł Misiek i zaczął krzyczeć, że trzeba się szykować.
Chłopaki postanowili jechać swoim autem do Katowic, by dziewczyny nie rozpraszały się przed meczem. Po 11 godzinie zeszliśmy na dół. Zbyszek wrzucił moją torbę do bagażnika i wszedł do auta, żeby odjechać, bo po boku były zaspy, a my z Miśkiem czekaliśmy. Kiedy mieliśmy już wsiadać zauważyłam, że jakiś płyn leciał spod auta. Wskazałam ręką, a Michał zawołał Zbyszka. Zerknęli pod auto, a po chwili przyszedł zaraz Mariusz.

-Ale komuś się nudziło – odparł wściekły Bartman.
-Co się stało? – zapytałam Michała.
-Ktoś podciął wężyk od płynu do hamulców i niechcący mogliśmy się rozwalić przy pierwszym drzewie.

Po tych słowach aż ciary przeszły mi po plecach i pomyślałam, że to może być związek z tym SMS-em.

-Chłopaki, to może być moja wina – powiedziałam cicho.
-Przecież, to nie tylko jakieś szczeniaki – wybronił mnie Szampon.
-Tak, ale już przed tym pobiciem Michała dostałam SMS-a, a dzisiaj rano też – podałam, im telefon.
-Czemu nie powiedziałaś nam o tym wcześniej? – zapytał Zibi.
-Dzisiaj rano chciałam Ci powiedzieć, ale Misiek zaczął się drzeć i nam przerwał – wyjaśniłam.
-Julka sama widzisz, że to na pewno musi być Kuba, to już nie jest zabawne, ale niebezpieczne dla ciebie, jak i dla nas – odparł Michał patrząc mi w twarz – Szkoda tracić czasu pojedziemy moim autem.
-Ja też jadę – zgłosił się na ochotnika Mario – Nawrockiemu się jutro wytłumaczę.

Wsiedliśmy do drugiego auta i pojechaliśmy w stronę uczelni. Siedziałam z tyłu w fotelu i nie odezwałam się nawet słowem. Ściskałam w dłoni kamień i liczyłam, że to wszystko się już skończy. Przecież jemu chyba kiedyś się to już znudzi.
Wsiadłam do autobusu, a chłopaki jechali zaraz za nami. Sebastian kazał, im jechać z nami, ale oni się uparli, że pojadą autem. Winiar zamienił się z Zibim i teraz, to Bartman prowadził. Gadałam z Anetą, kiedy dostałam SMS-a myślałam, że to znowu jakieś durne wygłupy, ale ujrzałam numer Miśka.

„Kochanie przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem”

Uśmiechnęłam się i zaraz mu odpisałam.

„Nie gniewam się, bo wiem, że masz rację z tym wszystkim i bardzo głęboko myślę o tych zeznaniach, ale nie wiem, co mam robić”

„Rób jak uważasz, ale pamiętaj, że ja i Zbyszek zawsze będziemy przy tobie.”

„Ja bardzo dobrze o tym wiem, ale, mimo to bardzo się go obawiam. Nie chodzi o to, że wam nie ufam, ale ten człowiek już tyle razy zrobił mi krzywdę, że sama nie wiem, co mam się po, nim spodziewać.”

„Wierzę Ci, ale bardzo się o ciebie martwię i proszę wygraj ten mecz i pojedziemy złożyć zeznania, a potem, to już mamy spokojne życie.”

„Chciałabym, żeby tak było kochanie.”

„Kocham Cię nad życie.”

„Ja ciebie również i kończę, bo muszę się odstresować.”

Kilka minut po 14 byliśmy na miejscu. Hala, na której mieliśmy grać robiła wrażenie. Drużyna, która jest naszym przeciwnikiem, to dziewczyny, których od 5 lat jeszcze żadna drużyna nie pokonała. Jest, to ostatni mecz tych rozgrywek, na którym również wybierają osoby do lig zagranicznych. Główną nagrodą jest 50 tysięcy złotych i stypendia dla studentek, więc jest, o co powalczyć. Do tego Świderski szeptał nam, że będziemy miały zaliczone dodatkowo jakieś projekty.
Pomachała chłopakom, którzy poszli jakoś negocjować wejście na halę, bo wcześniej nie przewidzieli, że trzeba mieć wejściówki.
Szatnie były ogromne i mieliśmy tylko 10 minut na przebranie.
Punktualnie o 14.30 staliśmy na boisku i czekaliśmy na gwizdek sędziego. Chłopaki bez problemu weszli na obiekt i z uśmiechem na twarzy nam kibicowali.
Pierwszy set przegrałyśmy 20:15, ale to tak jakby z mojego powodu. Nie czułam w ogóle piłek. Prawie żadna nie wpadła w pole tylko na aut.
Świderski pytał się, czy chcę zejść, ale dziewczyny powiedziały, że mam zostać. On, im coś tam tłumaczył, a ja poszłam do chłopaków.

-Kochanie co jest? – zapytał Michał i mnie przytulił.
-Blokada i nie wiem, co ma ze sobą zrobić.
-Grać Mała przecież dobrze wiesz, że jesteś najlepsza – doradził mi Zbyszek.
-Ty nas potrafisz motywować na meczach, a sama siebie nie? – zapytał Szampon.
-Właśnie w tym jest problem – wzruszyłam ramionami i pobiegłam do szatni.
Otworzyłam drzwi i czułam, że ktoś tutaj jest. Zamknęłam je po cichu i weszłam głębiej. Zza ściany wyszedł Kuba i stanął z uśmiechem na ustach przede mną.

-Oglądałem twoją grę, ale coś czuję, że masz jakiś problem – uśmiechnął się cynicznie.
-Co ty tu robisz? – zaczęłam się odsuwać do tyłu.
-Gdzie się wybierasz – szarpnął mnie za rękę i wpił się w moje usta.
-Kuba zostaw – krzyknęłam i uderzyłam go w twarz.
Spojrzał na mnie wrogo i trzymając za szyję przycisnął do ściany.
-Czemu mi, to robisz? – ledwo co zdołałam się odezwać.
-Z miłości kotku – uniósł moją bluzkę i zaczął całować mnie po dekolcie.
Szarpałam się, ale na marne on był znacznie silniejszy jakby chodził na siłownię. Błądził rękoma po moim ciele, a ja nie mogłam się ruszyć. Po chwili wyciągnął jakąś chusteczkę i przyłożył mi do nosa. Zakręciło mi się w głowie i odpłynęłam.

Perspektywa Michała…

Zaczął się drugi set, a Julki nigdzie nie ma. Sebastian pytał co się stało, ale sam nie wiedziałem i kazałem wpuścić mu inną zawodniczkę. Udałem się w kierunku szatni. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Julkę leżącą na ziemi. Nie miała na sobie bluzki i spodenek.

-Kochanie – uklęknąłem przed nią i chwyciłem jej twarz w dłonie.
Do szatni wszedł Zbyszek i nie wiedział co się dzieję.
-Co ty jesz robisz? – krzyknął na cały regulator.
-Nie nudzi mi się aż tak, by ją rozbierać – nawilżyłem jej usta – Już jak wszedłem, to tak leżała.
Otworzyła oczy i jak zobaczyła mnie, to się uśmiechnęła i mocno do mnie przytuliła.
-Mała co tutaj się stało? – dążył Bartman.
-Kuba – wyszeptała i przytuliła się do mnie – Ja nie chcę już żyć.
-Kurwa – Zbyszek walnął w ławkę – Jeżeli nie pójdzie na policję, to już dużo życia Ci nie zostanie, a jak cię stracę, to nie ręczę za siebie. Zabiję go, a potem siebie i wiedz, że to będzie twoja wina – wykrzyczał Bartman i trzaskając drzwiami wyszedł.
Zaczęłam płakać słowa Zbyszka mnie zabolały, ale dobrze wiedziałam, że ona ma rację.
-Kotku ja się z, nim zgodzę – Misiek go poparł – Wytłumaczysz mi to?
-Weszłam, a on już tutaj był zaczął mnie całować i go uderzyłam, a, wtedy zaczął mnie rozbierać, a na koniec przytknął mi coś do nosa i film mi się urwał.
-Julka on Ci czegoś nie zrobił? – Michał patrzył przerażony na moje rozwalone ciuchy.
-Chyba nie z tego co pamiętam, to czegoś się wystraszył na tyle byłam świadoma – Michał pomógł mi wstać i się ubrać – Co z meczem mam chyba problem?
-Nie ja wszystko wyjaśnię Sebastianowi, ale chodź już na boisko.
-Michał – dotknęłam jego twarzy i spojrzałam w oczy, a on się ślicznie uśmiechnął – Wygram ten mecz i pokonam samą siebie.
-Moja dzielna dziewczynka – wtuleni w siebie udaliśmy się na boisko.
Michał pokazał coś Świderskiemu, a ten kiwnął tylko głową i zawołał mnie.
-Wszystko dobrze? – zapytał jeszcze.
-Pewnie mogę wejść? – dostałam jakby nowe sił.

Po chwili stałam już za białą linią na zagrywce. Obróciłam się jeszcze w stronę chłopaków. Michał stał i trzymał kciuki, a Mariusz siedział i niepewnie patrzył w moją stronę. Na pewno Misiek mu już wszystko powiedział, a Bartmana nie ma. Wzruszyłam ramionami i energicznie odbiłam w piłkę. Piłka idealnie wpadła w pole i był as. Drugiego sera wygraliśmy 25:22, a w setach mamy remis.
-Tak właśnie kończy się set Julia Bogacka wielki brawa – usłyszałam głos spikera i zaczęłam się śmiać.

Sebastian porozmawiał z nami co jeszcze dopilnować i poszedł do Winiara. Rozmawiali aż do rozpoczęcia trzeciego seta. Za, nim jeszcze weszłam na boisko trener się zapytał, czy na pewno mogę grać. Uśmiechnęłam się i poszłam na swoje miejsce.
Po kilku punktach gra zaczynała nam się układać i czułyśmy się, jak ryby w wodzie. Było tak samo, jak na treningach. Spokojnie, z wyczuciem i bez skrępowania. Kolejna piłka leciała w moim kierunku odebrałam, Aneta wystawiła, a ja po bloku przebiłam na drugą stronę. Trzeciego seta wygrałyśmy 25:20 i już prowadzimy 2:1 w meczu. Podbiegłam do Michała, który cieszył się razem ze mną.

-Kochanie mówiłem, że będzie dobrze – przytulił mnie.
-Wiem, ale… – smutno na niego spojrzałam.
-Nie martw się przejdzie mu i wróci – pocieszył mnie i pogłaskał po policzku.
-Brakuję mi go, że nie stoi na trybunach i nie trzyma za mnie kciuków.
-Cała Julka tęskni za Zbyszkiem, a on na pewno za nią – wtrącił się Szampon.
-Wygraj mecz dla niego – zaproponował i subtelnie mnie pocałował- Po meczu coś Ci powiem – wyszeptał mi do ucha i się słodko uśmiechnął.
-Nie mogę się już doczekać – pomachałam mu i wróciłam na boisko.

Mecz zaczęłyśmy w całkowitym spokoju. Sebastian kazał nam się skupić na piłce, a nie na wygranej, bo ona nie jest najważniejsza w tym momencie. Zgodzę się z, nim bo dla nas siatka jest czymś przyjemnym, a nie walką na śmierć i życie. Możemy, to wygrać, ale ze spokojem i bez stresu.
W drugim secie wynik jest znakomity. Prowadzimy 23:19 cała sala wiwatuję, ale my się jeszcze nie cieszymy, bo mój kochany tatuś zawsze mówił, że „póki piłka się toczy nie można nic przewidzieć”. Zgodzę się z każdym jego słowem i też z myślą o, nim rozgrywałam każdą piłkę. Wbiłam pięknego gwoździa i stanęłam za białą linią. Jeden punkt dzieli nas od wielkiego finału. Chłopaki siedzieli za mną i nie miałam czasu się już oglądać, ale naprzeciwko ujrzałam jakąś znajomą twarz. Otóż mój Zibi stał z rękoma na brzuchu za bandami i czekał aż odbiję. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i puszczając mu oczko odbiłam piłkę w stronę przeciwnika. Liber i przyjmująca się nie dogadały i tak właśnie, to my wygrywamy cały mecz 3:1 i jedziemy na wielki finał do Warszawy.

-Cudowny mecz, cudowne spotkanie i uczelnia z Bełchatowa dostaję się do kolejnego etapu turnieju – powiedział wesoło spiker – A teraz jak to zwykle bywa trzy osoby zostaną wybrane do klubów zagranicznych.

Po tych słowach stanęłam i oczekiwałam na dalszą cześć wydarzeń, ale miałam ogromną nadzieję, że tym razem mnie nie wybiorą.

-Oddaję głos panu prezesowi – prowadzący oddał mikrofon wysokiemu facetowi.
-Witam wszystkie zawodniczki i trenerów – odparł wesoło – Każda z was prezentuję bardzo wysoki poziom i jestem pod wrażeniem, bo miałem wielki dylemat co do wyboru trzech najlepszych – patrzył w naszą stronę – Jednak musiałem wybrać i podam trzy kluczowe nazwiska. Dwie dziewczyny są z Bełchatowa, a jedna z Katowic – dążył dalej – Świder, Darowska i Bogacka wielkie brawa – wszystkie dziewczyny zaczęły sobie gratulować.

Jednak mi w ogóle nie było do śmiechu, bo ja się nie mam zamiaru nigdzie wybierać. Już jedna tata sytuacja była i nie chcę jej jeszcze raz powtarzać przecież w tym nie będzie w w ogóle sensu. Michał i Mariusz stali i tempo patrzyli przed siebie. Mam nadzieję, że nie myślą, że jadę.
-Przepraszam bardzo – zwróciłam się do prezesa – Ja muszę odmówić gry w zagranicznym zespole, bo mam swoją drużynę – powiedziałam dumnie.
-Pani Julio nie może pani – odparł gwałtownie.
-Wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy prawo wyboru – odgryzłam mu się.
-To wielki krok na przód i szansa na rozwinięcie nowych umiejętności – namawiał mnie dalej.
-Dla mnie, to kolejny krok w tył, a mój trener wystarczająco rozwija moje umiejętności, więc do widzenia – pożegnałam się i zadowolona opuściłam halę.

W szatni zaczęłam szybko zbierać swoje rzeczy, a dziewczyny cały czas mnie obserwowały normalnie czułam się skrępowana.
-Co chcecie mi powiedzieć? – zwróciłam się do nich.
-Że jesteś głupia nie przyjmując kolejny raz takiej propozycji – odpowiedziała mi Karolina.
-Uwierz, że mam już tam pomieszane życie, że bardziej się nie da, a to, by jeszcze bardziej pogorszyło moją sytuację.
-Julka – do szatni wszedł Świderski – Ja nie nauczę cię tego co on we Włoszech, czy Rosji – mówił niepewnie.
-Przestańcie – krzyknęłam – Jestem kapitanem tej drużyny i nie chce iść, gdzie indziej. Nie mam na, to ochoty, a do tego mam tutaj za dużo kochanych osób, żeby was stracić nawet taka Rosja, czy Włochy nie są tego wartę – przytuliłam się do Karoliny – Zrozumcie siatkówka, to siatkówka, a moja jest razem z wami.
-Jak uważasz, ale powiedziano mi, że jak się namyślisz, to można do nich zadzwonić i… – zaczął Świderski, ale jak go zmierzyłam wzrokiem, to sobie odpuścił.

Umówiłam się z Sebastianem, że wrócę z chłopakami. Siedziałam na tylnym siedzeniu wtulona w Michała bluzę. Mariusz siedział obok mnie i grał na telefonie, a Zbyszek z Winiarem siedzieli z przodu i nie odzywali się nawet słowem. Miałam dosyć tej ciszy, ale nie chciał mi się nawet już gadać o tym wszystkim.
-Julka jak się czujesz? – zwrócił się do mnie Misiek.
-W porządku – odpowiedziałam obojętnie.

Kilka minut przed 20 byliśmy w domu. Odkładając kurtkę na wieszak przechodził Zbyszek. Zatrzymał się i spojrzał na mnie. Skierowałam wzrok na niego, a ten tylko uniósł ręce do góry i odparł:
-Ja się poddaję, ale jak coś Ci się stanie, to umrę – wyszeptał i pogłaskał mnie po policzku, po czym wyszedł.

Skierowałam się do salonu, ale Michał spał na kanapie, więc go nie chciałam budzić. Położyłam się u siebie i zaczęłam czytać notatki z wykładów, bo jutro miałam jakieś zaliczenie. Zdawałam te studia, ale tak naprawdę w ogóle się nie uczę i nie myślę o tym. Długo mój spokój nie potrwał, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam, by iść otworzyć, ale wyprzedził mnie Michał i powiedział, że mi nie wolno. W drzwiach ujrzeliśmy…

————————————————————————————-

Hej wszystkim czytelnikom ;)

Myślę, siadam, piszę, wstawiam wy komentujecie od czasu do czasu i tam próbuję sobie uświadomić, czy z tego jest jakiś pożytek?

Julka dalej brnie w swoje rację, a zeznania wiszą na włosku. Może ktoś jej w tym pomoże? Jak myślicie? Czekam na jakieś propozycję od ciebie.

Ogłoszenie.

Panie ja dalej czkam na komentarze aby było 30 i jakoś tak nie mogę się doczekać ;) Liczę na was bo nowy już na was czeka tak samo jak ja. Zapraszam do czytania i komentowania.

Rozdział 58 – Pani Marta psycholog.

 

Perspektywa Zbyszka…

Wszedłem do domu Janki właściwie, to wbiegłem i ujrzałem ją na kanapie w salonie. Miała obitą całą twarz i podkrążone oczy od płaczu. Ukucnąłem przed nią i delikatni ucałowałem ją w usta. Po chwili otworzyła oczy i rzuciła mi się na szyję.
-Zbyszek kocham cię nad życie i przepraszam za wszystko – wyszeptała mi do ucha.
-Kochanie wiesz jak się bałem – mocniej ją uścisnąłem – Jak jeszcze raz nic mi nie będziesz mówiła to, inaczej sobie porozmawiamy – pogroziłem jej palcem.
-Przepraszam, ale ja nie chciałam ciebie martwić, jednak teraz jest już wszystko dobrze i nie musisz się martwić on nic mi nie zrobi już nigdy więcej – czułem jak mocno mnie potrzebowała.
Posiedziałem z nią do późna, ale postanowiłem wrócić do domu, bo juto rano mamy siłownię i trening.
W domu było już ciemno, bo Michał i Julka spali. Udałem się pod prysznic, a po chwili do łóżka i zadowolony, że z Janką wszystko w porządku zasnąłem.

Rano nie miałem siły wstać, ale z Julką nie wygram i skutecznie swoimi goframi wyciągnęła mnie z łóżka. Michał już siedział przy stole i pochłaniał kolejne kawałki z dżemem.
-Pycha – odparłem, kiedy spróbowałem.
-Jak Nawrocki, by to widział, to już bym nie żyła – powiedziała śmiejąc się.
-Ciii nikt nic nie wie – Bartman przyłożył palec do ust – Julka dziękuję Ci za wszystko – puścił mi buziaka.
-Nie ma sprawy i cieszę się, bo Natka wysłała mi jeszcze dzisiaj w nocy SMS-a
Zibi wypiął dumnie pierś i udał się do swojego pokoju przebrać.
Siedziałam i dokańczałam swoją herbatę, a Michał chodził, sprzątał i nucił coś pod nosem.
-Humorek dopisuję? – zapytałam, a ten przytaknął i wpił się w moje usta.

Zadowoleni wyszliśmy z domu i udaliśmy się do auta i na halę. Nie wiem, co Skra robiła po wczorajszym treningu, ale na pewno nie oszczędzała sił na dzisiaj, bo połowa chłopaków wyglądała jak śmierć. Założę się, że była jakaś niespodziewana imprezka, na której na szczęście moi chłopcy nie byli. Specjalnie trzasnęłam drzwiami po wejściu do szatni, a oni zaczęli się drzeć.
-Julka ciszej, bo my tu umieramy – odezwał się Kłos.
-Przepraszam – powiedziałam słodko i usiadłam obok Mariusza.
On też najwidoczniej nigdzie nie był, bo wyglądał normalnie i śmiał się razem ze mną z nich.
Dzisiaj już mi trener odpuścił i kazał na boku odbijać piłkę, a na koniec treningu mnie wypróbuje, za to zajął się chłopakami. Biegali równo jak w wojsku i słuchali każdego słowa Nawrockiego.
Tak mieli powiedziane godzina treningu, a potem siłownia. Zeszli z boiska i udali się na drugą salę, gdzie znajdował się cały sprzęt.
Siedziałam i obserwowałam Michała, a ten cały czas wyginał się do mnie i prężył swoje muskuły. Śmiałam się z niego w najlepsze, a reszta nie wiedziała, o co chodzi. Siatkarze trenowali, a ja widziałam w nich potencjał i siłę wygrywania. Po prostu, to są moi chłopcy i nie zamieniła bym ich nigdy.

Następnego dnia rano Zbyszek zawiózł mnie na uczelnię, bo Misiek spał i nie chciałam go budzić. Wykłady dzisiaj były bardzo nudne i sama nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nikt właściwie nie słuchał pana profesora Wilczyńskiego, który zadał nam na jutro projekt o problemach małżeńskich na zaliczenie. No myślałam, że się nogą przeżegnam. Nie widziałam jeszcze dobrego małżeństwa, które, by było zgodne, bo moja matka nie potrafiła mi razem z ojcem dać takiego wzoru. Jednak napisać pracę musiałam, a że dzisiaj miałam w domu lepsze rzeczy do roboty niż pisanie jakiejś pracy, to zaczęłam już teraz. Po wykładach z Wilczyńskim udaliśmy się do pani Miodek. Stwierdziła, że jutro mamy jakieś testy na zaliczenie i ogólnie do końca tygodnia mamy tyle zaliczeń, że głowa mała.
-Ja się chyba zabiję jak to wszystko ogarnę – szepnęła mi do ucha z tyłu Maryśka.
-Pójdziemy razem, to zrobić, bo mam ten sam lęk – napisałam jej SMS-a.
Nie ma co czekać i słuchać słów bez celu, więc zabrałam się za pisanie. Praca miała być na 10 stron, więc trochę tego było, ale na szczęście ja miałam dzisiaj wykłady do 15. 30 i zaraz po tym trening.
Kiedy dotarłam na salę byli już wszyscy. Przebrałam się w ekstremalnym tempie i poszłam do nich.
-Mam kilka komunikatów – odezwał się Świderski, a my stanęłyśmy wokół niego – W sobotę jak każda z was widziała Julka nie była na treningu.
Ja dziękuję kompletnie zapomniałam o porannym treningu. Czułam, że mam wielką gulę w gardle i nie mogę mówić.
-Jednak rozmawiałem z trenerem Nawrockim i wyjaśnił mi, że Julka w sobotę od rana do wieczora ćwiczyła razem z chłopakami – dokończył swoją wypowiedź i uśmiechnął się do mnie.
-Wiem, że nie powinnam, ale na treningu i tak nic, by ze mnie nie było.
-Jak uważasz, ale teraz chcę zobaczyć, czy Jacek Ci pomógł – rzucił mi piłkę, a do mnie ponownie wróciła nie pewność.

Stanęłam za białą linią i zerknęłam na piłkę. Wyobraziłam sobie, że na trybunach siedzi tata i obserwuje moją grę. Uśmiechnęłam się pod nosem i energicznie w nią uderzyłam. Poszybowała daleko i idealnie wpadła w pole.
-Faktycznie jest lepiej, ale musimy jeszcze pracować, bo coś się z tobą stało – przyznał mi rację i zarazem opierniczył.
-Nie ma sprawy bierzemy się do roboty – uśmiechnęłam się do dziewczyn, a one przyznały mi rację.

Wróciliśmy do treningu nie powiem czułam się lepiej i w ogóle jakoś gra szła mi bardzo dobrze. Jednak brakowało mi tej pewności siebie jaka zawsze mi towarzyszyła przy każdym odbiciu. Mam nadzieję, że ta psycholog mi dzisiaj pomoże, bo już nie wiem, co będę musiała zrobić.
Podzieliłyśmy się na drużyny i jak dawniej zaczęłam pierwszą piłkę. Widziałam, że jak odbiłam moją piłkę profesjonalnie, to dziewczyny wymieniły ze sobą zadowolone spojrzenia. Grałyśmy prawie dwie godziny i znakomicie się przy tym bawiłyśmy. Tak co półgodziny miałyśmy przerwę i trener dawał nam wskazówki jak lepiej grać, a po tym ponownie wracałyśmy do gry. Po 18.00 zeszłyśmy na półgodzinną przerwę, siedziałyśmy i jak zwykle plotkowałyśmy, a Sebastian się tylko z nas śmiał. Po 18.30 wróciłyśmy do gry powiem szczerzę, że czułam się, jak w swoim żywiole. Te uczucie co kiedyś chyba do mnie wraca, ale jest tylko jedną nogą w moim cielę. Może z czasem będzie już, tak jak jeszcze tydzień temu. Tak jakoś 5 minut przed końcem treningu na balkonie ujrzałam Michała z wielkim uśmiechem. Puściłam mu buziaka i wróciłam do gry. Brakowało nam jednego punktu do 25 i była moja kolej na zagrywkę. Stanęłam za białą linią i wbiłam eleganckiego asa. Winiar zaczął razem z całą drużyną bić mi brawo, a ja się przed nimi ukłoniłam. Zabrałam swoje picie, pożegnałam się z dziewczynami i gotowa do wyjścia stałam obok Michała.
-Widzę, że kondycja wraca – wyszeptał mi do ucha i pocałował mnie w szyję, po czym szczelnie nakrył szalem.
-Owszem panie Winiarski – przybliżyła się do jego ucha i lekko je przygryzłam.
-Kochanie kusisz mnie – odparł i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Wiem, bo mam tak cudownego faceta, że nie mogę się oprzeć – wpiłam się w jego usta.
-Chodź do pani psycholog, a w domu możemy po grzeszyć – uśmiechnął się cwaniacko, a ja uniosłam lewą brew.
-Zbyszek jest i lepiej nie kombinuj – zmierzyłam mu włosy.
-Zibi idzie do Janki, bo coś tam chce jej pomóc, a ja, to bardzo dobrze wykorzystam – delikatnie mnie pocałował i w swoich objęciach udaliśmy się do samochodu.
Po 15 minutach podjechaliśmy pod wielki wieżowiec w centrum Łodzi. Spojrzałam na Michała, a ten pociągnął mnie za rękę i windą wjechaliśmy na piąte piętro. Drzwi otworzyła nam niewysoka blondynka na oko miała z 30 lat.
-Hej czekałam na was – przywitała nas ciepło.
Uścisnęłam jej dłoń, a z Michałem wymienili krótkie spojrzenia.
-Michał zostaw nas same, a ja z Julką sobie porozmawiam – zwróciła się do siatkarza.
-Pewnie – odparł i pocałował mnie w czoło, po czym wyszedł.
-Zapraszam do salonu tam będzie najwygodniej – wskazał ręką jasny pokój.

Usiadłam na kanapie, a Marta zaraz obok mnie. Widziałam, że czeka aż zacznę mówić.
-Zapewne Michał Ci trochę opowiadał o mojej sytuacji – powiedziałam niepewnie.
-Nie trochę tylko wiem wszystko i to bardzo dziwna sytuacja.
-Masz na, to jakąś radę? – zapytałam z nadzieją.
-Owszem, ale coś czuję, że chcesz mi coś jeszcze powiedzieć – dotknęła mojego ramienia.
-Straciłam pewność siebie jaka zawsze mi towarzyszyła. Gram w siatkówkę, ale odbijając piłkę nie wierzę w to, że ona w padnie w pole i ogólnie nie wiem, co ze sobą zrobić.
-Powiem tak na pewno za dużo myślisz o swoich problemach zamiast skupić się na tym co ważne.
-No tak, ale nie mogę zlekceważyć tego jak bardzo mam rozwalone życie.
-Nie, ale możesz zrobić wszystko, by je poukładać. Dobrze wiesz, że wystarczy złożyć zeznania – patrzyła cały czas mi w oczy – Kochasz Michała? – zdziwiłam się po tym pytaniu.
-Nawet nie wiesz jak bardzo jest dla mnie całym światem i nie wyobrażam sobie dnia bez niego – mówiła jak w transie.
-Widać, to po tobie i dla niego powinnaś złożyć te zeznania. Żeby już nie musiał się o ciebie martwić, bo tak naprawdę, to zadajesz mu tym ból – po tych słowach serce mnie zakuło.
-Brakuje mi odwagi którą z dnia na dzień tracę.
-Michał mi opowiadał, że co jak co, ale swój charakter, to masz i po krótkiej wymianie zdań z tobą wierzę w, to – spojrzałam jej pierwszy raz w twarz – Wiem, że również zdajesz na psychologie.
-Tak wiem, ale sama się już nieraz zastanawiam, czy się na, to nadaję, bo nawet ze swoimi problemami nie potrafię sobie poradzić.
-Uwierz, że ja też tak nie raz mam, bo my jesteśmy tylko ludźmi i taka nasza natura. Potrafimy pomóc wszystkim dookoła, a samym sobą nie – jej słowa bardzo dobrze do mnie docierały – Pewność wrócić prędzej, czy później najczęściej dzieję się to, kiedy uwierzysz w siebie po jakiejś wygranej albo sukcesie.
-Może tak być, a co do tych zeznać uwierz, że chciałabym bardzo zgłosić, to wszystko na policję, ale już tyle przeżyłam, że mam w sobie taki strach, że nie da się tego opisać.
-Boisz się wszystkiego? – zadawała pytania.
-Nie tylko Kuby i jego kumpla, kiedy on jest przy mnie, to moje ciało coś paraliżuję i nie mogę nic zrobić.
-To dlatego, że używał wobec ciebie przemocy i żeby, to zmienić musisz stawić jemu czoła – poradziła mi.
-To jest raczej niemożliwe, więc i tak nie wiem, co dalej – powiedziałam zrezygnowana.
-Zrób, to dla samej siebie i Michała. Wyobraź sobie, że będziesz mogła funkcjonować jak normalny człowiek, a kiedy nie będziesz koło Winiara, to on nie będzie odchodził od zmysłów.
-Ja wszystko rozumiem, ale ty mnie też musisz zrozumieć. Ja po gubiłam się już w swoim życiu i szukam jakiś wskazówek.
-Ja dam Ci jedną – odezwała się z uśmiechem – Kieruj się rozumem i nie daj sobą manipulować, bo masz swoje prawa.
-Julka daj sobie pomóc i idź na ten komisariat – poleciła mi.
-Pomyślę nad tym, ale dzięki – wyciągnęłam telefon i napisałam SMS-a Michałowi, żeby po mnie przyszedł.
Ubierałam się, a Marta cały czas mnie obserwowała.
-Dobra powiedz coś, bo zaraz pękniesz – zwróciłam się do niej.
-Właśnie, dlatego nadajesz się na psychologa – odpowiedziała z uśmiechem – Wygraj coś i wtedy pokonasz samą siebie i odzyskasz pewność, przejdzie lęk i wróci dawna Julka – poleciała mi.
-Lek na wszystko zobaczymy co z tego wyjdzie – podałam jej dłoń, a ona mnie przytuliła w tym samym czasie wszedł również Misiek.
Jeszcze raz podziękowaliśmy Marcie i udaliśmy się do samochodu.
Siedziałam w fotelu pasażera wracając do domu i myślałam o rozmowie z Martą.
-Lepiej trochę? – zapytał mnie Michał.
-Chyba tak, ale musimy czekać, co to będzie dalej.
-Jak będziemy razem, to wszystko będzie dobrze – przybliżyłam się do niego, a on objął mnie ramieniem.
Do Bełchatowa dojechaliśmy kilka minut po 22 faktycznie nie było nikogo w domu.
-Mam tyle nauki, że nie wiem w co ręce włożyć – powiedziałam rzucając się na kanapę.
-Przecież miałem wykorzystywać sytuację – położył się na mnie.
-Nie dzisiaj Winiarski, bo do końca tygodnia mam tyle zaliczeń, że poezja – zepchnęłam go z siebie i uciekłam do pokoju.

Siedziałam i czytałam notatki z wykładów. Pracę już dokończyłam i wyszła mi nawet dobrze. Do tego w międzyczasie myślałam, że zgubiłam indeks, ale jakimś cudem znalazł się w kuchni. Musiałam, więc go dzisiaj nie mieć na uczelni. Nie wiem, która była godzina, ale moje oczy się już zamykały, ale nie mogłam zasnąć, bo miałam jeszcze tyle nauki. Ledwo co trzymając się na nogach udałam się do kuchni, by zrobić sobie kawę. Zdążyłam wstawić wodę, a do pomieszczenia wszedł Michał.
-Kocie co robisz? – podszedł i przytulił się do mnie.
-Robię sobie kawę, bo chce mi się spać, a mam dużo nauki – obrócił mnie w swoją stronę.
-Nawet nie próbuj – powiedział gwałtownie – Wyglądasz jak śmierć, a dopiero kilka miesięcy temu byłaś w szpitalu chcesz tam wrócić?-widziałam na jego twarzy złość.
-Michał ja muszę się uczyć – wyjęczałam.
-Julka ty musisz tylko i wyłącznie żyć zdrowo, a reszta, to tylko dodatek – skarcił mnie – Kocham Cię i nie mogę patrzeć jak siebie niszczysz. Jesteś inteligentna i bez nauki wszystko zdasz – wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
Kiedy wszedł do pomieszczenia i zobaczył te wszystkie książki i notatki, to cofnął się i wszedł do swojego pokoju.
-Dzisiaj śpimy u mnie, bo u ciebie, to niech mole jedzą te książki – położył mnie na łóżku – Kocham Cię – ucałował mnie w czoło i od razu usnęłam.

Rano obudziłam się wtulona w Michała. Spał lekko przy tym pochrapując. Na swojej głowie miał ten artystyczny nie ład i błogi uśmiech. Delikatnie wpiłam się w jego usta, a on nie otwierając obrócił nas tak, że ja teraz byłam pod, nim.
-Śniłaś mi się – odparł całując mnie po szyi.
-Jak już o mnie śnisz, to znaczy, że zadłużyłeś się na maksa.
-Na całe życie – spojrzał mi w oczy – Żono moja serce moje nie ma takich jak my dwoje – zaczął sobie nucić i wrócił do całowania mnie.
-Czy ty mi coś sugerujesz? – złapałam jego twarz w dłonie i przysunęłam do swojej twarzy.
-Może już niedługo, kiedyś zresztą nie łap mnie za słówka – zrzucił z nas kołdrę i zaczął mnie gilgotać.
Oczywiście, jak na mnie przystało zaczęłam się drzeć na cały blok, a zaraz w pokoju był Zibi.
-Ludzie ja wiem, że można się kochać i w ogóle, ale reszta lokatorów chce spać – powiedział zły.
-Nie spać, bo za godzinę mamy trening i nikt Ci nie zakazuje się nie kochać – wytknęłam mu język.
-Julka miałaś być grzeczna i ufam wam – Zibi wymierzył w nas palcem i wyszedł.
-Grzeszyć, to na pewno nie w jednym domu z Bartmanem – po chwili w drzwiach stał już Zbyszek.
-Wszystko słyszałem – pogroził palcem Miśkowi – Rozejść się i odsuń się od niej – zwrócił się do Michała.
Winiar uniósł ręce w obronie i podszedł do szafki, a ja zaczęłam się śmiać.
-Zibi Kocham Cię – zwróciłam się w stronę siatkarza.
-Ej – Misiek rzucił we mnie poduszką.
Nie chciałam z rana zrobić trzeciej wojny światowej, dlatego udałam się do łazienki wziąć prysznic i ubrać się w coś nowego.
Zjedliśmy śniadanie i kilka minut przed dziesiątą jechaliśmy w stronę uczelni. Michał cały czas się śmiał, a Zbyszek patrzył na niego jak na idiotę.
-Julka mecz jest o 15, a ty masz jeszcze wykłady i zaliczenie – zwrócił się do mnie Zbyszek.
-Myślałam nad tym i dzisiaj chyba nie dam rady – powiedziałam smętnie.
-Nie chciałem Ci tego mówić, ale masz rację. My nawet nie mielibyśmy jak po ciebie przyjechać – Zibi się do mnie odwrócił.
-Spokojnie będzie jeszcze tyle meczy, a ty musisz wszystko zdać – odparł Misiek.
-Rozumiem i masz racje będzie jeszcze dużo meczy – pocieszyłam się – Powiedzcie któremuś z chłopaków, który nie będzie grał, żeby mi pisał wyniki – poprosiłam.
-Masz to, jak w banku – dostałam dwa buziaki i skierowałam się do budynku uczelni.
Na pierwszych dwóch godzinach miałam wykłady z panem Wilczyńskim i oddaliśmy mu nasze pracę. Zabrał nam jeszcze indeksy i oddał dopiero pod koniec. Następnie była pani Miodek i, tak jak mówiła mieliśmy projekty na zaliczenie. Całe szczęście, że wszystko wiedziałam i mam zaliczone, bo nie wiem co, to by było. Odpowiadając wiedziałam wszystko i nareszcie czułam się pewnie. Po wykładach myślała tylko o chłopakach i o meczu. Dzisiaj grali z Treflem Gdańsk. Dostałam SMS-a od Kłosa, który nie grał z powodu kontuzji, że jest 5:8 dla przeciwnika. Lekko posmutniałam, ale wiedziałam, że i tak się odpłacą. Byłam trochę przed czasem, bo od razu skierowałam się na salę. Świderski siedział na materacach i coś rozpisywał.
-Byłem przekonany, że dzisiaj nie przyjdziesz – zwrócił się do mnie.
-Nie miałam dużo do zaliczenia zresztą nie miałabym, z kim jechać- powiedziałam smętnie i usiadłam obok niego.
-Dalej ciągnie się to za tobą? – spojrzał na mnie smutny.
-Na własne życzenie, ale nie chce o tym rozmawiać – skończyłam temat.
-Dziewczyny były dzisiaj na wykładach? – zapytał.
-Nie tylko kilka osób, ale jeszcze nikogo nie ma – odpowiedziałam i zaczęłam się bawić teczką.
-Wczoraj szybko wyszłaś, a ja mówiłem, że dzisiaj nie będzie treningu- na te słowa aż mi się oczy zaświeciły – Najwidoczniej zapomniały Ci przekazać, a ja kazałem iść, im na mecz, żeby podłapały jakąś taktykę, bo nie ma co się męczyć przed jutrzejszym meczem.
-Kurcze teraz, to już i tak po ptakach i muszę tutaj czekać na chłopaków – kopnęłam mocno w piłkę.
-Chodź zawiozę cię też miałem jechać, ale te papiery mnie zatrzymały- zwrócił się do mnie.
-Nie chce Ci zawracać głowy – odmówiłam.
-Dobrze wiem jak bardzo te mecze są dla ciebie ważne, więc bez gadania – uśmiechnęłam się do niego i kiwnęłam twierdząco głową.

Razem z Sebastianem po półgodzinie byliśmy na hali i siedzieliśmy obok dziewczyn. Chłopaki mnie nie widzieli, ale to lepiej, bo będę mogła zrobić, im niespodziankę. Kiedy dotarliśmy na miejsce było 1:1 w setach i 23:19 dla Skry.
Oczywiście, kilak asów Kurka i ataki Bartmana i tak wygraliśmy tego seta. Siatkarze zeszli na przerwę, ale skutecznie się ukrywałam, by mnie nie widzieli. Obserwowałam ich dokładnie oczywiście Kamila latała cały czas pomiędzy, nim a najczęściej obok Michała. Widać, że wziął sobie do serca moje słowa. Skutecznie omijał panią psycholog, a Bartman cały czas wysyłał jej pogardliwe spojrzenia.
Cały mecz oglądałam głośno krzycząc i oczywiście wygrali 3:1 z przeciwnikiem. Od razu udałam się na dół, by im pogratulować. Zbyszek został MVP, jednak Janka stwierdziła, że nie wygląda jeszcze zadowalająco i nie przyjdzie na mecz, więc nie miał go, kto wyściskać. Tak, więc skierowałam się jego stronę i uwiesiłam się mu na szyi.
-MVP gratuluję – ucałowałam go w policzek, a mu prawię oczy wyskoczyły.
-Mała co tutaj robisz? – krzyknął.
-Spokojnie Sebastian mnie przywiózł i nie ma się czym przejmować- jeszcze raz dałam mu buziaka i poszłam do Michała.
Stał razem z Mariuszem, ale tyłem do mnie. Maniek zrobił wielkie oczy, kiedy mnie zobaczył, ale przyłożyłam palec do ust, by się nie odzywał. Położyłam dłonie na oczach Winiara i czekałam na reakcję.
-Wszędzie poznam ten zapach – wymruczał – Bogacka, to ty tutaj robisz? – krzyknął tak samo, jak Bartman.
-Spokojnie przyjechałam razem z Sebastianem – ucałowałam go i pogratulowałam wygranej.

Perspektywa Zbyszka…

Po meczu udałem się od razu do szatni, bo jak najszybciej chciałem znaleźć się przy Natalii. Nie chciała przyjechać, a ja jej nawet nie namawiałem, by oszczędzić jej niepotrzebnych pytań. W szatni jeszcze nikogo nie było, a ja wychodząc spod prysznica usłyszałem dzwonek swojego telefonu

-Słucham – powiedziałem do telefonu.
————————————————–
-Bardzo dziękuję i cieszę się, że aż tak pan się zaangażował.
————————————————–
-Coś się wydarzyło jeszcze? – dopytywałem.
————————————————-
-Dziękuję i będę miał, to na uwadze – rozłączyłem się.

Rzuciłem telefon do torby i myślałem, że wszystko rozwalę. Po chwili do pomieszczenia wszedł Winiar, kiedy mnie zobaczył wiedział, że coś się wydarzyło.

-Mamy problem znowu – powiedziałem smętnie...

————————————————————————————————————————————

Hej ;)

Na samym wstępie chciałam was bardzo przeprosić, że teraz dodaję rozdział, ale byłam cały dzień nad jeziorem i dopiero teraz zdążyłam się ogarnąć i dodać rozdział. Tak się spaliłam, że teraz siedzę i cierpię.

Julka spotkała się z panią psycholog i co wy na to? Dobrze jej poradziła? Nieraz tak w życiu jest, że możesz być lekarzem a sam się nie wyleczysz albo optykiem, a okularów sobie nie dobierzesz. Tak samo Julka zdaje na psychologie, ale problemy ją przerosły. Będzie dobrze jak zawsze dziubaski ;)

A co do komentarzy, to jestem lekko zawiedziona. Byłam umowa ja wstawiam rozdział co dwa dni, ale jak będzie 20 komentarzy i żeby one dzisiaj były, to ile ja się jeszcze napisałam, to szok. Jak tak się chcecie bawić to podbijam stawkę do 30 i wtedy zobaczycie rozdział.

Rozdział 57 – Twój życiowy front.

 

Perspektywa Julki…

 

Czytając list sama nie wiedziałam co się dzieję . Michał patrzył na mnie z troską, a Bartman miał złość na twarzy.
-Kochanie co się stało? – Michał dotknął mojego ramienia.
-Jak, to znowu ten idiota, to siłą cię zaciągnę na ten komisariat – odezwał się wściekły Bartman.
-Nie – powiedziałam gwałtownie – Ja nic z tego nie rozumiem.
Jeszcze raz zamknęłam oczy otworzyłam ja i zaczęłam czytać od początku.

                                                                                                                                    Afganistan 23 wrzesień 2012 rok

„Kochana córeczko !!!

Jestem bardzo daleko. Sam dokładnie nie wiem, gdzie się znajduję. Tęsknię za tobą potwornie i już nie mogę się doczekać, kiedy dotknę twoich długich, kręconych, blond włosów, a ty uśmiechniesz się do mnie jak największy anioł na ziemi. Wyjeżdżając widziałem jak bardzo za mną tęsknisz i jak byłem już na lotnisku chciałem się wrócić do ciebie, ale stwierdziłem, że ten czas będzie dla nas sprawdzianem. Kiedy minął rok i już mogłem wrócić chciałem sprawdzić, czy wykorzystałaś wszystkie rady jakie Ci dałem i pomogły Ci one spokojnie żyć. Wyszło to, jak wyszło i nie wiem nawet, czy jeszcze wierzysz, że żyje. Dobrze wiesz, że kocham cię nad życie i nie ma takiej godziny żebym o tobie nie myślał. Nie mówiłem Ci, ale ta misja miała być już ostatnią. Miałem zrobić to, co dostałem w zleceniu i już nigdy nie wyjeżdżać bez ciebie, bo nie mogę patrzeć na twoje łzy. Sam nie jestem pewien, czy kiedykolwiek przeczytasz ten list, ale mam, chociaż odrobinę nadziei, że tak się stanie. Będąc tutaj zdobyłem nowe doświadczenia związane z życiem i nie, które wykluczają się z tymi, które miałem dotychczas. Otóż „Zawsze musisz do końca walczyć z wrogiem i najlepszą obroną jest atak”
Kiedy masz wroga nie uciekaj przed, nim, a walcz z, nim, bo może on twoim sprzymierzeńcem nie będzie, jednak nie ma co sobie, nim życia zatruwać i trzeba się go pozbyć ze swojego frontu życia. Piszę, to kolejny raz, ale bardzo cię kocham, tęsknie i już nie mogę się doczekać, kiedy znowu zobaczę z jakim spokojem wbijasz piłkę w pole, a ja razem z tobą cieszę się z tego. Blondyneczko bez ciebie moje życie nie miałoby sensu. Jesteś już dorosłą osobą, ale pamiętaj, że dla mnie będziesz dzieckiem do samego końca. Zaistniała mała sytuacja przez którą nie wróciłem. Rozmawiałem z osobą, która przeszkodziła mi w powrocie do ciebie ten człowiek…

PS. Mam mały problem dalsza cześć tekstu jest w liście u mamy.”

Byłam szczęśliwa, bo mój tata żyję i wierzyłam w, to do końca. Do tego chciał wrócić, ale ktoś mu w tym przeszkodził. Nie mogę się dowiedzieć, kto to taki, bo dalsza część jest w kopercie mamy, czyli były dwa listy. Bartek pisał, że ojciec je wyrzucił albo matka tamten zabrała. Stanęłam i patrzyłam w ścianę.
-Chłopaki dajcie mi chwilę – poprosiłam ich i z listem w ręku udałam się do pokoju.
Położyłam się na łóżku, a list obok na poduszce. Zaczęłam wpatrywać się w sufit i śmiać do siebie. Byłam szczęśliwa nawet bardzo, ale nie potrafiłam tego okazać. Już chyba zapomniałam, co to szczęście i jakie wspaniałe uczucie temu towarzyszy. Złapałam list w dłonie i przyłożyłam go sobie do piersi.
-Tato wiem, że jesteś ze mną i dziękuje za list – wyszeptałam – Kocham Cię nad życie – zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę snu.

 

Perspektywa Michała…


Bałem się o Julkę, bo nie dała przeczytać mi tego listu i sam nie wiedziałem co tam takiego jest. Prosiła nas o chwilę spokoju, jednak, kiedy nie wracała przez 40 minut, to udałem się do niej do pokoju.
Leżała wtulona w poduszkę, a nad jej twarzą leżał list. Przykryłem ją kocem i po cichu zabierając list wyszedłem z pokoju.
Wchodząc do kuchni i czytając białą kartkę Bartman patrzył na mnie jak na idiotę.
-Co masz takiego? – zapytał zaciekawiony.
-Ten list, ale… – nie dokończyłem, bo uważnie czytałem każde słowo.
Kiedy już skończyłem odłożyłem kartkę na stół i usiadłem na krześle. Zbyszek od razu ją przejął i zaczął czytać. Widziałem, że jak skończył, to był lekko zdziwiony.
-Czyli ktoś jest naprawdę – Zibi powiedział wpatrzony w ścianę.
-Przecież widziałeś jakie miała oczy, kiedy to czytała.
-Tak, ale, o co chodziło z tą blondyneczką? – zapytałem bardziej siebie niż Zbyszka.
-A do tego te długie loki – dodałem zdziwiony.
-Może ona nam wreszcie wyjaśni jeszcze kilka rzeczy, bo chyba dużo nie wiemy.
-Ta dziewczyna będzie nas zaskakiwać do końca życia – zacząłem się śmiać.
Było już dosyć późno i postanowiłem nie budzić Julki. Udałem się pod prysznic, a następnie do spania.

Jest niby sobota, ale o 9 jesteśmy już na nogach i jemy śniadanie. Julka siedzi naprzeciwko mnie i ma znakomity humor. Zbyszek patrzy na nią z podziwem i wzrusza ramionami w moją stronę.
-Idziemy na trening panowie – pogoniła nas.
-Tak jest księżniczko – obydwaj ucałowaliśmy ją w głowęi udaliśmy się do pokoi po nasze rzeczy.

 

Perspektywa Julki…

 

Razem z chłopakami udałam się na halę. Nie wiem czemu, ale miałam znakomity humor. Większa część drużyny była już na boisku i jak zwykle się wygłupiali.
-Julka na boisko i bierzemy się do roboty – krzyknął z połowy boiska Ignaczak.
-Już Krzysiu biegnę do ciebie – wytknęłam mu język i poszłam do szatni.
Kiedy weszłam do środka moje nogi chciały same wyjść. Otóż Kamila siedziała na ławce i patrzyła jak chłopaki się przebierają. Sorry bardzo, ale to są moje widoki i nie oddam ich.
-Nawrocki cię prosi – powiedziałam słodko w jej kierunku.
-Dzięki Julka co my byśmy bez ciebie zrobili – powiedziała z ironią w głosie.
Kamila wyszła, a ja krzywo spojrzałam się w ich stronę i weszłam w głąb pomieszczenia do Nowakowskiego, by się przebrać.
-Julka wszystko dobrze? – zapytał Piotrek patrząc na mnie.
-Pewnie, ale nie raz sobie myślę, że Ci moi chłopcy są jak dzieci.
Piotrek chyba nie rozumiał moich słów, ale zaczął się śmiać. Poczochrał mnie po włosach i wyszedł z szatni. Udałam się zaraz za, nim, a Zibi i Misiek siedzieli dalej na ławce i odprowadzili mnie wzrokiem do drzwi. Kiedy weszłam na salę Nawrocki stał przy białej linii i prowadził rozgrzewkę.
-Gdzie są twoi towarzysze, z którymi mieszkasz? – zapytał z uśmiechem Jacek.
-Przebierają się, ale możemy zacząć bez nich – powiedziałam, a wszyscy chłopacy zaczęli się śmiać.
-Najwyżej będą robili dziesięć kółek więcej – miałam małą satysfakcję z tego.
Lubię sport i siatkówkę, ale rozgrzewki trenera Nawrockiego są masakryczne. Jestem totalnie zmęczona i to chyba oznacza, że ja jako kapitan muszę zmienić taktykę naszego zespołu i robić lepsze rozgrzewki na treningach, bo spada mi forma, a reszcie zapewne też z tego powodu.
Chłopaki stanęli na zagrywkę, a Krzysiek na odbiór ja również miałam zagrywać, ale jakoś mi się do tego nie spieszyło. Kiedy już cała Skra odbiła i stali wokół siatki, a Zibi i Michał siedzieli na krzesełkach i mnie mierzyli wzrokiem, to przyszła kolej na mnie.
-Julka pokaż, na co cię stać, bo Świderski ostatnio coś na ciebie narzekał, a ja w, to nie wierzę – zachęcił mnie trener.
Nie pomogło mi, to w ogóle, a jeszcze bardziej zwiększyło moją nie pewność. Podrzuciłam piłkę do góry poszybowała wysoko, ale prosto w trybuny.
-Mała wszystko dobrze, ale walisz jakby za siatką stał twój największy wróg, a ty w niego byś celowała – zaśmiał się.
-Ja nic na, to nie poradzę – rzucił mi piłkę.
-Spróbuj jeszcze raz do skutku mamy dzisiaj cały dzień, więc będziemy próbować do skutku, a panowie niech odbijają pomiędzy sobą – zwrócił się do Skry i do mnie.
Chłopaki oczywiście zamiast zająć się grą, to patrzyli cały czas na mnie.
-Julka musisz trochę przystopować – polecił mi trener.
Kolejna piłka poleciała w stronę siatka, zakręciła się na taśmie i wpadła na moją stronę. Odsapnęłam, a Nawrocki nic się nie odezwał i rzucił mi kolejną. Podrzuciłam żółto-niebieską mikasę i energicznie w nią uderzyłam. Standardowo wleciała za pole jak kolejne piłki. Widziałam, że szkoleniowiec nie miał już siły i poprosił mnie na atak.
-Kubi chodź powystawiasz jej kilka piłek – poprosił trener Michała.
Misiek uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech, odbiłam do niego piłkę, on elegancko mi wystawił, a ja zamiast wbić w pole, to odbiłam gdzieś w siatkę.
-Jeszcze raz – odparł trener – Do skutku – mówił twardo.
Chwyciłam piłkę i jeszcze raz uderzyłam w stronę Kubiego ten łatwo mi ją odbił, ale ja jej nie skończyłam tylko odbiłam w siatkę. Podeszłam do ściany i zsunęłam się po niej na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieję jak na razie nadawałam się tylko na wystawę i to chyba nawet nie.
-Mała nie możesz się poddawać przecież dobrze wiesz, że ty to potrafisz robić – Pan Jacek dodał mi kilka słów otuchy.
Wstałam i ponownie stanęłam na poprzednim miejscu i spojrzałam na siatkę. Michał rzucił mi piłkę, odbiłam do niego ten mi wystawił, ale piłka poleciała gdzieś daleko w trybuny.
-Dobra zostawmy, to i dawaj na zagrywkę – stanęłam za białą linią i w tym samym czasie na salę weszła Kamila.
Wodziłam za nią wzrokiem, a ta skierowała się do Winiara i przywitała go buziakiem w policzek. Zaśmiałam się do siebie ironicznie i odbiłam piłkę. Nawet nie poczułam, że miała taką moc, bo uderzyła w górną tablicę z punktami.
-Ja wolę na atak – zwróciłam się do Nawrockiego, a ten tylko przytaknął głową.
Kubiak ponownie stanął pod siatką i ślicznie się do mnie uśmiechnął. Spojrzałam na Winiara, ale on w najlepsze rozmawiał z Kamilą, a ta jeździła dłonią po jego piersi i słodko się uśmiechała. Miałam tego wszystkiego dosyć. Odbiłam piłkę wysoko i poszybowała w stronę Ignaczaka. Wpadła na jego rękę, ale nie przyjął jej, bo odepchnęło go do tyłu. Chłopaki od razu do niego podbiegli, a ja biegiem udałam się od wyjścia.
-Julka znakomicie – usłyszałam jeszcze słowa trenera, kiedy wychodziłam.

Szłam powoli w stronę szatni wodząc palcem po ścianach. W pewnym momencie poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Miśka.
-Kochanie co się stało? – zapytał zdziwiony.
-Nic – powiedziałam gwałtownie – Wszystko jest w jak najlepszym porządku – wyrwałam mu się i poszłam dalej.
-Przecież widzę co takiego zrobiłem?- dogonił mnie.
-Masz rację przecież jak jakaś kobieta wita się z tobą buziakiem, wodzi dłońmi po twoim ciele i wysyła Ci słodkie spojrzenia, a tobie się to podoba, to faktycznie ty nic nie zrobiłeś – mówiłam cała roztrzęsiona.
-Kotku – zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
-Teraz tak możesz mówić sobie na Kamilę, bo ja chyba nie jestem tego warta – rozłożyłam ręce i pobiegłam w stronę szatni.
Słyszałam, że za mną biegnie i dogonił mnie, po czym oparł mnie o ścianę. Patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, ale po chwili uśmiechnął się i wpił w moje usta. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a on cały czas trzymał moją twarz w dłoniach, a nasze języki współpracowały.
Trwaliśmy tak dosyć długo, ale Misiek poczuł, że już mi się ciężko oddycha i odpuścił.
-Gdybyś nie była warta to, tak jak teraz pocałowałem ciebie, to całowałbym Kamilę, ale ona jest tylko znajomą, a ty jesteś panią mojego życia i mogę Ci przysiąc, że nic do niej nie czuję.
-A co z tymi skromnymi minami? -zapytałam.
-Po pierwsze, to nie ja ją pocałowałem tylko ona, po drugie dobrze wiesz, że szanuję kobiety i nie mam zamiaru do nikogo zwracać się po chamsku, a ona niech sobie robi co uważa, a dla mnie, to i tak nic nie znaczy – wyjaśnił mi i ponownie zaczął mnie całować – Nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęście mając ciebie – oparł swoje czoło o moje – Dałbym wszystko, żeby już nikt nie robił Ci krzywdy.
-Ja wiem, ale Michał ja nie potrafię iść i na niego donosić on, by mnie, wtedy chyba zabił.
-Może tak być, ale czytałem list od twojego ojca i powiedział, że musisz zniszczyć przeciwnika, który stoi na twoim froncie mimo tego, że twym sprzymierzeńcem nie będzie.
-Wiem, ale ja się boję i nic na, to nie poradzę.
-Juluś ja będę przy tobie i nie pozwolę zrobić tobie krzywdy.
-Wiem, że ty i Zbyszek mi pomagacie, ale zobaczcie co się dzieję. Nieraz przez przypadek zostanę sama, a on potrafi, to wykorzystać.
-Masz rację aha i dzwoniłem, do tej mojej znajomej psycholog w poniedziałek wieczorem mamy wizytę – subtelnie mnie pocałował.
-Dziękuję – wtuliłam się w niego i wróciliśmy na salę.

Zaczęłam grać z chłopakami i było lepiej, ale Nawrocki mówił, że to jeszcze nie moja forma. Trener przytrzymał chłopaków aż do 18 wieczorem, a jutro mają przyjść na siłownię i potem mają jeszcze godzinę treningu.
Wróciliśmy do domu i położyłam się przed telewizorem razem ze Zbyszkiem, a Misiek poszedł pod prysznic.
-Kocham Cię – usłyszałam słowa Bartmana i uniosłam głowę do góry.
-Ja ciebie też braciszku nawet nie wiesz jak bardzo – wtuliłam się w niego – Zbyszek, a wszystko w porządku? – widziałam na jego twarzy obawę.
-Sam nie wiem – wzruszył ramionami – Mijamy się z Natalią ona cały czas ma coś do załatwienia a, jak już się spotkamy, to jest taka nieobecna.
-Też dawno z nią nie rozmawiałam, ale podejrzewasz co mogło się stać? – lekko się wystraszyłam.
-Nie wiem, bo wczoraj rano gdzieś pojechała i dalej się nie odzywa.
-Zbyszek nie wiem, co mam Ci doradzić, ale musisz z nią porozmawiać.
-Wiem, ale coś czuję, że ona chyba mnie nie chce. Na początku było dobrze, a teraz z dnia na dzień jakby się od siebie oddalamy i jej, to pasuje – widziałam, że jest bardzo smutny.
-Będzie dobrze obiecuję – ucałowałam go w policzek.
-Ja wszystko widzę, a jak mnie dzisiaj Kamila pocałowała, to miałem przegrane, a ty co wyprawiasz? – odezwał się Michał stojąc naprzeciwko nas.
-A to, że ty jesteś facetem i nie masz prawa być zazdrosny i Zbyszek ma swoją Jankę, więc nie masz się, o co martwić – wyjaśniłam mu i wtuliłam się w niego.
Zaciągnęłam się jego zapachem i lekko zakręciło mi się w głowie.
-Masz nowe perfumy? – zapytałam.
-Tak wyciągnąłem prezenty od mikołaja – Zibi zaczął się śmiać, a ja kichnęłam.
-Na zdrowie – odezwał się Bartman.
Podziękowałam grzecznie, ale po chwili znowu kichnęłam.
-Kurcze chyba się przeziębiłam – Misiek podał mi chusteczkę.
Wyszłam z Winiarem do kuchni i powiedziałam jak sprawa się przedstawia.
-Wyjdź ze mną na klatkę i pójdę do niej – poprosiłam siatkarza.
-Przecież sama mówiłaś, że jej nie ma – spojrzał na mnie krzywo.
-Nie wierzę w, to ona coś kombinuję – odpowiedziałam pewna siebie.
Michał już nie protestował tylko powiedział Zbyszkowi, że idziemy do Mariusza. Zapukałam do niej do drzwi, a siatkarz usiadł na schodach. Pukałam, ale nikt nie otwierał, jednak w środku słyszałam jakieś odgłosy.
-Chodź do domu jej nie ma – poprosił mnie przyjmujący.
Nie zdążyłam się odezwać i usłyszałam szczęk zamka. Drzwi się otworzyły, ale nikt w nich nie stał. Chwyciłam za rękę Miśka i weszliśmy do środka. Siatkarz zamknął drzwi i kiedy weszliśmy do środka na kanapie siedziała Natka z okularami na nosie.
-Michał idź do Mariusza jak będę chciała wracać, to zadzwonię po ciebie – kiwnął twierdząco głową i ucałował mnie w policzek. Ponownie kichnęłam z siatkarz się zaśmiał.
Kiedy Michał już wyszedł usidłam obok Janki na kanapie i objęłam ją ramieniem. Wtuliła się we mnie i zdjęła powoli okulary. Odsunęłam się od niej i obejrzałam jej twarz z każdej strony. Po chwili zdjęła również bluzę, a ja nie dowierzałam w to, co widzę.
-Co, to ma znaczyć? – zapytałam.
-Jak to, co Bogackie i ich problemy z mężczyznami – powiedziała ironicznie.
-Nie rozumiem – stanęłam nad nią i czekałam na wyjaśnienia.
-Pamiętasz Pawła tego mojego sąsiada? – przytaknęłam głową – Chodziłam z, nim jakiś rok i tak naprawdę, to przez niego przyjechałam tutaj na studia, bo zaczął szaleć, podobnie jak Kuba.
Myślałam, że już wszystko w porządku, ale znalazł sobie kolejną ofiarę.
-Matka Teresa z Kalkuty – zaśmiałam się.
-Masz rację no i pojechałam do Gorzowa i razem z tą laską złożyliśmy zeznania na komisariacie i on już długo nie wyjdzie.
-A te limo na twarzy, to podziękowanie? – próbowałam się dowiedzieć.
-Tak podczas sprawy w sądzie wyrwał się, im i dostałam, a teraz wylazł mi taki siniak – wskazała na twarz.
-Czemu nie spotykasz się ze Zbyszkiem już Ci nie zależy?
-Julka ja go kocham, ale nie chcę, by widział mnie w takim stanie.
-Ile tutaj już siedzisz? – zapytałam.
-Od trzech dni kolega przynosi mi zakupy i notatki – wyjaśniła.
-Jak długo miałaś zamiar tak robić?
-Aż będę wyglądała normalnie, ale miałam nadzieję, że ktoś przyjdzie- przytuliła się do mnie.
-Źle ten siniak wygląda – skrzywiłam się.
-Byłam na pogotowiu, ale nic mi nie jest to tylko z tuczenie – poszłyśmy do kuchni – Powinnaś też iść na policję – zwróciła się do mnie.
-Nie – wróciłam z powrotem do salonu – Ty jakoś złożyłaś i też dostałaś.
-Tak, ale wiem, że już ostatni raz i teraz mogę sobie spokojnie żyć bez żadnych obaw – odpowiedziała mi od razu.
-To gratuluję – powiedziałam zgryźliwie – Ty lepiej pogadaj z Bartmanem, bo on jest już zdanie, że go nie chcesz i jest załamany.
Zauważyłam na jej twarzy pewną obawę.
-Kocham go nawet bardzo – wyszeptała – Jednak nie mam odwagi z, nim porozmawiać jeszcze nie teraz – przytuliła się do mnie i leżałyśmy na kanapie wpatrzone w ścianę.
Zauważyłam, że Janka zasnęła. Położyłam jej głowę na poduszkę i zadzwoniłam po Michała. Długo nie musiałam czekać, bo po chwili był już koło mnie i patrzył na twarz Natalii.
-Nie pytaj – poradziłam mu.
Zabrałam jej kluczę i zatrzasnęłam drzwi. Kiedy weszłam do nas do domu skierowałam się do pokoju Bartmana. Siedział z laptopem na kolanach i przeglądał nowe auta.
-Rusz się – krzyknęłam i rzuciłam mu kluczę – Natalia jest w domu i cię potrzebuję.
-Ale jak to ? – nie wierzył w moje słowa.
Wyjaśniłam mu wszystko po kolei, a on nie patrząc na nic wybiegł z kluczami w ręku w stronę drzwi…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Hej moje drogie ;)

Te dni tak szybko lecą, że nie zdążyłam się oglądnąć a znowu muszę rozdział dodawać. Przepraszam was bardzo, bo przy ostatnim wpisie lekko namieszałam. Dodałam go jako stronę i zerknęłam dopiero na drugi dzień, ale notka też już jest, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Dowiedzieliście się co Julka miała w kopercie? Ten jej tata mógłby do niej wrócić co o tym sądzicie? Czekam na odpowiedź w komentarzach.

Mam jeszcze jedno pytanko, ile te opowiadanie ma mieć rozdziałów, bo nie wiem, czy już dochodzić do finału, czy czekać jeszcze trochę?

Rozdział 56 – Dziewczyna z charyzmną.

Perspektywa Michała…

Byłem zły, ale tylko i wyłącznie na siebie. Nie wiem z jakiego powodu zgodziłem się na ten wyjazd z Kamilą. Przecież drużyna ma 15 osób, a ona wybrałam akurat mnie. Dosyć, że nie chce zostawić Julki, to do tego nie lubię takich grupowych spotkań.

-Powiesz mi co się stało? – dopominał się Zbyszek.
-Kamila dzwoniła i wkręciła mnie w jakiś wyjazd w kwietniu – odparłem smętnie.
-To ja Ci z nią powodzenia życzę – zaczął się śmiać – Nie wiem czemu, ale denerwuje mnie ta laska i nie przepadam za nią.
-Ja tam ją lubię, ale jest strasznie namolna.
-Czyli w kwietniu mam dyżur pilnowania Julki – Zibi się zaśmiał.
-Na, to wychodzi, ale może da się to jeszcze jakoś odkręcić.
-Nie łudź się i miłej zabawy – wystawił mi język i uciekł do swojego pokoju.
Skierowałem się do Julki spała na łóżku z czerwonymi oczami. Znowu płakała, a ja sam już nie wiem jak mam do niej dotrzeć. Lekko ją szturchnąłem, by poszła się przebrać od razu otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.
-Co jest kochanie? – zapytała przeciągając się.
-Idź się przebierz i porozmawiamy.
Zrobiła, tak jak kazałem i po chwili leżała koło mnie ubrana w niebieską piżamę.
-W kwietniu muszę jechać na jakiś wyjazd z Kamilą – wyjaśniłem jej.
-To fajnie – powiedziała sztucznie zadowolona.
-Nie chce jechać, ale to dobry pomysł na promowanie się – uśmiechnąłem się zabójczo.
-Rozumiem, ale idziemy spać, bo jutro rano na wykłady potem na kontrolę i jeszcze trening – wymieniała.
-Nie ma sprawy – przytuliłem ją do siebie i ucałowałem w głowę.

Perspektywa Julki…

Na uczelni wszyscy byli jakoś nie wyspani. Każdy patrzył na siebie podkrążonymi oczami i wymieniali dziwne spojrzenia. Ja sama za dobrze się nie czułam, ale z powodu tego, że bardzo długo nie mogłam zasnąć. Myślałam, że to już minęło i wszystko jest w porządku, ale, jednak nie. Zawsze zasypiałam tylko z chłopakami, ale jakoś od miesiąca samej również mi się udawało. Muszę pogadać z siatkarzami i umówić się do jakiegoś psychologa, bo już sama się siebie boję.
Po 13 Michał przyjechał po mnie na uczelnię. Przywitałam się z, nim gorącym buziakiem i udaliśmy się do szpitala. Kiedy weszliśmy do budynku nie było prawie nikogo. Usiadłam pod gabinetem, a Winiar chciał kawę i zaraz obok był automat. Siedziałam i przyglądałam się co jakiś czas przechodzącym osobą. Schyliłam głowę i patrzyłam w fikuśne wzory na podłodze. Jedna z osób zatrzymała się naprzeciwko mnie i patrzyła na mnie z góry. Myślałam, że to Michał, ale on miał inne spodnie. Kiedy uniosłam głowę dreszcze przeszły po moim ciele od głowy aż po same palce u nóg.

-Zdrowa? – Kuba zapytał i się szyderczo uśmiechnął.
-Szmaciarzu – rzuciłam się na niego z pięściami – Pobiłeś Michała – okładałam go pięściami.
-Jesteś moja i on nie zasługuje na to, żeby cie mieć – chwycił mnie mocno za nadgarstki.
-Kocham go nad życie i nie rozdzielisz nas – wyrwałam mu się.
-Oj nie mów chop, zanim nie przeskoczysz – śmiał mi się w twarz – Obiecuję Ci, że jeszcze w tym roku będziesz leżała w moim łóżku.
-Wesołych Świat – naplułam mu w twarz.
-Suko – złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany.
Jak na złość nikt nie przechodził tym korytarzem, a Michała również nigdzie nie było widać.
-Wrócisz ze mną do Gorzowa i będziemy sobie żyli długo i szczęśliwie – wpił się w moje usta.
-Pomocy – zaczęłam się szarpać i krzyczeć na całe gardło.
Zauważyłam jak Rogacki wyciąga z kieszeni swój ulubiony nóż, który już nie raz zrobił mi krzywdę.
-Julka – Michał krzyknął i puścił kawę niosącą w dłoniach na ziemię.
Kuba, kiedy go zobaczył od razu uciekł, a pielęgniarka, która dopiero teraz przechodziła wezwała ochronę. Zjechałam po ścianie na ziemię, a moje ciało całe drżało. Teraz bałam się bardziej niż wtedy, jak on był zaraz obok mnie.
-Kochanie tak nie da się dalej żyć – siedziałam Michałowi na kolanach, a on głaskał mnie po głowie – Przecież on ciebie niszczy.
-Nie wiem naprawdę nie wiem, co mam robić – złapałam się za głowę.
W naszą stronę zmierzał lekarz z wielkim uśmiechem, a ochrona chodziła po szpitalu i szukała nie wiadomo czego.
-Zapraszam do środka – doktor ładnie się uśmiechnął.
Weszliśmy do gabinetu i usiedliśmy przy biurku. Lekarz mnie przebadał i sprawdził wyniki, które były robione jakiś czas temu.
-Jest lepiej, ale mogłoby byś jeszcze lepiej – mówił przeglądając papiery.
-Widać, że lepiej jesz, bo twoja waga się poprawia, ale wyniki krwi są lekko podejrzane.
-Co ma pan na myśli? – Michał od razu się zdenerwował.
-To, że trzeba przepisać inne leki i wszystko się unormuje – wytłumaczył.
Podał nam kartkę z receptą i zaprosił na kolejną wizytę w marcu. Grzecznie mu podziękowaliśmy i poszliśmy w stronę wyjścia.
-Zawiozę cię na trening i pojadę wykupić leki.
-Ok, a ty nie masz za 15 minut treningu? – podniosłam lewą brew.
-Mam, ale zdążę zrobić wszystko, a ty masz na siebie uważać, bo już dzisiaj się przekonałaś, że on jest wszędzie.
-Wiem i dziękuję – Winiar ucałował mnie i otworzył drzwi.

Pomachałam mu i dopiero jak znalazłam się w budynku, to odjechał.
Wszystkie dziewczyny były już gotowe do gry, a ja jeszcze nie gotowa. Szybko wbiłam się w swój strój i dołączyłam do nich na salę. Trener porozmawiał z nami o naszej taktyce i miałyśmy zacząć się rozgrzewać. Odbijałam piłkę o ścianę, a Sebastian cały czas mnie obserwował. Poćwiczyliśmy atak i podzieliłyśmy się na dwie drużyny, po czym zaczęłyśmy grać. Pierwszy raz nie zaczynałam meczu tylko wycofałam się do tyłu. Nie chciałam psuć gry dziewcząt, więc nie pchałam się do przodu. Sebastian gwizdnął swoim niezawodnym gwizdkiem i zaczął się nasz towarzyski mecz. Karolina wystawiała każą piłkę do mnie, a ja ani jednej nie mogłam skończyć. Dawałam jej znaki, żeby tego nie robiła, ale nic nie rozumiała z moich gestów.
-Dziewczyny jest piątek, a w środę gramy mecz musicie się skupić- słyszałam w jego głosie złość.
-Trenerze dobrze wszyscy wiemy, że dziewczyny grają świetnie, a mnie coś cały czas blokuję – obroniłam je – Ja się będę starała poprawić, ale to jest silniejsze ode mnie.
-Ja nic takiego nie powiedziałem, ale dobrze, że widzisz swoje błędy.
-Postaram się nie psuć gry aż tak.
-Zauważyłem już, że coś jest nie tak, ale każdy z nas ma takie dni, więc nie masz się czym przejmować – objął mnie ramieniem.
Wróciłyśmy do gry, ale ja starałam się tylko wystawiać piłki, bo nic więcej mi nie wychodziło.
Na szczęście trening dobiegł końca i mogłyśmy wracać do domu. Usiadłam w szatni na ławce i nie miałam nawet siły się przebrać.
Dziewczyny już dawno wyszły, a ja dalej siedzę i nie wiem, co mam zrobić ze sobą. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Zobaczyłam Winiara z rozmarzoną miną opartego o framugę drzwi.

-Kocie co ty robisz ja się pytam ? – zwrócił się w moją stronę i zaczął się śmiać.
-Nie radzę sobie i coraz częściej, to zauważam – położyłam dłonie na karku – Ja wiem że, to wszystko jest moja wina i mogłabym, to zmienić, ale nie potrafię.
-Nie wiem jak mogę Ci pomóc – Misiek usiadł obok mnie.
-Masz tylko ze mną wytrzymywać, bo podejrzewam, że moje humory są nieznośne.
-Kocham ciebie i twoje humory – pstryknął mnie w nos – Ubieraj się, a ja będę u Świderskiego.
-Poczekaj chwilę – zatrzymałam go jeszcze.
-Tak? – zatrzymał się i ślicznie się uśmiechnął.
-Muszę się zapisać do jakiegoś psychologa, bo sama nie dam sobie z tym rady.
-Jak chcesz tylko wiesz jak to jest z tobą. Dzisiaj twierdzisz, że sobie nie poradzisz, a jutro już jesteś pełna energii.
-Niby tak, ale można się iść poradzić.
-Dobra umówię cię do mojej znajomej na jutro, bo i tak nie mamy na razie żadnych planów.
-Ok idź już, a ja się przebiorę i zaraz do ciebie dołączę – skradł mi jeszcze jednego buziaka i wyszedł.
Przebrałam się i spakowałam swoje rzeczy, po czym skierowałam się do pokoju trenera. Siedzieli na kanapie i śmiali się, jak zwykle z siebie nawzajem. Usiadłam Michałowi na kolanach, a Sebastian patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.

-Michał wie o wszystkim? – Świderski zwrócił się do mnie.
-Niby o czym? – dziwnie się na niego spojrzałam.
-O tym, że nie możesz skupić się na żadnej piłce i kostka Ci nieraz dokucza – wyjaśnił, a Michał spojrzał na mnie pytająco.
-To nic takiego i wszystko się unormuje – tłumaczyłam się.
-Pogadamy sobie w domu – Winiar wymierzył we mnie palcem.
-Tak jest tato – wstałam i przyłożyłam palec do skroni.
-Dobra my musimy spadać, bo Nawrocki na nas czeka – Michał wstał.
-Ah… tak – odezwał się Sebastian – Jacek ze mną rozmawiał o twoich treningach, bo coś wspominał o praktykach.
-No tak i coś ustaliliście? – chciałam się czegoś dowiedzieć.
-Stwierdziliśmy, że zaczniesz dopiero od następnego tygodnia, bo teraz jest mecz i trzeba się przygotować i dopiero po, nim ustalimy godziny treningów tak, by wszystko się zgadzało.
-Dzięki stary – Winiar uścisnął jego dłoń.

Kiedy dojechaliśmy na halę, to na parkingu zauważyłam prawie wszystkie auta chłopaków.
-Jest przed 21 wieczorem, a oni wszyscy czekają? – zapytałam bardziej samej siebie.
-Nie muszę Ci chyba mówić, że jesteśmy zgranym zespołem – złapaliśmy się za ręce i weszliśmy do środka.
Okazało się, że chłopaki, żeby mieć cały wolny weekend siedzą teraz i trenują, a jutro mają tylko rano siłownie i są wolni.
-Winiar możesz wracać na boisku – zwrócił się do niego Pan Jacek.
-Oczywiście – cwaniacko się uśmiechnął i pognał do szatni.
-Rozmawiałem z Sebastianem – odezwał się do mnie trener chłopaków.
-Słyszałam i trochę nie rozumiem na jakiej zasadzi miałabym tutaj pracować.
-Rozmawiałem z twoimi wykładowcami i stwierdzili, że jak na pierwszy rok to trzeba, to trochę, inaczej rozegrać – zdziwiłam się, że w jeden dzień tyle załatwił – Na uczelnie będziesz chodziła normalnie, ale dwóch ostatnich godzin nie będziesz miała tylko, wtedy chłopaki będą przywozili cię do klubu. A treningi będziesz miała na 16 albo 17, jednak ustalimy, to już jak będziesz po meczu.
-Cieszę się, że pan wszystko załatwił – uśmiechnęłam się.
-Nie ma problemu – poklepał mnie po ramieniu – Jednak słyszałem, że masz małe problemy z grą?
-Malutkie, ale postaram się je szybko nadrobić i wrócić do poprzedniej formy – wyjaśniłam szybko.
-Nie wątpię a, czy to chodzi o to pobicie Michała? – czytał ze mnie jak z otwartej książki.
-Może trochę, ale proszę się nie martwić do meczu jakoś dam radę.
-Oczywiście będę i mam nadzieję, że będę mógł pogratulować Ci kolejnego zwycięstwa.
-Też mam taką nadzieję i jestem bardzo wdzięczna, że mi tak pan pomaga, bo bez tego byłabym nikim.
-Ni mów tak masz wielki talent i charyzmę – skarcił mnie i zarazem pochwalił.
-A chłopaki nie mają przypadkowo meczu w poniedziałek? – przypomniałam Nawrockiemu.
-Boże kompletnie zapomniałem, ale to towarzyskie spotkanie.
-Niby tak, ale zawsze pan mówił, że nie trzeba zważać na rodzaj meczu, bo każdy jest ważny – zacytowałam jego słowa.
-Tak jest i jesteś bardzo dobrą uczennicą – objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.
Chłopaki szli powoli w naszą stronę i ustawili się w półkole.
-Ja wiem, że mam ładną dziewczynę, ale pan ma żonę – Michał zwrócił trenerowi uwagę.
-Wiem Winiarski i gratuluję za spostrzegawczość – powiedział ironicznie – Julka przypomniała mi, że w poniedziałek gracie mecz, więc jutro niestetymacie trening i siłownie – wszyscy zaczęli buczeć.
-Julka przez miesiąc robisz nam obiady – odezwał się zły Bąku.
-I tak wam robię, więc, to bez różnicy, a wy macie porządnie grać – wystawiłam, im język.
-Jeszcze zapomniałem dodać – wrócił do nas Jacek – Julka też będzie na treningu i musi wrócić do formy, bo coś mi obiecała.
Spojrzałam na szkoleniowca i aż przełknęłam ślinę, a chłopaki momentalnie zaczęli się śmiać.
-No i przyszła koza do woza – Kurek zaczął mnie łaskotać.
-Dobra, dobra i tak wy pierwsi wymięknięcie – zaczęłam się z nimi sprzeczać tylko Zibi i Michał sobie odpuścili, bo robimy, to godzinami w domu.

Ja się z nimi kłóciłam, a Winiar był zajęty rozmową z Kamilą, która śmiała się do niego jak pusta blondynka i robiła te swoje głupie minki. Oczywiście, jej dłoń spoczywała na ramieniu MOJEGO Miśka. Ta laska chyba nie widzi, że jest stracona na tej pozycji, a do tego jeszcze jedzie z, nim na ten bankiet, czy coś. Za, to Bartman siedział na krześle i wbijał ich wzrokiem w podłogę. Uwielbiam go obserwować jak coś mu się nie podoba, bo, wtedy każda część jego twarzy wykonuje różne ruchy. Zostawiłam chłopaków, bo już mi i, im znudziło się te przedrzeźnianie i podeszłam do Zbyszka. Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam w niego.
-A, gdzie twój kochaś? – zwrócił się do mnie Bartman.
-Nie pytaj jak wiesz. Przecież widzę, że od ponad 10 minut wbijasz ich wzrokiem w ziemię – obserwowałam ich jednym okiem.
-Masz rację, ale nie mogę patrzeć jak Michał jej się daje. Te jej kocie ruchy, słodkie minki i cała reszta, to jedna wielka fikcja tylko po, to by mu się przypodobać – mówił i dalej złowrogo na nich patrzył.
-Ufam mu i mam nadzieje, że jej się nie da.
-Ja zaraz wybuchnę – odparł i sadzając mnie na krześle skierował się w ich stronę.

Perspektywa Michała…

Rozmawiałem z Kamilą o zasadach tego spotkania i co tam mielibyśmy robić. Stwierdziłem, że będę musiał zmienić o niej opinię, bo całkiem fajna z niej dziewczyna. Rozmawiając zauważyłem jak w naszą stronę zmierz Bartman z nieciekawą miną.
-Julka cię potrzebuje – zwrócił się do mnie.
Uśmiechnąłem się do Kamili i skierowałem w stronę Julki. Siedziała na krześle i patrzyła w podłogę.
-Wracamy? – zapytała, kiedy do niej podszedłem.
-Oczywiście tylko się przebierzemy – ucałowałem ją w policzek i pognałem do szatni.

Perspektywa Zbyszka…

Michał poszedł do Julki, a ja stałem przed Kamilą i wbijałem ją wzrokiem w podłogę.
-Wara od Michała – wycedziłem w jej kierunku.
-Nie wtrącaj się tam, gdzie nie trzeba – powiedziała zdenerwowana.
-Nie wiem, czy widzisz, ale ona ma Julkę i są ze sobą szczęśliwi, a ty byś mogła znaleźć sobie inny obiekt westchnięć – poradziłem jej.
-Nikt mnie do niczego nie zmusi, a Michał zawsze może być mój – powiedziała pewna siebie.
-Powodzenia Ci życzę – wyśmiałem ją – Winiar nie jest taki głupi i nie zostawi Julki, bo ty tak chcesz.
-Żebyś się nie zdziwił, bo zobaczysz, że życie jest nieprzewidywalne i brutalne.
-Już dawno bym cię zwolnił, bo zamiast zajmować się pracą, to flirtujesz z każdym z nas.
-Całe szczęście, że ty o tym nie decydujesz – spojrzała na mnie pogardliwie.
-Uważaj dziewczyno, bo możesz się pogubić – zmierzyłem ją jeszcze i udałem się do szatni.

Perspektywa Kamili…

Z całego serca nienawidzę Bartmana i zrobiłabym wszystko, by go się pozbyć, ale to, by było za proste w moim życiu i się nie da. Na sali nie było już nikogo. Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer.

-Witam cię – odparłam zadowolona.
-Cześć słońce – mój rozmówca był również bardzo zadowolony.
-Pracujesz, czy się nudzisz? – zapytałam.
-Panuję nad wszystkim i dzisiaj już była mała akcja, a jak tam twoje zamiary?
-Mają się świetnie, ale wiesz jak to bywa zawsze ktoś musi się wpieprzyć tam, gdzie nie trzeba.
-Rozumiem jak podejrzewam, to jeden z tych jej osiłków?
-Taa, ale dam sobie radę przecież wiesz, że jestem niezawodna w każdym względzie.
-Wiem, wiem kochanie i liczę na jakieś spotkanie.
-Oczywiście ja też mam ochotę, ale jeszcze jutro się zdzwonimy.
-W porządku i życzę szczęścia w operacjach.
-Dzięki – rozłączyłam się.
Zrobię wszystko, by Michał był mój i nie poddam się bez walki.

Perspektywa Julki…

Do domu dojechaliśmy bardzo późno. Ani mi ani chłopakom nie chciało się jeść. Zanim jeszcze dotarliśmy do domu odebraliśmy pocztę. Jeden list był do mnie znowu ktoś chce ode mnie i koperta nie ma nadawcy. Odłożyłam ją na stół i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Byłam wykończona po całym dniu. Cieszyłam się, chociaż, że moje wyniki są dobre i oczywiście Michał cały czas mi przypominał o braniu leków. Było ich więcej niż ostatnio, ale lepsze, to niż leżenie w tym okropnym szpitalu. Wykąpana skierowałam się do salonu. Chłopaki leżeli jak warzywa na kanapie i wpatrywali się w telewizor.
-Zobaczmy co tu mamy – chwyciłam kopertę i wyłożyłam się w fotelu.
Siatkarze obserwowali mnie, bo byli również zaciekawieni co znajduje się w kopercie. Rozcięłam ją nożem i zawartość wysypałam na stół. W środku była jeszcze jedna koperta, a w niej pisemko. Kiedy je przeczytałam serce miałam w gardle…

———————————————————————————————————————————–

Hej kochane ;)

Jest rozdział, bo były komentarze, które czytałam z wielkim uśmiechem na ustach i bardzo wam za nie dziękuję. Julki życie dalej się toczy i problemów nie będzie końca a ona jak zawsze ma swoje rację i nie słucha nikogo, ale zobaczycie co z tego wszystkiego wyjdzie z czasem.

Dzisiaj ma urodziny i chciałabym sobie życzyć żeby moje opowiadanie sprawiało wam przyjemność i dawało radość. Uwielbiam was i do zobaczenia w sobotę. Czekam na komentarze i bardzo dziękuję za wszystkie ;)

 

PRZEPRASZAM, ALE WSTAWIAŁAM NA SZYBKO I NIE

SPOJRZAŁAM ŻE DODAŁAM TO JAKO STRONĘ. WSTAWIĘ

JESZCZE RAZ JAKO WPIS. PRZEPRASZAM NORMALNIE GAPA

ZE MNIE ;)

Umowa.

Pamiętacie, że miałam dodawać co drugi dzień ale jak będzie pod rozdziałem 20 komentarzy. Jeszcze brakuje jednego i wstawiam ;)

Rozdział 55 – Jeden wielki kryminał.

Perspektywa Julki…

Biegłam za Zbyszkiem, bo mnie wyprzedził. Łzy z moich oczu dalej leciały i nie mogłam ich zahamować. Nikogo nie było na portierni, bo chciałam porozmawiać z kimś co się w ogóle stało. Skierowałam się do drzwi i wyszłam na powietrze. Owiał mnie bardzo zimny wiatr. Kawałek od drzwi przy ławce ujrzałam Zbyszka jak klęka przy kimś z panem z portierni. Szybko do nich podbiegłam i za ławką zobaczyłam zakrwawionego Michała. Dobrze, że był wysoki, to było go widać. Bartman trzymał jego głowę, a mężczyzna próbował się gdzieś dodzwonić.

-Kochanie, Michał – złapałam jego dłoń – Zbyszek co się dzieje dlaczego? – pytałam przez łzy.
-Jak nie pójdziesz z nami na komisariat, to się nie skończy – powiedział lekko zgryźliwie Zibi.
-Musi być jakieś inne wyjście – pomyślałam – Dzwoń na pogotowie-krzyknęłam do niego.
-Już jedzie – odezwał się portier.
-Michaś, Michaś – głaskałam go po głowie – Trzymaj się – czułam jak ścisnął moją dłoń.

Całą twarz miał w krwi i pokazywał, że bolą go plecy. Zbyszek nie kazał go ruszać, bo może mieć coś złamane.
Po chwili przyjechała karetka i go zabrała, a zaraz za nią policja. Przełknęłam ślinę i udałam się w stronę funkcjonariuszów i Zbyszka.
-Pani Julia? – zwrócił się do mnie wysoki facet.
-Tak – przytaknęłam – Julka Bogacka – uścisnęłam jego dłoń.
-To pani tak długo wybiera się złożyć zeznania? – zapytał.
-Nie wiem o czym pan mówi – udałam głupią – Nie mam potrzeby iść na komisariat i proszę się zająć sprawą mojego chłopaka – odpowiedziałam ostro.
-Oczywiście, ale, gdyby coś się działo proszę przychodzić – nikle się do mnie uśmiechnął.
-Do widzenia – złapałam Zibiego za rękę i udaliśmy się do auta – Jedźmy, bo zaraz umrę ze strachu – zwróciłam się do siatkarza.
-Jeszcze trzeba dom zamknąć, bo wyszliśmy bez niczego – poszedł na górę.
Wrócił z moją i swoją kurtkę, żeby się ubrać, po czym skierowaliśmy się do szpitala. Dalej nie mogłam opanować łez, ale lekarz mnie trochę uspokoił mówiąc, że to nie wygląda bardzo groźnie. Może i ma rację, ale ja jak zobaczyłam jego zakrwawioną twarz i porwaną kurtkę, to aż mi się gorąco zrobiło. Zbyszek nie patrząc na znaki bardzo szybko dotarł do szpitala. Zaparkowaliśmy auto i udaliśmy się do wejścia. Wszędzie było dużo ludzi i nikt nie chciał nam nić powiedzieć. Dopiero jak wyszedł lekarz, który prowadził mnie, kiedy tu leżałam kazał nam poczekać. Siedzieliśmy właściwie, to Bartman siedział, a ja chodziłam od ściany do ściany nie wiedząc co ze sobą zrobić. W naszą stronę kierowali się policjanci z wielkim uśmiechem. Nie wiem z jakiego powodu tak, im humor dopisywał.

-Mamy zdjęcia na obdukcję – wyjaśnił jeden z nich.
-Ile może trwać, to wszystko? – Zibi dopytywał.
-Złapanie sprawcy może być niemożliwe jedynie, że pan Winiarski będzie coś pamiętał, bo kamery nic nie złapały – mówił patrząc na mnie.
-Dobrze dziękuję i proszę informować mnie na bieżąco – uścisnęli sobie dłonie.
Zbyszek usiadł obok mnie i mocno mnie przytulił. Bałam się, że coś groźnego może się mu stać i to przeze mnie.
-Mała będzie dobrze i nie płacz – otarł moje łzy.
-Masz rację, to moja wina, ale ja nie potrafię iść i zeznać przeciwko niemu – cały czas łkałam.
-Przepraszam byłem zdenerwowany mówiąc, to, ale po części tego się będę trzymał musisz zrozumieć – uścisnął moją dłoń.
-Wiem – z sali wyszedł lekarz.
Stanął nad nami i uważnie się przyglądał mojej twarzy.
-Pani ma jutro u mnie wizytę – zwrócił mi uwagę.
-Mam, ale pojutrze – lekko się uśmiechnęłam – Jednak co z Michałem? – dopytywałam.
-Może pani do niego iść – wskazał mi drzwi, a Zbyszek poszedł z, nim do gabinetu.
Po cichu otworzyłam drzwi, bo myślałam, że Winiar śpi, ale siedział na łóżku z wielkim uśmiechem. Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
-Bałam się, znowu się o ciebie bałam – płakałam mu w ramię.
-Wiem i przepraszam, ale już szedłem do domu, kiedy coś… – zamknął oczy.
-Potem o tym teraz powiedz mi jak się czujesz i czy wszystko w porządku – byłam bardzo ciekawa.
-Dzisiaj wracam do domu – odparł dumny z siebie – Mam tylko z tuczone żebro, kilka siniaków i ran na twarzy.
-Dzięki Bogu – wpiłam się w jego usta – Chciałabym już nigdy nie mieć takiego uczucia jak dzisiaj – wyszeptałam.
Lekarz wypisała Michałowi jakieś maści i zaprosił mnie jeszcze na kontrolną wizytę, po czym mogliśmy udać się do wyjścia. Jechałam wtulona w Michała, a Zibi zatrzymał się w aptece, by wykupić leki.
-To był Kuba? – zapytałam się niepewnie.
-Tak – pokiwał głową i ucałował mnie w policzek.
-Nie powinieneś ze mną być, bo dzieje Ci się krzywda – powiedziałam patrząc w szybę.
-Nawet tak nie mów – powiedział gwałtownie – Julka nigdy w życiu tak nie mów – widziałam, że się zdenerwował.
Chciał coś powiedzieć, ale przyszedł Zibi i powiedział, że skończymy tą rozmowę w domu. Na miejscu wysiadłam z auta i udałam się na górę. Chłopaki jeszcze chwilę pogadali z portierem, a przy naszych drzwiach czekał Wlazły.
-Jak tam? – przytulił się do mnie.
-Jak zawsze wszystko jest z mojej winy, a ja nie mogę nic zrobić.
-Nie odzywam się, bo dobrze wiesz co powinnaś zrobić dla wszystkich dobra – pokiwałam twierdząco głową i weszłam do domu.
Nie odzywając się nic poszłam do swojego pokoju. Mam dosyć i nie wiem, co ze sobą zrobić. Rada jest prosta iść na komisariat, ale ja się boję i nie mogę. Nie wiem, co dalej i moje życie ponownie nie ma sensu. Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
Poczułam jak ktoś głaszcze mnie po głowię. Otworzyłam oczy i ujrzałam Michała z zabójczym uśmiechem.
-Kocham Cię i czekałem od wczoraj, żeby Ci, to powiedzieć – odparł zadowolony – Proszę cię nie mów już nigdy więcej, że nie mogę z tobą być.
-Masz to, jak w banku – poczochrałam go po włosach.
Ubrałam się i skierowałam do kuchni. Zbyszka nigdzie nie było, a trening mają za godzinę. Michał po chwili stał za mną i całował mnie po szyi.
-Jak masz zamiar iść na trening ? – zapytałam.
-Normalnie, bo nikt ma się o tym nie dowiedzieć – zastrzegł sobie.
-Ja się nie odzywam, bo przecież mnie, to nie dotyczy – powiedziałam na żarty.
-Tsa – zaśmiał się – Zbyszek mi mówił jak zrobiłaś z tego policjanta głupka – na samą myśl się uśmiechnęłam.
-Będzie dobrze Michałku – wpiłam się w jego usta – A, gdzie jest Zibi?
-Nie wiem może poszedł do Natalii – Winiar wstawił wodę na herbatę.
-Nie, bo ona gdzieś pojechała – wyjaśniłam mu.
-To nie wiem, ale do treningu na pewno się znajdzie, więc nie ma problemu – odparł błyskotliwie.

Zjedliśmy śniadanie i Michaś zawiózł mnie na uczelnię. Wykłady miałam z jakimś kolesiem na zastępstwo. Nie zwracałam na niego uwagi w ogóle, ale czułam jego wzrok na sobie. Słuchałam jego słów, bo mówił nawet do rzeczy, ale jego postać mnie jakoś odpychała. Pod koniec zajęć poprosił nasze indeksy do sprawdzenia. Nikt się nic nie odezwał i podeszliśmy do niego. Pokiwał twierdząco głową i kazał wrócić na swoje miejsca nie oddając nam indeksów. Wszyscy patrzeliśmy na siebie nie wiedząc co się dzieję.
-Proszę napisać na kartce kluczowe słowo dzisiejszego wykładu – poprosił, a wszyscy zrobili się czerwoni.
-Czemu ma, to służyć? – zapytał jeden ze studentów.
-Temu, czy w w ogóle wiecie co tak naprawdę studiujecie – powiedział ostro – Jestem tutaj nie przez przypadek tylko specjalnie, żeby was sprawdzić i zaliczyć wam jeden z projektów, czyli słuchanie drugiej osoby, bo to w waszej pracy jest najważniejsze.
-Te słowo jak projektem? – zapytałam.
Ten przytaknął głową i ładnie się do mnie uśmiechnął.
Może i mnie denerwował, ale jego wykład słuchałam, bo był o bardzo ważnych problemach życiowych, które prześladują mnie.
Na białej karteczce napisałam wielkimi literami:

„PRZEŚLADOWANIE”

Zebrał od wszystkich karteczki i wrócił na swoje miejsce. Wszyscy dopiero teraz byli w niego wpatrzeni i nie wiedzieli co jest granę. Po 5 minutach stanął na środku sali i kręcił z niedowierzaniem głową.

-Nie jesteście pierwsi, którym robię ten teścik, ale wam poszedł najgorzej – wyśmiał nas – Tylko dwie osoby mają zaliczony ten projekt – powiedział jakby zadowolony z tego.
-Pani Bogacka i Pani Rutowicz gratulują – lekko się ukłonił – Wpiszę wam w indeksy zaliczenie, a reszta ma problem.
Na sali zrobił się jeden wielki szum i zamieszanie.
-Teraz w każdej chwili możecie mieć zaliczenie, więc proszę się pilnować – głupio się uśmiechnął i wyszedł zostawiając na biurku nasze indeksy.

Nie odzywałam się już więcej i zabrałam swój indeks i udałam się na salę. Nikogo jeszcze nie było, bo do treningu 10 minut. Nie rozkładałam się tylko poszłam do szatni. Ubrałam swój strój na trening i wróciłam na salę. Chwyciłam jedną z piłek i stanęłam za białą linią. Uderzyłam w piłkę, ale nie wpadła w pole tylko poleciała na trybuny. Kolejna również i następna też w ogóle na żadnej nie mogłam się skupić tylko błądziłam, gdzie indziej myślami. Nie zwróciłam nawet uwagi jak cała drużyna stoi przy wejściu razem z trenerem i mnie obserwują.
-Julka co jest? – zapytał trener.
-Wszystko gra nic mi nie jest – podeszłam do torby, by się napić.
Koło mnie usiadłam Aneta z dziwną miną.
-Co się dzieję pani kapitan? – dopytywałam.
-Nic się nie dzieję i wszystko po staremu – uśmiechnęłam się do niej i zaczęłam się rozgrzewać.
Trener kazał ćwiczyć atak, ale wszystkie moje piłki leciały w siatkę w ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieję.
-Julka nie chcesz odpocząć – zaproponował trener.
-Nie nie trzeba – pokiwałam przecząco głową.

Odsunęłam się na koniec i czekałam na swoją kolej. Karolina wystawiła mi idealną piłkę, ale nie miałam nawet siły jej wykorzystać. Piłkę przebiłam gdzieś w trybuny, a sama poleciałam na tą swoją nieszczęsną kostkę. Trener od razu do mnie chciał podbiec, ale nie zdążył, bo wstałam i wybiegłam z sali. Miałam dosyć niby nic mi nie było, ale czułam się winna temu jak Kuba pobił Michała. To nie jest już śmieszne, bo miał coś do mnie, a teraz już do Winiara nie chce, żeby ktokolwiek cierpiał z mojego powodu. Siedziałam nad salą i obserwowałam dziewczyny wszystkie idealnie współgrały, a mnie coś blokowało. Pod koniec treningu wróciłam na dół i ustawiłam się na zbiórce.
-Możecie wychodzić, ale Julka zostaję – zarządził Sebastian.
Usiadłam na ławce on zaraz obok mnie. Patrzył na mnie i czekał na, to aż zacznę mówić, ale jakoś się na, to nie zanosiło.
-Powiesz mi co się stało, że aż tak nie możesz się skupić na grze?
-Po prostu jakoś tak nie mogę coś mnie blokuje – specjalnie nie chciałam wracać do tego tematu.
-Jestem twoim trenerem i chcę wiedzieć wszystko – wstał i stanął nade mną – Julka wiem wszystko i cała reszta też.
-Skąd ? – spojrzałam na niego wystraszona – Przecież, to było wczoraj i ja nie mam się zamiaru z niczego tłumaczyć.
-Jednak coś się stało? – łapał mnie za słówka.
-Ja się na ten temat nie odzywam i jeszcze raz przepraszam, a do rozgrywek się ogarnę – pożegnałam się i udałam się do szatni.
Szybko przebrałam się w swoje ciuchy, opatuliłam szalikiem i wyszłam na zewnątrz. Było już ciemno i padał drobny śnieg. Auto Michała stało na parkingu. Poszłam w jego kierunku, ale jak otworzyłam drzwi zamiast Winiara ujrzałam Wlazłego z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Co ty tu robisz? – zapytałam.
-Michał musiał zostać, a Nawrocki kazał mi jechać po ciebie, bo ma jakiś biznes do twojej osoby – wyjaśnił wszystko szczegółowo.
-Ok – przytaknęłam głową i wsiadłam do pojazdu.
Jechaliśmy w ciszy, ale widziałam jak Mariusz cały czas mnie obserwuje.
-Co się wydarzyło? – zapytał, kiedy podjechaliśmy pod halę.
-Niech jeszcze raz ktoś się mnie o to zapyta, to się zabiję – wyszłam z auta trzaskając drzwiami.
Skierowałam się na salę i podeszłam do Nawrockiego. Siedział na krześle przy bandach i notował coś w statystykach.
-Dzień dobry – odezwałam się do niego.
-Witam ciebie – przywitał mnie wielkim uśmiechem – Mam do ciebie sprawę – zaczął trochę niepewnie,
-Słuchaj masz studia jako pani psycholog, a nie potrzebne, by Ci były praktyki? – zapytał z nadzieją w głosie.
-Praktyki powinnam zacząć od drugiego roku, a teraz, to nie wiem, czy mi, by to coś dało.
-To już my załatwimy na uczelni chodzi, po prostu o to żebyś się zgodziła.
-Ale ja mam do 15 wykłady, a potem treningi.
-Właśnie do tego dążę żebyś studiowała tak samo, jak Bąku. Dwa dni wykładów, a potem zaliczenia, a treningi w międzyczasie po praktykach.
-Mogę się zastanowić i przedyskutować, to z chłopakami ? – zapytałam.
-Możesz, ale chłopaki wiedzą już wszystko, więc decyzja należy tylko do ciebie – spojrzałam się na Michała i Zbyszka.
Uśmiechnęli się do mnie i kiwnęli twierdząco głową.
-Dobrze niech będzie, ale co ja bym miała takiego robić?
-To co psycholog będziesz pracowała razem z Kamilą, bo ona również jest w, to włączona i ma jeszcze marketing.
-Oczywiście – nie byłam zbytnio z tego powodu zadowolona.
-Możesz zacząć od poniedziałku, a na uczelni ja się wszystkim zajmę i pogadam jeszcze z Świderskim.
-Dobrze – przytaknęłam i podeszłam do Michała.
Siedział na parkiecie i przyglądał się mi. Usiadłam mu na kolanach i mocno się w niego wtuliłam.
-Dobrze, że się zgodziłaś, chociaż będziemy mieli cię cały czas na oku.
-Też mi się tak wydaję – zaczęłam bawić się jego koszulką.
-Dzwonił do mnie Sebastian nie chcesz ze mną o czymś porozmawiać? – uniósł lewą brew.
-Skąd wszyscy o tym wiedzą ? – zapytałam.
-Ktoś zadzwonił do klubu i teraz jest gadanie, ale mi nic właściwie nie jest więc gram.
-Michaś czuję się wina temu co się stało i nie wybaczę sobie tego.
-Daj już spokój trzeba żyć dalej – przytulił mnie do siebie.
Zaczęło mnie kręcić w nosie i kichnęłam. Prawie cała drużyna powiedziała mi chórem „ na zdrowie”.
-Katar ? – Michał się zaśmiał, a ja ponownie kichnęłam – Kocie – Winiar pogłaskał mnie po głowie.
-Nic mi nie jest tylko kicham – wyjaśniłam.
Chłopaki przebrali się i mogliśmy wracać do domu. Zbyszek był swoim autem, czyli nie był od rana w domu. Wsiadłam do auta Bartmana i udaliśmy się w stronę domu.
-Gdzie byłeś od rana ? – zapytałam oglądając swoje paznokcie.
-Nic takie małe sprawy – uśmiechnął się do mnie – A ja słyszałam, że będziesz u nas pracowała ? – od razu zmienił temat.
-Będę, będę – nie chciałam już go męczyć, ale i tak się dowiem.

W domu zrobiłam szybką kolację, bo widziałam, że chłopaki byli głodni i wszystko szybko pochłonęli.

Perspektywa Michała…
Siedzieliśmy z Michałem w salonie i graliśmy na konsoli. Julka siedziała obok mnie wtulona w moje ramię i co chwilę kichała.
-Mała jutro idziemy na kontrolę może, by cię lekarz przebadał? – zaproponowałem.
-Nie ma potrzeby, po prostu jakoś tak mnie w nosie kręci – odparła smętnie.
Widziałem, że bardzo się obwinia tym co się wydarzyło, ale przecież, to nie ona mnie pobiła tylko ten szmaciarz. Julka stwierdziła, że jest zmęczona i chce się położyć.
-Właściwie jak tam na uczelni? – zdążyłem zapytać, zanim wyszła.
-Dobrze dzisiaj zaliczyłam projekt nawet o tym nie wiedząc… – opowiedziałam chłopakom sytuację z dzisiejszego dnia.
-To gratuluję – dołączył się Zibi.
Julka ucałowała nas w policzek i poszła do swoje pokoju.
-Winiar jak to się właściwie stało? – zapytał Bartman.
-Wracałem już do domu zaparkowałem auto i usłyszałem jak ktoś mnie woła. Odwróciłem się i ujrzałem Kubę. Stanął naprzeciwko mnie dumny jak paw. Nie chciało mi się z, nim nawet zaczynać rozmowy i obróciłem się na pięcie i chciałem już wejść do budynku, ale ten znowu mnie zawołał. Jak się odwróciłem nie stał już sam tylko z dwoma kumplami. Jeden z nich wyciągnął kij bejsbolowy. Chciał uderzyć mnie, ale się odsunąłem i kij pęk jak uderzył w chodnik. Zacząłem się śmiać, a ich, to jeszcze bardziej rozwścieczyło i rzucili się na mnie. Na początku panowałem nad nimi, bo byłem wyższy, ale potem było ich za dużo i z czegoś dostałem w głowę i pamiętam już tylko karetkę.
-Julka się martwiła, że w tamtym domu miała takie przygody, a teraz nic – zaczęliśmy się śmiać – Mieszkamy tu jeden dzień, a tyle się dzieję.
-No – Zibi przytaknął – A miało być tak spokojnie.
-Jeszcze będzie tylko do końca trzeba zniszczyć Kubę i Nawrockiego.
-Zaraz, zaraz – widać, że coś się Bartmanowi przypomniało – Przecież nie było tam Marcina?
-No nie było, ale nie wierzę, że oni razem tego nie wymyślili.
-Jakiś durny kryminał przecież, to już jest żałosne, a nie śmieszne.
-Takie nasze życie z naszą kochaną Julką – powiedziałem zadowolony.
Udałem się do kuchni, bo dzwonił mój telefon. Było dosyć późno, a dzwoniła Kamila z klubu.

-Halo? – nie wiedziałem, o co chodzi.
-Cześć Michał słuchaj mam sprawę – mówiła niepewnie.
-Tak coś się stało? – nic nie mam, to tej dziewczyny, ale jakoś za nią nie przepadam.
-Jak wiesz pracuję teraz w marketingu i dostałam telefon z Warszawy żebym przyjechała z jednym zawodnikiem na spotkanie, aby reprezentować drużynę. Piszesz się? – słyszałem nadzieję w jej głosie.
-A nie może ktoś inny? – miałem nadzieję, że zdołam się z tego wywinąć.
-Jesteś dobrym zawodnikiem i masz wyniki – miała swoje argumenty.
-No dobrze, a kiedy to? – sam nie wierzyłem, że się zgodziłem.
-Końcówka kwietnia, ale muszę już wiedzieć, bo oni wszystko organizują szybciej – wyjaśniła.
-W porządku, to do jutra – rozłączyłem się.
Usiadłem w fotelu i byłe na siebie wściekły. Zbyszek spojrzał na mnie i czekał na wyjaśnienia…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Witam was kochane ;)

Dodaję rozdział żebyście się dowiedziały co stało się naszemu Michałkowi ;) Otóż dużo i nic ;) Lubię was trzymać w napięciu i zazwyczaj bardzo dobrze mi to wychodzi normalnie czuję się z siebie dumna ;) Powiem wam tak umowa z rozdziałami podpisana i będę wstawiała co drugi dzień ;) Oczywiście jak będą komentarze ;)

+Dzięki za wejścia i komentarze.

Propozycja.

Witam ;)
Dziewczyny zaproponowały częstsze dodawanie rozdziałów. Powiem tak ten pomysł mi się podoba, bo mam już 6-7 rozdziałów do przodu. Możemy zrobić tak od dzisiaj do 28 lipca co drugi dzień będę wstawiała rozdział, ale jak będzie minimum 20 komentarzy, a jak nie to będzicie czekać. Może trochę pogrywam ale spełniam wasze prośby a dla was tyle komentarzy to pryszcz, więc napiszcie czy taka umowa wam pasuję będę czekała do 17 ;)
Pozdrawiam ;)

Rozdział 54 – Albo umrzemy razem albo w ogóle.

 

Perspektywa Michała…

Nie mogłem uwierzyć w to, co się wydarzyło. Miałem ogromną nadzieję, że to, co mówił do mnie strażak było tylko snem, a ja się zaraz obudzę i będę mógł przytulić do siebie Julkę. Poczułem na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Uniosłem głowę i ujrzałem Zbyszka ze łzami w oczach.

-Winiar przecież to wszystko nie może się tak skończyć – ukucnął przede mną i zaczął mówić

Nie odezwałem się tylko przeszedłem pod taśmą i pognałem w stronę klatki. Wszędzie było pełno dymu, ale zakryłem usta szalikiem i skierowałem do środka.

-Albo umrzemy razem albo w ogóle – z taką myślą wszedłem w dym i nie wiedziałem, co dalej będzie ze mną i mym życiem.


Perspektywa Zbyszka…

Nie zdążyłem zareagować a Michał był już w budynku. Pognałem w stronę strażaka żeby go zatrzymali, ale nikt nie mógł mi pomóc, bo nie mają ludzi. Usłyszałem jak ktoś krzyczy Michał. Obróciłem się i ujrzałem Julkę, która cała zapłakana próbowała wejść do klatki, do której przed chwilą wbiegł Winiar. Uniemożliwiał jej to strażak i Mariusz, który ją mocno do siebie przytulił a ona się szarpała. Podbiegłem do nich i mocno ją do siebie przytuliłem.

-Zbyszek, co on zrobił przecież tam… – cały czas łkała.

-On poszedł po ciebie wiesz jak się baliśmy – z moich oczu zaczęły lecieć łzy – Strażak nam powiedział, że na 4, 5 i 6 piętrze wszyscy zginęli.

-Zbyszek nie płacz, bo jak też nie mogę przestać – poprosiła.

-Jak to możliwe, że wy jesteście tutaj a nie na górze? – próbowałem, to jakoś zrozumieć.

-Na szczęście zeszliśmy do auta i wtedy – Wlazły nie mógł się nawet wysłowić.

Trzymałem Julkę w swoich ramionach. Cały czas się szarpała i wyrywała. Ja sam bardzo się bałem o Miśka przecież tam nie ma tlenu. Dopiero, kiedy poprosiłem jednego ze strażaków żeby znalazł go to lekko odsapnąłem. Stwierdził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, ale nic nie może obiecać.

Staliśmy tak z jakieś 10 minut i zaczęli wynosić worki. Julka je zobaczyła i jeszcze bardziej się we mnie wtuliła żeby na nic nie patrzeć.

-Zbyszek ja nie mogę go stracić – odparła przez łzy.

-To samo powiedziałaś mi na Mazurach i dobrze wiesz, co Ci na to odpowiem. Michał nigdy nie zostawiłby nas bez pożegnania.

Powiedziałam to, ale tym razem nie byłem tego taki pewien. Miałem bardzo złe przeczucie i mam wielką nadzieję, że tym razem się nie sprawdzi.

Atmosfera była okropna pełno ludzi chodziło i płakało a policja i straż cały czas biegała od bloku do samochodów.

 

-Bartman powiedz mi, że będzie dobrze – Wlazły zapytał patrząc w unoszący się dym.

-Chciałbym, ale nie mogę – odpowiedziałem i spojrzałem na niego dziwnym wzrokiem.

 

W pewnym momencie sanitariusze wynieśli kogoś z bloku. Julka od razu mi się wyrwała i pognała w tamtym kierunku. Razem z Mariuszem pobiegliśmy za nią, ale zatrzymała się przy noszach, bo nie był to Michał tylko jakaś kobieta.

-Mała chodźmy stąd – złapałem ją za rękę i wróciliśmy na swoje miejsce.

Minęły już prawie dwie godziny a tu nic. Zero jakiegokolwiek odzywu. Chciałem żeby Julka jechała z Szamponem do domu a ja bym tutaj został, ale na te słowa zabiła mnie prawie wzrokiem i stwierdziła, że nie ruszy się stąd bez Winiara. Widziałem jak cierpi, ale nie mogłem zrobić nic i tak strasznie mnie to boli.

Usłyszałem, że strażacy wołają lekarzy i teraz to Mariusz udał się w tamtym kierunku. Julka też długo nie czekała i dołączyła do niego. Nie miałem wyjścia i zrobiłem to samo. Kiedy stanąłem nad noszami cały ciężar spadł ze mnie. Na szczęście był to Michał z tym swoim dziwnym uśmiechem. Julka ukucnęła koło niego, ale nie zareagował w ogóle miał zamknięte oczy i był cały w sadzy.

-Proszę się odsunąć – zwrócił się w naszym kierunku lekarz i zajął się Michałem.

-Co mu jest? – Julka zwróciła się do doktora.

-Nie oddycha – powiedział bardziej do swoich pomocników niż Julki.

Od razu do niej podszedłem i mocno objąłem ramieniem a ona się we mnie wtuliła.

-Zbyszek obiecałeś, że nic mu nie będzie – odparła.

Nic się nie odezwałem, bo sam nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Lekarze cały czas biegali i robili coś Michałowi.

Po 5 minutach Michał otworzył oczy i zaczął sam oddychać. Bogacka wyrwała mi się i mocno do niego przytuliła. Nie wiedział, co się dzieję, ale objął ją.

 

Perspektywa Julki…

Przytuliłam mocno Michała i nie chciałam się od niego odkleić.

-Jeszcze raz mi coś takiego zrobisz to sama cię zabiję – powiedziałam do niego.

-Byłem po ciebie, co ty tutaj w ogóle robisz przecież mieliście być w domu? – zapytał nie wiedząc, co się dzieję.

-Ktoś ma nas cały czas w opiece – powiedziałam i wtuliłam się w niego.

Lekarze zabrali, jeszcze Winiara do karetki żeby podać mu jakieś leki, bo nie chciał jechać do szpitala. Wrócił po kilku minutach staliśmy wpatrzeni w blok.

-Nie ma, co się rozczulać i jedziemy do nowego gniazdka – powiedział zadowolony Wlazły.

-Trzeba tak zrobić – Bartman przytaknął mu.

Skierowaliśmy się do auta. Szampon pojechał swoim, Zbyszek również, a ja z Michałem.

Jechaliśmy w ciszy cały czas trzymałam Winiara dłoń i czułam jak on, co chwilę ją ściska.

-Znowu myślałam, że cię straciłam – odparłam.

-Nie zostawię cię, bo nie zrobiłem jeszcze wszystkiego na tym świecie – powiedział z uśmiechem.

Dojechaliśmy na miejsce i udaliśmy się do naszego domu. Chłopaki przywitali się z portierem a ja się do niego słonecznie uśmiechnęłam. Zbyszek otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Skierowałam się do salonu a za mną przyszła cała reszta. Siedzieliśmy na wielkiej kanapie i patrzeliśmy w ścianę. Nikt się nie odezwał, bo chyba nie wiedzieliśmy, jakie słowa byłyby w tym momencie dobre. Naszą ciszę przerwał telefon Zbyszka.


-Halo – odparł do słuchawki

————————————————————-

-Tak wszystko w porządku i nic nam nie jest.

————————————————————-

-Wiem nie pomyślałem przepraszam, ale naprawdę dużo się działo.

————————————————————-

-Dobra baw się dobrze – rozłączył się.

 

Spojrzałam na niego wyczekująco, ale nic się nie odezwał.

-Kto to był? – zapytałam.

-Natalia widziała w telewizji i się wystraszyła a ja wcześniej nie odbierałem telefonu.

Z łazienki wrócił Michał, który był się wykąpać, bo cały był czarny. Usiadł obok mnie i objął ręką.

-Wytłumaczycie nam jak to się stało, że na szczęście nie było was na górze? – zapytał Misiek.

-Włączył mi się alarm w aucie – odparł Mariusz – Nie chciałem zostawić Julki samej a ona chciała zobaczyć moje nowe zasłony no i zeszliśmy – tłumaczył po kolei Wlazły.

-No a jak chcieliśmy wracać to usłyszeliśmy głośny wybuch a po chwili było już pełno straży, policji i tak dalej – dokończyłam.

-Całe szczęście i faktycznie ktoś nad nami czuwa – powiedział zadowolony Zibi.

 

Siedziałam u siebie w pokoju i czytałam notatki. Mariusz poszedł do siebie, bo był już bardzo zmęczony a Bartman rozmawia z Janką na skype. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi a po chwili obok siebie ujrzałam Miśka. Zwalił wszystkie notatki na ziemię i przytulił się do mnie. Czułam ciepło bijące od jego ciała i to jak bardzo mnie kocha.

-Wiesz jak się bałem, kiedy mi powiedzieli, że nikogo nie zdołali uratować? – zapytał.

-Znakomicie to rozumiem, bo czułam to samo, kiedy ty wbiegłeś do klatki nie wiedziałam, co mam zrobić – wyjaśniłam mu.

-To był impuls nie mogłem cię zostawić zresztą… – nie dokończył tylko zaczął wyciągać z kieszeni mój łańcuszek.

Spojrzałam na niego przez łzy i mocno się w niego wtuliłam.

-Widziałem jak go ściągałaś kiedy robiłaś obiad i musiałem po niego wrócić – wytłumaczył mi.

-Dziękuję Ci a już myślałam że go straciłam – trwaliśmy do siebie przytuleni – Michał powiesz że będzie dobrze ?

-Chyba musi bo już gorzej to być nie może więc… – zaczęliśmy się śmiać.

 

Rano Michał zawiózł mnie do szkoły. Wczoraj wieczorem chciałam mu powiedzieć o tym SMS-ie ale nie wiedziałam jak. Jadąc z nim autem wiele razy zaczynałam ale nigdy nie mogłam skończyć. Ostatecznie pożegnałam się z nim i udałam się do budynku. Dzisiaj wykłady miałam aż do 15 i dwie godziny treningu. Michał musiał coś załatwić jeszcze z mieszkaniem więc Zibi stwierdził że po mnie przyjedzie. Pani Miodek jak zwykle mówiła, mówiła i końca nie było widać a nikt jej nie słuchał. Odpaliłam sobie internet w telefonie i zaczęłam grać w sudoku. Ta gra zawsze mnie odprężała i pomagała w trakcie nudy. Wyłączyłam się całkowicie z wykładu i tak szybko mi zleciało do 15 godziny. Razem z dziewczynami poszliśmy na salę i do szatni. Wszyscy wyszli a ja jakoś nie mogłam się ubrać. Po pierwsze nie chciało mi się a do tego cały czas myślałam o tym SMS-ie. Nie mam pojęcia co dalej z tym wszystkim. Dobrze wiem że narażam siebie i swoich bliskich ale ja już całkowicie się po gubiłam w swoim życiu i mam nadzieję że znajdę do niego jakąś instrukcję.

Dołączyłam do dziewczyn i Sebastian kazał nam się rozgrzać.

 

-Dziewczyny mecz był super ale dobrze wiecie że im dalej będziemy tym będzie trudniej – zwrócił się do nas Świderski.

-Dobrze o tym wiemy dlatego będziemy dużo trenowały – odezwała się Karolina.

-Właśnie do tego dążę bo następny mecz jest w Katowicach za tydzień i trzeba brać się już do roboty.

-Tak więc musimy ustalić godziny treningów my wykłady mamy najpóźniej do 15 i potem mamy wolne – powiedziałam za wszystkich.

-Czytacie mi z oczu? – zaczął się śmiać – Cały czas chce wam to powiedzieć i mam już małą rozpiskę – podał nam kartkę.

 

Godziny były masakryczne bo od poniedziałku do środy mamy trening od razy po zajęciach o 15.30 do 18.00 po tym mamy półgodziny przerwy i gramy do 19.30 wieczorem. A od czwartku do piątku mamy na 16.oo do 20.00 wykłady są do 14 czyli mam dwie godziny przerwy. W soboty mamy na 10 do 14 a niedzielę wolne.

 

-Podoba się? – trener zapytał się kiedy już przestudiowaliśmy wszystko.

-Trochę masakra bo nie będzie nawet czasu na podrapanie się w głowę – powiedziała smętnie Natalia.

-Dziewczyny ten plan jest tylko na tydzień do rozgrywek a później dostaniecie tydzień wolnego żeby przypilnować studia.

-To nie będzie takie proste ale musimy dać radę.

-Słuchajcie to już jest piłka na poziomie i trzeba włożyć w to dużo pracy by wygrać a was na to stać. Jedynie że nie chcecie to nie traćmy mojego i waszego czasu – czekał na naszą odpowiedź.

-Niech się trener nie przejmuję naszym gadaniem lubimy sobie tak po narzekać ale to nic nie znaczy – wyjaśniłam.

-Dobra to dzielcie się na dwie grypy i ćwiczymy przyjęcie – zarządził.

Pomyślałam że jak pogram to może przyjdzie mi na myśl jak rozwikłać ten mój problem. A może napiszę do niego SMS-a żeby na siebie uważał ? Nie to by było za głupie ale co ja mam zrobić ?

Rzuciłam piłkę w górę i energicznie w nią uderzyłam. Dziewczyny za siatką myślały że będzie aut ale była linia i punkt dla mnie.

-Julka wszystko dobrze ale jak stajesz na nogi to nie na pięty tylko na palce bo znowu będzie problem z kostką.

-Dobrze trenerze – powiedziałam z uśmiechem.

Grając z dziewczynami wszystkie rozumiałyśmy się jak łyse konie. Jakbyśmy były jednym wielkim mózgiem. Każda z nas wiedziała gdzie wykierujemy daną piłkę i idealnie wchodziła ona w pole.

Czas zleciał nam bardzo szybko i zostały nam jeszcze jakieś 10 minut.

-Dziewczyny ustawcie się za białą linią i pokażcie mi zagrywkę.

 

Zrobiłyśmy tak jak poprosił i ustawiłyśmy się w kolejkę. Stojąc i czekając na swoją kolej, na balonie nad salą dostrzegłam uśmiechniętego Zbyszka. Puściłam do niego buziaka a ten się jeszcze bardziej uśmiechnął. Świderski też go zauważył i kiwnął do niego głową. Kiedy przyszła kolej na mnie stanęłam za białą linią i wystawiłam piłkę przed siebie. Obejrzałam ją dokładnie i podrzuciłam do góry. Piłka elegancko poszybowała w końcową linię i na styk wpadła na białą.

 

-Dobrze jest ale musisz to bardziej kontrolować jak trzeba będzie ryzykować – trener dał mi radę.

-Tak jest trenerze zapamiętam to sobie – przyłożyłam palec do skroni.

-Przy zagrywce musicie patrzeć jaka jest sytuacja na boisku przeciwnika i wybrać najczulszy ich punkt.

-Coś pan sugeruje ? – dopytywała się Karolina.

-Ja wam tylko mówię co musicie zrobić żeby było jeszcze lepiej. W Łodzi było dobrze ale nieraz nie wykorzystaliście słabości przeciwnika a było ich kilka.

-Dobrze wiesz że my wolimy dobrze grać niż liczyć na błędy przeciwnika – odezwałam się zła Klaudia.

-Ja to wszystko wiem i też tak wam każę grać ale nieraz można zdobyć takie głupie punkty a są one niekiedy na wagę złota – puścił nam oczko.

-Sie wie trenerze – odparłyśmy chórem do niego.

Zaczął się śmiać i kazał kontynuować zagrywkę. Po jej skończeniu stanęłyśmy w kole i zrobiłyśmy rozgrzewkę. Stwierdziłyśmy że trzeba wykorzystywać każdą wolną chwilę.

-Julka uważaj na kostkę i możecie iść do szatni dziękuję wszystkim-krzyknął na całą salę.

Pokiwałam twierdząco głową i razem z całą drużyną udałam się do szatni. Widziałam jak Zbyszek kierował się do Sebastiana.

Szybko się przebrałam i dołączyłam do nich na salę.

-Rozmawialiśmy o twoich godzinach trenowania – odparł Zibi.

-Wiem że to może być problem ale może chłopaki nam pomogą – powiedziałam niepewnie.

-Spokojnie – przytulił mnie do siebie – Pogadam z Nawrockim i zrobimy tak żeby nam i tobie wszystko pasowało.

-Dzięki braciszku pocałowałam go w policzek.

Pożegnaliśmy się ze Świderskim i udaliśmy do auta. Na dworze było potwornie zimno i wiał silny wiatr. Dobrze że chociaż śnieg nie pada. Szybko weszłam do auta i zapięłam pasy. Zibi się nikle do mnie uśmiechnął i odpalił silnik.

Po 15 minutach byliśmy w domu z racji tego że nie zrobiłam obiadu to musieliśmy pocieszyć się kanapkami. Zrobiłam prawie cały talerz i zaniosłam do salonu. Zbyszek puścił mi buziaka i zabrał się za jedzenie. Przyniosłam jeszcze herbatę i usiadłam naprzeciwko niego.

-Kiedy wraca Natalia? – zapytałam.

-Wróciła już ale znowu gdzieś pojechała nie wiem co się stało mówiła że ktoś ma problem a ona musi pomóc – wyjaśnił.

-Jak zawsze dla niej nie może być zła na świecie i zawsze chce je zwalczyć – zaczęłam się śmiać.

-Za to ją właśnie uwielbiam – uśmiechnął się.

-Zibi kochasz ją ? – zapytałam niepewnie.

-Co to za pytanie ? – lekko się zdenerwował – Oczywiście że tak tylko z dnia na dzień jeszcze bardziej się w niej umacniam i zakochuje to są początki rozumiesz? – powiedział spokojnie jakby o czymś marzył.

-Wiem i rozumiem ja z Michałem miałam tak samo i dalej tak jest. Codziennie kiedy się budzę coś nowego sobie o nim uświadamiam i pragnę go jeszcze bardziej i to jest najpiękniejsze w naszym życiu.

-No właśnie – przytaknął mi i napił się herbaty – Wiedziałem że ty mnie zrozumiesz ale u nas to już norma – puścił mi buziaka.

-Wiem ja mam to samo i uwielbiam z tobą rozmawiać – oddałam mu buziaka – Nie wyobrażam sobie żeby teraz nie przebywać z tobą codziennie i w ogóle nie widzieć twojego uśmiechu i mimo tego że jest źle to i tak fajnie – mówiłam nie przestając.

-Takie nasze życie ma różne barwy i może jesteśmy nieraz smutni to potem potrafi nam się odpłacić dobrem – powiedział i sam zaśmiał się ze swoich słów.

-Zgodzę się z tobą w pełni braciszku – poczochrałam go po włosach.

Przypomniało mi się moje zmartwienie i postanowiłam porozmawiać o tym z Bartmanem.

-Zibi… – sama nie wiedziałam jak zacząć – Teraz jest taka sytuacja że muszę z tobą porozmawiać.

-Co jest ślicznotko? – często tak do mnie mówił

-Zawsze każecie mi wszystko z Michałem wam mówić – dzióbałam swoją kanapkę.

-No tak się umówiliśmy – siatkarz odłożył jedzenie na talerz i patrzył mi w twarz – Juluś co się dzieję? – dotknął mojej dłoni.

-Ostatnio dostałam SMS-a chciałam wam powiedzieć ale nie chciałam was denerwować – zaczęłam szukać go w telefonie.

-Pokaż proszę – od razu zmienił wyraz twarzy.

Podałam mu telefon i zabrałam się za jedzenie. Czekałam na jakiś opieprz czy coś a Zibi odłożył telefon i stanął przy oknie.

 

-Jesteś zły ? – zapytałam.

-Nie bo nic się właściwie nie stało ale wiesz że te czubki są niezrównoważone – położył ręce na kark.

-Wiem ale może tylko blefują ? – powiedziałam z nadzieję.

-Obyś miała rację – wrócił do jedzenia.

Siedzieliśmy po kolacji i oglądaliśmy telewizor. Michała dalej nie było nie powiem lekko się już martwiłam. Zawsze jak miał się spóźnić to dzwonił a teraz nic. Zbyszek do niego dzwonił ale telefon nie odpowiadał. Zachciało mi się pić i skierowałam się do kuchni po szklankę wody. Stanęłam w oknie i zaczęłam się wpatrywać w ciemność i padający śnieg. Usłyszałam jak ktoś dzwoni z recepcji i Bartman odebrał.

-Julka – Zibi zaczął krzyczeć i od razu pojawiłam się w salonie- Coś się stało Michałowi jest przed blokiem.

Długo nie czekałam zarzuciłam na siebie bluzę i razem ze Zbyszkiem wybiegliśmy z mieszkania. Myślałam już o najgorszych scenariuszach a to wszystko przeze mnie. Biegłam po schodach a łzy leciały po moich policzkach……

—————————————————————————————————————————-

Dodaję kolejny rozdział, w którym trochę się dzieję ;) Podoba mi się ten rozdział i czekam na wasze opinie w komentarzach.

Polska przegrała, ale nic nie zrobimy i trzeba wierzyć w nich dalej i za rak będzie lepiej ;) I tak was wielbię chłopaki za waszą grę.

Dziękuję bardzo ZAKRĘCONEJ za jej cudowne opowiadanie o Zbyszku i Kamili. Czytam każdy rozdział i bardzo mi się podoba masz talent ;*

Oczywiście nie zapominam o was wszystkich i całej reszcie również dziękuję za komentowane i za to że jesteście ;)

 

Rozdział 53 – Kolejne ostrzeżenie.

 

Perspektywa Julki… 

Czytając SMS-a sama nie wiedziałam, o co chodzi i co jest grane. Przeczytałam go jeszcze raz i próbowałam poukładać go sobie w głowię.

„Uważaj na Michała i pilnujcie się, bo nie bezpieczeństwo jest blisko”

Od razu pomyślałam sobie o Kubie, ale co on, by chciał od Miśka? Przecież chodziło mu o mnie dlaczego czepia się go? Włożyłam telefon do torby i postanowiłam nie przejmować się takimi SMS-ami. Dziewczyny, kiedy się przebrały udały się do domów, a ja musiałam siedzieć i czekać. Dobrze, że Misiek przywiózł mi tego laptopa, bo nie wiem, kiedy bym, to wszystko zrobiła. Zabrałam swoje rzeczy i rozsiadłam się wygodnie na materacach z laptopem na kolanach.
-Jak tam noga? – zapytał Świderski idąc w moją stronę.
-Znakomicie, a jutro będzie jeszcze lepiej – odpowiedziałam, a on usiadł obok mnie.
-To bardzo się cieszę, bo nie chciałbym stracić tak dobrej zawodniczki na mecz – nie powiem po tych słowach lekko się zaczerwieniłam.
-Dziękuję za takie miłe słowa, ale taki upadek, to wypadek przy pracy- obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
-W porządku, a ty nie idziesz do domu? – zapytał patrząc w mojego laptopa.
-Czekam na chłopaków trochę za późno jak dla mnie na samotne wracanie – nie wiedziałam jak mam mu się wytłumaczyć i tylko, to przyszło mi na myśl.
-Julka wszystko dobrze? – uniósł lewą brew.
-W jak najlepszym trenerze – sztucznie się uśmiechnęłam.
-Pani Teresa coś mi tam wspominała, ale stwierdziła, że będzie lepiej jak ty mi wszystko powiesz.
-To lepiej będzie jak porozmawiamy, kiedy indziej.
-Nie chce się wtrącać w twoje prywatne życie, ale będę twoim trenerem i jak masz jakieś problemy, to przekłada się to na twoją grę, a ja chce Ci pomóc.
-Jak będziesz miał chwilę czasu pogadaj z Winiarem, bo ja nie mam siły o tym rozmawiać.
-Dobrze trzeba było tak od razu – poczochrał mnie po włosach – A tak, a pro po bardzo ciekawa praca – cwaniacko się uśmiechnął.
-Dzięki bardzo i do widzenia – pomachał mi i udał się do wyjścia.

Po 30 minutach przyjechali siatkarze i zabrali mnie do domu. Czułam, że kostka mnie lekko boli, ale nic nie wspominałam chłopakom.
W domu zjedliśmy szybką kolację w formie gofrów i udałam się pakować moje rzeczy razem z chłopakami. Układałam wszystkie ciuchy do kartonów, a niepotrzebne wyrzucałam. W pewnym momencie zadzwonił Michała telefon. Spojrzał dziwnie na Zbyszka i wyszedł do salonu. Nie słyszałam jego rozmowy, ale wrócił po 15 minutach. Wymienił ponownie spojrzenia z Bartmanem i usiadł przy biurku.
-Julka jak się czujesz? – zwrócił się w moją stronę.
-Znakomicie – odparłam słodko – A dlaczego pytasz ? – nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-Tak tylko przyszło mi na myśl – wzruszył ramionami – A jak tam twoja kostka? – zapytał po chwili.
-Michał do czego dążysz ? – przerwałam sobie pakowanie i spojrzałam na niego.
-Nie mówiąc nam wszystkiego nigdy nie dojedziemy do porozumienia – powiedział z wyrzutem i ukucnął przed moją kostką.
Zdjął mi skarpetkę i lekko przekręcił nogę.
-Nie boli? – pytał wyginając ją w każdym kierunku.
-Nic mi nie jest tylko, wtedy źle stanęłam, ale dziękuję za troskę – puściłam do niego buziaka.
-Żeby mi, to było ostatni raz- pogroził mi palcem.
Wróciłam do pakowania na szczęście dużo mi już nie zostało i szybko się uwinęliśmy.
Stanęłam na środku pokoju i rozejrzałam się dookoła. Tak głucho i smutno się zrobiło, że aż niemiło. Resztę kartonów zaniosłam do salonu i usiadłam obok chłopaków na kanapie.
-Co będzie dalej ? – odparłam leżąc na nogach Bartmana i Miśka.
-Już tylko lepiej – powiedział pewny siebie Zibi.
-Nowy rok, nowy dom, nowe mecze – wymieniał Michał.
-Nowe zwycięstwa, nowe doświadczenia, nowe przygody – dodał Zibi.
-A za tym ciągną się zaraz nowe problemy – skwitowałam.
-Będzie dobrze, bo trzymamy się razem – Zbyszek ucałował mnie w czoło.
-Na którą masz mecz ? – zapytał Misiek.
-Rano o 10 więc spokojnie w ten sam dzień możemy się przeprowadzić.
-To fantastycznie – Michał delikatnie mnie pocałował.

Rano Winiar zawiózł mnie na uczelnie razem z moją pracą na zaliczenie. Nie wiem czemu, ale byłam bardzo pewna co do swoje roboty. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie zaliczyć tego. Wykłady zleciały bardzo szybko i przed 14 stałam przed budynkiem czekając na Jankę.
Chłopaki nie mogli się wyrwać, a z samą Natalią Zbyszek nie puścił mnie, bo się o nas bał i dopiero jak powiedziałam, że Łukasz z nami pojedzie, to się zgodził.
-Mam kamerę – powiedział zadowolony z siebie chłopak.
-Niby po co? – spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Olga chce być na pewno na bieżąco i dzisiejszy i jutrzejszy mecz nagram- pokazał swoje śnieżnobiałe zęby.
-Jak chcesz – Natalia podjechała swoim autem i udaliśmy się w stronę hali.
Ona zawsze była cwańsza ode mnie i dlatego ma teraz prawo jazdy, a ja nie i coś czuję, że zdania długo nie zmienię.
Szybko weszliśmy na obiekt ja oczywiście najpierw udałam się do szatni, gdzie chłopaki wyciszali się przed meczem, ale, gdzie wpadnie Bogacka tam nie ma ciszy i od razu wybiłam ich z transu, jednak humory, im się poprawiły.
-Kto wygra mecz ? – krzyknęłam na całe gardło.
-Skra – odkrzyknęli w moim kierunku.
Dotknęli mogę ramienia krzycząc Skra jak kiedyś i udali się na boisko.
-Kocham Cię – Misiek skradł mi buziaka i pognał na parkiet.
Zajęłam swoje miejsce blisko miejsc chłopaków i zaczęłam ich dopingować. Dzisiaj grali z Zaksą, więc nie był, to, byle, jaki mecz, bo to nie lada przeciwnik.
Siatkarze się nie dawali i tworząc drużynę oczywiście z wielkim uśmiechem na ustach wygrali dwa pierwsze sety jeden 25:23, a kolejny 25:20 normalnie już mnie gardło bolało z Janką, ale i tak krzyczałyśmy dalej. Była przerwa i zeszłam do nich na dół przysłuchując się ich rozmową.
-Panowie jak tam samopoczucie nic się nie dzieje ? – dopytywał Nawrocki.
-Trenerze wszystko dobrze – zapewniali go wszyscy po kolei.
-Dobra czas zacząć grać, bo muszę jeszcze dzisiaj się przeprowadzić – odparł zadowolony Zibi.
-Załatwione – odpowiedzieli chórem.
Tak jak powiedzieli tak też zrobili i wygrali po ciężkim boju 28:26. Najlepszym zawodnikiem został Nowakowski i w pełni się z tym zgodzę. Jeden dzisiejszy blok był genialny i miał 90% skuteczności. Pogratulowałam chłopakom wygranej i udałam się do swojego Miśka. Siedział na krzesełku i patrzył w parkiet.
-Nie cieszysz się z wygranej ? – usiadłam mu na kolanach i zapytałam.
-Cieszę się, ale jestem trochę zmęczony – wymruczał – Pójdę się przebrać i wracamy do domu.
-Ja mam za godzinę trening zawieziesz mnie ? – zrobiłam słodkie oczka.
-Oczywiście – delikatnie mnie pocałował i udaliśmy się w stronę szatni.

Pojechałam z Michałem do domu, a Bartman i Natalia poszli gdzieś na obiad. Widziałam, jaki Zibi był szczęśliwy, kiedy Janka mu gratulowała wygranej. Chciałabym, żeby, im się wszystko ułożyło. O 17 Winiar zawiózł mnie na trening. Trener kazał poprowadzić mi rozgrzewkę, a on rozmawiał o czym z Miśkiem. Skończyli swoją wymianę zdań dopiero po 15 minutach. Siatkarz mi pomachał i udał się do wyjścia.
Po rozgrzewce zaczęliśmy dopracowywać zagrywkę i przyjęcie. Co odbiłam piłkę, to Sebastian się pytał, czy wszystko dobrze z moją nogą. Fajnie, że tak o nas dba, ale po chwili było, to irytująco. Kilka minut przed 19 zrobiłyśmy sobie przerwę na chwile oddechu. Trener stwierdził, że zagramy jeszcze jednego seta i widzimy się jutro rano na rozgrywkach.
Za, nim stanęliśmy ma boisku zobaczyłam Michała. Stał na balkonach i puścił do mnie buziaka. Świderski rzucił piłkę i chcieliśmy jak najszybciej skończyć tego seta, by iść do domu spać. Przykładałyśmy się do każdej piłki i każda idealnie wpadała w pole. Mój zespół wygrał 25:23 i stanęliśmy pod siatkę, gdzie zawołał nas trener.
-Dziewczyny jest dobrze nawet bardzo – zaczęłyśmy się śmiać – A jutro ma być jeszcze lepiej i liczę na was – puścił do nas oczko.
-Sie wie trenerze – powiedziałam i udaliśmy się do szatni.
Szybko się przebrałam i udałam się na salę, gdzie Michał gadał z Sebastianem. Wtuliłam się w niego i czekałam aż skończą rozmawiać o dzisiejszym meczu.
-Dobra my spadamy i dzięki za wszystko – Winiara przybił z, nim piątkę.
-Nie ma sprawy i uważaj na nią – pożegnaliśmy się i poszliśmy do auta.

W drodze nie miałam nawet siły mówić, ale Michał się nie wyłączał. Opowiadał jak wszystko jest poustawiane w domu i że meble pasują idealnie. Chciał mnie nawet zawieźć, żeby pokazać, ale nie miałam już ochoty ani siły.
Wyłożyłam się w salonie na kanapie i pragnęłam tylko ciszy i spokoju. Zbyszka jeszcze nie było, a Winiar poszedł zrobić mi coś do picia. Położyliśmy się o 22, bo jutro rano muszę wcześniej wstać, by się przygotować i dojechać do Łodzi.

Następnego dnia rano…

Kiedy chcesz zrobić coś porządnie, to się nie da. Miałam wstać o 7 a jest 9 za godzinę zaczyna się mecz. Pobiegłam do kuchni i miałam zamiar udusić chłopaków, że mnie nie obudzili.
-Chłopaki spóźnimy się – krzyknęłam do nich.
-Nie, bo już Ci wszystko przygotowałem – powiedział zadowolony z siebie Misiek.
-Nie chcieliśmy cię budzić żebyś się wyspała i dobrze grała – Zibi pokazał swoje śnieżnobiałe zęby.
-Macie szczęście – wymierzyłam w nich palcem.
Zjadłam szybko śniadanie, ubrałam się, zabrałam torbę nie patrząc nawet co mi spakowali. Zabrałam swój kamyk z półki i szybko udaliśmy się do auta.
Na miejsce dojechaliśmy kilka minut przed 10 akurat zdążyłam się przebrać i wyjść na boisko. Nasze przeciwniczki były już gotowe do gry i stały przy białej linii. Na początku była reprezentacja zawodniczek pierwszych szóstek i zaczęłyśmy grę.
Nasz drużyna zaczęła stanęłam za białą linią i odbiłam z całej siły piłkę. Przeciwniczki były przekonane, że będzie aut, ale była linii i mamy asa.
-Kapitan zespołu z Bełchatowa Julia Bogacka wielki brawa – dało się słyszeć głos spikera.
Kolejną piłkę odbiły, ale od razu na naszą połowę. Karolina przyjęła Kaśka mi wystawiła i przebiłam się przez potrójny blok. Następna akcja była podoba, bo piłka leciała w naszą stronę, ale Natalia wystawiła tylko rękę i piłka wpadła w łososiowe pole przeciwniczek. Wygrywamy 8:0 do przerwy technicznej. Świderski tłumaczył nam jeszcze technikę przeciwniczek, a potem kierował uwagi do poszczególnych osób. Zaczęłam rozglądać się po sali i dostrzegłam Miśka i Zibiego. Koło nich była prawie cała Skra, rodzice Winiara i Bartmana. Zaczęłam się śmiać, a oni mi pomachali. Kontynuowaliśmy mecz i dwa sety wygrałyśmy. Pierwszy set 25:18 a drugi 25:20 wszyscy bardzo się cieszyli. W ostatnim starciu nasze rywalki wzięły się do roboty i zaczęłyśmy przegrywać na drugiej przerwie technicznej 14:16 straciłyśmy na chwilę czujność i trzeba, to teraz nadrobić. Stwierdziłyśmy, że wielki był, by błąd stracić przewagę i kilka zagrywek i dobrych przyjęć dało nam wygraną 3:0. Cała hala wiwatowała i skakała jak szalona. Ta wygrana dała nam awans do kolejnej rundy w Katowicach. Pobiegłam w stronę chłopaków.
-Gratuluję Ci kochanie – Misiek wpił się w moje usta.
-Moja mała Julka wiedziałem, że ich rozwalisz – Bartman mocno mnie przytulił.
Łukasz wszystko nagrał dla Olgi i również nam pogratulował. Podeszłam do rodziców chłopaków. Rozumiem Winiara są na miejscu, ale państwo Bartman z Warszawy mają kawałek.
-Juluś jesteś genialna – pani Krysia mnie przytuliła, a pan Marek ucałował w głowę – Nasz syn ma wielki szczęście – tata Michała zwrócił się w moim kierunku.
-Dziękuję – wtuliłam się w niego i uśmiechnęłam.
Udałam się w kierunku rodziny Bartmanów. Zibi stał i przedstawiał Natalię swoim rodzicom. Podeszłam i przywitałam się z nimi.
-Normalnie jesteś lepsza od mojego syna – zwrócił się w moim kierunku pan Leon.
-Ej – wtrącił się oburzony Zbyszek.
-Dziękuję, dziękuję – zaczęłam się śmiać i pokazałam mu język – A co państwa tutaj sprowadza ?
-Zbyszek dzwonił, że masz mecz i postanowiliśmy przyjechać.
-To zapraszam na obiad – powiedziałam wesoło.
-Chcielibyśmy, ale jedziemy do rodziny i nie możemy zostać – pani Krysia mnie przytuliła i pogoniła swojego męża.
Jeszcze chwilę z nimi pogadaliśmy i, tak jak mówili udali się w dalszą podróż do rodziny. Przebrałam się w ciuchy i wyszłam z szatni. Michał stał i czekał na mnie. Zibi również był, bo Natalia miała do załatwienia jakieś sprawy dzisiaj. Udaliśmy się do domu, żeby zrobić obiad i pozwozić wszystkie rzeczy do nowego lokum.
Obiad zrobiłam przed 15 szybko zjedliśmy i zabraliśmy się za noszenie kartonów. Jeździliśmy na trzy auta, więc po dwa kursy i wszystko było na miejscu, bo Mariusz nam pomógł. Kiedy podjechaliśmy pod budynek Zibi wysiadł z auta i stanął wryty.
-Po co tutaj przyjechaliśmy ? – zapytał zdziwiony.
-Tutaj mieszkamy – jako jedyny nie miał czasu obejrzeć mieszkania.
-Przecież tutaj też mieszka Natalia – powiedział śmiejąc się – Winiar ty, to masz nosa – poklepał go po plecach.
-Pomyślałem też o tym, ale nawet mi się, by nie śniło, że ona gdzieś tutaj będzie mieszkała – zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
Chodziłam po domu i oglądałam meble. Faktycznie wszystko wyglądało fantastycznie i się ze sobą komponowało, tak jak trzeba. Każdy z nas poszedł do swojego pokoju i układaliśmy swoje rzeczy. Dobrze, że ciuchy składałam do walizki, a nie rzucała, tak jak chłopaki, bo teraz wygodnie mogę je odkładać na półkę. Z ciuchami poszło mi szybko, a reszta rzeczy się sama rozpakowała. Najgorszym zajęciem było układanie książek, bo było ich bardzo, bardzo, bardzo dużo, a regał był wysoki. Poprosiłam Szampona, żeby pomógł mi wszystko poukładać i na najwyższej półce on poukładał, a ja całą resztę. Skończyłam robić swój pokój dopiero o 23, a chłopaki dalej się bawili. Zbyszek dawał sobie radę, bo zostało mu już tylko kilka pucharów, a Michał miał poukładanie wszystko po trochu, czyli prawie nic.
-Pomóc Ci ? – zapytałam wchodząc do pokoju.
-Jak byś mogła – powiedział słodko, że aż zaczęłam się śmiać.
-Dobra ja zajmę się ciuchami, a ty sprzątnij, to wszystko z łóżka.

Było ciężko, ale co zrobisz z naszymi chłopkami się nie wygra. Zibi latał zadowolony po domu, bo wszystko miął już gotowe, a Michał kręcił głową z niedowierzaniem. Myślałam, że umrę ze zmęczenia wszystko skończyliśmy robić o 2 w nocy, a trzeba było wrócić jeszcze do starego domu. Siatkarze stali gotowi w korytarzu, a ja jeszcze raz obeszłam cały dom, by sprawdzić, czy wszystko jest gotowe. Postanowiliśmy dzisiaj jeszcze nie spać tylko następnego dnia, bo nie mieliśmy tutaj nic do jedzenia, a w stary dom trzeba ogarnąć do końca.
Weszliśmy do domu i od razu poszłam do siebie i zasnęłam wtulona w Michała.

Następnego dnia…

Chłopaki mieli trening na 11 a ja wykłady, więc zdążyliśmy się wyspać i zrobić wszystko, co trzeba. Już nic nie trzeba zawozić do nowego domu, bo zostawiliśmy sobie te rzeczy, które będą nam potrzebne na dzisiaj.
Pierwsze wykłady miałam z panem Nowakiem, który jak zwykle twierdził, że świat jest piękny i nie ma na, nim ani grama skazy i problemów nie raz naprawdę nie rozumiałam jego toku myślenia.
-Powiecie mi jak zachowuje się człowiek zdenerwowany ? – zwrócił się do nas profesor.
-Jest nerwowy, czerwony i ogólnie ma zły humor – wymienialiśmy po kolei.
-W takim razie jego stan psychiczny jest wzburzony, ale, czy robić nam krzywdę jest tego świadomy ? – padło kolejne pytanie.
-Zależy, czy jest zdenerwowany z jakiegoś błahego powodu, czy katastrofy i jak silna jest jego psychika – odpowiedziałam.
-Dobrze – przytaknął mi – Tak, więc jest świadomy, czy nie ?
-Z błahego powodu robi, to świadom, a po jakiejś katastrofie też jest świadomy tylko robi, to pod presją – dokończyłam.
-Możemy uznać, to za krzywdę ? – zapytał niepewnie.
-Po co pan zadaje nam takie pytania przecież, to jest oczywiste, że w życiu dziwną rzeczą jest bicie ludzi – nie rozumiałam go.
-Niby tak, ale jakoś trzeba, to sobie tłumaczyć – powiedział i zmienił temat.
Nie wnikałam już w jego wywody i zajęłam się sobą. Mazałam po swoich notatkach i myślałam jak będzie nam się mieszkać w nowym domu. Mam nadzieję, że Kuba tak już mnie nie będzie nękał, a ta sprawa się skończy.
Od razu po zajęciach miałam trening. Świderski mówił co było dobre, ale też co trzeba poprawić. Poprawiliśmy przyjęcie i byłyśmy wolne. Przyjechał po mnie Zibi z nieciekawą miną i ruszyliśmy do domu.
-Co jest staruszku ? – zawróciłam się w jego kierunku.
-Natala wyjechała gdzieś do rodziny na kilka dni.
-Coś mi tam wspominała, ale mówiła, że nie na długo, więc spokojnie.
-Tak, ale jakoś się do niej przywiązałem i teraz mi dziwnie.
-Rozumiem, ale teraz musimy się przenieść do naszego nowego domu.
-Zdecydowanie – zaczęliśmy się obydwoje śmiać.
W domu zrobiłam zupę ogórkową i siedzieliśmy patrząc w siebie. Michał chodził i poprawiał wszystko, żeby dom był dla kolejnych lokatorów. Po chwili przyszedł Mariusz, który zakolegował się z moja zupą. Nie zabierałam mu już jej tylko oddałam i zaczęłam się śmiać. Winiar najwidoczniej już skończył i posadził sobie mnie na kolanach. Długo nie posiedzieliśmy, bo po chwili rozdzwonił się jego telefon.
-Tak, a coś się stało ? – zapytał stukając o stół – Dobra zaraz będziemy, ale mogłaś powiedzieć szybciej – powiedział zdenerwowany.
Rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
-Musimy jechać, bo Kindze coś w papierach nie zgadza i musimy podpisać- zwrócił się do Zibiego – Szybko wrócimy – ucałował mnie w czoło.
-Mariusz zostaniesz z nią chwilę ? – zapytał Zibi.
-Pewnie jedźcie, a my sobie poradzimy – odparł pewnie.
Chłopaki się ubrali i skierowali do auta. Siedziałam i rozglądałam się dookoła. Czuję, że będę tęskniła za tym miejscem. Już jestem taką osobą, że nawet do najmniejszej rzeczy potrafię się bardzo przyzwyczaić.
-Masz wątpliwości ? – zwrócił się do mnie Wlazły.
-Nie, po prostu… – sama nie wiedziałam jak mam, to powiedzieć – Tutaj odnalazłam siebie i w ogóle wszystko tutaj się zaczęło.
-Jednak w nowym domu może być, to samo obiecuję – położył dłoń na sercu, a ja zaczęłam się śmiać.
-Ufam wam chłopaki jak nikomu innemu – spojrzałam mu w oczy.
-I bardzo się z tego powodu cieszę – mocno mnie do siebie przytulił –Już wszystko gotowe w nowym domu ? – zapytał.
-Już, a u ciebie też ? – podałam mu zrobioną herbatę.
-Tak kupiłem nawet nowe zasłony – odparł dumny z siebie.

Perspektywa Michała…

Kiedy dojechaliśmy do klubu byłem wściekły. Jak zwykle, gdy mamy chwilę wolnego czegoś brakuje albo coś trzeba załatwić. Jestem bardzo ciekawy czego aż tak bardzo ważnego brakuje, że musieliśmy podpisać, to tak niezwłocznie. Weszliśmy do środka i udaliśmy się od razu do pokoje Kingi.
-Co jest potrzebne ? – wparowałem bez pukania, a za mną Bartman.
-Uwierz, że mamy co robić w domu – powiedział groźnie Zibi.
-Papiery o mieszkanie nie ma waszych podpisów – powiedziała uśmiechając się.
-Rozmawiałem o tym z Nawrockim i stwierdził, że wszystko załatwimy po weekendzie jak będę miał umowę o dom – wytłumaczyłem.
-To przepraszam was za fatygę – odparła zbierając papiery ze stołu.
-To wszystko ? – Bartman zapytał patrząc na nią pogardliwie.
-Tak sorry najwidoczniej musiałam coś pomylić – zaczęłam się głupio cieszyć.
-Powinnaś już dawno stracić tą pracę – wysyczał Zbyszek.
-Całe szczęście ty o tym nie decydujesz – przestała się śmiać i wycedziła przez zęby.
-Szkoda – zaczęli się zabijać wzrokiem szarpnąłem Bartmana za rękę i wyprowadziłem na korytarz.
Byłem wściekły, bo na darmo tutaj przyjechaliśmy, a w domu jest tylko do zrobienia. Poszliśmy do auta i skierowaliśmy się do domu po Julkę i Wlazłego.
Tym razem jechałem wolniej, bo wszędzie było pełno policji i straży. Dało się słyszeć głos syren i w ogóle zrobiło się jedno wielkie zamieszanie.
-Koniec świata ? – Bartman zaczął się śmiać.
Wzruszyłem ramionami i rozglądałem się na boki. Cały czas musiałem zjeżdżać na pobocze z powodu jadących karetek i wozów strażackich.
-Nie podoba mi się to – odparłem w stronę Zbyszka.
Wjechaliśmy na osiedlę i nie mogłem dalej jechać, bo droga była zamknięta. Policjant kierujący ruchem podszedł do mojego auta.
-Co się dzieję panie władzo ? – zapytałem.
-Droga jest nie przejezdna proszę nie utrudniać ruchu i zawrócić – powiedział szybko i odszedł.
Zrobiłem, tak jak kazał, ale chciałem dojechać jakoś do domu. Wjechałem pomiędzy garażami, z drugiej strony i zaparkowałem auto naprzeciwko parku. Wysiadłem z auta i nie wiedziałem co się dzieję. Ludzie biegali i szukali siebie na wzajem, a wokół naszego bloku było pełno dymu, straży i innych władz.
-Co się tutaj stało ? – Bartman zaczepił jedną kobietę.
-Był wybuch gazu – krzyknęła tylko i poszła w swoją stronę.
Kiedy usłyszałem te słowa pognałem w kierunku strażaka, który stał przy barierce grodzącej wejście.
-Może mi pan wyjaśnić co tutaj się stało ? Mieszkam w tym bloku – wskazałem palcem.
-Był wybuch gazu miał pan szczęście, że pana nie było akurat w dom.
-W całym bloku ? – zapytałem nerwowo.
-Nie wybuch był w drugiej klatce na 5 piętrze, a 4 i 6 jest spalone.
-Ja tam mieszkam tam była moja dziewczyna muszę tam wejść – krzyczałem w stronę strażaka i nie mogłem dostrzec nigdzie Bartmana.
-Nie mogę pana wpuścić zresztą wszystkie ciała zostały już wyniesione i jeżeli tam ktoś był na pewno nie przeżył – powiedział klepiąc mnie po ramieniu – Przepraszam, ale nie mogę pomóc – udał się w stronę innego strażaka.
Straciłem siłę, życie i moją Julkę, a do tego przyjaciela chce tylko umrzeć…

———————————————————————————————————————————————————————————————-

Jest rozdzialik wstawiam nie wiem sama dlaczego. Miał być dopiero jak będzie 30 rozdziałów, ale mam za miękkie serce i dodaje dla tych osób, które coś po sobie zostawiają. ;) ;)

Tak dodam jeszcze, że POLSKA wygrała z USA 3:1 mają ogromną szansę na finał w Argentynie tylko trzeba jeszcze powalczyć z Bułgarią ;)

Jestem bardzo ciekawa co powiecie o tym rozdziale, bo chcę was uprzedzić, że trochę się pozmienia w naszym opowiadaniu nie wiem, czy na gorsze, a może i na lepsze.  ;( ;(

Czekam na wasze komentarze i piszcie co ma być dalej, bo chyba zbliżamy się do finału. Doradźcie mi co mam dalej robić ;)

 Piszę i oglądam BARTMANA na Tvn, bo jest powtórka, to mi się chyba nigdy nie znudzi ;)

POLSKA-USA !!!

Za 10 minut nasi chłopcy zaczną bój o wygraną. Przedwczoraj wygrali 3:2 ;) Chciałam żeby zdobyli 3 punkt, ale się nie udało. Mam nadzieję, że dzisiaj pokażą Amerykanom tą samą co rok temu w Sofii ;)

+Podawajcie propozycję wyniku a ja już trzymam kciuki ;)

Rozdział 52 – Pomysł na lepsze jutro.

 

Perspektywa Julki…

Dojechaliśmy pod wielki apartamentowiec. Spojrzałam dziwnie na Michała, a ten się tajemniczo uśmiechnął i poszliśmy w stronę wejścia. Wchodząc przez bramę, to miejsce robiło wrażenie, a recepcja i cała reszta, to bajka. Winiar przywitał się z ochroniarzem, który promiennie uśmiechnął się w moim kierunku i wskazał siatkarzowi drogę. Nie odzywałam się w ogóle tylko szłam za Michałem. Byłam bardzo ciekawa, po co on mnie tutaj przyprowadził. Wjechaliśmy windą na drugie piętro zachichotałam, kiedy Michał nacisnął 2 w windzie, bo u nas jakoś wchodzi bez po schodach. Wjechaliśmy na górę i udaliśmy się pod numer 16 drzwi. Winiar wyciągał klucze z kieszeni i otworzył dom.

-Zapraszam – wskazał ręką żebym weszła.
-Misiek u kogo my jesteśmy ? – zapytałam wystraszona wchodząc do środka.
-U bliskich znajomych – odpowiedział i zamknął za nami drzwi.
Kiedy weszliśmy do środka ujrzałam drogę ułożoną ze świeczek, która prowadziła do ciemnego pokoju. Uśmiechnęłam się do siatkarza i udałam w tamtym kierunku. Ścieżka prowadziła do ogromnego pomieszczenia jakim mógł być salon. Była zakończona kołem z niebieskich świec, a na środku stała taca z szampanem i szkłem.
-Wytłumaczysz mi, to ? – zapytałam Miśka, który stał oparty o drzwi i mi się przyglądał.
-Zaraz wszystko będzie jasne – spojrzał na zegarek i ja również.

Dochodziła dwunasta w nocy właściwie, to jeszcze 15 minut do nowego roku. Nie czekałam na Michała tylko udałam się w głąb mieszkania i chodziłam z pomieszczenia do pomieszczenia. Ten dom był zabójczy tylko ja dalej nie rozumiałam z jakiego powodu jesteśmy tutaj. Te świecie i szampan nic mi nie mówiły. U sąsiadów z boku dało się słyszeć głośną muzykę i śmiechy. Słyszałem czyjeś kroki za sobą, a po chwili dłonie Michała znalazły się na moich biodrach.
-Zaraz nowy rok jakieś szczególne postanowienia ? – zapytał całując mnie po karku.
-Nic ciekawego na pewno będę musiała pilnować ciebie i Zbyszka, a reszta, to się sama potoczy, a ty ?
-Ja mam zamiar cię chronić, dawać wszystko, co najlepsze, a najważniejsze nigdy nie skrzywdzić – wymieniał po kolei.
-Kochany jesteś – odwróciłam się w jego stronę.
-W końcu twój, więc nie mogłoby być, inaczej – delikatnie mnie pocałował.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, w którym były świece. Nałożył mi i sobie płaszcz, po czym wyszliśmy na taras. Widok był przepiękny aż zapierało dech w piersiach.
-Tu jest cudownie – powiedziałam sama do siebie, ale Misiek również, to usłyszał.
-Wiem, że tutaj jest cudownie, bo to miejsce jest wybrane specjalnie dla ciebie.
-Ale jak to ? – odwróciłam głowę w jego stronę, jednak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo na niebie pojawiły się kolorowe fajerwerki.
Misiek nalał mi szampana, a sam pił sok z tego powodu, że prowadził.
-To co za nas ? – zapytał siatkarz.
-Za nas – przytaknęłam głową, a on wpił się zachłannie w moje usta.
Trwaliśmy tak chwilę, po czym wtulona w Michała wpatrywałam się w kolorowe niebo – Mam nadzieję, że za rok tak samo będę stała wtulona w ciebie.
-Zrobię wszystko, by tak było – czułam jak siatkarz mocniej otula mnie swoimi ramionami – Nasze mieszkanie – odparli.
Staliśmy tak z 30 minut, po czym wszystkim się już znudziło strzelanie i wrócili do domów, więc my również.
-Jak, to możliwe, że to nasze mieszkanie ? – nie dowierzałam w jego słowa.
-Normalnie wybrałem je w 1o minut, a jeszcze szybciej podpisałem umowę, to jest budynek Radka i dlatego się spotkaliśmy – wyjaśnił mi.
-Bartman też się zgodził na taki układ spraw ? – dopytywałam.
-On jeszcze tutaj nie był, ale stwierdził, że pójdzie tam, gdzie ty, więc jaka decyzja ? – widziałam, że Michał bardzo się denerwuje co mu odpowiem.
-Powiem tak – zaczęłam chodzić wokół Winiara – Z tobą pójdę wszędzie i tutaj jest ślicznie – zatrzymałam się, a siatkarz wziął mnie na ręce i zaczął kręcić wokół własnej osi.
-Jeszcze jedno pytanie, bo nie wiemy co robić z pokojem. Chcesz mieć pokój swój, czy ze mną ? – zamyśliłam się trochę po tym pytaniu.
-Chcę osobny, ale i tak dobrze wiemy, że będziesz spał ze mną – wyjaśniłam mu.
-Masz rację, więc już wszystko wiem i od jutra zaczniemy pakowanie i załatwianie wszystkiego.
-Michał ja też mam pytanie – niepewnie na niego spojrzałam.
-Słucham ? – patrzył na mnie wyczekująco.
-Przeprowadzamy się ze względu na Kubę ? – uciekałam od jego wzroku.
-Julka spójrz na mnie – podniósł mój podbródek – Nie powiem, że to nie jest argumentem, ale ogólnie chcieliśmy coś zmienić. Tutaj jest ochrona i kamery w domu cię samej i tak nie zostawimy, ale nie raz może być taka nagła sprawa, a do tego Mariusz będzie mieszkał naprzeciwko nas.
-Dziękuję Ci – wtuliłam się w jego ramiona.
-Wracamy do naszych, bo się stęsknią za nami – zaproponował.
Pogasiliśmy wszystkie świeczki i trzymając się za ręce wróciliśmy do auta.
Kiedy wróciliśmy do Krzyśka wszyscy zaczęli składać nam życzenia i ponownie zaczęła się zabawa. Jednak porównując ich stan, kiedy wyjechaliśmy, a teraz, to zmienił się od 180 stopni. Nie, którzy ledwo co stali albo stali, a nie mieli siły mówić. Normalnie jedna wielka komedia patrzyłam na nich i śmiałam się pod nosem. Szukałam wzrokiem Bartmana, ale nie mogłam go dostrzec. Wplątałam się w tłum i zauważyłam Zibiego. Na szczęście nie był pijany tylko siedział na kanapie i trzymał Kubiaka, który już ledwo co siedział. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem i udałam się po Miśka. Było już kilka minut po 3 w nocy, a siatkarze splajtowali wszyscy po kolei. Pożegnaliśmy się z Ignaczakiem i zabraliśmy ze sobą Kubiaka, po czym udaliśmy się do domu. Zawieźliśmy Michała do nas, bo nie chciałam, żeby sam był w domu. Położyliśmy go u Winiara na łóżku, a on będzie spał ze mną.
Pożegnałam się z Janką, a Zibi odwiózł ją do domu. Niby nic się nie wydarzyło, a jednak dużo jak na jeden dzień. Położyłam się i mocno wtuliłam w Michała.
-Mamy nowy rok, a z, nim nowe przygody – odparł do mnie Winiar.
-Również nowe przeżycia i chwile – wystawiłam do niego język.
-Miejmy nadzieję, że tylko lepsze – powiedział z nadzieję w głosie.

Następnego dnia obudziliśmy się o 12 o dziwo Kubiak wyglądał znakomicie i prawie w ogóle nie było widać, że tyle wypił. Zrobił nam śniadanie i siedzieliśmy rozmawiając.
-Bartman widziałeś nasze nowe lokum ? – zapytałam zadowolona jedząc kanapkę.
-Nie widziałem, ale już dawno słyszałem i jak tobie się podoba ?
-Znakomicie rewelka na maksa już się nie mogę doczekać, kiedy tam zamieszkamy.
-My mamy 3 mecz, a ty 4, więc może 5 stycznia ? – zaproponował.
-Wszystko fajnie, ale, kiedy my, to wszystko zrobimy ? – zapytałam.
-Dzisiaj możemy zamówić meble, a z pakowaniem nie będzie problemu, jak już coś, by było nie tak, to 6-7 jest jeszcze.
-Jak coś, to walcie śmiało z pomocą – odezwał się Kubiak – Jednak teraz już was zostawię i idę pomieszkać do siebie.
-Odwiozę cię – zaoferował się Zibi.
-Nie ma sensu ty też piłeś, a ja się chętnie przewietrzę – pożegnaliśmy się z, nim i posprzątaliśmy po śniadaniu.
Cieszę się, że wczoraj nie piłam, bo, chociaż dzisiaj nie umieram. Usiedliśmy z chłopakami w salonie i zaczęliśmy przeglądać najciekawsze meble. Pomieszczenia były jasne, więc bez sensu, by było przyciemnianie ich czarnymi meblami. Ja do swojego pokoju wybrałam białe meble i czerwone krzesło. Chłopaki zdecydowali się na szarość i powiem szczerze, że w tych czasach wygoda jest wspaniała. W niecałą godzinę zamówiliśmy wszystko, a na pojutrze wszystko ma być dostarczone i o nic nie trzeba się martwić. Z braku czasu postanowiliśmy kupić już złożone, bo nie miałby, kto nam nawet pomóc w składaniu wszystkiego, a z wniesieniem też nie ma problemu, bo jest ono gratisowe. Rozsiedliśmy się wygodnie w salonie i skakaliśmy z kanału na kanał.
-Przecież, to nie ma sensu – odezwał się Zibi.
-Ale, że co ? – nie rozumiałam jego zbulwersowania.
-Siedzimy i nic nie robimy może zaczniemy się pakować ? Jutro trening, a ty masz uczelnię i mecz – wytłumaczył nam.
-Jak nie pijesz, to dobrze gadasz – Misiek poczochrał go po włosach.
-To co robimy coś, czy dalej będziemy tak siedzieć ? – Bartman wstał i czekał na naszą odpowiedź.
-Dobra, ale zaczynamy od salonu – zaproponowałam i zabraliśmy się do roboty.

Michał przyniósł kartony od Mariusza, bo kilka mu zostało i zaczęliśmy wszystko układać. Postanowiliśmy niektóre rzeczy wyrzucić szczerze mówiąc kilka z nich widziałam pierwszy raz na oczy. Jeszcze miesiąc temu powiedzieli mi, by, że im się to przyda, ale jak zaczęli wkładać, to do kartonów, to zrobiło się tego milion. Przy okazji zrobili porządek w papierach i znaleźli kilka zaginionych rzeczy. Salon po godzinie mieliśmy załatwiony został tylko telewizor, a ramki ze zdjęciami zniknęły ze ścian. Siatkarze poszli do Zbyszka pokoju, żeby wszystko spakować, a ja siedziałam na parapecie i przyglądałam się całemu pokojowi. To w tym domu zaczęłam swoje prawie samodzielne życie i poczułam się bezpiecznie, a teraz bez naszych rzeczy zrobiło się tak głucho i smutno. Uniosłam głowę do góry i ujrzałam Michała, który stał w drzwiach i przyglądał mi się.
-Nad czym tak myślisz ? – zapytał wtulając się we mnie.
-O tym, że tutaj poznałam ciebie, całą Skrę i ogólnie, ile tutaj się wydarzyło – wymieniałam.
-Faktycznie ja również dużo tutaj przeżyłem, ale nowy dom wiążę się też z kolejnymi przygodami – pocieszył mnie.
-Masz rację, ale tutaj zrobiło się tak nieprzyjemnie.
-Chodź do Bartmana do pokoju zaczął od ciuchów, to może coś od niego wyżydzisz – Misiek zrobił cwaniacką minę.
-Od ciebie również już na samym początku miałam takie plany.

Do Zbyszka pokoju tylko weszłam i usiadłam na łóżku. Poddałam się, kiedy wyciągnął wszystko na podłogę było tego, tyle że nie wiedziałam jak on zmieścił, to wszystko w tą szafę. Michał mu pomagał, a ja siedziałam i się z nich nabijałam. Nie mogłam przegapić takiej okazji i porobiłam, im kilka zdjęć. Dochodziła już godzina 21 wieczorem, a my skończyliśmy pokój Bartmana i wkroczyliśmy do Winiara. Dziwiłam się, ale bardzo szybko nam, to wszystko szło i sprawnie. Góra kartonów stała w korytarzu, a druga część w salonie pod ścianą, żeby nie zawadzała. Poukładałam Miśkowi wszystkie ciuchy do walizek, a on z Bartmanem zajęli się pucharami i książkami. Na szczęście zrobiliśmy, to bardzo szybko. Siatkarze rozłożyli się na łóżku i nie chciało, im się nic robić, a został jeszcze mój pokój. Udało mi się jakoś zagonić ich do roboty i mi pomogli. U mnie było dużo do zrobienia, bo miałam dwa regały książek, ciuchy i ogólnie pół domu z Gorzowa. Spakowaliśmy tylko książki i resztę przedmiotów, a ciuchy postanowiłam ogarnąć jutro. Zibi zasnął u mnie na łóżku, ale obudziłam go i poprosiłam, żeby poszedł do siebie, bo również byłam masakrycznie zmęczona. Bartman zbytnio nie rozumiał co do niego mówię, ale pamiętał, żeby ucałować mnie w głowę i życzyć dobre snu. Przebrałam się w piżamę i razem z Michałem położyliśmy się do łóżka.

Wstaliśmy dopiero o 10 rano, bo chłopaki mieli na 11 trening, a ja wykłady. Wszystko miałam już wcześniej przygotowane, więc zjadłam śniadanie, zabrałam torbę z książkami i siatkarze podwieźli mnie na uczelnie.
-O, której kończysz ? – zapytał mnie Bartman, kiedy byliśmy już pod budynkiem.
-Wykłady do 15, ale mam trening zaraz na 16, więc nie wiem, czy jest sens wracać do domu – wyjaśniłam.
-My mamy trening do 14, dwie godziny przerwy i siłownię do 19, więc co robimy ? – zapytał Michał.
-Jakoś się zdzwonimy – ucałowałam obydwu w policzek i udałam się do środka.

Wchodząc poczułam ten gwar wszystkich osób i zobaczyłam osoby, które śpieszą się na wykłady, bo zaspały aż się uśmiechnęłam. Szkoda, tylko że teraz będę sama, a nie będzie Olgi. Niby będą dziewczyny, ale to już nie, to samo. Nie będę miałam tej Olgi, która ma ostry język i wyratuje mnie przed niechcianymi chłopakami, już nie usłyszę jak jęczy mi nad uchem, że profesor przynudza i jest u niej na czarnej liście. Tego będzie mi strasznie brakowało, ale wiem, że ona się rozwija i życzę jej jak najlepiej.
Usiadłam na swoim miejscu i rozglądnęłam się po sali pierwsze zajęcia miałam z panią Miodek. Kiedy mnie zobaczyła podeszła do mnie i się przywitała.

-Jak tam odpoczęłaś ? – zwróciła się do mnie.
-Bardzo, ale już mi się chciało do ludzi i na pani wykłady.
-To bardzo dobrze, bo jest dużo do roboty – na sali zrobił się wielki szum, a czas było zaczynać zajęcia – Mamy bardzo dużo do zrobienia i na jutro napiszecie wypracowanie na 6 stron o psychologi ludzkiego ciała, czyli komunikowanie się – powiedziała na całą salę od razu wszyscy ucichli.
-Ale proszę pani my dzisiaj cały dzień mamy treningi – wyjęczał Łukasz nie zauważyłam jak usiadł koło mnie.
Widziałam po, nim, że nie jest w dobrym stanie jak Olga wyjechała. Zupełnie o, nim zapomniałam, ale dużo się przez ten czas wydarzyło.
-Łukasz ty jesteś taki zdolny, że napiszesz tą pracę i zaliczysz jeszcze trening – powiedziała do niego słodko – Bez gadania jutro na swoim biurku widzę pracę, bo jest to jako zaliczenie.

Pani Miodek już nic nie mówiła tylko zaczęła prowadzić wykład niby było, to ciekawe, ale, jednak bardzo nudne. Spojrzałam na Łukasza siedział i grał w milionerów na telefonie.
-Jak tam sobie radzisz ? – zapytałam szeptem.
-Nijak nic mi nie wychodzi i w ogóle nie ma, to sensu – powiedział smętnie.
-Ale nie mów mi, że nie masz żadnego planu ? – zapytałam z uśmiechem.
-Ja bym nie miał ? – zapytał zadowolony – Już sobie załatwiłem szkołę no i akademik we Włoszech, a do tego porządny klub piłkarski i za dwa tygodnie już mnie tutaj nie będzie.
-No, to czym ty się człowieku przejmujesz ? – nie rozumiałam go.
-Bo jeszcze całe 14 dni nie zobaczę Olgi i w ogóle – odłożył telefon i mocno odsapnął.
-Fajnie, że do niej jedziesz, ale będę tęskniła – lekko go przytuliłam.
-Olgi nie ma parę dni, a ty już jej chłopaka podrywasz – oczywiście nie, kto inny jak Maryśka musiała się odezwać.
-Nie podrywam tylko pocieszam – poprawiłam ją.
-Nazywaj to, jak chcesz, ale ja swoje wiem – zaczęła się śmiać – Pamiętasz o treningu ? – upewniła się.
-Tak, a, kto w końcu został trenerem ? – próbowałam się dowiedzieć.
-To ty nie wiesz ? – Łukasz krzyknął prawie na całą salę.
-Sorry, ale miesiąc mnie tutaj nie było – Łuki już coś chciał powiedzieć, ale Marysia mu przerwała.
-Zobaczysz w swoim czasie, a teraz słuchajmy, bo mamy pracę – skarciła mnie.

Nie powiem już więcej nie gadałam tylko słuchałam każdego słowa i je notowałam. Nie wiem jak ja, to zrobię, ale muszę dzisiaj ogarnąć trening, chłopaków, pakowanie i pracę na zaliczenie normalnie hardkor jak to wszystko zrobię. Wykłady zleciały mi bardzo szybko podczas przerwy napisałam do Michała co robimy, jednak mi nie odpisał. Od razu po zajęciach z jakimś dziwnym panem profesorem, który był na zastępstwo wyszłam na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Stojąc przy barierkach poczułam wibracje swojego telefonu, to SMS odczytałam go. Michał kazał wyjść mi na parking zrobiłam, tak jak prosił.
Od razu dostrzegłam jego auto. Wsiadłam do środka, a on siedział z wielkim uśmiechem na ustach.
-Mam twój obiad, bo obstawiam, że jeszcze nie jadłaś – podał mi bułki i herbatę w termosie.
-Jesteś kochany – subtelnie go pocałowałam.
-Wiem – powiedział dumny z siebie – A jak tam na wykładach ?
-Weź na jutro mam napisać pracę na zaliczenie i nie wiem jak to zrobię, bo tyle jest do zrobienia.
-Dasz radę ja, to wiem – ślicznie się uśmiechnął – Nie chce cię wyganiać, ale chce jechać się wykąpać i trochę odpocząć, o której kończysz ?
-Dzisiaj dopiero o 19 i też spadam, bo muszę poznać nowego trenera.
-Mam nadzieję, że będzie miał z 50 lat i nadwagę – Misiek odparł poważnie.
-Mi dadzą jakiegoś przystojniaka z kaloryferem i śliczną pupą – wytknęłam mu język.
-Jak tam sobie chcesz – powiedział obojętnie i odwrócił głowę.
-Żartowałam – wgramoliłam mu się na kolna i było mi strasznie niewygodnie – Ty mi wystarczasz w 100% i muszę już iść – złączyliśmy się w pocałunku i Winiar mnie mocno przytulił.
-Kocham Cię i uważaj na siebie widzimy się o 19 – puścił mi buziaka.
-Kocham pa – pomachałam mu i z ciepłą herbatą i bułkami udałam się na halę.
Nie szłam do szatni tylko usiadłam na parkiecie i otworzyłam swoje notatki jedząc obiad.
-Ale masz fajnie ja nie jadłam nic od rana – wyjęczała mi do ucha Kaśka, a reszta dziewczyn usiadła obok mnie.
-Nie mam tego za dużo, ale mogę się podzielić – zaproponowałam.

Siedzieliśmy razem i jedliśmy. Normalnie jesteśmy zarąbiste, bo jest nas w drużynie 11 i wszystkie najadłyśmy się 5 bułkami. Na balkonie stał jakiś facet i nas cały czas obserwował. Skądś go znałam, ale nie wiedziałam dokładnie, kto to taki.

-Skąd masz te bułki ? – dociekała Magda.
-Jak, to skąd ? – weszła mi w zdanie Aneta – Widziałam jak się miziała z Winiarem w aucie trzeba się w życiu ustawić, by mieć takie pyszności – wytknęła mi język.
-Szlachta – powiedziałam, a wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Kiedy wyciągnęłam herbatę zawodniczki również się do niej dopadły i musiałam się podzielić. Został jeden kubek i nie wiedzieliśmy, kto ma go wypić.
-Mam pomysł – powiedziałam zadowolona – Zrobimy mały pojedynek na serwy jak Magda wszystkie odbierze, to herbata jest jej.
-Będziemy się bili o herbatę ? – zaśmiały się.
-Każdy pretekst dobry, by pograć – odpowiedziałam z uśmiechem – Zresztą mamy jeszcze trochę czasu do treningu.
-Dobra, ale ty serwujesz – zastrzegła sobie Maryśka.
-Lenie – wytknęłam, im język i udałam się po piłkę, a Magda stanęła na swoim miejscu.

Ten facet cały czas stał i obserwował nas czułam jakąś obawę, ale wiedziałam, że nie jestem tutaj sama tylko z dziewczynami. Podrzuciłam piłkę wysoko i uderzyłam w nią energicznie. Magda idealnie się ustawiła i ją odebrała. Maryśka rzuciła mi kolejną i następna poszybowała, ale tej już nie zdołała przyjąć i poleciała w trybuny.
-Do ilu ? – krzyknęła z połowy boiska Magda.
-Do trzech zwycięstw – odpowiedziałam i odbiłam kolejną piłkę.
Tej również nie odbiła i było 2:1 dla mnie. Ostatnia piłka zmieniła kierunek na lewy i Madzia się nie zorientowała i nie podołała mojej zagrywce.
-Wygrałam – powiedziałam zadowolona.
-Szlachta – odparła żartobliwie Magda, a dziewczyny zaczęły się śmiać.
-Jestem dobry człowiek i się podzielę – napiłam się trochę, a resztę oddałam Magdzie.
Usłyszałam czyjeś kroki i odwróciłam się do tyłu. W moim kierunku zmierzał Winiar z torbą w ręku.
-Niesiesz kanapki ? – zapytałam się, a dziewczyny zaczęły chichotać.
-Nie, a dobre były ? – pocałował mnie w czoło.
-Pyszne i dziewczyny stwierdziły, że będą przychodzić do ciebie na śniadania.
-Zapraszam – powiedział w ich kierunku – Jednak jestem tutaj z innego powodu – podał mi torbę otworzyłam ją i zobaczyłam laptopa.
-Po co mi, to ? – zapytałam patrząc na niego.
-Siłownie mamy do 20, bo coś tam jeszcze trzeba zrobić, więc nie wiem, czy zdążę przyjechać tak szybko, więc w między czasie będziesz mogła napisać pracę – wyjaśnił mi.
-Kochany jesteś – rzuciłam mu się na szyję.
-Wiem – skradł mi jeszcze jednego całusa i udał się do wyjścia – Bartman jak coś, to po ciebie przyjedzie – krzyknął wychodząc.

Przebrałyśmy się z dziewczynami i udałyśmy na pole do gry. Owego trenera jeszcze nie było, a dziewczyny nie chciały mi nic powiedzieć. Zaczęliśmy jak zawsze od rozgrzewki, ale trwała ona tylko niecałe 5 minut, bo przyszedł nasz nowy szef. Nie wiem, czy jestem ślepa i psychicznie chora, ale facet, który stał na balkonie, to Sebastian Świderski i to on będzie nas trenował.
-Witam was dziewczyny – powiedział niepewnie.
-My również witamy – odezwała się Maryśka wesoło.
-Widzę, która to ta najbardziej rozgadana – wskazał na nią palcem – Ale dobrze nawet bardzo, bo trzeba sobie w życiu radzić.
-Zgodzę się z tym – włączyłam się do dyskusji.
-Dobra to, która z was jest kapitanem.
-Ja – podniosłam rękę i ładnie się uśmiechnęłam.
-Na razie przedstawcie mi się, bo was nie znam – poprosił.

Załatwiliśmy, to szybko i łatwo. Trener powiedział nam czego od nas oczekuje i jaką ma taktykę. Trochę mamy mało czasu na zgranie się, bo pojutrze gramy mecz, dlatego on stwierdził, że na razie mamy grać takim tokiem jak zawsze i ja mam wszystko nadzorować jako kapitan, a on na meczu wyciągnie wnioski z tego i powie co trzeba zmienić i dopracować.
Postanowiłam zacząć od porządnego rozciągania jak chłopaki na treningach, a następnie serwy i porządny mecz. Robiłyśmy, to już kilka razy, ale teraz patrzył na nas sam Sebastian Świderski. Skończyłyśmy zagrywkę i spojrzałam na jego minę. Nie mogłam z niego nic odczytać, tak jak z reszty. Miał jakąś blokadę w oczach, ale uśmiechnął się do mnie i kazał kontynuować. Podzieliłyśmy się na dwie drużyny i zaczął się bój.
Zaczęłam od zagrywki którą skierowałam na Anetę, ale była za mocna i nie zdołała jej odebrać. Kolejna piłka poszła na Magdę i przyjęła profesjonalnie, Aneta wystawiła, a Karolina chciała skończyć, ale zrobiłam blok z Kaśką i jej się nie udało. Ponownie udałam się na zagrywkę Magda odbiła, ale od razu na naszą stronę. Kaśka przyjęła, Natalia wystawiła, a ja wbiłam pięknego gwoździa. Sebastian, bo tak kazał na siebie mówić kiwał głową z uznaniem. Stanęłam za białą linią i podrzuciłam piłkę, kiedy chciałam odbić piłkę poczułam ogromny ból w kostce. Atakując czułam, że źle stanęłam, a teraz, kiedy podskoczyłam przeszły mnie aż ciary. Usiadłam na ziemię i złapałam się w bolącym miejscu. Dziewczyny i trener od razu do mnie podbiegli.
-Julka co jest ? – Sebastian zdjął mi buta i złapał za kostkę.
-Nic tylko skacząc źle stanęłam i tera coś mnie zabolało – wysyczałam.
-Siadaj na razie nie grasz – pomógł mi wstać.
-Ja będę grała – powiedziałam ostro.
-Możesz prowadzić trening, ale od poleceń ja tu jestem. Nie chcę, żeby mnie Michał później opierniczał, że mu dziewczynę łamię – puścił mi oczko i kazał zostać na ławce.
Świderski miał rację posiedzę dzisiaj, a, chociaż jutro będę mogła grać normalnie. Wolny czas wykorzystałam na pisanie pracy. Odpaliłam kompa i zaczęłam tworzyć swoje dzieło. Pisałam, pisałam aż tak mnie wciągnęło, że w godzinę napisałam 4 strony. Podszedł do mnie trener i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
-Julka powiem Ci tak w kwestii siatkówki jesteś genialna i nić dodać nic ująć.
-Dziękuję, ale niech pan mi uwierzy, że kosztowało mnie, to dużo pracy i wyrzeczeń.
-Ja, to wiem i bardzo się cieszę, że mogę mieć taką osobę w drużynie – zawołał wszystkie dziewczyny do siebie – Słuchajcie laski patent jest taki, że gracie zawodowo i na razie nie mam żadnych uwag, a, gdyby któraś źle się czuła, to zgłosić się do mnie.
-Trening jutro na którą ? – zapytała Aśka.
-Wykłady macie do 13, to niech będzie na 14 pasi ? – uniósł brew i czekał na odpowiedź.
-Nie pasi – pokręciłam przecząco głową – Jutro Skra gra o 14 nie da się wieczorem powiedzmy na 17 tak do 21 ? – zrobiłam słodkie oczka.
-Dobra niech będzie – zgodził się – Pozdrów chłopaków – odparł i udał się do wyjścia.
Idąc do szatni poczułam wibracje telefonu. To SMS nie miałem tego numeru, ale, kiedy go przeczytałam mój świat ponownie się zachwiał…

———————————————————————————————————————————-

Jest rozdzialik który czekał bardzo długo na wstawienie bo mam małe problemy z internetem i sama nie wiedziałam kiedy mam wstawić. Jestem już na wakacjach i korzystam z pięknej pogody. Zamiast opalić się jak człowiek to robię aktualnie za raka. Wszystko pieczę a ja leżę i odpoczywam pisząc kolejne rozdziały. Mam już cztery do przodu tak więc zróbcie mi tą przyjemność i po licytujemy się z rozdziałami. Ja che ich tylko 30 a kiedyś było tyle zawsze więc nie wiem czy się nie podoba a może przynudzam ? Nie wiem  i mam nadzieję że napiszecie mi jaki jest tego powód ;)

W naszej historii zaczną rozwijać się nowe wątki i obiecuję że w tych rozdziałach co mam dotychczas napisane to bardzo, bardzo dużo się dzieję. Jest trochę sielanki i trzeba to zmienić bo Michał z Julką mieliby za wygodnie ;)

Nasza kochana reprezentacja pokonała Argentynę w dwóch meczach. W piątek oglądając mecz byłam zła jak przegrali seta 25:18 to myślałam że oszaleje ale już kolejne to była istna poezja. Bartman kiedy wszedł w końcówce trzeciego seta zrobił dużo ale nabijając siedem punków w czwartym secie w tym dwa asy to myślałam że wejdę w telewizor i go uduszę przytulając. W ogóle gra Jarosza w pierwszych trzech setach to było mistrzostwo. Nowakowski i Żygadło również znakomicie współgrają a Kurek i jego zagrywki to już się nie mówi. Możdżon sam w sobie i jego kiwki. Winiar MVP meczu i ogólnie mamy znakomitą drużynę która dzisiaj powinna pokazać Amerykanom tak samo jak w tamtym roku że Polska umie i potrafi wygrywać z każdą drużyną. Mam nadzieję że dzisiaj wszystkie te atuty które były w meczach z Argentyną będą w dzisiejszym spotkaniu. Czekam na mecz i wasze komentarze ;)

+Dzięki wielkie za wszystkie komentarze i wejścia.

Rozdział 51 – Dawne sprawy i sylwester.

 

Perspektywa Julki…

Stojąc z telefonem przy uchu puściłam go na ziemię i odbił się głośno o podłogę. Nie wiedziałam co zrobić i co powiedzieć. Rzekoma Natalia stała naprzeciwko mnie i patrzyła w moją twarz z niedowierzaniem. Michał podniósł telefon i powiedział mamie, że później oddzwoni.
-Nie wierzę – odezwała się Natalia zachrypniętym głosem.
-Prędzej bym się diabła spodziewała – powiedziałam, a Natka podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
Zbyszek i Michał stali nie wiedząc co się dzieję. Zaczęłam płakać, ale nie ze smutku tylko szczęścia.
-Dziewczyny co wy robicie ? – zapytał nas Bartman, który już całkiem nie wiedział co się tutaj wydarzyło.
-To jest moja Natka – odpowiedziałam dalej patrząc na twarz.
-Pizdo wyjechałaś bez słowa pożegnania i zostawiłaś mnie, a obiecałaś na paluszki, że nigdy się nie zostawimy – powiedziała z wyrzutem w moim kierunku.
-Musiałam naprawdę musiałam, ale teraz, to już i tak nie ma znaczenia – ponownie się przytuliłyśmy.
-Wytłumaczycie nam skąd się znacie i w ogóle, o co chodzi ? – odezwał się Michał.
Kiwnęłyśmy twierdząco głową i usiedliśmy przy stole. Tak, że ja z Winiarem siedziałam po jednej stronie, a Natalia z Zibim po drugiej. Zapomniałam nawet o kolacji nic nie było dla mnie ważne tylko to, co tu i teraz.
-To, która zacznie ? – popędzał nas Zbyszek.
-Mogę ja – odezwałam się – Zbyszek ja wiem, że mnie kochasz i w ogóle, ale nie powiedziałabym, że jak będziesz szukać dziewczyny, to takiej samej jak ja. Znalazłeś mojego klona, który robi wszystko to, co ja z tą różnicą, że ona kocha jeszcze gotować.
-Dokładnie mów, bo ja dalej i tak nic z tego nie rozumiem – złapał się za głowę i pokręcił nią.
-Natka jest moją najbliższą kuzynką. Z tego co ty wiesz, to ma nazwisko ojca, czyli Jankowska, ale po mamie ma te same co ja teraz, czyli Bogacka. Ja nie mam nazwiska po ojcu, czyli mam po mamie. A tak już najdokładniej, to Natalia jest córką mojej mamy siostry już dokładniej się nie da- odsapnęłam, kiedy skończyłam mówić.
-Ja jestem normalnie uzależniony od Bogackich – zaśmiał się Zibi.
-Julka powiesz co się stało ? Wyjechałaś tak nagle bez słowa ja umierałam ze strachu – Janka mówiła patrząc mi w twarz bardzo często tak do niej mówiłam.
-To jest długo historia, a tak w ogóle co ty tutaj robisz ? – zapytałam.
-Dobrze wiesz, że kuchnia to mój konik i przez przypadek jestem tutaj na studiach no i też przez przypadek poznałam Zbyszka – Bartman mocno przytulił moją kuzynkę.
-To fajnie, ale słuchaj nikt nie może wiedzieć, że ja tu jestem. Obiecaj mi, że nikomu nie powiesz – odparłam błagalnym głosem.
-Pewnie zresztą ja nawet nie mam zamiaru wracać na razie do Gorzowa twój tatuś robi niezłą rozpierduchę i w ogóle moja mama też już nie jest z ojcem tylko z naszym sąsiadem Markiem. Mówię Ci co tam się dzieję, to kosmos. Ja, im oznajmiłam, że jadę na studia, a oni kiwnęli ręką i tak ich, to poruszyło – mówiła patrząc w ścianę.
-Odpowiem Ci wszystko po kolei jestem tutaj przez Kubę nic Ci nie mówiłam, ale on bardzo się zmienił… – opowiedziałam jej wszystko od początku do końca i nie dowierzała w moje słowa.
-Bartman opowiadał mi o tobie, ale nigdy nie pomyślałabym, że to ty.
-Kuba mnie znalazł, ale ja mam dosyć naszej szanownej rodziny i jest mi tutaj dobrze z chłopakami, a jak ty jeszcze teraz zostaniesz, to już w ogóle.
-Zostanę na pewno, jeżeli pan Zbyszek będzie mnie chciał.
-Będzie, będzie – śmiał się Zibi – Teraz obydwie będziecie pod moim okiem no i oczywiście Winiarskiego, więc nie ma problemu.
-Mówiłam wam, że was kocham ? – zapytałam i wtuliłam się w Miśka, który śmiał się z naszej historii.
-Nie chce Ci nic mówić, ale skrzywdziłaś kilka osób – Natalia powiedziała do mnie niepewnie.
-Masz kogoś szczególnego na myśli ? – wyplątałam się z ramion Winiara i uważnie jej słuchałam.
-Aneta do dzisiaj codziennie pyta się kogoś, czy wróciłaś i dalej na całe osiedle kłóci się z Bartkiem. Do tego babcia z dziadkiem też nie wiedzą co mają o tym sądzić.
-A moja rodzicielka ? – zapytałam z ironią.
-W ogóle wszyscy dopiero zobaczyli po trzech dniach, że cię nie ma w Gorzowie.
-Nie no nieźli są zastanawiałam się, ile, im, to zajmie – powiedziałam śmiejąc się sarkastycznie.
-Ja wieczorem w twoje urodziny przyszłam do ciebie, ale stwierdziłam, że jak cię nie ma, to poszłaś do Kuby, ale po kilu dniach zadzwoniła twoja mama i się pyta, czy nie miałam z tobą kontaktu. Pytali przez tydzień, ale potem twój szanowny tatuś stwierdził, że jak zgłodniejesz, to wrócisz i nie ma co się martwić – Natalia mówiła każde słowo ostrożnie.
-Mówiłam ja nie mam rodziny i nie chce jej mieć – czułam, że oczy mi się szklą.
-Jest coś jeszcze, ale… – Janka spojrzała na Zibiego i się zacięła.
-Mów ja chce wiedzieć chyba już mnie nic nie zdziwi – popędzałam ją.
-Twój tata… jakiś miesiąc temu przyszła wiadomość, że zameldował się w jakiejś bazie i przedarł się na dobry front na granicy Afganistanu jakby wracał w stronę domu coraz bliżej. Jednak jeszcze w tym samym dniu stracili z, nim kontakt i przerwali jego poszukiwania już na dobre – wyjaśniła do końca.
-Mówiłam i dalej wieżę, że on jest i żyje, więc nikt mi nie wmówi, że on zginął. Jeszcze nie raz przytuli mnie do siebie i powie, jaki jest ze mnie dumny – rozmarzyłam się na chwilę.
-Dziewczyny wszystko fajnie, ale jakaś kolacja, by się przydała – odezwał się Misiek.
-Kurcze – wyjęczałam zła – Zapomniałam o swojej zapiekance – pobiegłam w stronę kuchni po danie.
Kiedy skończyliśmy jeść każdy mnie pochwalił łącznie z Natalią, która stwierdziła, że jak już będzie miała swoją restaurację, to będę u niej szefem kuchni. Siedzieliśmy przy winie tylko Zbyszek nie pił, bo chciał odwieść Natalię.
-Jutro sylwester – przypomniał nam Zibi.
-Właśnie Julka mieliśmy nad czymś pracować Winiar poruszył charakterystycznie brwiami.
-Czuj się, że założę sukienkę – wystawiłam mu język.
-A co właściwie zakładasz ? – zapytała mnie Janka – Pamiętam od zawsze w kwestii ubioru Julki był problem, bo ona nie lubi sukienek.
-Trochę się pozmieniało – pokazał na palcach Misiek.
-Jutro zobaczymy – wytknęła mi język – Dobra Bartman odwieziesz mnie, bo na dzisiaj mam dosyć wrażeń, a trzeba się wyspać przed jutrzejszym dniem.
-Oj trzeba – zaśmiałam się – Uwierz, że siatkarze mają mnóstwo siły i tańczyć będą do rana.
-Czekam – odparła wesoło i skierowaliśmy się do korytarza.
Zbyszek razem z Natalią ubrali się i mogli wychodzić, ale jak zwykle Bartman zgubił klucze i poszedł je poszukać. Janka mnie mocno przytuliła.
-Cieszę się, że cię odnalazłam i mam nadzieję już cię nie zgubię – wyszeptała mi do ucha.
-Ja również Natka, ja również mam wielką nadzieję – mała łza spłynęła po moim policzku.
-Możemy jechać – zakomunikował nam siatkarz i zeszli na dół.
Michał zaczął sprzątać, a ja stanęłam w oknie i pomachałam jeszcze Jance. Po chwili poczułam Winiarskiego ręce na swoim brzuchu i jego głowę na ramieniu.
-Cieszysz się, że ona będzie blisko ? – siatkarz kiwnął głową w stronę odjeżdżającego auta.
-Bardzo może coś się zmieni – powiedziałam z nadzieją w głosie.
Również byłam zmęczona, dlatego od razu położyliśmy się z Michałem do łóżka.
-Przedostatnia noc w tym roku jakie wrażenia ? – zapytał siatkarz leżąc z głową na moim brzuchu.
-Jak z tobą, to znakomicie mam nadzieję, że za rok będzie tak samo – Winiar wpił się w moja usta i obydwoje zasnęliśmy.

Perspektywa Michała…

Z samego rana udałem się do kuchni, by zrobić śniadanie. Bartman też już nie spał tylko siedział w kuchni i przeglądał strony internetowe z meblami.
-Ciekawe zajęcie na ostatni poranek w roku – zagadnąłem do niego wesoło.
-Śmiej się, śmiej, ale czas zacząć coś robić, bo tutaj, to jest niebezpiecznie. Nie wiadomo na, jaki jeszcze pomysł wpadnie ten idiota.
-Ja na dzisiaj mam plan pokazania mieszkania Julce i w następnym tygodniu się wprowadzimy – wyjaśniłem mu.
-Jak tak szybko ogarniemy, to czemu nie – powiedział zadowolony.
-Nom ja dzisiaj nie piję, więc zawiozę nas, a potem, to już samo się potoczy.
-Mam nadzieję – Zbyszek poklepał mnie po plecach i udał się do pokoju.
Zabrałem kanapki i płatki, po czym skierowałem się do Julki pokoju.
Nie spała tylko leżała i patrzyła w sufit śmiejąc się przy tym wesoło.
-Widzę, że humorek dopisuje ? – zapytałem i usiadłem koło niej.
-Coś czuję, że dzisiaj będzie znakomity dzień – odparła i usiadła mi na kolanach.
Bez namawiania jej zaczęła jeść kanapki, a ja całowałem ją po karku, a ona przy tym się wyginała we wszelkie możliwe strony. Kiedy zjadła podeszła do szafy i zamyślona patrzyła w jej wnętrze.
-Co ja mam ubrać na dzisiaj ? – zapytała sama siebie, a ja spojrzałem na zegarek.
-Jest 11, więc masz jeszcze trochę czasu – podpowiedziałem jej.
Chciała mi coś odpowiedzieć, ale dostała SMS-a i czytając go zaczęła się śmiać.
-Niby ta godzina, ale Natalia pisze, że będzie tutaj o 17, więc będę musiała się pospieszyć.
Do pokoju wszedł Bartman i patrząc na Julkę usiadł przy biurku obserwując mnie.
-Dałeś mój numer Jance ? – zapytała Zbyszka.
-Dałem wczoraj wieczorem, bo jadąc całą drogę gadała tylko o tobie nie wiem, czy nie mam być zazdrosny, bo to nie jest śmieszne.
-Nie musisz, bo ja mam Michałka i bardzo się cieszę, że jesteś z Natalią – ucałowała go w policzek i udała się do łazienki, by się przebrać.
Nie słuchałem ich zbytnio tylko myślałem nad tym jakby Julce jakoś sensownie pokazać nasze nowe mieszkanie, ale nic nie przychodziło mi na myśl.
-Bartman zostań z nią, a ja jadę ogarnąć coś z tym mieszkaniem – zwróciłem się w stronę Zibiego.
-Nie ma sprawy posiedzę z nią, bo Natka dopiero o 17 będzie, więc ty też musisz się pospieszyć.
-Spoko zdążę tylko powiedz Julce, żeby wyprasowała mi koszulę i wyciągnęła buty – poprosiłem go.
Ubrałem się szybko i zabierając kluczę z komody udałem się w stronę auta.
Dzisiaj były ogromne korki, bo ludzie również pracowali. Całe szczęście, że nam trener dzisiaj odpuścił, bo na pewno bym się nie wyrobił ze wszystkim. Otworzyłem schowek w aucie i zacząłem szukać kluczy, które umieściłem tam kilka dni temu. Z trudem je znalazłem i włożyłem do kieszeni.
Łamiąc kilka przepisów drogowych po półgodzinie byłem na miejscu. Po drodze na górę spotkałem jeszcze Radka, który grzebał w papierach i stwierdził, że później do mnie wpadnie. Wszedłem do mieszkania i chodziłem po, nim w kółko szukając…właściwie sam nie wiem czego. Zatrzymałem się w pokoju, który był największy i idealnie nadawał się na salon. Miał taras, tak jak każdy z pokoi, ale gigantycznych rozmiarów. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na niego. Zimny wiatr owiał mnie dookoła, a razem z, nim przyszły nowe pomysły.
Ustawiłem świece dookoła tarasu i zrobiłem ścieżkę od wejścia do salonu. Przyszedł Radek, który zdeklarował się zapalić je przed 23, żeby wszystko było gotowe, kiedy przyjdziemy. Sprawdziłem, czy wszystko jej już przygotowane i udałem się w stronę domu.

Perspektywa Julki…

Siedzę z Bartmanem w salonie i oglądamy najlepsze teledyski tego roku. Zginął mi gdzieś Michał, ale Zibi twierdzi, że musiał pomóc Igle w przygotowaniach do sylwestra, więc więcej nie wnikałam.
-Jak poznałeś Natalie ? – zapytałam siatkarza byłam tego bardzo ciekawa.
-Tak jak mówiła przez przypadek – zaczął się śmiać – Pierwszy raz zobaczyłem ją w klubie jak ty byłaś w Miśkiem w Łodzi i ślicznie się do mnie uśmiechnęła. Ten uśmiech na długo zapadł mi w pamięci, ale nie miałem odwagi do niej podejść. Potem byłem na kawie z Kubiakiem, a ona jest kelnerkę w takiej małej knajpce i od razu ją rozpoznałem ona mnie również. Michał musiał iść do domu, a ja zapytałem, czy nie miałaby chwili dla mnie no, a potem, to już samo się wszystko potoczyło.
-To fantastycznie i trzymam kciuki – Zbyszek mnie mocno przytulił.
-Ona jest bardzo do ciebie podoba, więc może, dlatego tak bardzo jestem w niej zadłużony, ale nigdy bym nie pomyślał, że to twoja rodzina – kręcił z niedowierzaniem głową.
Zbliżała się godzina 15, a Miśka dalej nie było jestem bardzo ciekawa, gdzie on się szlaja.
-A zapomniałem – odezwał się Bartman – Michał prosił żebyś uszykowała mu koszulę i buty.
-W porządku, ale jak mniemam ty też mnie o to prosisz ? – zapytałam patrząc na niego z uśmiechem.
-Jak ty mnie dobrze znasz i dziękuję – zrobił słodkie oczka.

Puściłam mu buziaka i udałam się do pokoju Michała po rzeczy dla niego, a później do Zibiego. Kiedy wszystko ich było już gotowe wzięłam się za swoje rzeczy. Sama nie wiedziałam co mam ubrać. Jak wszyscy dobrze wiemy sukienki, to nie mój koni, ale dzisiaj mam taki dobry humor, że chyba się pokuszę. Usłyszałam mocne trzaśnięcie drzwiami, to na pewno Michał. Po chwili poczułam zimne dłonie na swoich biodrach i od razu wiedziałam, że to on.
-Czemu nie nosisz rękawiczek ? – zapytałam – Masz takie zimne ręce, że można umrzeć.
-Noszę, ale na dworze pana śnieg i jest potwornie zimno, więc nic, to nie daje.
-Aham – delikatnie go pocałowałam – Uszykowałam Ci ciuchy i możesz już wychodzić – powiedziałam w jego kierunku.
-Mam zaproszenie z osobą towarzyszącą – odpowiedział zadowolony.
-Przecież mówiłeś, że idziesz z dziewczyną w sukience, a ja idę w spodniach i nikogo sobie nie znalazłeś ? – chciałam się z, nim podrażnić.
-Spokojnie na Winiarskiego wszystkie panny polecą – powiedział wskazując na siebie.
-Nie wątpię – podeszłam do niego i wpiłam się w jego usta.
-Kocham Cię bardzo mocno – wyszeptał mi do ucha – Wiem, że to tylko słowa, ale dla mnie bardzo ważne.
-Może, to i słowa, ale mówione przez ciebie przekazują wszystko – wtuliłam się w jego ramię.


Na zegarku widniała 16.30 tak, więc trzeba było zabrać się do pracy. Igła stwierdził, że nie muszę nic robić, bo on wszystko przygotuje i jestem mu bardzo, za to wdzięczna. Jednak ja nie umiem iść do kogoś z pustymi rękoma. Zajrzałam do lodówki co mamy i przygotowałam szpinakowe kopertówki z ciasta francuskiego. Chłopaki poznali, że coś gotuję i od razu byli w kuchni, żeby mi coś podebrać, ale włożyłam wszystko do piekarnika.
-Jak wrócę i będzie mi brakowało, chociaż jednego, to macie przesrane w nowym roku – wymierzyłam w nich palcem.
-Tak jest szefowo – odpowiedzieli zgodnie i odprowadzili mnie wzrokiem do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i owinięta ręcznikiem udałam się do kuchni, żeby sprawdzić jak tam moje danie. Na szczęście miało się świetnie w smaku i wyglądzie. Wyłożyłam kilka na talerz i zaniosłam chłopakom do salonu. Siedzieli i oglądali coś na laptopie, ale jak chciałam spojrzeć, to od razu go zamknęli.
-Przyniosłam wam na spróbowanie i więcej nie dostaniecie – podałam, im talerz, a oni zmierzyli moje odkryte nogi.
-A nogi mogą być na deser ? – zapytał Winiar.
-Nie stać cię na takie desery, więc odpowiedź brzmi nie. Za, to Bartman jest bardziej dziany i te cudowne   nogi należą się jemu – Winiar mało co się nie udławił, a Zibi poklepał go po plecach.
-Co ? – krzyknął, kiedy mógł już normalnie mówić.
-Wiadereczko panie Michale i jedz powoli – ucałowałam go w policzek i puściłam oczko do Bartmana ten tylko zaczął się śmiać.
Postawiłam na swoja czarno-żółtą sukienkę i buty na platformie. Nigdy nie potrafiłam chodzić w szpilkach, ale te przez przypadek zostawiła u mnie Olga i przyznam, że są bardzo wygodne. Jednak w torebkę biorę też moje niezawodne baletki, bo nigdy nie wiadomo co się może stać.
Wyprostowałam włosy i delikatnie puściłam je na ramiona. Patrząc w lusterko coś mi brakowało. Pociągnęłam rzęsy lekko tuszem i jasnym różem doprawiłam policzki. Normalnie sama nie wiedziałam co się ze mną dzisiaj dzieje, ale było mi z tym dobrze, bo dzisiejsza noc zapowiadała się bardzo ciekawie. Ubrałam sukienkę, włożyłam buty i żeby wszystko było idealne założyłam naszyjnik od Michała, który nosiłam cały czas, ale do kompania go ściągałam. Przeglądnęłam się w lustrze i uśmiechnęłam sama do siebie.
-Tato wiem, że gdzieś tam jesteś i jakiegoś sylwestra na pewno spędzisz ze mną – wyszeptałam patrząc w swoje odbicie.
Kiedy się ubierałam słyszałam jak przyszła Natalia, bo chłopaki stali i ją bajerowali. Zamknęłam pokój na klucz, więc nikt nie mógł wejść. Spojrzałam na zegarek i dochodziła godzina 18 trochę się zasiedziałam, ale czego nie robi się dla urody. Włożyłam swoje baletki do torebki i wyszłam do korytarza. W przedpokoju stał Winiar odwalony jak stróż w Boże Ciało. Nikt nic nie mówił tylko patrzyli na mnie z otwartymi ustami.
-Faktycznie dużo się tu u was pozmieniało – zagadnęła Natka.
-Niby czemu ? – zapytał Zibi nie odrywają ode mnie wzroku.
-Bo Bogacka w sukience i makijażu, to przełom światowy zróbcie zdjęcie, bo nikt mi nigdy nie uwierzy.
Długo nie trzeba było prosić Zibi po chwili przyszedł z aparatem i cyknął mi niespodziewanie zdjęcie. Natalia i Bartman poszli do Zbyszka królestwa, bo jak zwykle nie mógł sobie poradzić z krawatem, a ja i Michał staliśmy dalej wpatrują się w siebie.
-Aż tak Ci się nie podobam, że nic nie mówisz ? – zwróciłam się do siatkarza.
-Nie wiem, co powiedzieć, bo zawsze jesteś piękna, ale teraz przeszłaś samą siebie – podszedł do mnie i przejechał palcem po moim policzku.
-To się cieszę, ale ty również świetnie wyglądasz – wskazałam na niego.
-Ty dzisiaj jesteś najważniejsza – wplątał dłonie w moje włosy i zaczął mnie delikatnie całować – Kocham Cię skarbie nad życie – wyszeptał.
-Idziemy ? – zapytałam przerywając nasz pocałunek – Może Krzysiowi trzeba pomóc, a my i tak nie mamy nic do roboty.
-Możemy iść, to ja idę do Zbyszka i Natalii, a ty idź do kuchni po swoje danie – skradł mi jeszcze jednego buziaka i uciekł.

Zapakowałam koperciki w plastikowe pudełko i udałam się do korytarza. Wszyscy byli już gotowi i czekali tylko na mnie. Winiar pomógł mi z ubraniem płaszcza i zeszliśmy na dół. Lekko się zdziwiłam, że jedziemy Michała autem, ale nic się nie odezwałam i wsiedliśmy do środka.
Jadąc moja ciekawość zwyciężyła i musiałam się zapytać.
-Kochanie, a ty dzisiaj nie pijesz ? – zwróciłam się do siatkarza.
-Czy ja zawsze muszę pić ? – zapytał wątpliwie – Przecież zawszę mogę zostać przy soczku, tak jak ty – odpowiedział patrząc się w lusterko, w którym się odbijałam.
Dojechaliśmy na miejsce i gospodarz przywitał nas jak zawsze z wielkim uśmiechem na ustach. Prawie wszyscy już byli, ale z tego co mi wiadomo impreza była dopiero na 19 wieczorem. Najwidoczniej wszyscy chcieli pomóc tak samo, jak my. Kiedy tylko weszłam do ogromnego salonu wszyscy siatkarze zmierzyli mnie od góry do dołu wzrokiem.
-Gdzie jest nasza stara Julka ? – zapytał Piotrek.
-Stoi przed tobą prawda, że piękna – odezwał się Winiar i ucałował mnie w policzek.
Po chwili wszyscy zajęli się sobą, a ja podeszłam do Mariusza, który stał z Kubiakiem i o czymś dyskutowali.
-Mogę przerwać ? – zapytałam się – Jak tam oczekiwania na nowy rok ?
-Mają się świetnie zresztą tak samo, jak twoje – odezwał się Mariusz.
-Nie rozumiem co masz na myśli ? – zapytałam dokładniej.
-No ten cały dom i przepr… – tylko tyle zdążył powiedzieć, bo Winiar mu przerwał.
-Szampon miał na myśli dom i te całe przeprosiny wiesz takie sprawy – Misiek gestykulował coś na palach, a siatkarze dziwnie na niego patrzyli.
Uśmiechnęłam się i udałam w stronę Zbyszka, który stał pod ścianą i wpatrywał się w Jankę.
-Jest piękna – stanęłam obok niego i powiedziałam.
-Jak wszystkie Bogackie – zaczął się śmiać i objął mnie ramieniem.
Staliśmy chwilę, ale po gospodarz postanowił już zacząć, bo wszyscy są. Oczywiście, najpierw rzucił swoją przemowę, która nie obyła się od śmiechu. Po wszystkim Igła zapuścił muzykę i wszyscy zaczęli się bawić. Bartman od razu chwycił Natkę w ramiona i pognali na parkiet. Stałam koło Kłosa, który rozmawiał z Bąkiem głośno się przy tym śmiejąc. Poczułam na swojej tali czyjeś dłonie, kiedy odwróciłam głowę ujrzałam Miśka z wielkim uśmiechem na ustach.
-Mogę panią prosić ? – zapytał zabawnie.
-Dla pana wszystko – podeszłam do niego tanecznym krokiem i wtuliłam się w niego.
Bujaliśmy się w rytm muzyki wtuleni w siebie, a Winiar cały czas szeptał mi coś do ucha.
Było już kilka minut przed 23, a chłopcy wznosili kolejny toast za swoją grę i za wszystkie pary, żeby, im się wiodło.

Perspektywa Michała…

Musiałem trochę wkroczyć do akcji, bo Szampon o mało co nie wygadał wszystkiego Julce. Wytłumaczyłem mu wszystko, a ten dopiero zrozumiał co i jak. Zatańczyłem jeszcze jedną piosenkę z Kamilą, która nie dawała mi spokoju. Sam nie wiem dlaczego Igła ją zaprosił właściwie nic nie mam do tej dziewczyny, ale jest strasznie namolna. Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że już czas. Powiedziałem Zbyszkowi, że zabieram Julkę, żeby się nie wystraszył jak jej nigdzie nie będzie. Złapałem Bogacką za rękę i wyciągnąłem do korytarza.
-Ubieraj się muszę coś załatwić – podałem jej płaszcz.
-Co masz do załatwienia o 23 w nocy godzinę przed nowym rokiem ? – zapytała śmiejąc się.
-Sprawę życia i śmiercie no proszę chodź – pogoniłem ją.
-Jak mus, to mus, ale wymyślasz – pomachała Bartmanowi, który pogroził jej palcem i wyszliśmy na dwór.
Noc nie była zimna, bo nie było wiatru, ale temperatura wynosiła 5 stopni nie więcej. Otworzyłem jej drzwi i udaliśmy się w stronę nowego domu…

 

—————————————————————————————————————————-

Witam wszystkich po bardzo długich oczekiwaniach ;) ;)

Przepraszam, że to aż tak długo trwało, ale nie zależało to ode mnie tylko od informatyka, który naprawiał, naprawiał i skończyć nie mógł. Jenak po większym tygodniu udało mu się to i odzyskał również moje wszystkie rozdziały. Ogłaszam wszem i wobec iż mamy WAKACJE nie wiem, dlaczego, ale nie dociera to do mnie. Ten rok tak szybko mi zleciał, że nie mam w ogóle słów. Szkoła skończona ze średnią 5.00 SZLACHTA ;) Tak, więc mam dużo czasu na pisanie rozdziałów i rozwijanie tej historii. W niedzielę już wyjeżdżam odpoczywać ale kompa będę miała , więc spokojnie. Dzisiaj oczywiście mam zamiar oglądać naszych ORZEŁKÓW. Kiedy nie miałam kompa dużo się działo w tej naszej polskiej siatkówce, ale daruje sobie wszelkie komentarze i dalej w nich wierzę ;)

Liczę na dużą ilość komentarzy, bo jak nie to będę dodawała krótkie rozdziały (te mają po 10 stron w openoffice). Żeby nie było jak nie grożę tylko uprzedzam ;)

+Dzięki za wszystkie wejścia i komentarze doceniam to wszystko.

Proszę napisać mi kto chce być informowany, bo po tej awarii mam małe problemy z gg 45551514 ;)

 

 

Ważny komunikat.

Zepsuty komputer, stracone rozdziały i ogólnie źle. Piszę żebyście nie czekały na marne. Nie wiem, kiedy kolejny i jeszcze raz sorry. Mam tylko telefon, więc komentarzę od was dam radę czytać , ale nic poza tym. Nie wiem co dalej

Rozdział 50 – Szczęście i początek kłopotów.

 

Perspektywa Zbyszka…

Po telefonie od komisarza myślałem, że rozwalę wszystko i wszystkich. Wiedziałem, że przegiąłem z tą zagrywką, dlatego wolałem wyjść, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Wszedłem do szatni i udałem się pod zimny prysznic.
Po chwili kropelki wody dawały mojemu ciału ukojenie, ale nie mojej duszy. Usłyszałem również jak chłopak wyszli do szatni oznaczało to, że trening się skończył i zaczną się pytania. Wyszedłem po ciuchy, a wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem. Czułem się jakbym zrobił coś bardzo złego, a chłopaki chcieliby mnie, za to rozliczyć. Szybko się przebrałem i usiadłem na ławce z butelką w ręku.
-Zbyszek mów co on Ci powiedział, bo zaraz wyjdę z siebie – zwrócił się do mnie Winiar.
-Gdzie Mała ? – zapytałem patrząc w podłogę.
-Rozmawia z trenerem trochę jej, to zajmie, więc mów – poprosił mnie.
-Dzwonił komisarz i… – nie wiedziałem od czego zacząć – No i…
-Zibi mów prosto z mostu co z tymi kamerami atrapy ? – Misiek zapytał cały zdenerwowany.
-Kamery są prawdziwe i mają nagrania, ale… – znowu się zawiesiłem i nie mogłem mówić.
-Bartman, bo zaraz sam pojadę na komisariat mów – Michał krzyknął na mnie tak, że chłopaki się na nas spojrzeli.
-Na tych kamerach nie widać jego twarzy, bo ma kaptur, ale ten policjant sprawdził go i niepotrzebnie go wezwał. Do tego jeszcze powiedział w jakiej sprawie i ten szmaciarz się odgrażał Julka dopiero teraz ma przerypane.
-I co nic mu nie zrobią ? – dopytywał Mariusz.
-Nie słuchałem tego policjanta, dlatego Michał jedziemy na policję, a ty Mariusz zabierzesz Julkę ? – zapytałem Szampona.
-Pewnie jedźcie zaopiekuję się nią – odparł pewny siebie.
-Tylko proszę pilnuj jej, bo ten idiota może być wszędzie – powiedział do niego Misiek.
-Spoko nas jest dwunastu, a on tylko jeden. Przecież już dawno nas poprosiliście, że jak będzie trzeba, to wam pomożemy – odezwał się Igła.
-Dzięki Krzysiu – Winiar przybił piątkę z Ignaczakiem.
-Dobra chodź idziemy, póki Julka nas nie widzi – pogoniłem Winiara i po chwili siedzieliśmy już w aucie.
Nie patrzyłem na znaki ani na nic co jest wokół mnie. Liczyła się tylko sprawa Julki i nic więcej. Po kilku minutach byliśmy na komisariacie. Weszliśmy do środka omijając policjanta na dyżurce i wchodząc do pokoju, gdzie był komisarz.
-Szybko pan się zjawił – policjant zwrócił się w moją stronę.
-Ta sprawa jest dla mnie bardzo ważna, a to jest mój kolega i chłopak Julki Michał – przedstawiłem mu Winiara.
-Witam – uścisnęli sobie dłonie – Proszę siadać i wszystko panom wytłumaczę – wskazał krzesła przy biurku.
Usiedliśmy z Miśkiem i czekaliśmy aż policjant zacznie mówić.
-Tak jak mówiłem sprawdziłem nagrania. Faktycznie wasza koleżanka została napadnięta, ale napastnika twarzy nie widać. Popytałem tu i tam, ale również wysłałem kilka rzeczy o tym chłopaku do sąsiednich komisariatów. Nie chciałem czekać na wiadomości i ściągnąłem tego Kubę na komisariat. Zacząłem od alibi, ale stwierdził, że był ze swoją koleżanką i ona, to potwierdziła, dlatego do niego nie mamy prawa się doczepić.
-Nie mógł pan zrobić tego ostrożniej tak, by nie wiedział, że chodzi o to nagranie ? Przecież on i ta jego koleżanka kłamią on tam był i to on zrobił, to Julce. Nawet ona sama nam, to powiedziała – powiedział lekko zdenerwowany Michał.
-Panowie, jeżeli przyprowadzicie tutaj tą panią i ona powie mi to samo, to ten chłopak do końca życia nie wyjdzie z więzienia.
-Mówił pan coś jeszcze o, nim – dopytywałem, bo nie mogłem go zrozumieć, kiedy rozmawialiśmy przez telefon.
-No właśnie nie dokończyłem, bo, jak już wypuściliśmy naszego podejrzanego do domu, bo nie było podstaw na jego zatrzymanie dostałem raport od komisariatu z Łodzi i Zielonej Góry otóż ten chłopak jest poszukiwany listem gończym od 5 lat i ma dużo wybryków na swoim koncie. Między innymi gwałty, narkotyki, kradzieże i dużo, by wymieniać.
-Żartuje pan ? – nie dowierzałem w to, co mówi.
-Chciałbym, ale niestety dowiedziałem się tego, jak już go tutaj nie było, a teraz ślad po, nim zaginął i nasi go szukają, ale koleś jest bardzo cwany.
-Przecież ja go znam już tyle lat i… – nie mogłem uwierzyć, że miałem takiego kumpla.
-On zmienił imię i nazwisko kiedyś nazywał się Natan Zawadzki, a teraz Kuba Rogacki. Powiem szczerze, że ta sprawa nie jest łatwa, a wasza koleżanka może być w niebezpieczeństwie.
-Mówię panu, to od dwóch miesięcy, a pan dopiero teraz sobie, to uświadomił – lekko go wyśmiałem.
-Wiem o tym, ale zeznania były, by tutaj kluczowe, ale to wszystko zależy od pani Julki – rozłożył ręce – Powiedziałem już wszystko i będziemy w kontakcie. Przepraszam, ale muszę iść, bo inne sprawy czekają – przeprosił nas i razem z, nim wyszliśmy na korytarz.
Widziałem, że Michał jest załamany, ale ja również. Zrobiłbym wszystko, by Julka poszła z nami na ten komisariat i złożyła zeznania. Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się w stronę domu.

Perspektywa Julki…

Wróciłam do domu z Mariuszem i Kubiakiem. Powiedzieli mi, że chłopaki pojechali coś załatwić, ale nie chcieli powiedzieć mi szczegółów. Zaczęłam się wypytywać, a oni zeszli na temat ich wynagrodzenia za to, że mnie przywieźli. Oczywiście, chodziło, im o coś dobrego do jedzenia w moim wykonaniu i, więc postawiłam na naleśniki. Chłopaki pomogli zrobić mi ciasto, a ja zajęłam się smażeniem. Po kilku minutach Michał i Zbyszek wrócili. Widziałam, że coś jest nie tak, ale nie chciałam się pytać. Zbyszek mnie przytulił, tak jak zawsze ma zwyczaj, ale czułam, że ściskał mnie tak jakby miał mnie już więcej nie zobaczyć. Michał tak samo ucałował mnie w czoło i mocno do siebie przytulił.
-To co robimy ? – zapytał Bartman z przymusu ze sztucznym uśmiechem.
-Robimy naleśniki – odparł Kubiak, a Michał z Szamponem coś do siebie szeptali.
-Zaraz już będą gotowe – dodałam i jednym okiem zerkałam na Miśka byłam bardzo ciekawa, gdzie oni byli.
Kontynuowałam smażenie, a Michała z Mariuszem wyszli z kuchni dziwnie na mnie zerkając. Kubiak z Bartmanem również usiedli przy stole i tempo patrzyli w ścianę. Nie chciałam wnikać, ale czułam, że coś się dzieje tylko nie wiedziałam z jakiego powodu. Przygotowałam do końca jedzenie i zaniosłam wszystko do salonu. Wlazły siedział przy stole ze smutną miną i co chwile zerkał na nieobecnego Miśka. Usiadłam i zaczęłam jeść po chwili chłopaki również przyszli.
-Jak smakuje ? – zapytałam podczas jedzenia, bo miałam już dosyć też głuchej ciszy.
-Pyszne – Winiar się sztucznie uśmiechnął.
-Smakuje – dodał Bartman i wszyscy kiwnęli zgodnie głową.
-To dobrze – zmierzyłam ich wszystkich wzrokiem i odparłam.
Kiedy zjedliśmy i wszystko posprzątaliśmy chłopaki stwierdzili, że będą się już zbierać. Siatkarze pożegnali się ze mną i z chłopakami, po czym udali się razem do domu. Chłopaki stali i patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem. Sama nie wiedziałam co powiedzieć zmierzyłam ich wzrokiem, pokręciłam głową i poszłam do swojego pokoju. Miałam dosyć już takiego zachowania. Nikt mi o niczym nie mówi i cały czas są jakieś tajemnice. Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Olgi, która była właśnie dostępna.
-Cześć słońce – odparła, kiedy mnie tylko zobaczyłam.
-Hej jak tam ? – zapytałam pochmurnie.
-Dobrze jakoś się przyzwyczajam jak tam u was ? Czuję, że coś się stało.
-Może stało, ale tego właśnie nie wiem. Chłopaki chodzą smutni i patrzą na mnie jakbym miałam zaraz umrzeć, a do tego nic mi nie chcą powiedzieć.
-A jak ich pytałaś to, co Ci mówili ? – zapytała lekko zmartwiona.
-Nic, bo nie pytałam patrząc na nich samej mi się robi smutno.
Usłyszałam pukanie do drzwi i po chwili do środka wszedł Zbyszek.
-Chodź do salonu chcemy porozmawiać – odparł smętnie.
-W porządku zaraz – odpowiedziałam obojętnie, a Bartman wyszedł.
-Widzisz idź z nimi pogadaj i wszystko się na pewno wyjaśni – zwróciła się do mnie Olga.
-Ok, to idę pa – pomachałam jej do kamery i udałam się do salonu.
Chłopaki siedzieli na kanapie i o dziwo nie mieli włączonego telewizora tylko każdy siedział i patrzył w podłogę.
-Wytłumaczycie mi proszę, o co wam chodzi ? – stanęłam nad nimi i zapytałam.
-O nic, po prostu chciałem wam coś powiedzieć – odparł Bartman.
-Słucham, ale nie powiesz mi, chyba że się żenisz– ponagliłam go nie mając już do tego siły.
-Nie no co ty tylko w piątek przed sylwestrem chciałbym wam kogoś przedstawić.
-Mianowicie ? – odezwał się Michał i wyciągnął ręce w moją stronę.
-Chcę żebyście poznali Natalię, bo z nią pójdę na sylwestra i chcę, żeby kogoś już wcześniej znała – wyjaśnił nam.
-Dobra, to zrobić jakiś obiad, kolację ? – dopytywałam.
-Raczej przyjdziemy na kolację, ale ze wszystkim Ci pomogę – zapewnił mnie.
-Wystarczy jak poodkurzasz w salonie i będzie dobrze.
-Nie ma sprawy tak, więc jesteśmy umówieni – powiedział pierwszy raz dzisiaj z uśmiechem.
-Pewnie – zapewnił go Winiar.
-Na pewno nic się nie dzieje, że jesteście tacy smutni ? – próbowałam jeszcze raz się zapytać.
-Wszystko jest w jako najlepszym porządku – zapewnił mnie Winiar i przerzucił sobie mnie przez ramię.
-I widzisz nie wiem, o co nas podejrzewałaś – Zibi stanął Michałowi za plecami tak, by widzieć moją twarz i powiedział zadowolony.
-Faktycznie po tym jak teraz zwisam faktycznie wszystko jest z wami w porządku – wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

Następnego dnia chłopaki rano udali się na trening, a ja siedziałam z siostrą Bartmana Asią. Lekko się zdziwiłam, kiedy przyjechała, ale byłam jej wdzięczna, bo nie musiałam iść z chłopakami na trening z rana.
Usiedliśmy w salonie przy kawie i serniku, który przywiozłam siostra Bartmana. Karolinka siedziałam w pokoju u Michała i przeglądała jego puchary i nagrody. Jednak, zanim, to zrobiła grzecznie się zapytała, czy może. Oczywiście, się zgodził już dawno zauważyłam, że Misiek kocha dzieci, a one jego.
-Jak tam na studiach ? – zwróciła się do mnie Asia.
-Powoli do przodu, ale przyznam Ci się, że od początku grudnia mnie tam nie było. Dzięki chłopakom zaliczyłam wszystkie testy i teraz do końca roku mam spokój.
-Z jednej strony, to wygodnie, bo mają cię, chociaż na oku i ty też możesz czuć się bezpieczniej.
-Zdecydowanie, ale powiem Ci szczerze, że już się przyzwyczaiłam do tego mojego dziwnego życia, jednak nie ukrywam, że chciałabym, żeby, to wszystko się skończyło.
-Julka przecież dobrze wiesz, że wystarczy złożyć zeznania i będziesz wolna – Aśka również dążyła do tego co reszta.
-To się tylko tak łatwo mówi, ale zrobić, to już nie jest takie łatwe.
-Właśnie wręcz przeciwnie przecież chłopaki, by Ci pomogli i już bez obaw mogłabyś żyć z Michałem, ale musisz tego chcieć.
-Chcę nawet nie wiesz jak bardzo, ale ja się boję. Lęk jest czymś takim, że nie potrafię tego pokonać.
-Nie mogę Ci powiedzieć, że wiem, co czujesz, bo nigdy czegoś takiego nie przeżyłam, ale może powinna iść do jakiego psychologa i z, nim porozmawiać na ten temat.
-Myślałam nad tym, ale nie chce tego nikomu opowiadać. Zresztą ja wiem jak wszyscy do mnie mówią, że to ja jestem od tego zależna i mogę, to zmienić. Jestem tego świadoma, ale strach mnie pokonuje i nic się nie zmieni.
-Tak, więc nie próbuje, ale wiedz, że chłopaki na pewno nie odpuszczą.
-Ja też o tym wiem, ale na razie może sobie odpuszczą. Zresztą nasz Zbysiu ma teraz jakiś obiekt westchnięć, a z Miśkiem dam sobie radę.
-Mój brat ma kogoś ! – Aśka krzyknęła i prawie udławiła się ciastem.
-Najwidoczniej, bo w piątek chce ją nam przedstawić, ale nie wiem nic więcej, bo nie chciał mi powiedzieć.
-No patrzcie go – Bartmanówna odparła zadowolona – Nawet się nie pochwalił jak z, nim rozmawiałam.
-Może Ci powie, ale proszę nie mów mu, że Ci mówiłam, bo będzie, że gadam wszystkim – poprosiłam ją.
-Pewnie to, co idziemy zrobić jakiś obiad ? – zaproponowała.
-Oczywiście, ale mam ochotę na coś takiego nieziemsko dobrego.
-Ja myślę, że zrobimy ryż z warzywami niech chłopaki mają trochę dietę- odparła zadowolona ze swojego pomysłu.
-Dobry plan, ale oni nas, za to zabiją – powiedziałam śmiejąc się.
-Zawsze kochałam robić nazłość Zbyszkowi i nigdy mi, to chyba nie przejdzie – teraz już obydwie zaczęłyśmy się śmiać.

Udałyśmy się do kuchni i zabrałyśmy do roboty. Aśka wszystko ze sobą przywiozła, więc nie musiałyśmy iść do sklepu. Zrobiłyśmy jeszcze kilka naleśników Karolince, bo ona nie lubi ryżu i wszystko było gotowe. Kilka minut po 15 do domu wrócili siatkarze. Rzucili torby przy drzwiach w korytarzu i wyłożyli się na kanapie w salonie. Poszłam do nich o mało co nie zabijając się o buty i ich pakunki.
-Widzę, że jesteście bardzo wypoczęci – powiedziałam ironicznie.
-Normalnie mogę góry przenosić – odparł sztucznie Zibi.
-Ja również – Michał podniósł rękę, ale zaraz ją opuścił, bo nie miał siły.
-Jaki śliczny widok – odezwała się Asia, która stała mi za plecami i oparła brodę na moim ramieniu – Mój kochany braciszek taki zmęczony.
-Spadaj – zwrócił się do niej krótko, bo nie miał siły więcej na sprzeczki.
Po chwili do salonu wpadła Karolinka ze energią, która wskoczyła na Zbyszka i mocno się do niego przytuliła.
-Czasami żałuję, że mam chrześnice, która ma tyle siły i jest taka ciężka – odezwał się, kiedy Karolina usiadła mu na nogach.
-Pfff – mała prychnęła i udał się do Michała, który ją mocno przytulił i pocałował w głowę.
-Chodźcie na obiad, a później możecie sobie leniuchować – odparła Aśka.
-Nie mogą, bo na 18 mają siłownię – powiedziałam się śmiejąc.
-Sorry, to może ja pójdę do kuchni – śmiejąc się pod nosem wyszliśmy z salonu.
Zjedliśmy obiad razem z siatkarzami i Aśka stwierdziła, że czas wracać pomieszkać w domu. Pożegnaliśmy, a Bartman poszedł ją odprowadzić. Usiadłam na fotelu w salonie, ale po chwili podszedł do mnie Winiar, wziął na ręce i zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżko i mocno się we mnie wtulił. Nie wiedziałam co się dzieję i zaczęłam się śmiać.
-Zrobiłem coś śmiesznego ? – zapytał patrząc na mnie.
-Oczywiście, że nie – odparłam i ponownie wybuchnęłam śmiechem.
Nic się nie odezwał tylko wzruszył ramionami i ponownie przyłożył głowę do mojego brzucha i zamknął oczy.
-Wykończony ? – zapytałam bawiąc się jego włosami.
-Nie bardziej niż zwykle, ale zaraz mamy jeszcze siłownie, a dzisiaj naprawdę się nie obijałem.
-Mój kochany – ucałowałam go w głowę zazwyczaj, to on robi mi, a teraz, to tak komicznie wyglądało.
-Miałem Ci powiedzieć, że jutro po treningu pojedziemy do mojej siostry.
-Co wy się tak z Bartmanem za nimi stęskniliście ? – zapytałam ciekawa.
-Tak sobie, poza tym wypadałoby odwiedzić Stasia, bo widziałem go tylko dwa razy trochę mało jak na najlepszego wujka.
-Oczywiście też tak sądzę – poczochrałam go po włosach i podeszłam do szafy, by ubrać coś stosownego.
Udałam się z chłopakami na siłownie i miałam przyjemność poznać Kamilę panią psycholog. Jest, to osoba o bardzo specyficznym charakterze i twierdzi, że wszystko kręci się wokół niej. Lata pomiędzy chłopakami i każdemu próbuje się przymilić. Normalnie nie zwróciłabym na, to uwago niech robi sobie co chce, ale ona cały czas kręciła się koło Michała i świeciła przed, nim oczami. Winiar próbował się jakoś od niej odczepić, ale szło mu na marne. Siatkarze mieli przerwę i siedziałam razem z Miśkiem na trybunach. Kamila, kiedy tylko weszła na halę od razu szukała wzrokiem mojego Miśka i udała się w naszym kierunku.
-Hej jestem Kamila – wyciągnęła rękę w moim kierunku.
-Julka dziewczyna Michała – uścisnęłam jej dłoń i zaakcentowałam słowo „Dziewczyna”.
Jej, jednak, to różnicy nie zrobiło i, gdyby nigdy nic rozmawiała z Winiarem nie zwracając na mnie kompletnie uwagi. Podałam się i poszłam do Zbyszka. Stał pod siatką i odbijał piłkę.
-Co jest synku ? – zapytałam go i wtuliłam się w jego ramie.
-Wszystko dobrze, ale coś czuję, że ty masz jakiś problem – słodko się uśmiechnął.
-O imieniu Kamila nie wiem czemu, ale ona jakoś działa mi na nerwy.
-Dziewczyna jak dziewczyna, ale bardzo namolna nic do niej nie mam, ale nie mój typ i radzę trzymać się z daleka.
-Dobrze gadasz, ale ona trzyma się za blisko Miśka, a tego jej nie wybaczę-spojrzałam w ich stronę stali i się śmiali, a ona jeździła palcem po jego ramieniu – O nie laluniu tak nie będziemy się bawić – powiedziałam do siebie i udałam się w ich kierunku.
-Julka zostaw nic nie rób – prosił mnie Zbyszek, ale nie zwracałam uwagi.
Podeszłam do nich i mocno wtuliłam się w Michała. Dziewczyna zmierzyłam mnie wzrokiem od dołu do góry, a ja sztucznie się do nie uśmiechnęłam.
-Co jest kochanie ? – zapytał mnie Winiar, a Kamilę prawię szlak trafił.
-Nic jestem trochę zmęczona – uniosłam głowę i wpiłam się w jego usta.
-Poczekaj jeszcze chwilkę i pojedziemy do domu – ucałował mnie w głowę i poszedł dokończyć swoje ćwiczenia.
-Dobrze wiesz, że treningi są zamknięte ? – Kamilka zwróciła się do mnie.
-Kamilo wiemy o tym bardzo dobrze, ale Julka ma pozwolenie na nie przychodzić tak, więc zajmij się naszym stanem psychicznym, a nie tym co nie trzeba – uratował mnie Zbyszek, a lalunia odwróciła się i wyszła z sali.
-Musiałaś go pocałować, żeby ją trafiło ? – zapytała mnie Zbyszek.
-Musiałam zaznaczyć swój teren i znakomicie mi się to udało – powiedziałam dumna z siebie.

Następnego dnia chłopaki, kiedy wrócili z treningu i zjedliśmy obiad pojechałam z Michałem do jego siostry Agnieszki. Była sama w domu, bo jej mąż był w pracy. Otworzyła nam z drzwi ze Stasiem na rękach. Mały wygodnie spał u mamy w ramionach. Aga doskonale wiedziała, że przyjdziemy i miała już nawet wstawioną wodę na kawę. Kiedy się rozbieraliśmy woda się zagotowała Agnieszka udała się ją wyłączyć, ale zanim, to zrobiła dała mi na ręce Stasia, który nie zauważył nawet, że zmienił swoje położenie. Spojrzałam zdezorientowana na Michała, a ten się słodko uśmiechnął i pocałował mnie delikatnie. Udaliśmy się razem do salonu, a Aga odłożyła małego do łóżeczka, żeby było mu wygodnie.
-Dobrze opowiadajcie co tam u was, bo długo musiałam na was czekać – siostra Michała zaczęła rozmowę.
-Wszystko po staremu – odpowiedział jej Winiar.
-Z tobą, to sobie nie porozmawiam – zwróciła się do brata – Może ty Julka będziesz bardziej rozmówna i powiesz mi jak się czujesz.
-Jest dobrze chłopaki o mnie dbają i mam nadzieję, że do szpitala nie będę musiała jechać przez najbliższe 10 lat – zaśmialiśmy się wszyscy.
Z pokoju dało się słyszeć płacz małego.
-Jedynie, że na porodówkę, ale to nie choroba – odezwał się Michał i udał do swojego siostrzeńca.
Nie wiedziałam jak miałam zareagować na słowa siatkarza, więc udałam, że nic nie słyszałam.
-Planujecie coś ? – Aga, jednak podłapała szybko temat.
-Ja jak na razie muszę ułożyć sobie życie, a za kilka lat, to czemu nie. Jednak teraz ja jestem w niebezpieczeństwie, jeżeli tak, to można pieszczotliwie nazwać, a co dopiero dziecko – wytłumaczyłam jej.
-Słyszałam co nie co o tobie i powiem Ci szczerze, że powinnaś złożyć zeznania i mieć święty spokój – kolejna osoba, która próbuje mnie przekonać.
-Aguś nie zaczynaj nawet, bo ona nie chce o tym słyszeć – Michał wszedł do pokoju ze Stasiem na rękach i się odezwał.
-Jak chce, ale jak coś, to zawszę mogę wam pomóc pamiętajcie.
-Dzięki – siatkarz puścił buziaka w stronę siostry.
Posiedzieliśmy do 19 i udaliśmy się do domu, bo Agnieszka musiała usypiać małego, a jutro czeka nas jeszcze dużo wrażeń.

W piątek wstałam z samego rana i myślałam co przygotuję na kolację. W końcu dzisiaj Bartman ma przedstawić nam swoją wybrankę i powiem szczerzę, że jestem bardzo ciekawa, kto to taki. Postanowiłam upiec ulubioną szarlotkę chłopaków i zrobić lazanię na kolację. Ze wszystkim się bardzo szybko uwinęłam i zdążyłam się jeszcze jakoś normalnie ubrać. Chłopaki wrócili z ostatniego treningu w tym roku i byli wykończeni, bo podobno dali z siebie wszystko. Oczywiście, nie byłam przez ten czas sama w domu, bo oni nigdy w życiu, by się na, to nie zgodzili tylko siedziałam z Maryśką, która przyszła przekazać mi notatki z uczelni i trochę poplotkowaliśmy.
O 17 Bartman pojechał po Natalię, a ja udałam się do pokoju ubrać. Michał również był już gotowy i zajadał szarlotkę, bo nie mógł się już doczekać na gościa, więc ukroiłam mu kawałek.
Ubierając się usłyszałam, że Bartman już jest i jego przyjaciółka również. Ubrałam się, ale wychodząc wylałam niechcący sok z szklanki na swoje spodnie i jeszcze bardziej nie mogłam wyjść, bo musiałam się przebrać. Kiedy, to zrobiłam mogłam już spokojnie wyjść. Poszłam do kuchni, bo dzwonił telefon Michała była, to jego mama. Odebrałam i udałam się z telefonem do salonu. Weszłam do środka i o mało co nie upadłam.
-Michał… – tylko tyle zdołałam wypowiedzieć i spojrzałam na towarzyszkę Zbyszka, a ona na mnie…

—————————————————————————————————————————————————

Jest 50, 50, 50 rozdział ;)

Normalnie sama nie mogę w to uwierzyć na tym blogu maksymalnie miało się pojawić 30 rozdziałów, ale z dnia na dzień miałam inne pomysły i tak jakoś mamy już 50 a końca nie widać. Chciałabym podziękować wszystkim za odwiedziny, a najważniejsze to miłe słowa w komentarzach jestem bardzo wdzięczna. Nie wiem, ile będzie dokładnie rozdziałów, ale z 10 jeszcze na pewno. Możecie napisać w komentarzach, czy dalej mam pisać, to opowiadanie, czy nie chcecie już tego czytać ? Pytam się, bo z dnia na dzień jest mniej komentarzy. Wiem ze swojego przykładu, że rak czasu i w ogóle, ale może wy macie inne „ale” do opowiadania ;) Czekam na odpowiedź.

Sprawozdanie z dzisiaj…

Powiem tak mecz był jaki był taki był, ale czekałam na niego od igrzysk olimpijskich i się doczekałam ;) Wynik mógłby byś lepszy, ale spokojnie nasi panowie dopiero, co zaczynają, a w niedzielę pokażą klasę. Tak jak to Polska grać potrafi. U mnie strefa kibica wypadła znakomicie i nie patrząc na wynik jestem dumna mając taką drużynę narodową. Nie chce tutaj nikogo obrażać, ale bez Igły, to lekko nie miało sensu. Wiem, że Zati dopiero zaczyna tak na poważnie, ale te mecze są ważne, więc Krzysiu nam, by dzisiaj pomógł, jednak za niektóre akcje dla Pawła wielki szacun. Tak samo Wrona może długo nie pograł, ale zdobył mogą sympatie. Winiar był dopiero pod koniec, a nasz Zibi się lekko mylił, jednak i tak ich uwielbiam ;)
WIERNI PO ZWYCIĘSTWU, DUMNI PO PORAŻCE ;)
A co do piłki nożnej, to bez komentarza…

Rozdział 49 – Niemiłe spotkanie.

 

Perspektywa Julki…

Święta minęły nam w znakomitej atmosferze. Powiem szczerze, że pierwszy raz od kilku miesięcy poczułam, że rodzina jest najważniejsza. Mało ważne jest to, że swoją porzuciłam, ale po tych świętach wiem, że Michał ze Zbyszkiem zrobią wszystko, bym miała wspaniałe życie. Rodzice wrócili już do siebie, a chłopaki muszą jutro wrócić do treningów. Ja na szczęście do końca roku mam wolne, a chłopaki do sylwestra muszą ostro trenować. Bartman wyszedł, gdy tylko pojechali jego rodzice. Oczywiście, do swojej Natalii i tak długo bez niej wytrzymał. Jednak, ile wysłał do niej SMS-ów przez święta, to się nie mówi. Michał buszuje jeszcze w kuchni, bo jest głodny, a ja leże pod kocem i oglądam powtórkę meczu.
-Zdołałem ukryć jeszcze kawałek placka przed Bartmanem – odparł dumny z siebie Misiek i usiadł na wysokości mojego brzucha.
-Możesz być z siebie dumny – powiedziałam z kpiną w głosie.
Chciało mi się śmiać ,bo było tyle jedzenia, a nie zostało już nic. Jednak było do wykarmienia czterech facetów i ja z paniami.
-Nabijaj się dalej, ale ja jestem dobry człowiek i się podzielę – wziął kawałek sernika i skierował do moich ust.
Zjadłam i puściłam mu buziaka. Zaśmiał się i wrócił do konsumowania. Po kilku minutach przerwał sobie i spojrzał na mnie.
-Została ostatnia łyżeczka chcesz ? – zapytał.
- Jedz smacznego – odmówiłam.
-A, jeżeli jest to najpyszniejszy kawałem ciasta na świecie, a ciebie ten smak ominie ? – dążył dalej.
-Zobaczmy – zbliżyłam twarz do niego i spróbowałam – Miałeś rację, to było najpyszniejsze – odparłam i wtuliłam się w jego rękę.
Było kilka minut po 23, a my siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w telewizor. Przyszedł Bartman, zabrał nam pilota i zgasił nasze okno na świat.
-My oglądamy – odezwał się Michał, ale Zibi miał taki dobry humor, że nic sobie z tego nie zrobił.
-Idziemy na spacer jest super pogoda, a wy siedzicie w domu – powiedział zadowolony.
-Dla kogoś, kto lubi -30C, ale nie dla nas – odparłam i próbowałam zabrać mu pilota.
Nie zareagowałam, a on wziął mnie na barana i niósł w stronę szafy.
-Bartman puszczaj – waliłam go po plecach.
-Spokojnie, po co te nerwy ? – zapytał i postawił mnie przed sobą, a za nami przyszedł Michał.
-Kochanie może, to nie jest zły pomysł ,chodź się przejdziemy przed snem.
-Niech wam będzie, ale niedaleko – poprosiłam.
Szybko się ubrałam i zeszliśmy na dół. Wychodząc z klatki poczułam jak zimny wiatr opatulił moje ciało. Od razu wtuliłam się w Michała i udaliśmy się w stronę parku.
-Co ty taki zadowolony ? – Michał zwrócił się do Zibiego.
-Tak jakoś chce mi się żyć i jest fajny – odpowiedział i przejechał dłonią po śniegu.
-Dobra udajmy, że nie było pytania i gdzie jest Bartman, który cały czas ma nerwice i zmartwienia – zapytałam.
-Stoi przed tobą, ale stwierdził, że nie ma sensu się zamartwiać i żyć dalej.
-Powiem Ci, to przy najbliższej okazji – wskazałam na niego palcem.
-W porządku i miałem wam powiedzieć, że mamy zaproszenia na sylwestra do Igły.
-Fakt w tym roku kolej Igły – powiedział Misiek, jakby sobie o czymś przypomniał.
-Nom, więc mamy jeszcze tydzień na przygotowanie się – odparł Zibi i przybili piątkę z Winiarem.
-Co macie na myśli ? – dziwnie na nich patrzyłam.
-My szykujemy alko, a ty kieckę i coś pysznego do jedzenia – wyjaśnił mi Misiek i pocałował w policzek.
-Idę w trampkach od Bartmana i dżinsach – zapewniłam, im.
-Ja idę tylko z dziewczyną w sukience – powiedział Michał.
-W takim razie musisz sobie kogoś znaleźć, bo ja nie mam zamiaru.
-Mamy jeszcze tydzień czasu i będziemy nad tym pracować – powiedział pewny siebie – Na wszelkie możliwe sposoby – dopowiedział na ucho.
-Wmawiaj, to sobie – odparłam i pstryknęłam mu w nos, ale poczułam również jak dostałam ze śnieżki w plecy.
Odwróciłam się i zobaczyłam Bartmana z wielkim uśmiechem na twarzy.
-I co zacieszasz ? – zapytałam, a on dalej się śmiał.
-Bo uwielbiam jak się bulwersujesz – ponownie poczułam pocisk na sobie.
Tym razem był, to Michał, który teraz stał już koło Bartmana i obydwoje się ze mnie śmiali.
-Robicie sobie obiad sami do końca roku – krzyknęłam i zaczęłam biec w ich kierunku, ale zaczęli uciekać.
Droga prowadziła w trzy alejki, oni wbiegli w środkową, a ja co sił w nogach próbowałam ich dogonić. Dopóki ktoś nie wybiegł z ciemnych drzew i nie powalił mnie na ziemię. Leżałam na białym puchu, otworzyłam oczy i spojrzałam na swojego napastnika.Od razu rozpoznałam te zimne i zarazem straszne oczy.
-Mówiłem, że nie odpuszczę – Kuba odparł pewny siebie i wpił się w moje usta.
-Puszczaj – krzyknęłam i odepchnęłam go od siebie, jednak on się nie poddał.
Zaczęłam krzyczeć, żeby chłopaki mnie usłyszeli, ale wydałam z siebie tylko miarowy dźwięk, bo Kuba zatkał mi usta.
-Pójdziesz ze mną pod dobroci ? – zapytał.
-Chyba śnisz dlaczego nie możesz mnie zostawić w spokoju i znaleźć sobie kogoś innego ? – przestałam się szarpać i zapytałam.
-Dobrze wiesz, że dążę do swoich celów i nie rezygnuje z nich.
-Człowieku ty jesteś psychiczny i to nie jest już zabawne.
-Czy ja się śmieję ? – powiedział z ironią, a ja się rozglądałam, czy nie ma chłopaków – Mogliśmy, to załatwić w Gorzowie, ale ty wolałaś uciec, więc będziemy, to ciągnęli dalej.
-Zostaw mnie proszę – wyjęczałam – Michał ! – krzyknęłam na całe gardło.
-Zamknij się szmato, bo pożałujesz – wysyczał mi do ucha.
Podniósł mnie i zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia. Usłyszałam jak chłopaki mnie wołają i postanowiłam jeszcze raz się odezwać.
-Pomocy – krzyknęłam, ale Kuba uderzył mnie w nos, czułam jak ciurka krwi spływa po moim policzku.
Kuba uklęknął przede mną i jeszcze raz mnie uderzył. Mocno zakręciło mi się w głowie i bardzo słabo widziałam.
-Julka – słyszałam coraz bliżej głos Michała i Zbyszka, ale również kroki po śniegu.
-Zginiesz marnie jak będziesz odwalała takie rzeczy – odparł i przejechał opuszkami palców po moich ustach.
-Zostaw ją – usłyszałam głos Zbyszka i szybki bieg w naszym kierunku.
-Dorwę cię jeszcze, ale, wtedy już ostatecznie – odparł Kuba i przejechawszy nożem po mojej szyi obok starej blizny i uciekł w ciemny park.
Po chwili Zbyszek i Michał byli już koło mnie.
-Mała – Zibi odgarnął mi włosy z czoła i wytarł lecącą krew – Jutro jedziemy na policje, to nie jest śmieszne.
-Daj spokój, to nic takiego – próbowałam sama wstać, ale zachwiałam się i Michał wziął mnie na ręce.
-Kocie jak nie idziesz, to będziesz siedziałam całe życie w domu przecież on nie ma żadnych skrupułów i robi z tobą co mu się podoba.
-Chodźmy do domu – poprosiłam i wtuliłam się w Michała.
Chłopaki o nic więcej już nie pytali i udali się ze mną w stronę domu.
Kiedy dotarliśmy na miejsce Michał zrobił mi opatrunek.
-Kolejna blizna – odparł Zibi widziałam, jaki był wściekły.
-Do kolekcji – powiedziałam w jego kierunku i się uśmiechnęłam.
-Jak masz zamiar dalej je kolekcjonować, to ja się poddaje – krzyknął w moim kierunku i trzaskając drzwiami wyszedł.
-Niech on nie przesadza – powiedziałam zdenerwowana.
-On nie przesadza i w pełni się z, nim zgodzę – Michał zaczął sprzątać apteczkę – Julka, to nie jest już śmieszne, a ty dalej twierdzisz, że nic się nie dzieje.
-Michał nie zrozumiesz tego ja… – sama nie wiedziałam jak mam mu, to wszystko wyjaśnić.
-To mnie oświeć – powiedział trochę wyższym głosem – Ja nie jestem Bogiem, żeby wiedzieć bez słów jak Ci pomóc, a jak on dalej ma ciebie tak krzywdzić, to ja się wykończę – spojrzał na mnie tymi swoimi smutnymi oczami i wyszedł z kuchni.
Miałam dosyć, bo Kuba niszczy mnie ja siebie i całą resztę.
-Tato daj mi jakiś znak co mam zrobić – wyszeptałam.

Perspektywa Zbyszka…

Może za bardzo nakrzyczałem na Julkę, ale ja nie mogę patrzyć jak ona sama rozwala sobie życie. Wyszedłem z klatki i udałem się w kierunku, gdzie Julka miała przykre spotkanie z Kubą.
Chodziłem tą drogą przez 30 minut myśląc jakby jej pomóc. W końcu usiadłem na ławce na wprost miejsca zdarzenia. Opuściłem głowę nie wiedząc co zrobić, ale z drzewa zleciało trochę śniegu prosto za moją kurtkę. Przeszedł mnie zimny dreszcz i odchyliłem głowę mocno do tyłu. Moją uwagę przykuło coś jasnego pomiędzy drzewami. Wstałem i podszedłem bliżej. Otóż w gałęziach drzewa znajdowała się kamera, która idealnie była skierowana na miejsce, w którym Kuba dzisiaj rzucił się na Julkę.
-Teraz synku już mi nie uciekniesz – wyszeptałem i udałem się zadowolony do domu.

Perspektywa Julki…

Siedząc w kuchni stwierdziłam, że muszę przeprosić Michała za swoje zachowanie i wyjaśnić mu kilka rzeczy. Weszłam do salonu, a siatkarz nie oderwał nawet wzroku od telewizora. Stanęłam przy oknie i patrzyłam w ciemność za oknem.
-Michał… – powiedziałam niepewnie – To jest dla mnie trudne nie wiesz nawet jak bardzo, ale ja może wyglądam na dorosłą, jednak nieraz czuję, że tak w ogóle nie jest. Prawda jest taka, że mam tylko te swoje 18 lat i nic więcej. Po prostu nie radzę sobie z tym wszystkim.
-Chodź do mnie – Winiar zgasił telewizor i wyciągnął ręce w moim kierunku.
Usiadłam mu na kolanach, a on mocno mnie przytulił.
-Czy masz 18, a może 25 lat dla mnie nie ma różnicy i tak, czy tak masz być bezpieczna.
-Wiem co masz na myśli, ale Misiek ja mam w sobie tak lęk przed, nim, że nie mogę nawet tego opisać.
-Kocie od wszystkiego można się uwolnić proszę daj sobie pomóc.
-Kochanie ja wiem, że chcesz mi pomóc, ale zostawmy, to tak ja nie chce robić większej wojny niż już jest – wpiłam się w jego usta – Idę do siebie przyjdziesz za chwilę ? – zapytałam z uśmiechem.
-Oczywiście – puścił mi buziaka i wrócił do oglądania telewizji.
Musiałam trochę ogarnąć w pokoju, bo można było się zabić przez wszystkie zbędne rzeczy na ziemi. Wszystko elegancko poukładałam na swoje miejsce i było pięknie.Chciałam się położyć i poczytać książkę, ale do pokoju wszedł Bartman z wielkim uśmiechem.
-Jak się mają moje miłości ? – zapytał i usiadł obok mnie.
-Bardzo dobrze – odparłam krótko.
-Przepraszam, że tak na ciebie nakrzyczałem, ale nie mogę patrzeć jak on cię rujnuje.
-Wiem i doceniam, ale Zibi nie ma co rozdrapywać starych ran.
-Oczywiście dajmy na razie spokój – odparł i przytulił mnie do siebie, jednak na jego ustach widniał dziwny cwany uśmiech.

Perspektywa Zbyszka…

Przeprosiłem Julkę, bo było mi źle z tym jak na nią naskoczyłem, ale nie chciałem jej nic mówić o tym co odkryłem. Posiedziałem z nią chwile i udałem się do Winiara podzielić się informacjami.
-Byłem w parku – odparłem i usiadłem obok Winiara.
-I mam z tego powodu skakać do sufitu ? – zapytał ironicznie.
-Możesz, bo odkryłem coś bardzo ciekawego.
-Mów, o co Ci chodzi, bo nie mam humoru na takie podchody – popędził mnie.
-W parku tam, gdzie Kuba na nią napadł jest kamera idealnie ustawiona na te miejsce.
-Żartujesz ? – Winiar wyłączył telewizor i spojrzał, a mnie ciekawsko.
-Nie jutro rano chcę iść na komisariat i to zgłosić.
-Dobra, ale wiesz, że o 14 mamy trening ? – zapytał i skierował się do kuchni, a ja za nim.
-Spokojnie pojadę z samego rana i wszystko ogarnę, a ty zabierzesz Julkę na halę, bo ja muszę jeszcze coś załatwić.
-Dobra, a takim razie wszystko ustalone i mam nadzieję, że wypali, bo trzeba się jeszcze wziąć za mieszkanie.
-Myślałem nad tym, ale najpierw powiedz Julce, a potem zajmiemy się całą resztą.
-To zostaw już mnie – powiedział zadowolony i skierował się do łazienki.

Nie chciałem już wnikać i zdam się na niego. Mam nadzieję, że Julka nie zazna przy tym szoku albo czegoś gorszego. Pogasiłem światła i położyłem się. Dzisiaj było dużo wrażeń i coś czuję, że to dopiero początek naszych przygód.

Wstałem kilka minut po ósmej, zrobiłem śniadanie Julce i Michałowi po czym udałem się na komisariat. Jadąc przed miasto myślałem co powiedzieć temu durnemu policjantowi, bo jak dzisiaj się nie dogadamy, to naprawdę mu przywalę. Podjechałem pod budynek komisariatu i skierowałem się do środka. Na dyżurce siedział ten sam facet co ostatnio. Oczywiście, w połowie spał. Nie chciało mi się nawet zaczynać z, nim dyskusji i zapukałem do pierwszych lepszych drzwi. Na szczęście trafiłem na mężczyznę, który ostatnio mówił mi o tym jak można załatwić Kubę poprzez zasadzkę.
-Dzień dobry – odparłem i zamknąłem za sobą drzwi.
-Witam jak dobrze pamiętam pan Bartman ? – zapytał unosząc lewą brew i podając mi rękę – Jak pan się tutaj w ogóle dostał ?
-Ma pan bardzo niewyspanego kolegę przy wejściu i jakoś mnie nie zauważył, a ja mam do pana sprawę.
-Przyszedł pan zgłosić zaginięcie ? Tak szybko ? – zapytał żartobliwie.
-Widzę, że ma pan dobrą pamięć, ale na szczęście nie muszę tego robić, jednak wczoraj miał miejsce mały incydent – policjant wskazał mi krzesło żebym usiadł.
-Słucham pana uważnie – usiadł naprzeciwko mnie i patrzył mi w twarz.
-Wyszliśmy wczoraj tak o 23 z domu na spacer. Ja, moja przyjaciółka i jej chłopak. Odeszliśmy kawałek od Julki…
-To ta dziewczyna co nie chce złożyć zeznań ? – przerwał mi w połowie zdania.
-Właśnie ta i wczoraj, kiedy odeszliśmy od niej kawałem ten chłopak, który ją prześladuje napadł na nią.
-Coś jej się stało ? – mężczyzna dodał po chwili.
-Chciał ją gdzieś zabrać i groził, a do tego przeciął jej nożem szyję – wyjaśniłem.
-Ja oczywiście przyjmę zgłoszenie, ale bez zeznań świadków na nic się to zda.
-Tutaj pana zaskoczę, bo mam na, to mały pomysł.
-Niby, jaki ? – przerwał sobie w pisaniu i spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Poszedłem w miejsce, gdzie wydarzyło się to zdarzenie i pomiędzy drzewami ujrzałem kamerę. Jest idealnie ustawiona na miejsce, w którym się to wydarzyło.
-To bardzo dużo może pomóc, ale może też być tak, że właśnie ta kamera jest atrapą, bo z tego co ja wiem, to kilka jest fałszywych.
-Ale sprawdzi, to pan i da mi znać ? – upewniłem się.
-Oczywiście chce panu pomóc i jeżeli będzie to nagranie, to mamy tego chłopaka w garści.
-Mam nadzieję, bo to wszystko robi się już jak w jakimś horrorze.
-Ok proszę zapisać mi swój numer i jeszcze dzisiaj się z panem skontaktuje. Potraktuję tą sprawę jako priorytetową.
-Dzięki nareszcie ktoś mnie rozumie – zaśmiałem się i zapisałem swój numer na kartce – Mam dzisiaj trening, ale proszę dzwonić postaram się odebrać.
-W porządku prosiłbym jeszcze pana podpis pod zeznaniami i gotowe – postawiłem parafkę na kartce i wstałem.
-Może trochę odbiegnę od tematu, ale, kiedy gracie jakiś najbliższy mecz ?
-Widzę kibic – zaczęliśmy się obydwoje śmiać – W tym roku, to już nic, ale 3 stycznia gramy u nas na hali, więc zapraszam.
-Znakomicie na pewno będę – podał mi rękę którą uścisnąłem – Zaraz zajmę się pana sprawą i będę informować na bieżąco.
-Dobrze do usłyszenia – wyszedłem na korytarz po drodze zmierzyłem jeszcze faceta na dyżurce i udałem się do domu.
Byłem zadowolony, że policjant tym razem mnie nie zlekceważył i podszedł do mojej sprawy na poważnie. Zobaczymy tylko, to z tego wyniknie z czasem.

Perspektywa Michała…

Rano wstałem chcąc zrobić Julce śniadanie, ale Bartman już mnie wyręczył i zrobił również dla mnie. Po chwili do kuchni przyszła Julka i witając mnie buziakiem napiła się mojej herbaty.
-Gdzie Bartman ? – zapytała rozglądając się po kuchni.
-Śpi chyba – dobrze wiedziałem, gdzie jest, ale Julka miała się o niczym nie dowiedzieć.
-Nie, bo byłam u niego, a dzisiaj w nocy jakoś nic mi nie wspominał, że gdzieś jedzie – widziałem, że chce się ze mną drażnić.
-Ja też nic nie wiem, bo wczoraj jak zasnąłem z Beatą, to straciłem rachubę czasu ona jest taka cudowna.
-Pozdrów ją ode mnie i szczęścia życzę – powiedziała ironicznie.
-A dziękuję, dziękuję, jednak ja jestem człowiek przebojowy i bardzo lubię zdradzać swoje kobiety – podszedł do mnie i mocno wpił się w moje usta.
-Bartmana nie ma, więc ja też mogę – wyszeptała mi do ucha i poddała się moim pieszczotą.
Długo, jednak nasz spokój nie potrwał, bo do domu wrócił Zibi z bardzo dobrym humorem i wielkim uśmiechem na ustach.
-A ty po drodze spotkałeś Natalie, że humorek tak dopisuje ? – Julka zwróciła się w stronę Zbyszka.
-Kto, to taki ? – zapytałem nie wiedząc o kogo chodzi.
-Znam tylko imię, ale również chciałabym się dowiedzieć jak ona wygląda, kim jest i dlaczego Zibi poleciał akurat na nią – wymieniałam po kolei.
-A w tym na pewno jest jakiś haczyk, bo nasz Bartman ma wymagania – dopowiedziałem, ale po chwili dostałem od Zibiego w łeb.
-W swoim czasie jak dobrze pójdzie, to jeszcze w tym tygodniu – uśmiechnął się tajemniczo – Śniadanie zjedzone ? – zapytał dopijając kawę.
-Ja już – odezwała się Julka, a ja zmierzyłem jej talerz wzrokiem nawet nie zjadła jednej całej kanapki.
-Nie chce Ci nic mówić, ale za kilka dni mamy pierwszą kontrolę u lekarza i chyba nie chcesz wrócić do szpitala ? – zapytałem w pełni poważnie.
Julka tylko pokazała mi język i z pokorą kontynuowała swoje śniadanie. Bartman zaczął się śmiać, przybił ze mną piątkę, po czym udał się do swojego pokoju.
-Jedz, bo jedziesz z nami na trening – odparłem i poszedłem do Bartmana pokoju.
Zbyszek grzebał w szafie poszukując swojego stroju i butów. Wszedłem i wyłożyłem się na łóżku.
-Uprzedzę twoje pytanie buty są u mnie w aucie, a koszulki na trening u Julki w szafce – puściłem do niego oczko.
-Ok w takim razie mogę Ci powiedzieć co załatwiłem – odparł zadowolony i zrzucił torbę z łóżka – Ten policjant co ostatnio ze mną gadał i wymyślił z tą zasadzką stwierdził, że mi pomoże i jeszcze dzisiaj da odpowiedź.
-Czyli mamy go w garści ? – zapytałem bawiąc się piłką.
-Może, bo mówił, że kilka kamer w parku, to atrapy i nie wiadomo jaka jest ta znaleziona przeze mnie.
-Bartman módlmy się, bo ja nie mam już siły, a Julka nam się wykończy.
-Jak na razie idziemy na trening – Zibi mnie pogonił i poszedłem się pakować.
Julka się ubrała my z Bartmanem również uszykowaliśmy swoje torby i udaliśmy się na halę moim autem.

Perspektywa Julki…

Chłopaki, kiedy weszli do budynku od razu skierowali się na salę zamiast iść się przebrać, ale nie chciałam się odzywać i skręciłam do szatni. Kiedy weszłam wszyscy się ze mną przywitali. Oczywiście, Krzysiu pierwszy i już wszyscy byli gotowi do gry. Zabrali swoje bidony i udali się na halę, a ja zostałam sama z Mariuszem. Nie odzywając się nic usiadłam na ławce, a on stał nade mną i patrzył na mnie z uśmiechem.
-Co powiesz księżniczko ? – zapytał zakładając stabilizatory.
-Święta minęły znakomicie i w ogóle jest dobrze – odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
Pokręcił tylko głową i przyjechał dłonią po mojej szyi.
-Julka dobrze wiesz, że mi możesz mówić wszystko.
-Wiem, ale tu nie ma co mówić, bo nie ma w tym nic ciekawego – szybko uciełam.
-Daj sobie pomóc dziewczyno – próbował mnie przekonywać.
-Przebieraj się, bo Nawrocki się wkurzy – odparłam i szybko udałam się na halę.
Pan Jacek mocno mnie przytulił i zaczął wypytywać o święta. Chłopaki byli już przebrani i siedzieli na parkiecie, a Zibi i Michał stali nad nimi i coś opowiadali głośno się przy tym śmiejąc.
-Winiarski, Bartman jak za dwie minuty nie będziecie gotowi do gry, to siedzicie tu do 20 – nie trzeba było, im drugi raz powtarzać, bo od razu skierowali się do szatni.
Chłopaki szybko się przebrali i zaraz byli z powrotem na sali. Michał udał się na rozgrzewkę, a Bartman świrował coś z telefonem. Pogadał chwilę z Nawrockim i również zabrał się do roboty. Trener, im nie odpuszczał najpierw porządne rozciąganie, bieganie i ćwiczenie wszystkich elementów gry. Widziałam, że każdy z nich kocha to, co robi i nie jest tutaj z przymusu. Siatkarze byli już podzieleni na drużyny i rozgrywali małe sety pomiędzy sobą. Bartman miał zagrywać, kiedy zadzwonił jego telefon. Rzucił piłkę i pognał w stronę urządzenia wszyscy zaczęli jęczeć, ale trener nic się nie odezwał tylko kazał poczekać. Patrzyłam na Zbyszka on również na mnie. Na początku rozmowy się bardo ucieszył, ale z sekundy na sekundę jego mina robiła się coraz bardziej smutniejsza. Michał do niego podszedł i o coś zapytał, ale on nic nie odpowiedział. Wrócił na pole zagrywki i z całej siły zaserwował asa prosto na Igłę. Krzysiu się odsunął i nie próbował nawet przyjąć tej atomowej zagrywki.
-Stary co jest ? – Misiek zwrócił się w jego stronę.
-Źle jest – kopnął w bandy i wyszedł z sali…

—————————————————————————————————————————————————————————————-

Jest rozdział, który wyszedł mi znakomicie powi